1 grudnia 2014

Pracownia naprawiania życia - Valerie Tong Cuong

Wydawnictwo: Amber
Strony: 256
Moja ocena: 10/10


Z konieczności (oraz z przyjemności) czytam bardzo wiele książek. Dlatego nie jest łatwo mnie zaskoczyć, zaintrygować. Na rynkach wydawniczych aż roi się od książek, których linia fabularna zdaje się kroczyć po tych samych ścieżkach, dawno już wytartego szablonu. Raz na jakiś czas, zdarza się powieść, która zostaje w pamięci na długo. Takie książki należy traktować z sakralnym szacunkiem, ponieważ jest ich wyjątkowo niewiele. Dzisiaj trafienie na dobrą powieść, której czytanie nie będzie stratą czasu, graniczy z cudem (o ile oczywiście sięgamy do literatury obecnie wydawanej, a nie do klasyków).

"Pracownia naprawiania życia" porusza ciekawy i myślę, że aktualny dla wszystkich temat, radzenia sobie z problemami życiowymi, z trudnymi sytuacjami, w których stawia nas życie, z nieprzewidzianymi kolejami losu. Każdy radzi sobie z nimi w taki sposób, w jaki potrafi. Nie zawsze w sposób moralnie słuszny. Nie zawsze potrafimy przecież stawić czoła problemom, przyznać się do swoich błędów. Czasami o wiele łatwiej przychodzi nam przebaczenie innym, niż przebaczenie samemu sobie.
 
Powieść ma strukturę triadyczną (wtrącając małą dygresję: bardzo lubię struktury triadyczne), to znaczy, wątki są skoncentrowane, wokół losów trzech głównych bohaterów. Przy czym, każdy rozdział prezentuje jakąś część życia jednego z nich (Millie - kobiety rzekomo cierpiącej na amnezję, nie potrafiącej poradzić sobie z życiową traumą, która spotkała ją w wieku lat kilkunastu, Mike'a - trzydziestoparoletniego dezertera, który przez ostatnie lata żył jako uzależniony od alkoholu bezdomny, Mariette - żony, matki i nauczycielki, która latami była poniżana przez męża, aż w końcu doprowadził ją do kresu wytrzymałości). 

Losy trójki bohaterów połączy osoba Jeana, wolontariusza prowadzącego fundację o tajemniczej nazwie "Pracownia". Dlaczego Jean zainteresował się właśnie tą trójką? Jaki ma cel w tym, żeby pomagać ludziom, czy jest to pomoc całkowicie bezinteresowna? - niektóre z tych pytań pewnie pozostaną bez odpowiedzi, ale to dobrze, bo czyni to lekturę ciekawszą i bardziej intrygującą. 

To świetna opowieść na zimne, jesienne wieczory. Intrygująca, pozostawiająca w czytelniku pewien przyjemny niedosyt. Pewien rodzaj braku, który każdy może zapełnić swoimi przemyśleniami.

23 listopada 2014

Iwa - Krzysztof Swoboda

Wydawnictwo: E-bookowo
Liczba stron: 356
Moja ocena: 4/10

Gdy otrzymałam książkę do recenzji, niezmiernie się ucieszyłam, ponieważ pierwsza książka Krzysztofa Swobody bardzo mi się spodobała. Choć "Hotel Vitam Aeternam" to powieść dosyć krótka, uważam ją za porywającą i napisaną w dobrym guście.

Tym samym, jest mi niezmiernie szkoda, że nie mogę równie dobrze ocenić nowej książki tego autora. Język powieści i niepełna korekta pozostawiają wiele do życzenia. Niektóre ze zdań zdają się być wtrąceniem nie pasującym do reszty narracji. Opisy przydługie, chwilami męczące, nie zachęcające do dalszego czytania. Niektóre wątki zupełnie zdają się być wtrącone na siłę, "ku przedłużeniu" książki.

Choć intrygujący opis powieści, zaczerpnięty ze strony wydawnictwa E-bookowo głosi:
"Kobieta z trudną przeszłością, emocjonalnie uzależniona od koleżanki pracoholiczka i mężczyzna ze złamaną karierą. Co ich łączy, jak powiązane są ich losy?
„Iwa” to opowieść o tym, że nie ma osób idealnych i niewinnych, a pozornie błahy gest czy zachowanie każdego z nas, jest w stanie wywołać nieprzewidywalną lawinę zdarzeń, która może obrócić cały świat w pył. Tylko… co z tego pyłu się wyłoni?"
...historia zdaje się być wyssana z palca, nie posiada tej autentyczności, którą posiadała pierwsza książka Krzysztofa Swobody. Przypominam, że choć okładka "Hotelu Vitam Aeternam" była uboższa graficznie, to powieść samym słowem pisanym zachęcała do dalszego czytania. 
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o "Iwie", gdzie oprawa graficzna robi wrażenie, natomiast treść niekoniecznie.

W każdej historii staram się znaleźć coś dobrego, ale tym razem przychodzi mi to z trudem. Bohaterowie nie zapadają w pamięć, a ich perypetie, no cóż, jednych mogą zainteresować, innych nie. Mnie nie zainteresowały, właśnie dlatego, że w książkach cenię sobie przede wszystkim autentyczność, której tutaj niewątpliwie zabrakło.

Uważam, że nawet najbardziej fikcyjną historię można opowiedzieć w sposób autentyczny, jeśli autor jest przekonany o jej prawdziwości. Ta, być może się wydarzyła w czyjejś głowie, ale czy jest autentyczna, prawdziwa? Mam wątpliwości. 
A szkoda. 

