24 grudnia 2013

Wszystkim Czytelnikom,
życzę wesołych, rodzinnych i przepełnionych miłością Świąt Bożego Narodzenia.
Dziękuję wam, za wszystkie chwile spędzone na moim blogu i mam nadzieję, że przyjdzie nam razem spędzać jeszcze więcej takich chwil, w nadchodzącym roku 2014.
Monika Zielińska

1 grudnia 2013

Filozofia człowieka, zarys problematyki i antologia tekstów - Roman Darowski

WYDAWNICTWO: WAM

Dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM, w moje ręce trafiła książka, z punktu widzenia studentki filozofii, bardzo cenna. 

Obecnie, jednym z przedmiotów, z którymi się zmagam jest antropologia filozoficzna. Dział filozofii niezwykle interesujący, ale także bardzo obszerny i wymagający systematyzowania, a także porządkowania rozmaitych koncepcji człowieka, panujących na przestrzeni dziejów, w pewne grupy, nurty myślowe itp. Nie jest to zadanie łatwe do samodzielnego wykonania, w związku z tym zachodzi potrzeba sięgania po książki, dające, że się tak wyrażę, rzut na całą problematykę antropologiczną, jakby z lotu ptaka. Książka księdza profesora Romana Darowskiego, jest jednym z takich dzieł. Poleciłabym ją szczególnie, tym czytelnikom, którzy posiadają już jakąś wiedzę antropologiczną, ale braknie im uporządkowania i usystematyzowania tej wiedzy. 

Autor nie zanurza się filozoficznie, w poruszane przez siebie problematyki, dlatego nie jest to książka, którą można czytać celem głębszego zrozumienia. Jednakże, uważam, że w żadnej mierze nie ujmuje to jej wartości, ponieważ jest świetną pozycją dla osób posiadających wiedzę antropologiczną, potrzebujących jej uporządkowania.

2 listopada 2013

Zagadki Medyczne i Sztuka Diagnozy - Dr Med. Lisa Sanders

WYDAWNICTWO: MAGNUM
Ani popularność serialu "Dr. House", ani fakt, że Lisa Sanders była konsultantką tego serialu, nie wpłynął na moją decyzję o przeczytaniu tej książki. Na samym początku, muszę przyznać, że wybór lektury był z mojej strony zupełnie losowy. Być może z tego powodu trudno mi jest ocenić książkę zupełnie jednoznacznie. 

 Opowiadania medyczne - myślę, że pod taką kategorię można podczepić książkę Lisy Sanders. Szczerze powiedziawszy, po ich przeczytaniu niewiele jestem w stanie o nich powiedzieć, książkę czyta się bardzo szybko i sprawnie, aczkolwiek nie jest to lektura, po której przeczytane treści zapadają w pamięć, zostają w głowie. 

Być może kluczowy w mojej ocenie jest fakt, że nie jestem lekarzem, ani studentką medycyny. Jednak, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wokół książki zbudowano pewną "czczą" otoczkę przy pomocy chwytów marketingowych i jestem intuicyjnie przekonana, że studenci medycyny sięgają po lektury ambitniejsze i cenniejsze z punktu widzenia zdobywanej przez nich wiedzy. 
Trudno mi się przychylić do pozytywnej, lub negatywnej oceny, książka nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, ani pozytywnego, ani negatywnego, więc siłą rzeczy, ta recenzja będzie tylko śladem po przeczytanej książce...

11 października 2013

Nexus - Ramez Naam

WYDAWNICTWO: DRAGEUS

Zgłosiłam się do wydawnictwa Drageus z nadzieją na przeczytanie innej książki, która niestety, a może jednak "stety" nie została mi udostępniona. Tymczasem w moje ręce trafił Nexus. Opis tej książki wzbudził moje zainteresowanie, a czas poświęcony na lekturę tej powieści, okazał się nie być straconym. Oczywiście, jak to ja, znalazłam kilka drobnostek, do których można by się przyczepić, ale nie na tyle zajmujących, by niniejsza recenzja miała się okazać negatywną. 

W niedalekiej przyszłości, tj. w roku 2040 na rynek trafia nowy nanonarkotyk. Nexus... narzędzie dzięki, któremu wgląd w ludzkie umysły staje się możliwy. Narkotyk, który pozwala na wyświetlanie myśli drugiego człowieka niczym slajdów. Nowy wymiar rozrywki  i czekających na ludzkość niebezpieczeństw, nowe narzędzie do manipulacji, chyba najsilniejsze jakie można sobie wyobrazić...

Nexus wciąga, jak dobry film, jak... narkotyk, poruszając wyobraźnię, tak wyraźnie, i tak gwałtownie... Nie pozwalając na odpoczynek w czytaniu.


Mogłabym napisać o tym, co mi się nie podobało, ale nie chcę. Uważam, że powieść Rameza Naam ma zdecydowanie więcej zalet niż wad, pobudza umysł do zadawania nowych pytań, między innymi tego, które przed paroma tygodniami było dyskutowane na spotkaniu Socrates Cafe, w Cafe Fikcja, a mianowicie: 


Jak daleko możemy się posunąć dla dobra nauki?

2 października 2013

Bóg ukryty, medytacje o całunie - Carlo Maria Martini SJ

WYDAWNICTWO: WAM

Całun Turyński jest bardzo ważnym symbolem dla chrześcijan, kwestia jego autentyczności nie jest kwestią naukową, lecz kwestią wiary. Z punktu widzenia chrześcijan nie jest istotna autentyczność Całunu, ponieważ stwierdzenie lub zanegowanie jego prawdziwości, nie zmienia niczego w jego symbolice.

Carlo Maria Martini arcybiskup Mediolanu, włoski jezuita, profesor Wydziału Teologicznego w Chieri, stara się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego żadne artystyczne przedstawienie męki Chrystusa, nie wywiera na wiernych tak wielkiego wrażenia, jak Całun. 
Punktem wyjścia dla rozważań autora jest werset z Księgi Izajasza

Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela Zbawco!
(45,15)
 Słowa te, są rozpatrywane przez autora w bardzo szerokim sensie, który (niestety) chwilami może się okazać niezrozumiały dla zwykłego czytelnika. Autor wiele miejsca poświęca zagadnieniu Boga ukrytego, tajemnicy. Bóg ukryty - czyli Bóg, który działa również w ludzkich nieszczęściach i porażkach, ukazując w tym swoje miłosierdzie i przebaczenie dla człowieka.

Jezus proponuje z krzyża inny, pozytywny typ człowieczeństwa: jest to człowieczeństwo tego, kto swoim życiem dąży do osiągnięcia szczęśliwości cichych i czyniących pokój, kto zgadza się nieść codzienny krzyż ze swoim Panem. Jest to propozycja całkowitej przemiany mentalności, która może wymagać stawienia czoła przeciwnościom i prześladowaniom.
...pisze Martini na 44 stronie. To wręcz zadziwiające, że tak krótka lektura, zawiera tak wiele głębokich przemyśleń, które z kolei mogą naprowadzić człowieka na cały szereg innych, nowych pytań. Myślę, że książka Carlo Maria Martini należy do tych pozycji, które ubogacają wnętrze czytelnika.

Zima w Siedlisku - Janusz Majewski

WYDAWNICTWO: MARGINESY 
Anna Dymna grająca główną rolę w serialu o Pensjonacie na Mazurach, powiedziała o tej powieści:
Jak mężczyzna mógł napisać tak pięknie i tak prawdziwie o rozpaczy i bólu kobiety? A że to mężczyzna, a nawet który, poznać od razu. Po wyjątkowym poczuciu humoru... 

