16 września 2013

PRIMERAS - Stan Ancient

WYDAWNICTWO:
E-BOOKOWO

Niestety tą recenzję muszę zacząć od tego, że jest mi przykro. Opis książki zachęcił mnie do jej przeczytania, darmowy fragment również. Nie wybrałam tej powieści tylko pod wpływem jakiegoś impulsu, ale dlatego, że od pierwszych stron poczułam w niej lemowskie tchnienie, lemowski styl. Miałam nadzieję, że wgłębiając się w lekturę dostrzegę rozwój tego tchnienia i jego modyfikację, pokazującą  indywidualny styl autora. 

Jak zauważyliście, zwykle w tym miejscu staram się ogólnikowo nakreślić fabułę, albo chociaż zaznajomić z bohaterami. Mimo moich szczerych chęci, w tym momencie nie mogę tego zrobić. Rolą recenzentki nie jest bowiem pisanie streszczeń, a w tym przypadku musiałabym takowe napisać. Stan Ancient często zmienia miejsce akcji, przeskakuje w rozdziałach z jednej planety na drugą, z bohatera na bohatera. W bardzo ogólnym skrócie mogę powiedzieć, że autor próbuje odpowiedzieć na pytanie skąd się wzięliśmy i dokąd zmierzamy? Próbuje to wyjaśnić w atmosferze tradycyjnego science-fiction. Jednakże, moim zdaniem jest to próba nieudana. 

Książka poległa, nie z powodu treści, lecz z powodu formy, która ewidentnie przytłoczyła treść. Autor skazuje czytelnika, na wiele szczegółów, które koniecznie należy zapamiętać, by powieść nie straciła sensu przed dojściem do kolejnego rozdziału. Znajdziemy tutaj bardzo wiele przypisów, które Ancient, jak sam tłumaczy zamieścił dla dociekliwszych czytelników. Niestety tutaj też jest pies pogrzebany, nie sądzę by czytelnik przytłoczony szczegółami do zapamiętania, chciał sobie je mnożyć poprzez czytanie takiego przypisu. Na początku rozdziałów, autor zamieszcza krótkie notki od siebie. W większości z nich, z czegoś się tłumaczy, albo pisze "teraz będzie o tym", a "teraz o tym". Nie wprowadza to stanu napięcia, ani ciekawości. Choć niewątpliwie Stan Ancient, ma ciekawe przemyślenia odnośnie jaźni, świadomości (co jest wśród szczegółów ukryte), wybrał nieodpowiednią formę do przedstawiania swoich wyobrażeń. U Lema ta forma się sprawdza, ponieważ stosuje on analogie ukryte, mówi o rzeczach nie wprost. To powoduje, że tylko ten czytelnik, który ma jakąś określoną wiedzę, będzie potrafił czytać Lema z rozbawieniem. Natomiast u autora "Primeras", znajdujemy otwarte wspominki, np. o Jungu, w powieści i całą notę biograficzną w przypisie, co powoduje, że autor nie zostawia czytelnikowi pola na domysły, ani na wewnętrzny intelektualny popis. 

Myślę, że Stan Ancient zbyt wiele swoich poglądów chciałby przedstawić w jednej książce, niestety ale ten przesyt powoduje tylko chaos, wśród którego gubią się najbardziej podstawowe tezy autora. Jest mi przykro, bo uważam, że pomysły autora są naprawdę warte przedstawienia, a pomysł zabity przez formę, to zawsze w jakimś stopniu cios dla samego pisarza. Niestety nie czuję się zachęcona do drugiej części "Primeras", ani do polecenia jej innym. Żałuję, ponieważ naprawdę lubię taką formę pisarstwa, jeśli jest ona odpowiednio wyważona. Tutaj zabrakło odpowiedniej wagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.