4 listopada 2014

Byłam żoną seryjnego mordercy - Cathy Wilson

Kategoria: Autobiografia, Skrzywdzeni
Wydawnictwo: Amber
Moja ocena: ---
Liczba stron: 348
Celowo pozostawiłam wolne miejsce w rubryczce "moja ocena". Jeżeli mowa o autobiografiach, kobietach skrzywdzonych przez los, czyn rozmaitych ludzkich dramatach i tragediach, są to takie sprawy, których drugi człowiek nie może i moim zdaniem, nie powinien oceniać. Życie pisze różne historie, często ludzie stają się ofiarami przypadkowych zdarzeń, które mają wpływ na całe ich życie. Zdecydowana większość z nas ma jednak tendencje do potępiania innych za ich czyny, nie pyta ani o intencje, ani o powody działania. 

Myślę, że nie powinniśmy tracić z oczu tego, że gdy ktoś coś robi, zazwyczaj robi to z jakiegoś powodu. Powód, cel,motywacja... to wszystko jest przecież elementem składowym działania. Dlaczego więc tak często oceniamy same czyny? Dlaczego nie zadajemy pytania "dlaczego", które nawet dzieci we wczesnym okresie życia, zadają bardzo często? Może to lenistwo, może niechęć by wniknąć w głąb drugiego człowieka, by spróbować go zrozumieć, biorąc pod uwagę nie tylko powierzchowność jego czynu, ale także życiowy bagaż, którym został obciążony.

Mam na ten temat swoją własną teorię, myślę, że boimy się zobaczyć w innych ludziach samych siebie. Boimy się przyznać, że to moglibyśmy być my. Tymczasem, ile jest ludzi na świecie, tyle alternatyw, a każdy z nich mógłby być naszym zwierciadłem, każdy z nas mógłby popełnić takie same błędy, znaleźć się w nieodpowiednim towarzystwie, czy urodzić w nieszczęśliwej rodzinie. Każdy z nas ma w sobie możliwość prowadzenia godnego, ale też i upadłego życia. Niestety nie zawsze jest to kwestia wyboru.
Wiele zależy od otoczenia, od ludzi którzy są obok, czasami jedna negatywna ocena więcej może przysłużyć się do ludzkiej tragedii, a jeden nawet najcichszy szept wsparcia może wybawić człowieka z najgorszego stanu. Nawet jeśli nie każdy potrafi ze wsparcia korzystać są tacy, którzy potrafią się podnieść po porażce, wyrwać z wielkiego bagna i rozpocząć inne życie.

Historia Cathy Wilson wstrząsała mną i poruszała z każdą przeczytaną stroną. Kobieta, która dorastała z matką narkomanką, która jako dziecko była wielokrotnie gwałcona i krzywdzona, która jako ośmiolatka przejęła rolę rodzicielską. Tak, Cathy Wilson mając osiem lat nauczyła się gotować obiady dla swojej matki, której uzależenienie powodowało, że nie czuła innego głodu poza narkotykowym. Cathy wielokrotnie trafiała do domów zastępczych, w jednym z nich była molestowana przez zastępczego ojca i traktowana jak źródło utrzymania - niektórzy ludzie chcąc zapewnić sobie tak zwany "wysoki socjal" właśnie w tym, a nie innym celu adoptują dzieci. Jest to okrutne, ale tak przecież bywa nadal. 

Cathy dbała o matkę, bardziej niż matka dbała o nią. Jednak, serca dziecka potrafi kochać bardzo mocno, ponieważ na stronach tej poruszającej autobiografii nie odnajdziemy słów żalu, czy pretensji. Wręcz przeciwnie, Cathy wspomina swoją mamę jako kochającą, pełną miłości kobietę, ale po prostu zagubioną, która dawała się bić i poniżać, aby tylko jej "znajomi" nie skrzywdzili jej dziecka. Ojciec Cathy nie interesował się nią, spotkali się tylko kilka razy. Po śmierci matki dziewczyna trafiła na wychowanie do dziadków. Trudno jest na powrót przyzwyczaić kilkuletnie dziecko, które zbyt wcześnie musiało dojrzeć, do tego aby na nowo przeżywało swoje dzieciństwo. Pod okiem dziadków kilka lat życia Cathy przebiegło bardzo spokojnie. Z czasem jednak przeszłość zaczęła ponownie się odzywać. Potrzeba szybkiego uniezależnienia się wtrąciła ją w ramiona starszego mężczyzny, z którym miało ją połączyć nie tylko dziecko, ale i wieloletni dramat i przemoc.
Peter Tobin, seryjny morderca, gwałciciel i manipulator. Pośród jego ofiar znalazła się także polska studentka Uniwersytetu Gdańskiego, Angelika Kluk. Od samej zbrodni minęło już prawie osiem lat, natomiast od procesu siedem. Cathy zdecydowała się opisać swoje życie z mordercą, który stosował wobec niej przemoc domową, poniżał ją i groził ich wspólnemu dziecku. "Byłam żoną seryjnego mordercy" to książka, w której Cathy Wilson rzetelnie opisuje życie w klatce, w której Peter Tobin ją więził psychicznie, ale też fizycznie. Dopiero podczas procesu kobieta dowiedziała się, że prawdopodobnie szprycował ją narkotykami, ponieważ często zdarzało jej się zasypiać, nie pamiętając dnia poprzedniego. Kobieta była przekonana, że winne temu jest zmęczenie, bowiem Tobin nigdy nie pomagał jej w wychowywaniu ich wspólnego syna, ani w utrzymywaniu domowego gospodarstwa. 