W zupełności się z nią zgadzam. Myślę, że Janusz Majewski potrafi zajrzeć w kobiecą duszę, wyobrazić sobie całą gamę emocji jaka targa kobiecym sercem, i co najważniejsze przelać ją na papier. Jakiś czas temu omyłkowo mówiono o Januszu Leonie Wiśniewskim, jako o specjaliście od spraw damskich. Moim zdaniem Janusz zasługuje na to miano, ale nie Wiśniewski, tylko Majewski. 

Zima w Siedlisku to opowieść niezwykła, życiowa... Obawiam się, że jakiegokolwiek określenia użyję, będzie ono zbyt patetyczne by wyrazić niezwykłe wyczucie z jakim została napisana. Powieść zaczyna się od wielkiej straty, śmierci ukochanego męża Marianny, Krzysztofa. Razem z główną bohaterką wspominamy ich cudowne, spędzone razem chwile, zarówno te zabawne, jak i poważne. 

Januszowi Majewskiemu na pewno nie można odmówić poczucia humoru, bowiem nawet smutne wydarzenia opisywane w książce, są równoważone przez te zabawne. Zarówno charakter Marianny, jak i wspominanego Krzysztofa, chwilami bawi do łez. 

Nie jest to ani dramat, ani komedia,to opowieść o codziennych sprawach, smutkach i radościach kobiety dojrzałej, ale chwilami także trochę zwariowanej.

Powieść polecam szczególnie dojrzałym czytelnikom, myślę, że dla młodszych może okazać się niezrozumiała, a przez to nudna. 

Marianna jest już babcią, więc dynamika tej książki jest specyficzna, co tylko dodaje tej historii uroku ...

1 października 2013

Pewnej zimowej nocy - Simon Sebag Montefiore

 WYDAWNICTWO: MAGNUM

Pewnej jesiennej nocy, płynęłam przy lekturze powieści Simona Sebaga Montefiore, chociaż nie był to rejs niezapomniany, to na pewno przyjemny.

Recenzja zaczyna się romantycznie, bo taki właśnie jest klimat całej książki. Tu nie chodzi o władzę, ani o fakty historyczne, są one tylko tłem dla romantycznych wydarzeń opowiadanych przez autora.

Lata czterdzieste, okres rządów Stalina, śmierć dwójki dzieci. Wypadek czy zamach na dzieci wysokich sowieckich dygnitarzy? - tym pytaniem Montefiore wprowadza nas do swojej powieści. Fabuła maluje się sama, rozgałęziając się na kolejne wątki, od problemów i relacji pomiędzy rosyjską, elitarną młodzieżą, do problemów dotyczących ich rodziców i nauczycieli. Autor bardziej niż na wydarzeniach, skupia się na relacjach, psychice bohaterów.
Choć głównych postaci w książce jest wiele, chciałabym się skupić na Serafimie Romaszkinie, wokół której autor od początku buduje atmosferę pewnej tajemniczości. O Serafimie dowiadujemy się niewiele, poza tym, że ma bardzo znanych rodziców, chodzi do elitarnej szkoły, oraz należy do Klubu Niepoprawnych Romantyków (założonego przez Nikołaszę Błagowa). Początkowo spotykamy się z Serafimą poprzez relacje zdawane przez innych bohaterów. Przyznam się,że ze strony na stronę miałam coraz większą ochotę wejść w myśli tej dziewczyny, poznać tę bohaterkę od wewnątrz. Tajemniczy  wielbiciel Romaszkiny przez większą część powieści pozostaje nieznany, autor wodzi czytelnika za nos. Były takie momenty, kiedy naprawdę byłam przekonana, że wiem, z kim Serafima spotyka się potajemnie, tymczasem Montefiore zupełnie mnie zaskoczył. Przebłyskująca chwilami naiwność Serafimoczki czasami drażni, ale nie na tyle, by zniechęcić do lektury. Nie zapominajmy, że Serafima jest nastolatką, więc pewien stopień naiwności z założenia jej przysługuje.

Myślę, że minusów tej powieści jest mniej niż plusów, ale na kilka z nich jednak zwróciłam uwagę. Przede wszystkim nie podobają mi się opisy scen miłosnych, które albo przybierają formę lekko wulgarną, która ani nie jest zbyt zabawna, ani zbyt życiowa, albo  formą przypominają sceny z taniego romansu.
 

Niemniej jednak książka bardzo mi się podobała i zachęcam do jej przeczytania.

25 września 2013

Już bez tabu? Ciąża w polskiej kulturze - Anna Golus

WYDAWNICTWO: 
E-BOOKOWO

Muszę przyznać, że książka Anny Golus, to prawdziwy balsam dla duszy. W czasach, gdy przedstawia się ciążę jako coś obrzydliwego, gdy większą wartością stają się rozstępy, zmienianie się ciała, niż zakładanie rodziny, potrzebne są książki, których autorki, autorzy, starają się przedstawić problematykę ciąży w sposób możliwie jak najbardziej obiektywny. Jedną z tych autorek jest właśnie Anna Golus.

Książka Już bez tabu? Ciąża w polskiej kulturze, została podzielona na dwie części.
W części pierwszej autorka przedstawia szereg zmian obyczajowych, społecznych dotyczących ciąży. Pokazuje jak zmieniał się stosunek społeczny do kobiet w ciąży, porodu i dzieci, ale także przytacza pewne przesądy, które urosły wokół tego tematu. Znajdziemy tutaj również ogólny opis przemian jaki dokonał się w medycynie położniczej i pediatrii. Nie zabraknie także feministycznych poglądów na temat ciąży.
Część druga poświęcona jest literaturze poruszającej problematykę macierzyństwa. To omówienie i analiza niektórych dzieł literackich. Z tej części dowiedzieć się możemy między innymi tego, w którym momencie historii temat ciąży po raz pierwszy pojawił się w polskiej literaturze.


W książce podobało mi się, przede wszystkim to, że Anna Golus dostrzega dwie strony medalu. Mam na myśli tutaj dyskurs pomiędzy środowiskami feministycznymi, a prorodzinnymi. [Słowem wyjaśnienia: umieszczam te dwa zjawiska na dwóch różnych biegunach, z tego powodu, że w mediach feministki pokazuje się właśnie w opozycji do środowisk prorodzinnych, jako kobiety silnie postulujące aborcję. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że nie każda feministka przedstawia tego typu poglądy. Stąd, proszę nie brać tego rozgraniczenia ostro do siebie.Z uwagi na to, że mam silnie określone poglądy na temat medialnych środowisk feministycznych,które nie są bynajmniej poglądami pozytywnymi, chciałabym poczynić tutaj dłuższą dygresję. Jednakże mając na uwadze fakt, że piszę w tej chwili recenzję, a nie artykuł, zostawię ten temat na dłuższy tekst, który być może za jakiś czas pojawi się na stronie www.malinowoherbaciana.blogspot.com].
Ucieszyło mnie, że autorka książki zwróciła uwagę na pewną rosnącą tendencję do postrzegania porodu jako czegoś obrzydliwego, do tego stopnia, że inne kobiety, które już są po porodzie, mówią swym ciężarnym koleżankom "Zobaczysz, szybko o tym zapomnisz". Skąd się to wzięło? Mam swoją teorię na ten temat. Uważam, że zawdzięczamy to częściowo, jeśli nie głównie, komercjalizacji seksu. Biorąc pod uwagę to, że seks staje się dobrem absolutnym,a co za tym idzie i model życia rozpustnego, pełnego rozkoszy i niskich lotów przyjemności zyskuje na popularności, nie można się dziwić, że poród jest dla wielu kobiet czymś obrzydliwym. Jeśli już decydujemy się patrzeć na świat powierzchownie, to wówczas posiadanie dziecka jest tylko czymś "fajnym" (niemalże jak kupno szczeniaka), a poród jest brzydki, bo brzydko wygląda. Patrząc przez ten pryzmat, rzeczywiście wszystkie możemy popełniać aborcję, żeby tylko być szczupłe, bo kto nas pokocha jak nie będziemy?