Tyle lat przeżyła Cathy obok człowieka, który bił ją, gwałcił i poniżał na wszystkie możliwe sposoby, dlatego, że za wszelką cenę chciała stworzyć synowi dom z obojgiem rodziców, którego jej matka nie mogła jej dać. Miała w głowie pewne marzenie, które chciała spełnić, ale nikt nie powiedział jej, nie pokazał w jaki sposób może to zrobić. Mama Cathy, choć wielokrotnie starała się wyrwać z narkotykowego otoczenia, sama nie była w stanie dać Cathy przykładu, poczucia bezpieczeństwa. Nie była na tyle silna, by zdobyć się na czyn, na który Cathy się zdobyła, zabierając syna z domu Tobina i uciekając, szykując na niego pułapkę, która w efekcie doprowadziła do procesu.

Podczas procesu sześćdziesięcioletni Tobin twierdził, że zabił 48 kobiet. Nie ma co do tego jednak pewności, stare artykuły, które czytałam mówią o pewności, co do 15 ofiar, w tym Angeliki Kluk. Dopiero podczas procesu Cathy dowiedziała się, że jej trzyletni syn prawdopodobnie był świadkiem wielu sytuacji, o których ona sama nie miała pojęcia. W autobiografii opisuje, że po rozstaniu z Tobinem, posyłała Daniela (swego syna) na spotkania z ojcem. Przez pewien czas, myślała, że człowiek ten zmienił się, ponieważ Daniel zdawał się być zadowolony ze spotkań z tatą. Po latach okazało się, że nie wszystko było tak, jak myślała, a na światło dzienne wyszły nowe fakty, które sprawiły kolejny ból.

Uważam, że tego rodzaju książki są potrzebne. Może przynajmniej ktoś zastanowi się przez chwilę zanim oceni drugiego człowieka. Nikt nie chce czytać o seryjnych zabójcach, przestępcach, manipulatorach, a jednak nie chodzi tu wcale o fascynacje zbrodniarzami (choć i tacy dewianci na pewno się zdarzają), ale o wrażliwość na los drugiego człowieka. O "wyjście" choć na moment z bezpiecznego, przytulnego domu, w którym wszystko jest zapewnione i pomyślenie sobie o tym, że mogłoby być inaczej, że cokolwiek się zdarza nie dzieje się "na zawsze" (mam tu na myśli zarówno dobre, jak i złe sytuacje w życiu). Spróbuj sobie wyobrazić, że tracisz wszystko to, co masz i wtedy oceniaj to, w jaki sposób ktoś inny sobie próbuje radzić. Myślę, że inna jest ocena człowieka, który siedzi sobie na kanapie w ciepełku, a inna kogoś kto zimą śpi przykryty kawałkiem gazety i zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień. Nie wolno zapominać, że są ludzie, którzy żyją inaczej, którzy cierpią, i że nie zawsze jest tak, że są "sami sobie winni bo podjęli złe decyzje". To mogłoby być moje życie, twoje, jego i jej, i tak naprawdę w większości to jest kwestia trafu, bo nie każdy z nas ma szanse urodzić się w kochającej, zdrowej rodzinie.

ŻYCIE DUCHOWE 79/2014 (LATO), Wprowadzenie do fenomenologii- Robert Sokolowski

ŻYCIE DUCHOWE 79/2014 (LATO) 
Letni numer "Życia Duchowego" poświęcony był tematyce snów. Szczególnie spodobał mi się artykuł pod tytułem "Sny w refleksji filozofów" ks. Kazimierza Wolszy. Zainteresowanie akurat tym tekstem nie jest sprawą przypadkową, podobnie jak i nie jest tajemnicą, że studiuję filozofię. Po lekturze tego artykułu zastanawiałam się nawet, całkiem na poważnie, czy tematyką snów nie zająć się w ramach pracy licencjackiej. Ostatecznie, moje poszukiwania zaprowadziły mnie do zupełnie innego tematu, raczej związanego z życiem codziennym niż ze snem.
Niemniej jednak, artykuł ks. Wolszy okazał się dla mnie na tyle porywającym, że zainspirował mnie do sięgnięcia do źródeł. Między innymi do rozprawy "O śnie i czuwaniu" Arystotelesa. Choć artykuł ks. Wolszy jest bardzo krótki, stanowi świetną "zajawkę" do dalszych rozważań filozoficznych. W tekście znajdziemy nie tylko odniesienia do filozofów starożytnych, ale także Freudowską koncepcję i Jungowską teorię marzeń sennych. W słowach podsumowania, ks. Kazimierz Wolsza rozważa poznawczą wartość snów, pozostawiając to pytanie otwartym dla dalszych rozważań.
Choć nieprzypadkowo wybrałam akurat ten tekst, w numerze znajdziemy również artykuły dotyczące snów mistyków, snów biblijnych oraz wiele innych tekstów dotyczących sfery duchowości. Tematyka bardzo ciekawa, naprawdę godna zainteresowania.
 
"Wprowadzenie do fenomenologii" Robert Sokolowski
To kolejna książka z serii bardzo licznych  WAMowskich wprowadzeń filozoficznych. Jak zwykle, bardzo użyteczna z punktu widzenia studenta, dająca pewien ogólny zarys problemów poruszanych w ramach danej tematyki. Jako studentka, mogę tę książkę ocenić jedynie z pewnego formalnego punktu widzenia, absolutnie nie jestem osobą kompetentną, by oceniać treści w książce zawarte. 
Uważam, że atutem tego przewodnika jest bardzo przystępny język, dzięki któremu autor, niezwykle trudne i złożone zagadnienia przedstawia w sposób bardzo zrozumiały. Autor omawia kluczowe dla fenomenologii zjawiska i problemy, czyni to w sposób bardzo systematyczny i uporządkowany. "Wprowadzenie do fenomenologii" to książka, która wnosi coś nowego nie tylko podczas czytania "od deski do deski", ale także jest to lektura, do której warto zaglądać celem sprawdzenia, czy przypominania sobie rozmaitych zagadnień i problemów filozoficznych.
 

"183 Nowe przepisy siostry Anastazji", "Kalendarz z nowymi przepisami siostry Anastazji" - Siostra Anastazja Pustelnik, "Symbole chrześcijańskie"- Donat de Chapeaurouge

"183 Nowe przepisy siostry Anastazji" oraz "Kalendarz z nowymi przepisami siostry Anastazji" - Siostra Anastazja Pustelnik
Trudno recenzować książki z przepisami, w zasadzie można oceniać jedynie formę tych książek i efekt powstały po przygotowywaniu potraw wedle przepisu. Chociaż i to nastręcza trudności, bowiem są takie osoby, które potrafią zrujnować każdy przepis kulinarny, nawet postępując wedle tego przepisu. Na szczęście nie jest to coś, co zdarza mi się notorycznie, ponieważ bardzo lubię gotować i piec, w związku z czym jest to praktyka znana mi dosyć dobrze.

Kuchnia siostry Anastazji koncentruje się raczej na domowym, swojskim jedzeniu. Brak tutaj udziwnień i wielkich kombinacji, choć znajdzie się kilka przepisów dość fantazyjnych, które zachwycą nie tylko podniebienia ale również oczy.
Książka kucharska posiada bardzo ładne zdobienia na każdej ze stron, w zasadzie była to pierwsza rzecz, która przykuła moją uwagę. Niestety wielkim minusem są zdjęcia, które nie wyglądają dobrze i nie zachęcają do spróbowania dania. Myślę, że zdjęciom zabrakło cyfrowej obróbki, a jeśli została ona przeprowadzona, zostało to zrobione nieprawidłowo. Niektóre ciastka wręcz straszą zbyt mocno kontrastując z jasną i delikatną oprawą strony. To samo niestety tyczy się zdjęć w kalendarzu.
Wszystko, poza zdjęciami jest jak najbardziej w porządku, ale nie należy zapominać, że w książkach czy poradnikach kucharskich to właśnie zdjęcia odgrywają kluczową rolę. 

"Symbole chrześcijańskie" - Donat de Chapeaurouge
Jest to niezwykle interesujący przewodnik po chrześcijańskich symbolach. Znajdziemy tu dokładne opisy wielu znaków, notę traktującą o źródłach ich pochodzenia, a także przykłady zastosowania ich w sztuce. Autor pokazuje jak poszczególne interpretacje dotyczące danych symboli, zmieniały się na przestrzeni dziejów. 
W zasadzie nie jest to lektura do poduszki, a raczej książka, którą należy traktować jako przewodnik. Może się okazać interesująca nie tylko dla osób zainteresowanych symbolizmem, ale także dla tych, którzy czerpią przyjemność ze świadomego zwiedzania starych kościołów, czy innych budowli.
Donat de Chapeaurouge z ogromną lekkością opisuje symbole, które mijamy często w życiu codziennym bez żadnego zastanowienia. Książce daję ocenę celującą, nie tylko dlatego, że interesuje mnie symbolizm, ale przede wszystkim z powodu języka, którym operuje autor. Język ten pozwala na nowo odkrywać świat ukrytych znaczeń.

9 września 2014

Hotel Vitam Aeternam - Krzysztof Swoboda



Kategoria: Horror, Thriller
Wydawnictwo: E-bookowo
Moja ocena: 10/10
Liczba stron: 169
 
Sielski wypad ze znajomymi w Bieszczady zapowiadał się świetnie. Jednak od momentu gdy małżeństwo Sikorskich wyruszyło w podróż, napotkało na swojej drodze liczne przeszkody. W końcu przemoczeni, zmęczeni i ranni, zdecydowali się zanocować w przypadkowo odkrytym Hotelu Vitam Aeternam (łac. życie wieczne). Budynek na pierwszy rzut oka wygląda na całkiem zaniedbany, jednakże dla zmęczonych podróżą wędrowców nie ma to najmniejszego znaczenia, pragną znaleźć jakiekolwiek schronienie.

Prędko okazuje się, że Hotel Vitam Aeternam to w rzeczywistości miejsce dla ludzi bardzo majętnych. Ceny w hotelu wysoce przekraczają możliwości finansowe państwa Sikorskich. Jednakże właściciel hotelu, wrażliwy na krzywdę zagubionych wędrowców decyduje się udzielić im schronienia na pewnych warunkach. Niestety radość głównych bohaterów nie będzie trwała długo...
Jaką cenę przyjdzie im zapłacić za chęć przeżycia? Czy można uciec od przeznaczenia?

Autor książki stawia bardzo wiele interesujących pytań, jak choćby pytanie o cenę ludzkiego życia. Gdzieś między wierszami ukryte są dylematy, które spotykają każdego z nas w codziennym życiu. W powieści poruszany jest problem trudnych wyborów, wyborów pomiędzy tym co moralnie słuszne, a naszymi egoistycznymi potrzebami. 

"Hotel Vitam Aeternam" to nie tylko świetnie napisany, trzymający w napięciu horror, ale również, a może przede wszystkim, książka, która pozwala zatrzymać się na chwilę i zastanowić. Czy my, jako ludzie, mamy w sobie odwagę by pogodzić się z własną śmiercią? Czy gdyby ktoś dał nam wybór pomiędzy śmiercią, a  egzystowaniem jako istoty, będące jedynie cieniami tego, kim kiedyś byliśmy, wybralibyśmy godną śmierć, czy parszywe życie?

Dodatkowym atutem tej powieści jest fakt, że akcja została osadzona w Polsce, w Bieszczadach, że głównymi bohaterami są Polacy. Cieszę się, kiedy polscy autorzy, polscy literaci pokazują, że można napisać dobry horror, dobrą, interesującą książkę nie siląc się na wymyślanie amerykańskich imion, czy na wymuszone osadzanie akcji w Stanach Zjednoczonych. 