Zainteresowały mnie również kwestie językowe poruszane w książce Anny Golus. Autorka przedstawia problem ze sformułowaniem "urodziłem się". Otóż, to sformułowanie wskazuje na bierność matki, czego natomiast nie można już powiedzieć o sformułowaniu "zrodziłem się", które odeszło do lamusa, i zmieniło swój sens. 

Już bez tabu? Ciąża w polskiej kulturze porusza wiele frapujących kwestii, które należałoby wziąć pod rozwagę, jako materiał do dyskusji nad współczesnym spojrzeniem na macierzyństwo, ciążę i kwestie porodu.Jako kobieta promująca wartości rodzinne polecam tą lekturę, dodając, że według mnie, autorce udało się zachować potrzebny obecnie, obiektywizm.

23 września 2013

Artemis Fowl - Eoin Colfer

WYDAWNICTWO: W.A.B.

Po książki Colfera chętnie sięgam nawet teraz. Choć dawno leżą na półce przeczytane, nie mam ochoty się ich pozbywać, mam przeczucie, że jeszcze kiedyś się przydadzą.

Zawsze miałam słabość do literatury fantastycznej, a Artemis Fowl jest tego typu książką. 

Tytułowy bohater to niezwykle sprytny, przedsiębiorczy i inteligentny nastolatek, potomek znanego, przestępczego rodu. Chłopiec interesuje się elfami, ponieważ pragnie okraść je z ich legendarnego skarbu by przywrócić rodzinie dobre imię. Pomaga mu w tym jego ochroniarz, który raczej nie grzeszy rozumem. Artemis Fowl przedstawia się jako geniusz, pewny siebie mężczyzna, mimo, że ma dopiero dwanaście lat. Jednak, czy to możliwe by główny bohater nie okazał się finalnie tylko zagubionym chłopcem?  

Niezwykłe wróżkowe technologie opisywane w książce, nadają jej czaru. Rzucane zaklęcia dynamizują akcję. Staranne opisy świata wróżek rozwijają wyobraźnię, a skomplikowany bohater, jakim jest Artemis Fowl nie pozwala czytelnikowi nawet na chwilową nudę. 

O tej książce mówi się, że konkuruje z sagą o Harry'm Potterze. Sama bym tego tak nie nazwała, za bardzo różni się od sagi J.K. Rowling, dlatego porównywanie tych dwóch byłoby pomieszaniem kategorii.

Niewątpliwie saga o Artemisie Fowlu wciąga, powoduje uczucie niedosytu, a i język tej powieści jest na dobrym poziomie, o czym przekonacie się sami, sięgając po książkę. 

Matylda - Roald Dahl

WYDAWNICTWO: 
ZYSK I S-KA

Książki Roalda Dahla to klasyka literatury dziecięcej.
Przeczytałam wszystkie książki z dziecięcej sagi autorstwa Dahla i z czystym sercem mogę je polecić. 

Nie wypowiadam się na temat, publikacji dla dorosłych pisanych przez tego autora, ponieważ ukazywały się one w pewnym męskim czasopiśmie, które cieszy się moją szczerą i otwartą pogardą.
Mimo tego kontrowersyjnego faktu, w książkach Dahla nie znajdziemy żadnych nieprzyzwoitości, ani niczego, na co nie chcielibyśmy narażać naszych dzieci. 

Matylda to powieść bardzo poważna, chociaż napisana z humorem. Główną bohaterką jest utalentowana i wrażliwa dziewczynka, która nie ukończywszy pięciu lat, czytuje Hemingwaya, Kiplinga, Dickensa i  Steinbecka, oraz z zaangażowaniem rozwiązuje najtrudniejsze nawet zagadki matematyczne. Smutnym elementem powieści jest to, że Matyldzia dorasta w rodzinie patologicznej. Określiłam tą rodzinę właśnie w ten sposób, dlatego że rodzice nie zauważają jej, nie dbają o nią. Nie rozumiejąc zainteresowań córki, przez cały czas traktują ją jak dziwoląga, który nie wiadomo skąd się wziął. Myślę, że Dahl świetnie poradził sobie z tym wątkiem, ponieważ opowiada go w sposób na tyle subtelny, że nie godzi to we wrażliwość dziecięcych czytelników. 
Rodzice zapisują Matyldę do szkoły, której dyrektorka okazuje się być potworem, od tego momentu silnie rozkręcają się wątki komediowe. Myślę, że na niejednej dziecięcej buzi pojawi się szeroki uśmiech, na wieść o sposobach w jakie, Matylda starała się ujarzmić wspomnianego potwora. 

To powieść o miłości, przyjaźni, pokazująca również trudy życia, z humorem, ale na poważnie. Świetnie nadaje się do familijnego czytania podczas podwieczorku. 

Pamiętnik Księżniczki - Meg Cabot

WYDAWNICTWO: AMBER

Pamiętnik Księżniczki był hitem literatury dziewczęcej, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły. Nie wszyscy rodzice reagowali pozytywnie na tę książkę. Po latach, rozumiem ich racje. Natomiast uważam, że dzisiaj, stan literatury młodzieżowej, literatury dla dziewczyn, jest opłakany. Dużo w nich seksu, rozpusty i treści, których nastoletni mózg nie potrafi przyjąć w sposób refleksyjny. 
Myślę, że książki Meg Cabot, należą do tych, w których jeszcze jest zachowana pewna równowaga. Dlatego, drodzy rodzice, jeśli wasza córka sięgnie po tę książkę, nie martwcie się, mogła trafić o wiele gorzej. 

Mia z Nowego Jorku, z dnia na dzień dowiaduje się, że jej ojciec jest księciem, władcą Genowii. Czyni to ją następczynią tronu. Mia jest w szoku, wydawałoby się, że każda dziewczyna tylko czeka na taką wiadomość, ale nie nasza główna bohaterka. Jej w miarę poukładane życie staje na głowie. Koniec ze spontanicznymi wybrykami, teraz dziewczyna musi nauczyć się zachowywać jak księżniczka. Jednak, to nie wszystko... Przecież Mia jest nastolatką, więc stawia również czoła problemom, którymi każda dziewczyna w jej wieku mogłaby się pochwalić. 

Po latach wiem, że nie jest to książka napisana ambitnym językiem, że ani jej treść, ani fabuła nie mają w sobie nic skomplikowanego. Jednak zastanawiam się, czy to naprawdę wada?  Myślę, że każda dziewczyna w pewnym momencie znajduje się w takim wieku, w którym jest gdzieś na pograniczu dziewczęcości i kobiecości. Wtedy poszukuje tego babskiego świata, nie tylko w rozmowach z przyjaciółkami, ale także w książkach. To jest ten czas, kiedy dziewczyny, nie tworzą już wspólnej grupy z chłopcami, ale szukają swojej odrębności. Stąd poczytność tego typu książek wśród nastolatek. Dobrze, w takim razie, może szukać odrębności w innych, poważniejszych książkach - powiecie. Zgadzam się, jasne, że może. Jednak na waszym miejscu zaniepokoiłabym się o dziecko, dopiero gdyby się okazało, że czyta TYLKO tego typu książki. Jeśli nie, nie ma powodów do zmartwień. 

Książki autorstwa Meg Cabot, znajdziecie także pod pseudonimem Jenny Carroll. W wieku nastoletnim, przeczytałam wiele książek tej autorki. Wciąż mogę powiedzieć, że bardzo lekko i przyjemnie się się czyta jej powieści. Może nie są to utwory, które można zaliczyć do klasyki literatury, ale myślę, że takie książki też są potrzebne. Choć autorkę i sagę wspominam bardzo pozytywnie, myślę, że warto równolegle czytać poważniejsze lektury. 

21 września 2013

Filmowe kłamstwa i manipulacje, czyli sposób na pranie mózgu - Jan Kochańczyk

 WYDAWNICTWO:
E-BOOKOWO

Wiedziona ludzką ciekawością postanowiłam zrobić mały research sieci, w poszukiwaniu informacji o autorze. Niestety czuję pewien niedosyt, ponieważ wiele się nie dowiedziałam. Przeczytałam profil autora, na stronie wydawnictwa E-bookowo, natomiast to wciąż mało, niestety nie znalazłam takiej informacji, którą mogłabym wkomponować w tą recenzję. Żadnej najmniejszej wzmianki o procesie powstawania tej, czy innych książek Jana Kochańczyka. Szczerze żałuję, ponieważ książka, którą przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa E-bookowo, bardzo przypadła mi do gustu, i chętnie dowiedziałabym się czegoś, na temat etapów jej powstawania. 

Autor przedstawia triki i manipulacje, stosowane w kinie od początku sztuki filmowej, po czasy współczesne. Ujawnia kulisy propagandy radzieckiej, hitlerowskiej, FUN i wielu, wielu innych. Książka Kochańczyka, to nie tylko podróż po manipulacjach kinowych i telewizyjnych, ale także krótka powtórka z historii filmu. Jest to utwór, o typowej dla tekstów publicystycznych, dynamice, którego czytanie, jest czystą przyjemnością.

Zdziwiło mnie natomiast stwierdzenie, które pada w opisie książki, na stronie wydawnictwa E-bookowo. Mianowicie, stwierdzenie, że jest to książka dla tych, którzy chcą wpływać na innych poprzez środki masowego przekazu. Cóż... w moim odczuciu nie takie było zamierzenie autora. Odniosłam wrażenie, że Jan Kochańczyk, patrzy na sprawę manipulacji okiem realistycznym, aczkolwiek krytycznym. 

Filmowe kłamstwa i manipulacje, polecam wszystkim tym, którzy chcą uodpornić się na mechanizmy propagandowe, z którymi mamy do czynienia również dziś, i które prawdopodobnie nie znikną z naszego życia, bo wszędzie tam, gdzie władza, pojawia się i propaganda, silniejsza lub słabsza. 

19 września 2013

Czysta Anarchia - Woody Allen

WYDAWNICTWO: REBIS

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ Woody Allen należy do grona moich ulubionych reżyserów. (Najbardziej przypadł mi do gustu wczesny okres jego twórczości, czasy Love and Death i Annie Hall.) Osobiście uważam Allena, nie tylko za reżysera, scenarzystę, komika, ale również myśliciela, filozofa, który w swoich filmach stara się przeforsować nawet te najdziwniejsze ze swoich poglądów.

Czysta Anarchia to zbiór allenowskich opowiadań. Oczywiście, wszystkie mają formę intelektualnej komedii, z charakterystycznym dla tego autora, daleko posuniętym czarnym humorem.

Myślę, że czytelnikom obcującym z filozofią, przypadnie do gustu opowiadanie pod tytułem Tako jadał Zaratustra. Jest to satyra, z odwołaniem do znajdującej się pośród klasyków filozofii, książki autorstwa Nietschego, Tako rzecze Zaratustra

W książce znajdziemy stałe elementy twórczości Allena, to znaczy, odwołania do filozofii, psychologii, seksualności, akcenty żydowskie, i o ile dobrze pamiętam, również stały element dominujący w filmach tegoż autora, mianowicie... Problemy z zaparkowaniem samochodu, tudzież czegoś innego, co akurat służy jako pojazd. 

Książkę polecam, radzę czytać przy dźwiękach Allenowskiego jazzu, ponieważ to dodaje jej jeszcze większego klimatu.

16 września 2013

PRIMERAS - Stan Ancient

WYDAWNICTWO:
E-BOOKOWO

Niestety tą recenzję muszę zacząć od tego, że jest mi przykro. Opis książki zachęcił mnie do jej przeczytania, darmowy fragment również. Nie wybrałam tej powieści tylko pod wpływem jakiegoś impulsu, ale dlatego, że od pierwszych stron poczułam w niej lemowskie tchnienie, lemowski styl. Miałam nadzieję, że wgłębiając się w lekturę dostrzegę rozwój tego tchnienia i jego modyfikację, pokazującą  indywidualny styl autora. 

Jak zauważyliście, zwykle w tym miejscu staram się ogólnikowo nakreślić fabułę, albo chociaż zaznajomić z bohaterami. Mimo moich szczerych chęci, w tym momencie nie mogę tego zrobić. Rolą recenzentki nie jest bowiem pisanie streszczeń, a w tym przypadku musiałabym takowe napisać. Stan Ancient często zmienia miejsce akcji, przeskakuje w rozdziałach z jednej planety na drugą, z bohatera na bohatera. W bardzo ogólnym skrócie mogę powiedzieć, że autor próbuje odpowiedzieć na pytanie skąd się wzięliśmy i dokąd zmierzamy? Próbuje to wyjaśnić w atmosferze tradycyjnego science-fiction. Jednakże, moim zdaniem jest to próba nieudana. 

Książka poległa, nie z powodu treści, lecz z powodu formy, która ewidentnie przytłoczyła treść. Autor skazuje czytelnika, na wiele szczegółów, które koniecznie należy zapamiętać, by powieść nie straciła sensu przed dojściem do kolejnego rozdziału. Znajdziemy tutaj bardzo wiele przypisów, które Ancient, jak sam tłumaczy zamieścił dla dociekliwszych czytelników. Niestety tutaj też jest pies pogrzebany, nie sądzę by czytelnik przytłoczony szczegółami do zapamiętania, chciał sobie je mnożyć poprzez czytanie takiego przypisu. Na początku rozdziałów, autor zamieszcza krótkie notki od siebie. W większości z nich, z czegoś się tłumaczy, albo pisze "teraz będzie o tym", a "teraz o tym". Nie wprowadza to stanu napięcia, ani ciekawości. Choć niewątpliwie Stan Ancient, ma ciekawe przemyślenia odnośnie jaźni, świadomości (co jest wśród szczegółów ukryte), wybrał nieodpowiednią formę do przedstawiania swoich wyobrażeń. U Lema ta forma się sprawdza, ponieważ stosuje on analogie ukryte, mówi o rzeczach nie wprost. To powoduje, że tylko ten czytelnik, który ma jakąś określoną wiedzę, będzie potrafił czytać Lema z rozbawieniem. Natomiast u autora "Primeras", znajdujemy otwarte wspominki, np. o Jungu, w powieści i całą notę biograficzną w przypisie, co powoduje, że autor nie zostawia czytelnikowi pola na domysły, ani na wewnętrzny intelektualny popis. 