Chciałabym gorąco zachęcić wszystkie mole książkowe: czytajmy polskich autorów, nie tylko tych mainstreamowych, znanych ale przede wszystkim debiutantów. 
Autorów, którzy mają naprawdę coś ciekawego do powiedzenia, nie znajdziemy na półkach z napisem bestseller, ponieważ bestsellery zazwyczaj odpowiadają na bardzo niskie potrzeby masowego czytelnika. 

27 sierpnia 2014

Magiczna Zagadka. Na tropie sensacji - Baccalario Pierdomenico, Gatti Alessandro


Kategoria: Dla Dzieci, Literatura Familijna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Moja ocena: 10/10
Liczba stron: 200

Magiczna Zagadka to prawdziwy klasyk w kategorii literatury dziecięcej, familijnej. Osobiście uważam, że powieść ta jest odpowiednią pozycją dla czytelnika w każdym wieku. Lektura tej książki zajęła mi mniej niż jeden dzień, i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie był to czas stracony.

Książka traktuje o przygodach detektywów amatorów, którzy spotykają się w kryjówce niegdyś należącej do słynnego detektywa, Pana Gustava Darbona. Poczałkowo spotykają się w celach rozwiązywania zagadek miesiąca. Jednakże pewnego dnia, jeden z detektywów przynosi wiadomość o tym, że wielki mag Offenbach został uderzony wazonem w głowę, co poskutkowało przewiezieniem go do szpitala. Nie ma jednak żadnych informacji na temat sprawcy tego zdarzenia. Detektywi, postanawiają wykorzystać nadarzającą się okazję i podejmują próbę rozwiązania zagadki. Kiedy czytelnikowi wydaje się, że sprawa została rozwiązana, autorzy zwodzą nas i pojawiają się nowe dowody w sprawie. Czy członkowie tajnego klubu detektywów rozwiążą sprawę maga Offenbacha?

Musze przyznać, że dla mnie lektura tej książki była prawdziwą przyjemnością. Dawno nie miałam okazji czytać powieści, której bohaterowie okazaliby się tak sympatyczni, pełni wdzięku. Jestem przekonana, że będzie to jedna z lektur, które przeczytam swoim dzieciom w przyszłości. Myślę, że "Magiczna Zagadka" sprawi wiele uciechy młodym czytelnikom i ich rodzicom, poruszy dziecięcą wyobraźnię i dostarczy przygód. 
Uważam, że książka Baccaliaro i Gatti zasługuje na miano dziecięcej klasyki, może bowiem stać się źródłem inspiracji nie tylko do zabaw, ale także wzbudzić nowe zainteresowania w dzieciach, jak choćby zdobywanie wiedzy poprzez stopniowe rozwiązywanie zagadek.

Nie chcąc zdradzać zakończenia książki, powiem tylko, że spełniło ono wszystkie moje oczekiwania, doskonale mnie przy tym zaskakując. Szczególnie ważne, dla wszystkich rodziców powinno być to, że pośród współczesnych autorów literatury dziecięcej, familijnej, są tacy, którzy dbają o to, aby nasze pociechy nie wychowywały się w atmosferze chaosu, brutalnych treści niedostosowanych do psychiki młodego czytelnika, którzy dbają o kształtowanie w dzieciach pozytywnej postawy wobec świata, zdrowej ciekawości oraz podkreślają, że porozumienie międzypokoleniowe może być czymś naturalnym i przyjemnym dla obojga stron. 
W dobie mody na odchylenia i patologie (bo dzisiaj są to tematy najbardziej widoczne we wszelkiego rodzaju mediach), dobrze jest odnaleźć książkę, która traktuje o szczęśliwej rodzinie, przyjaźni i wspólnie przeżywanej przygodzie, która nie jest przygodą dla samej przygody, ale motywowana jest chęcią bezinteresownej pomocy.
Zachęcam gorąco, do przeczytania tej książki oraz  do dzielenia się opiniami na jej temat.

1 sierpnia 2014

Recenzja zbiorcza: 1. 113 Litanii - ks. Jerzy Lech Kontowski SJ, 2. Brewiarz Ekologa - Zdzisław Kijas OFMConv, 3. Błogosławiony, kto zaufał Panu -Bogdan Całka SJ, Grzegorz Sochacki SJ, 4. Przewodnik po różańcu - Jacek Bolewski SJ, 5. Przewodnik po stanach pokusy - Krzysztof Wons SDS, 6. Spadać w górę - Richard Rohr, 7. 7 sposobów wychowywania dzieci - Felicitas Römer

Recenzja zbiorcza
Ostatnie książki, które otrzymałam od wydawnictwa WAM, nie są książkami, które można poddać typowej recenzji. W większości są to modlitewniki, oraz zachęty do medytacji nad Słowem Bożym, dlatego postanowiłam zamieścić je w jednym poście i poświęcić im jedną zbiorczą recenzję.

1. 113 Litanii - ks. Jerzy Lech Kontowski SJ
Jak sama nazwa wskazuje, jest to dosyć rozległy zbiór zawierający litanie. Książka podzielona jest na cztery części, pośród których znajdziemy: Litanie do Trzech Osób Trójcy Świętej, Litanie do Najświętszej Maryi Panny i Aniołów, Litanie do Świętych, Litanie okolicznościowe.
Podział ten jest bardzo użyteczny, ponieważ z łatwością odnajdziemy interesującą nas modlitwę.
Jeżeli chodzi o format książki, mogę powiedzieć, że także jest on wielkim atutem. "113 Litanii" bez problemu zmieści się w każdej damskiej torebce, również nie zajmie wiele miejsca, jeżeli zechcemy zabrać tę książkę w podróż.
Przy okazji oceniania tego typu publikacji, nigdy nie oceniam treści, ponieważ są to modlitwy, które moim zdaniem, jako takiej ocenie nie podlegają i nie powinny podlegać. Dlatego staram się w takich przypadkach zawsze oceniać formę.

2. Brewiarz Ekologa - Zdzisław Kijas OFMConv
W książce znajdziemy takie działy jak: nauka kościoła katolickiego o przyrodzie, księga modlitw (z podziałem na modlitwę brewiarzową, modlitwy przy posiłkach, modlitwy zwierząt), znajdziemy tutaj również księgę liturgii oraz księgę medytacji.
Moim upodobaniem najmniej cieszą się modlitwy zwierząt, ich forma (jak wcześniej wspomniałam, nie zamierzam pisać o treści) niespecjalnie mi odpowiada. Pobrzmiewa jakąś taką naiwnością, trywialnością, która jest dla mnie czymś zupełnie obcym. Bardzo możliwe jednak, że nie potrafię tej części docenić, ponieważ, choć zdecydowanie propaguje w swoim życiu kult natury i kult przyrody, to nie należę do żadnej zagorzałej grupy ekologów.
Zaletą tej książki jest format, fakt, że jest ona tak niewielka, sprawia, że bez problemu zmieści się nie tylko w torebce, ale także w dużych kieszeniach spodni.

3. Błogosławiony, kto zaufał Panu -Bogdan Całka SJ, Grzegorz Sochacki SJ
Na początku muszę powiedzieć, że modlitewniki wydawnictwa WAM cieszą się moim wielkim uznaniem. Tutaj nie chodzi tylko o kieszonkowy rozmiar, ale także o staranny dobór modlitw. Nie mam wątpliwości, że każdy znajdzie tutaj odpowiednią dla siebie modlitwę. Zaletą  jest przede wszystkim to, że modlitw zawartych w tej książeczce jest naprawdę bardzo, bardzo dużo (wszystkie zajmują aż 392 strony).
Znajdziemy tutaj również litanie, nabożeństwa, mały katechizm.
Chciałabym dodać, że modlitewnik ten jest ilustrowany, co również może być uznane za atut. Każdy dział zdobi stosowny obrazek, cała kompozycja jest raczej skromna i daleka od przepychu.

4. Przewodnik po różańcu - Jacek Bolewski SJ

Jest to bardzo niewielka książeczka, która wprowadzi nas w poszczególne tajemnice różańca. Myślę, że okaże się bardzo przydatna dla tych, którzy pragną pogłębiać swoje życie duchowe.
Podział książki jest dosyć oczywisty, ponieważ jej poszczególne części wyznaczają tajemnice różańca - oczywistość taka, jest zaletą, ponieważ ułatwia poruszanie się po tym przewodniku.
Książka jest skonstruowana tak, że nie musimy czytać jej rozdział po rozdziale, część po części, możemy po prostu wybierać interesujące nas zagadnienia.
Jednakże, chciałabym zachęcić do przeczytania jej w całości, ponieważ nie tylko poszerza naszą wiedzę na temat modlitwy różańcowej, ale również zachęca do medytacji nad Słowem Bożym, nad naszym życiem, codziennymi wyborami.
Przewodnik ten, jest raczej takim wprowadzeniem, niż gotową receptą na odmawianie modlitwy różańcowej.

5. Przewodnik po stanach pokusy - Krzysztof Wons SDS
Kolejna książeczka z serii przewodników, która tym razem stanowi zaproszenie do rozważań nad naszymi codziennymi wyborami.Każdy rozdział, nie tyle opisuje dany rodzaj pokus, ile raczej zaprasza do medytacji, także nad tymi czynami, które uważa się za moralnie złe. Pozwala to bowiem, nie lekceważyć problemu zła, ale zachować czujność duszy.
Ksiądz Krzysztof Wons jest salwatorianem, trochę interesowałam się jego osobą, stąd mogę powiedzieć, że jest to człowiek niezwykle radosny i pełen wiary. Niestety nie miałam możliwości spotkać go osobiście, niemniej jednak w jakiś sposób poznaję go, poprzez jego książki i liczne publikacje. Ksiądz Wons zajmuje się, wraz z innymi salwatorianami, medytacjami Lectio Divina, które polegają przede wszystkim na aktywnym czytaniu Pisma Bożego, na aktywnym rozważaniu, zadawaniu pytań. Kluczowym pytaniem jest tutaj pytanie "Co mówi do nas Bóg?".
"Przewodnik po stanach pokusy" jest napisany trochę w duchu Lectio Divina, co jest jego niezaprzeczalnym atutem. Nie daje on gotowych przepisów na życie, a pozwala zastanawiać się, stanowi zaproszenie do rozważań.

6. Spadać w górę - Richard Rohr
Postanowiłam zacząć nietypowo, od sentecji, którą możemy przeczytać na odwrocie książki, mianowicie: "...domy nie są po to, by w nich mieszkać, lecz po to jedynie, by się z nich wyprowadzić". Myślę, że są to bardzo mądre słowa, które dla wielu z nas powinny być wskazówką, aby w codziennym życiu zwracać uwagę na te prawdziwe wartości, trwalsze niż ziemskie życie i wszystkie dobra materialne. Ojciec Richard Rohr to pozytywnie nastawiony do życia franciszkanin. Warto nadmienić, że ojciec Richard nie tylko pisze książki i oddaje się swym codziennym obowiązkom, ale również jest bardzo aktywny społecznie w szerzeniu wiary. W 1987 roku założył Centrum Działania i Kontemplacji, którego obecnie jest dyrektorem. 
"Spadać w górę" to książka podzielona na dwie części, na pierwszą i drugą połowę życia. Część pierwsza, to okres poszukiwań, wchodzenia w dorosłość, w dojrzałość - nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim duchową, to pogłębianie wiary, to także pierwsze kroki na drodze do zrozumienia, że nie wszystko, co przydarza nam się w życiu jest przyjemne. To uświadamianie sobie, że cierpienie z chwilą naszych narodzin jest nierozerwalną częścią naszego życia, że możemy z niego czerpać naukę, wyciągać wnioski. Że możemy je traktować jak pewne pouczające doświadczenie, ale przede wszystkim jest to doświadczenie, które  jednoczy nas z  Chrystusem. Wzmaga rozumienie i pogłębia wiarę.
Druga połowa książki, mówi nam o tym, jak godzić się z koniecznościami losu, jak wkroczyć w starość z  wiarą i pogodą ducha. 