Myślę, że Stan Ancient zbyt wiele swoich poglądów chciałby przedstawić w jednej książce, niestety ale ten przesyt powoduje tylko chaos, wśród którego gubią się najbardziej podstawowe tezy autora. Jest mi przykro, bo uważam, że pomysły autora są naprawdę warte przedstawienia, a pomysł zabity przez formę, to zawsze w jakimś stopniu cios dla samego pisarza. Niestety nie czuję się zachęcona do drugiej części "Primeras", ani do polecenia jej innym. Żałuję, ponieważ naprawdę lubię taką formę pisarstwa, jeśli jest ona odpowiednio wyważona. Tutaj zabrakło odpowiedniej wagi.

Upiór Opery - Gaston Leroux

WYDAWNICTWO: KSIĄŻNICA
 
Już na samym początku muszę zaznaczyć, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której często zdarza mi się wracać. Domyślam się, że wielu z was, zna historię Upiora Opery, głównie z adaptacji filmowych lub teatralnych. Tymczasem, sama powieść liczy już sobie ponad 110 lat, bowiem ukazała się po raz pierwszy w 1910 roku, w odcinkach, pod oryginalnym tytułem Le fantôme de l'Opéra. 

Gaston Leroux już od pierwszych stron książki wprowadza klimat grozy i niepokoju, przekonując czytelnika, że Upiór Opery jest postacią autentyczną. Stara się poprzeć swoje argumenty przez przytaczanie fragmentów różnych pamiętników i dokumentów. Na temat tego zabiegu przez lata dyskutowano w rozmaitych środowiskach i tak naprawdę, do dziś nie wiadomo, czy Leroux zupełnie zmyślił całkowicie Upiora, czy tkwi w tej legendzie ziarno prawdy. 
Akcja toczy się wokół trzech głównych postaci Eryka (tytułowego upiora), Christine Dae i Raula de Chagny. Domyślacie się pewnie, że Raul i Eryk rywalizują ze sobą, o względy panny Dae, i słusznie. 
Z całej trójki, najbardziej działa mi na nerwy młodziutka Christine Dae, która, jak podejrzewam miała być ucieleśnieniem kobiecego piękna, także wewnętrznego. Naiwność tej bohaterki, jak i niezdecydowanie, nie ma granic, o czym przekonacie się czytając książkę. Obok Christine pojawia mi się w głowie Raul de Chagny, który bardzo często wpada w rozpacz i chwilami jest to denerwujące. Jednak, mimo tego, myślę, że autorowi udało się bardzo dobrze wykreować tego bohatera. Miłość hrabiego de Chagny do Christine Dae, wyczuć można, już od pierwszego spotkania tych dwojga. Myślę, że Gaston Leroux, nie przekracza tej cienkiej granicy jaka jest pomiędzy przedstawieniem uczuć bohaterów, a popadnięciem w przesadę.
Moim ulubionym bohaterem jest Eryk, bynajmniej nie z powodu zbrodni, których się dopuszcza. Fascynuje mnie złożoność tej postaci, oraz cała seria wydarzeń przytoczonych przez autora, które są wyjaśnieniem tego, dlaczego Eryk stał się tym, kim jest. 

Wszystkim czytelnikom gustującym w klasykach literatury, zdecydowanie polecam tą powieść. Dodam jeszcze, że klimat grozy, utrzymuje się do samego końca książki, a Gaston Leroux, jest według mnie prawdziwym mistrzem budowania nastroju.

14 września 2013

Sztuka prostoty - Dominique Loreau



WYDAWNICTWO: CZARNA OWCA

Książka Dominique Loreau trafiła do mnie, w czasie, gdy byłam bardzo zainteresowana Japonią i tamtejszą kulturą. 

Jak się trafnie domyślacie, Dominique Loreau, to Francuska, która przyjechała do Japonii i tam ułożyła sobie życie, przyjmując zwyczaje panujące w swej przyszywanej ojczyźnie.

Autorka książki promuje życie skromne, oparte na zasadzie "mniej znaczy więcej" . Proponuje wprowadzić ład, do każdej dziedziny swojego życia, zaczynając od czegoś tak prostego, czym jest pozbycie się zbędnych rzeczy ze swojego mieszkania, zaprzestanie kompulsywnych zakupów. Loreau opowiada się też za życiem zen, co również stara się przekazać w swojej książce. Sama nie jestem, ani znawczynią ani zwolenniczką buddyzmu, w jakiejkolwiek postaci. Natomiast uważam, że odcinając całą treść tej książki od nurtu zen, można z niej wyciągnąć taką zwykłą praktyczną mądrość. Domyślam się, że każdy z was, lubi czuć w swoim życiu wolną przestrzeń,wziąć głęboki oddech i poczuć świeżość powietrza. Myślę, że minimalizm jest tym, co  faktycznie może człowiekowi pomóc w codziennym odczuwaniu spokoju i harmonii. Uważam, że toniemy dzisiaj w różnego rodzaju zbytkach, I-phone'ach,  I-podach, i innych I-bzdurach, które tak naprawdę nie są nam do niczego w życiu potrzebne. Dlatego, może warto raz na jakiś czas zrobić sobie przerwę, schować te niepotrzebne bajery do szuflady i na przykład, przeczytać jakąś dobrą książkę. 

Kilmeny ze Starego Sadu - Lucy Maud Montgomery

WYDAWNICTWO: LITERACKIE
 
Dzisiaj chciałabym przedstawić wam książkę Lucy Maud Montgomery, autorki najbardziej znanej z cyklu "Ania z Zielonego Wzgórza". Czytelniczki panny Montgomery wiedzą, że właściwie w każdej książce tejże autorki obowiązuje ta sama dynamika fabularna.

Trochę nieśmiała dziewczyna, która z jakichś powodów nie jest w stanie wyrazić swoich uczuć, i zakochany młodzieniec, niezorientowany jak interpretować zachowania swojej wybranki.

Tym razem mamy do czynienia z podobną historią. Głównym bohaterem tej historii jest Eryk Marshall, było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ Montgomery zwykle czyni swoimi głównymi bohaterkami kobiety. Eryk obejmuje posadę nauczyciela w małej miejscowości na Wyspie Księcia Edwarda. Pewnego dnia poznaje Kilmeny, piękną dziewczynę, niemowę, od urodzenia porozumiewająca się ze światem poprzez swoją muzykę. To właśnie jej gra na skrzypcach zaintrygowała Eryka... 

Myślę, że książki Maud Montgomery to taki rodzaj prozy, który albo się lubi, albo nie. Są to książki pozbawione wszelkich zagadek i tajemnic, właściwie skoncentrowane tylko i wyłącznie na relacjach damsko-męskich. Ja, cenię sobie ujmujący spokój w tych historiach, pewien monotonny ciąg, harmonię. "Kilmeny ze Starego Sadu" to powieść, spokojna, romantyczna i na swój sposób ujmująca banalnością. We mnie, książka może nie wywołała zachwytu, ale na pewno sprawiła przyjemność. Polecam sięgnąć po nią wieczorem, przy herbacie, na spokojnie...