Uważam, że takie książki są potrzebne. Zwłaszcza z tego powodu, że mass media nieustannie pouczają nas o tym, że starość jest brzydka, a twarze dawnych gwiazd zamieniają się w ich własne karykatury, przez nadmiar operacji plastycznych. Myślę, że świat potrzebuje publikacji, które zmienią spojrzenie ludzi na kwestię starości, które pomogą ludziom dostrzec piękno w tym okresie życia, jako w kolejnym etapie ludzkiej wędrówki.
Niemniej jednak oceniam książkę na 5/10.  Nie podoba mi się jej forma. Sposób pisania autora do złudzenia przypomina mi książki pisarza, za którym nie przepadam, a który jest znany nie tylko w środowisku katolickim, ale także ezoterycznym, co jest sprawą dosyć podejrzaną. Mówię o Anthonym DeMello. Nie chciałabym jednak odejmować Richardowi Rohrowi, który niewątpliwie porusza ważne kwestie. I pomimo tak niskiej oceny z mojej strony, uważam, że jest to książka wartościowa i godna polecenia.

7. 7 sposobów wychowywania dzieci - Felicitas Römer "Jeśli poznasz siebie i dowiesz się jakiego typu rodzicem jesteś, wówczas sposób w jaki wychowujesz swoje dziecko, stanie się oczywisty, a tym samym prostszy." - tymi słowami zaczyna się recenzowana przeze mnie książka. Myślę, że choć poznanie siebie, od zarania dziejów, od początków filozofii, jest sprawą trudną i do końca nierozwiązywalną, niewątpliwie ważną kwestią jest, by człowiek nim, zacznie wychowywać innych, spróbował najpierw poznać siebie samego. Nie ulega wątpliwości fakt, że to, jacy my sami jesteśmy, ale także to, czy jesteśmy szczęślliwi, odbija się na naszych dzieciach, czy wychowankach. Czasami może się to odbijać na nich w sposób bardzo negatywny, dlatego nie jest to kwestia egoizmu, ale takiego zdrowego szacunku do samego siebie, zdrowej miłości do samego siebie, tego by potrafić siebie samego czasami przytulić. Bo jeżeli zrezygnujemy z siebie dla innych, to wówczas nie będziemy szczęśliwi, a ucierpią też na tym nasi blliscy. Człowiek poznaje siebie przez cały czas, poznaje siebie w nowych rolach, w nowych relacjach z ludźmi. Myślę, że już dawno porzuciliśmy złudzenie, że do roli rodzica można się przygotować, ponieważ i ta rola, wiąże się z naszym poznawaniem siebie w nowych sytuacjach. Warto jednak wziąć pod rozwagę wskazówki, jakich udziela Felicitas Römer. Autor nakreśla pewne skrajności, jakim czasami ulegają rodzice - co niestety może się okazać tragiczne w skutkach, dla obojga stron. Książka ta, nie jest przewodnikiem, czy poradnikiem psychologicznym dotyczącym wychowywania dzieci, ale raczej poradą dobrego przyjaciela, drogowskazem, pomocą. Myślę, że jest to niezwykle interesująca publikacja dla rodziców (niezależnie od wieku ich dzieci), ale także dla tych, którzy planują założenie rodziny, albo najzwyczajniej w świecie pełnią opiekę nad dziećmi.

6 kwietnia 2014

Odmieniec - Philippa Gregory

WYDAWNICTWO: Egmont
LICZBA STRON: 288
MOJA OCENA: 4/10
Siedemnastoletnia Izolda zostaje zamknięta w klasztorze, aby nie mogła dochodzić swoich praw do spadku po zmarłym ojcu. Kiedy zakonnice, nad którymi sprawuje pieczę jako przełożona, zaczynają lunatykować i zdradzać oznaki obłędu, do opactwa Lucretili przybywa młody nowicjusz Luca Vero, by na polecenie samego papieża wyjaśnić sprawę. Luca i Izolda, zmuszeni stawić czoło największym lękom świata średniowiecznego – czarnej magii, wilkołakom, szaleństwu – rozpoczynają poszukiwania prawdy, swojego przeznaczenia, a także miłości...
Źródło opisu:  Lubimy Czytać

Skończyłam przed chwilą czytać tą książkę i muszę przyznać, że nie wiem, co o niej powiedzieć. Najchętniej określiłabym czas poświęcony na jej lekturę, jako kompletnie zmarnotrawiony. Choć historia zapowiadała się całkiem ciekawie, zarówno jej przebieg, jak i finał, pozostawiły po sobie wrażenie braku pomysłu, oszukanego naciągania fabuły oraz pozbawienia wszelkiej tajemnicy. W ostatecznym rozrachunku, wszystko stało się jasne jeszcze zanim akcja zdążyła się rozwiązać. Relację pomiędzy bohaterami zaginęły gdzieś pod przykryciem dużej ilości dialogów, które raczej przypominały oddawanie się "ględzeniu" niż rozmowom.