13 września 2013

Prolis Mortem - Cassandra J. Ellen

WYDAWNICTWO: E-BOOKOWO

Bardzo lubię ten moment, gdy zaczynam czytać książkę i na samym początku wydaje mi się, że wiem już wszystko i zrezygnowana czytam dalej, będąc pewną, że przewidziałam już cały bieg wydarzeń. Jednak jeszcze bardziej lubię ten moment, kiedy już kończę, gdy akcja finalnie się rozwiązuje i okazuje się, że wcale nie jestem taka mądra jak mi się wydawało, że to wszystko nie tak, jak myślałam. Cassandra J. Ellen zaskoczyła mnie solidnie, choć na początku nie spodziewałam się tego po niej. "Prolis Mortem" to książka z serii tych, które pojawiają się na rynku wydawniczym raz na jakiś czas i zapadają w pamięć na długi, długi czas. Nie z powodu otaczającej je komercyjnej otoczki, jak to bywa w przypadku wielu dzieł, ale z powodu dobrze rozwiązanej akcji, zaskakującego zakończenia.

Główną bohaterką powieści jest Jacqueline, studentka szkoły artystycznej, nieco zagubiona uczuciowo. Niezdecydowana, poszukująca, nie potrafiąca oddzielić prawdziwej miłości od zauroczenia, powierzchownego pożądania. Henry i Jean. Henry, który trwał przy Jacqueline od dzieciństwa, który przyjaźnił się z nią przez lata, kochał ją, nie oczekując żadnych deklaracji z jej strony, i przystojny Jean, wykorzystujący nieustannie naiwność Jacqueline, uwiedzionej jego urodą i piękną mową. A wszystko zaczyna się w momencie, gdy Jacqueline wiedziona ciekawością, przegląda rysunki, będące czymś w rodzaju pamiętnika, jej najlepszej przyjaciółki, małomównej Jullie Anne, zamkniętej w swoim artystycznym świecie. Od tego momentu historia zaczyna toczyć się sama, jedno wydarzenie napędza kolejne. Jacqueline stopniowo pogłębia swoją wiedzę o Potomstwu Śmierci, początkowo sceptycznie nastawiona, z czasem daje się przekonać uroczemu Jeanowi i swojej najlepszej przyjaciółce. Bohaterka z wielką odwagą postanawia przyjąć na siebie to brzemię...

Myślę, że nie tylko treść jest godna uwagi w przypadku utworu J. Ellen, ale również forma. Każdy rozdział poprzedza cytat z dramatu Shakespeare'owskiego "Romeo i Julia", oczywiście nie jest to zabieg przypadkowy. "Polis Mortem" jest bowiem, współczesną wersją tegoż dramatu. 
Autorka wręcz płynie posługując się dobrze dobranymi porównaniami i zrównoważonymi opisami. Umiejętnie buduje napięcie, pokazując przy tym relacje między bohaterami.
Podsumowując, mogę powiedzieć, że książka bardzo mi się podobała, jedynym jej mankamentem było to, że akcja toczyła się troszeczkę za szybko, ale myślę, że nie na tyle szybko, by mogło to jakoś diametralnie wpłynąć na moją ocenę. Powieść zdecydowanie polecam paniom. 


Oko dnia - Jonathan Carroll

WYDAWNICTWO: SALAMANDRA

Jonathan Carroll od lat pozostaje jednym z moich ulubionych pisarzy. Cenię sobie jego twórczość, śledzę ją i nieustannie jestem spragniona nowych powieści tego autora. Jest on dla mnie autorytetem jeśli chodzi o pisarstwo, przelewanie swoich wyobrażeń na papier. Jest też jedną wielką zagadką, chciałabym wiedzieć skąd czerpie inspirację do swoich książek. Jego wyjątkowość sprawia, że trudno nadać jego twórczości jakąkolwiek etykietę. Na Wikipedii znajdziecie informację, że jest to pisarz fantasy, ale według mnie jest to wciąż za wąskie określenie, dla twórczości tego autora. 

Przedstawiając Carrolla postanowiłam zacząć od książki "Oko dnia". Nie jest to powieść, lecz dziennik pisany przez Jonathana Carrolla w formie bloga. Jeśli chcecie poznać autora, najlepiej poznacie go czytając jego dziennik. Jest to człowiek, który zwraca uwagę na takie szczegóły, których większość z nas nie zauważa w swojej codziennej egzystencji. Poniżej przedstawiam wam fragment "Oka dnia":

lipiec 2004

14.07

Co najmniej kilka razy w tygodniu widzę pewną bezdomną, która kręci się po okolicy. Od czasu do czasu goli głowę na zero, a zimą chodzi w szortach i japonkach. Czasami patrzy jasnym wzrokiem, ale najczęściej ma w oczach szaleństwo albo paranoję. Choć wydaje się niegroźna, jej widok mnie denerwuje i omijam ją szerokim łukiem.
Dzisiaj, wracając do domu, przechodziłem koło kwiaciarni, gdy pojawiła się w drzwiach, niosąc dwa kwiaty o smukłych łodygach. Były piękne, tak jasnoróżową barwę mają tylko kwiaty kwitnące w tropikach albo w pełni lata. Kobieta trzymała je w lewej dłoni z wyrazem zachwytu na twarzy. Nigdy nie widziałem jej tak uśmiechniętej.
Ogarnęły mnie dziwnie mieszane uczucia. Istna sałatka emocji: radość, wstyd, zdziwienie, zaskoczenie. Czy kupiła te kwiaty? Czy dostała je od kogoś? Czy niosła je pod wskazany adres? Jej widok wywrócił mnie i moje wyobrażenie o niej na nice.
Jak widzicie, trudno jest mi w tym przypadku napisać recenzję, z tego powodu, że jest to dziennik pisarza, a ten rodzaj twórczości, myślę że nie powinien podlegać ocenie, innej niż "ciekawy" bądź "nieciekawy". Jednak, polecam zapoznać się z tym książkowym blogiem, być może będzie to dla was początek, podczas którego wejdziecie w dziwny świat Jonathana Carrolla i nie będziecie chcieli już z niego wyjść. Słowo końcowe, tym razem nie będzie oceną, a zapowiedzią wizyty Jonathana Carrolla w Polsce, która będzie miała miejsce pod koniec października, autor odwiedzi Poznań, Warszawę i Kraków (oczywiście wybieram się do jednego z tych miast, w związku z tym wydarzeniem). Pisarz będzie promował swoją nową książkę pt. "Kąpiąc Lwa".

Pachnidło. Historia pewnego mordercy. - Patrick Süskind

WYDAWNICTWO: ŚWIAT KSIĄŻKI

Patrick Süskind lubi brzydzić. Więcej, lubi brzydzić w najbardziej obrzydliwej postaci. Podejrzewam, że "Pachnidło" zdobyło taki rozgłos głównie z tego powodu, że Süskind potrafi robić to skutecznie. Rozumiem fenomen tej książki, ludzie lubią kiedy ktoś ich zaszokuje, ale miejmy na uwadze fakt, że nie wszyscy refleksyjnie czytają książki - co również wydaje mi się powodem, tak wielkie popularności tej powieści. Na pewno nie można odmówić autorowi wyszukanego języka, natomiast nie mogę powiedzieć, żeby ta książka przypadła mi do gustu.

Autor, czyni głównym bohaterem Jana Baptystę Grenouille, nieślubnego syna handlarki rybami. W powieści pojawia się fragment z tak ohydnym opisem porodu, na targu rybnym, że aż można by sądzić, iż Süskind ma jakiś problem, nie tylko z dziećmi, ale również z kobietami w ciąży. 

Mały Grenouille dorasta, postrzegając świat jedynie przez pryzmat doskonałego węchu jakim został obdarzony. Jego celem staje się odkrycie zapachu, któremu nikt nie mógł by się oprzeć. Czytelnik ze strony, na stronę coraz bardziej wchodzi w świat opętanego rządzą psychopaty, który gwałci i zabija, żeby tylko osiągnąć swój cel. Znajdziemy w powieści bardzo wiele dokładnych opisów zbrodni popełnianych przez Grenouille'a, który czyni z nich chorą sztukę. Zagłębiając się w lekturę, mamy do czynienia z coraz większymi obrzydliwościami. Ktoś mógłby powiedzieć "Taki był cel autora, miało być obrzydliwie i mu to wyszło, więc to świetna książka", ale ja się z tym nie zgadzam. Jako czytelnicy powieści, cały czas jesteśmy skazani na punkt widzenia zbrodniarza i mordercy, przeżywającego co rusz jakieś nowe dewiacyjne seksualne fascynacje. Ten stan utrzymany jest do końca książki, co powoduje, że nie ma żadnej postaci równoważącej tą niezdrową relację głównego bohatera z czytelnikiem. Rozwiązanie akcji jest tym, czego od pierwszych stron można było się spodziewać, kulminacją ohydztwa. Przesłanie? Dobre pytanie. 

Spotkałam się z wieloma recenzjami zachwalającymi Süskinda, za wielowarstwowość i oryginalność. Ja pochwaliłabym autora za opisy Paryża, które rzeczywiście pozwalają wyobrazić sobie to XVIII wieczne miasto, i za umiejętność pisania. Chciałabym też mocno zganić Süskinda za manipulację, której główną ofiarą pada czytelnik. Jednakże, polecam tą książkę, by przyjrzeć się jej krytycznym okiem. 

Nutria i nerwus - Małgorzata Musierowicz

WYDAWNICTWO: AKAPIT PRESS

Książki Małgorzaty Musierowicz poznałam dzięki mojej mamie. Podobnie jak ona kiedyś, zachwyciłam się nimi, gdy pożyczyłam od koleżanki jeden z tomów Jeżycjady. Była to właśnie powieść pod tytułem "Nutria i Nerwus", wydana w 1994 roku. 

Główną bohaterką tej powieści jest Natalia Borejko, tytułowa Nutria. Pewnego dnia jej siostra Gabrysia, wpada na pomysł wysłania swoich dzieci na wakacje, właśnie pod opieką Nutrii. Natalia jako cicha, spokojna, roztrzepana, żyjąca w swoim świecie nastolatka, zgadza się na propozycję siostry, mimo tego, że wszystko o czym marzy po burzliwym rozstaniu z Tuniem, to święty spokój. Jest to początek przygody Natalii i jej siostrzenic Róży Pyziak (Pyza) i Laury Pyziak (Tygrys). Ale to nie wszystko, ponieważ okazuje się, że te wakacje mają się przynieść coś dobrego również Natalii Borejko...

Lekkość pióra Małgorzaty Musierowicz i łatwość, z jaką opisuje problemy targające młodzieńczym sercem, zasługuje na pochwałę. Myślę, że jest ona czołową pisarką, wśród najlepszych autorów literatury młodzieżowej. Moim zdaniem powieści z cyklu Jeżycjada, są ponadczasowe i jeszcze dużo czasu minie, zanim znikną z księgarnianych półek. 

12 września 2013

7 razy dziś - Lauren Oliver


WYDAWNICTWO: OTWARTE

Według noty biograficznej, autorka książki ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago. Możliwe, natomiast po przeczytaniu tej książki, nie wydaje mi się by Lauren Oliver przykładała się do swoich studiów. 

Przyznaję, jest to powieść, którą czyta się bardzo szybko, ale nie ze względu na treść, tylko z powodu prostego języka, zahaczającego chwilami o zwykłe "prostactwo".
Główną bohaterką powieści jest Samantha Kingston, popularna, niepokorna nastolatka, która ma w głowie jedynie imprezy i alkohol, której życie ogranicza się do spędzania czasu z przyjaciółkami, wagarowania, i zastanawiania się nad tym, kiedy byłby najlepszy czas by pójść do łóżka z chłopakiem, na którym tak naprawdę jej nie zależy. Pewnego razu Samantha budzi się i ze zdumieniem stwierdza, że znów jest piątek 12 lutego. Siedem razy przeżywa ten sam dzień, zmieniając swoje zachowania w danych sytuacjach. Można powiedzieć, że dostaje siedem szans na zmianę swojego życia.

Myślę, że już sam pomysł Lauren Olivier był dosyć oklepany, ale jego realizacja okazała się jeszcze większym fiaskiem. Jest to literatura dla ubogich, nie poleciłabym tej książki nikomu. Również nie widzę specjalnie sensu rozwodzenia się nad nią dłużej niż to konieczne. Słowem zakończenia, szkoda waszego czasu na tę książkę, myślę, że jesteście w stanie odszukać na księgarnianych półkach bardziej wartościową literaturę. 

Manitou - Graham Masterton

WYDAWNICTWO: Albatros

Najbardziej lubię czytać Mastertona wtedy, kiedy już naprawdę nie mam żadnej innej książki do czytania. Jest to ten rodzaj powieści, które warto czytać na tak zwane "odmóżdżenie". Nie wymagająca, łatwo i lekko się czyta, prosta fabuła , a wszystko to, w klimacie horrorów klasy C. 

Tym razem, głównym bohaterem powieści Grahama Mastertona, jest... Jasnowidz, Harry Erskine. Muszę przyznać, że już samo obsadzenie jasnowidza, jako głównego bohatera horroru, wydało mi się zabawne. Jednak, biorąc pod uwagę fakt, że była to pierwsza książka Mastertona z rodziny horroru, pewnie powinnam być dla niego trochę łaskawsza.

Jednak, wróćmy do fabuły...
Harry Erskine jest okultystą, tarociarzem, czyli zwykłym oszustem, który zarabia na przepowiadaniu przyszłości starszym, zamożnym paniom. Reklamuje się również jako medium, które pomaga załatwiać duchom i ich krewnym, niedokończone sprawy. Pewnego dnia, Karen Tandy, była wielka miłość Erskine'a, zwraca się do niego o pomoc. Ku zaskoczeniu Harry'ego okazuje się, że Karen nosi w sobie płód indiańskiego szamana Misquamacusa. Urodzenie potwora, może pociągnąć za sobą tylko zagładę Ameryki, bowiem szaman, chce zemścić się na ludności amerykańskiej, za wszystkie mordy i zbrodnie dokonane na Indianach. Harry znajduje się w patowej sytuacji, ponieważ każda próba usunięcia potwora, może skończyć się śmiercią Karen. Czy Śpiewająca Skała, szaman do którego, Erskine zwrócił się o pomoc, pomoże głównemu bohaterowi wybrnąć z tego impasu? 