Zakon Augustianek, ponieważ tutaj rozgrywa się główna akcja, bardziej niż historyczny zakon, przypomina mi coś w rodzaju "domu strachów", w którym niby nic się nie dzieje, a jednak są takie wydarzenia, które potwierdzają, że coś tu jest nie tak. Niemniej jednak zupełnie brakuje mi w tej książce tajemniczości. Wcześniej niż w połowie drogi, czytelnik zaczyna przewidywać dalszą akcję, która w rezultacie wcale go nie zaskakuje. Choć książka jest dosyć krótka, jej lektura ciągnie się jak flaki z olejem. W pewnym momencie zaczęłam zwyczajnie mieć nadzieję, że już wkrótce skończy się ta katorga. 

Wniosek nasuwa mi się następujący, albo jestem już za stara na książki dla młodzieży (o co, mimo wszystko się nie podejrzewam), albo "Odmieniec" to kompletne nieporozumienie i wynik jakiegoś kiepskiego eksperymentu. Książki zdecydowanie nie polecam, natomiast jeśli ktoś z was, ma zgoła odmienną opinię na jej temat zachęcam do podzielenia się nią w komentarzach. Ciekawi mnie, jak inni czytelnicy odebrali tą lekturę.

16 marca 2014

Córka drukarza - Ines Thorn

WYDAWNICTWO: Świat Książki
LICZBA STRON: 352
MOJA OCENA:  8/10

Spragniona porządnej powieści dla dorosłych z historią w tle, natrafiłam na Córkę Drukarza. Lekturę rozpoczęłam nie dalej, jak tydzień temu, ale nawet w szale obowiązków znalazłam chwilę by zagłębić się w tą historię. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się przeczytać ani jednej sagi rodzinnej. Nie był to na pewno czas stracony, choć ta opowieść tak, jak każda inna oprócz plusów, posiada także swoje mankamenty.

Książka opowiada o losach członków rodu, Gerona Geisenheimera. Jest to opowieść głównie o kobietach, ponieważ mężczyźni idą na front (fabuła rozgrywa się podczas wojny trzydziestoletniej). Od tej pory czytelnik podzieli los chciwej i próżnej Rieke, którą pogoń za bogactwem doprowadzi do największych zbrodni. Z Judith, którą samotność i ciężka choroba wepchną w ramiona dwóch mężczyzn, ale tylko jeden z nich okaże się być prawdziwie godny jej miłości. Z Margą, wielokrotnie zhańbioną przez męża wszetecznika i syna, tyrana, oraz z Lilą, która od lat skrywa tajemnicę swego pochodzenia z obawy przed utratą ukochanego męża i bliskich. Czy któraś z tych kobiet osiągnie szczęście i spokój ducha, czy próżność i zbrodnie zostaną ukarane, czy wyjdą na jaw wszystkie tajemnice? - o tym czytelnik musi przekonać się sam, ponieważ nie zamierzam odbierać mu tej przyjemności.

Dawno nie czytałam powieści, która tak by mnie pochłonęła i wciągała do swojego świata z każdą minutą czytania. Muszę z przykrością stwierdzić, że nie jest to pierwszy tom frankfurckiej sagi rodzinnej, ale drugi. Przypadek sprawił, że sięgnęłam po tą książkę, dlatego nie miałam jeszcze okazji przeczytać pierwszego tomu. Mimo wszystko, ten fakt, nie uczynił żadnej ujmy na przyjemności płynącej z lektury. 
Szczególnie ucieszył mnie fakt, że autorka zadbała o to, by uczynić powieść jak najbardziej życiową. Momentami czytelnik miałby nadzieję na inne rozwiązania poszczególnych wątków, jednak w ostatecznym rozrachunku, okazuje się, że nie można by było rozegrać tego lepiej.

Napisałam we wstępie także o mankamentach. Bardzo możliwe, że nie wynikają one z wad tej powieści, a z mojej własnej, czytelniczej niecierpliwości. Choć autorkę należy pochwalić za opisy, świetnie oddające klimat tamtych czasów, chwilami niecierpliwiłam się oczekując na rozwiązanie wątku. Bez nich, na pewno książka wiele straciłaby na treści, niemniej wydaje mi się, że były takie momenty, w których można było owe opisy skrócić, nie czyniąc tym samym żadnej krzywdy treści.

Książkę polecam szczególnie paniom, na pewno zajmie ona wysokie miejsce w mojej biblioteczce. 

15 marca 2014

Święci Starego Testamentu, Pisma Wybrane - Jean Danielou

 WYDAWNICTWO: WAM

Ucieszyło mnie, że ktoś zechciał napisać książkę, w której zebrani zostali święci poganie ze Starego Testamentu. Święci, niekanonizowani, tacy, którzy w swoim życiu zawierzyli Bogu. Poganie, którzy zdobyli się na doskonałe posłuszeństwo wobec Boga. Posłuszeństwo, które do dziś może dawać przykład tym chrześcijanom, którzy nie znaleźli w sobie takiej wiary, odwagi, a może również hartu ducha. W książce znajdziemy historię Abla, Henocha, Danela, Noego, Hioba, Melchizedeka, Lota oraz Królowej Saby. 

Choć lektura ta, jest pozycją bardzo wartościową, muszę pozostawić słowo komentarza na temat formatu książki. Na półce wygląda bardzo ładnie, niemniej trzymanie jej w rękach jest niewygodne oraz sprawia, że czytanie jej, staje się czynnością denerwującą i pozbawioną przyjemności.
Szkoda by było, gdyby czytelnicy zrazili się do naprawdę interesującej książki, z powodu jej formatu,niestety wydaje mi się to całkiem możliwe.

Lekturę książki polecam, oceniając ją jako wartościową, zachęcającą do rozważań.