Oczywiście, horror ma to do siebie, że w pewnym stopniu musi być głupi, żeby trzymać w napięciu, ale płód szamana, w brzuchu kobiety, leżącej w jednym z amerykańskich szpitali i jasnowidz-oszust, to już przesada, która nie czyni książki ciekawszą. Mimo, iż odczuwam głęboką sympatię do Mastertona, za to, że swoimi chorymi fabułami, pomaga mi się czasem odstresować, uważam, że z płodem szamana o wiele lepiej poradziłby sobie doktor House, który najpewniej uznałby to za bujdę i szukał racjonalnych przyczyn takiego stanu pacjentki.

Zakupologia. Prawdy i kłamstwa o tym, dlaczego kupujemy - Martin Lindstrom

 WYDAWNICTWO: ZNAK

Czy zdarza wam się wrócić ze sklepu, rzucić zrezygnowane spojrzenie na zakupy i stwierdzić, że właściwie to, czym przed chwilą byliście zachwyceni nie jest wam wcale do życia potrzebne? Jeśli tak, zajrzyjcie do tej książki, dowiecie się z jakich chwytów korzystają wielkie korporacje, by namówić was do kupna danego produktu. Jeśli zaś jest tak, że zawsze kupujecie tylko to, co faktycznie potrzebne, to podziwiam, ale i tak polecam tą książkę, ponieważ zawsze jest dobry moment, by dowiedzieć się czegoś nowego. 
Autor, Martin Lindstrom, specjalista do spraw brandingu (budowanie świadomości marki) i neuromarketingu (tu), odpowiada na najbardziej intrygujące pytania związane z naszym codziennym życiem. Dlaczego niektórych z nas pociąga jakaś określona znana marka? Czy widok uśmiechniętego dziecka na plakacie czyni reklamę bardziej przyjazną, i czy tym samym, chętniej kupimy reklamowany produkt? Czy seks w reklamie paneli podłogowych, faktycznie sprzyja promowaniu marki? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi w książce Lindstroma. 
Przyznam się, szczerze, że do momentu przeczytania tej książki, odpowiedzi na wyżej postawione pytania, wydawały mi się oczywiste. Tymczasem, okazuje się, że cała sprawa jest bardziej skomplikowana i nie wszystko jest takie, jak mi się dotychczas wydawało. Myślę, że jest to bardzo dobra lektura, nie tylko dotyka tematu, który na co dzień istnieje w życiu każdego z nas, ale również ukazuje silne narzędzie, jakim jest neuromarketing, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym świetle. W tym miejscu proponuję zastanowić się, jakie problemy moralne, etyczne, niesie za sobą taka forma badań.
Czy wpływanie na ludzki umysł, za pomocą różnego rodzaju sztuczek, nie jest już jakąś próbą programowania ludzi dla swoich własnych potrzeb? Czy nie mamy do czynienia z zaczynającym się z wolna procesem kontrolowania myśli? - który został już przecież opisany, w książce "Rok 1984" G. Orwella. Z tym pytaniem was zostawiam i życzę miłej lektury.

11 września 2013

Lothar J. Seiwert, Horst Mller, Anette Labaek-Noeller: 30 minut nauki zarządzania czasem dla ludzi chaotycznych


Tę książkę dostałam w prezencie, domyślam się, że w związku z moją tendencją do robienia kilku rzeczy na raz.
Jest to oczywiście poradnik przeznaczony dla osób niezbyt uporządkowanych. Autorzy we wstępie przedstawiają różnice pomiędzy prawymi i lewymi półkulowcami. W zależności od tego, która z półkul mózgowych jest u człowieka aktywniejsza, można podobno stwierdzić, czy przejawia on większe skłonności do analizowania, czy do syntetyzowania. Równocześnie istotne jest to, że autorzy tej publikacji, stronią od sztywnego etykietowania ludzi, raczej starają się zarysować pewne możliwości, bez upierania się przy swoim. 
Jak w tytule, w dalszej części książki znajdziemy kilka technik skutecznego zarządzania czasem. Ciekawe wydało mi się zastosowanie techniki Mind Mapping'u (mapy myśli) do rozrysowania sobie planu dnia. Ciekawe z tego powodu, że jest to technika dosyć niekonwencjonalna. Natomiast czy skuteczna? Co do tego mam pewne wątpliwości. Mapy myśli jak najbardziej sprawdzają się w sytuacji, gdy trzeba się nauczyć czegoś na egzamin. Niemniej jednak rozrysowywanie w ten sposób planów dnia, wydaje mi się zajęciem kompletnie zbędnym. Myślę, że stosując tą technikę więcej czasu może nam zająć rysowanie, niż realizowanie wyznaczonych podpunktów. 
Oceniam tę książkę jako średnią, częściowo z tego powodu, że na wszystkie poradniki tego typu patrzę sceptycznym okiem, a częściowo z powodu języka, który jest dość ubogi. Jeśli jedziecie w zatłoczonym pociągu, albo jesteście akurat w miejscu, w którym trudno się skupić, to polecam sięgnąć po ten poradnik, czyta się go bardzo lekko i szybko, właśnie z powodu języka. Jednakże tzw. lekkie czytanie nie zawsze jest atutem. 

31 sierpnia 2013

John Grogan: Marley i ja


Zainteresowałam się Marleyem po obejrzeniu filmu. Myślę, że było to nie dalej jak dwa miesiące temu, już wtedy wiedziałam, że prędzej czy później przeczytam tą książkę. Tak, też się stało, powieść, podobnie jak film, trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo. Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, że zainteresuję się książką, której głównym bohaterem jest pies, nie uwierzyłabym, myśląc, że to jakaś "nudna obyczajowa historia". Tymczasem stało się zupełnie inaczej...

Wyobraźcie sobie dwójkę młodych ludzi, takich najzwyklejszych, takich jak Ty i ja, którzy chcą założyć rodzinę choć tak naprawdę nie wiedzą jak się za to zabrać, boją się podjąć decyzji, boją się odpowiedzialności, chcą mieć pewność, że są zdolni odpowiadać za małego bezbronnego człowieczka, którego życie zależeć będzie tylko od nich... To właśnie Jane i John Groganowie. John spontaniczny, chwilami trochę chłopięcy i Jane, kobieta, która potrafi ususzyć każdy kwiat. W momencie gdy szukają sposobu by sprawdzić się jako rodzice, w ich życiu pojawia się Marley. Wyjątkowo niesforny labrador o niereformowalnym charakterze, pies, który w jednej chwili potrafi zmienić się, w szalonego łowcę, pędzącego za pudlem, ciągnąc za sobą restauracyjny stolik. Pies, na którego, żaden psi instruktor nie ma siły, a równocześnie najlepszy przyjaciel człowieka, gotów bronić swego właściciela w sytuacji zagrożenia. 

Powieść dostarcza wielu wzruszeń i radości. Poleciłabym ją czytelnikowi w każdym wieku. Ciekawszą czyni ją fakt, że jest to prawdziwa historia rodziny Groganów, a Marley nie jest tylko literactkim tworem stworzonym na potrzeby książki. Lekkie pióro Johna Grogana sprawia, że czytelnik przeżywa tę historię jak swoją własną. Oprócz zabawnych wybryków Marleya, autor odkrywa przed nami pewną filozofię życia, polegającą na znajdowaniu szczęścia w chaosie, ale o tym... każdy czytelnik powinien przekonać się sam.