23 listopada 2014

Iwa - Krzysztof Swoboda

Wydawnictwo: E-bookowo
Liczba stron: 356
Moja ocena: 4/10

Gdy otrzymałam książkę do recenzji, niezmiernie się ucieszyłam, ponieważ pierwsza książka Krzysztofa Swobody bardzo mi się spodobała. Choć "Hotel Vitam Aeternam" to powieść dosyć krótka, uważam ją za porywającą i napisaną w dobrym guście.

Tym samym, jest mi niezmiernie szkoda, że nie mogę równie dobrze ocenić nowej książki tego autora. Język powieści i niepełna korekta pozostawiają wiele do życzenia. Niektóre ze zdań zdają się być wtrąceniem nie pasującym do reszty narracji. Opisy przydługie, chwilami męczące, nie zachęcające do dalszego czytania. Niektóre wątki zupełnie zdają się być wtrącone na siłę, "ku przedłużeniu" książki.

Choć intrygujący opis powieści, zaczerpnięty ze strony wydawnictwa E-bookowo głosi:
"Kobieta z trudną przeszłością, emocjonalnie uzależniona od koleżanki pracoholiczka i mężczyzna ze złamaną karierą. Co ich łączy, jak powiązane są ich losy?
„Iwa” to opowieść o tym, że nie ma osób idealnych i niewinnych, a pozornie błahy gest czy zachowanie każdego z nas, jest w stanie wywołać nieprzewidywalną lawinę zdarzeń, która może obrócić cały świat w pył. Tylko… co z tego pyłu się wyłoni?"
...historia zdaje się być wyssana z palca, nie posiada tej autentyczności, którą posiadała pierwsza książka Krzysztofa Swobody. Przypominam, że choć okładka "Hotelu Vitam Aeternam" była uboższa graficznie, to powieść samym słowem pisanym zachęcała do dalszego czytania. 
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o "Iwie", gdzie oprawa graficzna robi wrażenie, natomiast treść niekoniecznie.

W każdej historii staram się znaleźć coś dobrego, ale tym razem przychodzi mi to z trudem. Bohaterowie nie zapadają w pamięć, a ich perypetie, no cóż, jednych mogą zainteresować, innych nie. Mnie nie zainteresowały, właśnie dlatego, że w książkach cenię sobie przede wszystkim autentyczność, której tutaj niewątpliwie zabrakło.

Uważam, że nawet najbardziej fikcyjną historię można opowiedzieć w sposób autentyczny, jeśli autor jest przekonany o jej prawdziwości. Ta, być może się wydarzyła w czyjejś głowie, ale czy jest autentyczna, prawdziwa? Mam wątpliwości. 
A szkoda. 

4 listopada 2014

Byłam żoną seryjnego mordercy - Cathy Wilson

Kategoria: Autobiografia, Skrzywdzeni
Wydawnictwo: Amber
Moja ocena: ---
Liczba stron: 348
Celowo pozostawiłam wolne miejsce w rubryczce "moja ocena". Jeżeli mowa o autobiografiach, kobietach skrzywdzonych przez los, czyn rozmaitych ludzkich dramatach i tragediach, są to takie sprawy, których drugi człowiek nie może i moim zdaniem, nie powinien oceniać. Życie pisze różne historie, często ludzie stają się ofiarami przypadkowych zdarzeń, które mają wpływ na całe ich życie. Zdecydowana większość z nas ma jednak tendencje do potępiania innych za ich czyny, nie pyta ani o intencje, ani o powody działania. 

Myślę, że nie powinniśmy tracić z oczu tego, że gdy ktoś coś robi, zazwyczaj robi to z jakiegoś powodu. Powód, cel,motywacja... to wszystko jest przecież elementem składowym działania. Dlaczego więc tak często oceniamy same czyny? Dlaczego nie zadajemy pytania "dlaczego", które nawet dzieci we wczesnym okresie życia, zadają bardzo często? Może to lenistwo, może niechęć by wniknąć w głąb drugiego człowieka, by spróbować go zrozumieć, biorąc pod uwagę nie tylko powierzchowność jego czynu, ale także życiowy bagaż, którym został obciążony.

Mam na ten temat swoją własną teorię, myślę, że boimy się zobaczyć w innych ludziach samych siebie. Boimy się przyznać, że to moglibyśmy być my. Tymczasem, ile jest ludzi na świecie, tyle alternatyw, a każdy z nich mógłby być naszym zwierciadłem, każdy z nas mógłby popełnić takie same błędy, znaleźć się w nieodpowiednim towarzystwie, czy urodzić w nieszczęśliwej rodzinie. Każdy z nas ma w sobie możliwość prowadzenia godnego, ale też i upadłego życia. Niestety nie zawsze jest to kwestia wyboru.
Wiele zależy od otoczenia, od ludzi którzy są obok, czasami jedna negatywna ocena więcej może przysłużyć się do ludzkiej tragedii, a jeden nawet najcichszy szept wsparcia może wybawić człowieka z najgorszego stanu. Nawet jeśli nie każdy potrafi ze wsparcia korzystać są tacy, którzy potrafią się podnieść po porażce, wyrwać z wielkiego bagna i rozpocząć inne życie.

Historia Cathy Wilson wstrząsała mną i poruszała z każdą przeczytaną stroną. Kobieta, która dorastała z matką narkomanką, która jako dziecko była wielokrotnie gwałcona i krzywdzona, która jako ośmiolatka przejęła rolę rodzicielską. Tak, Cathy Wilson mając osiem lat nauczyła się gotować obiady dla swojej matki, której uzależenienie powodowało, że nie czuła innego głodu poza narkotykowym. Cathy wielokrotnie trafiała do domów zastępczych, w jednym z nich była molestowana przez zastępczego ojca i traktowana jak źródło utrzymania - niektórzy ludzie chcąc zapewnić sobie tak zwany "wysoki socjal" właśnie w tym, a nie innym celu adoptują dzieci. Jest to okrutne, ale tak przecież bywa nadal. 

Cathy dbała o matkę, bardziej niż matka dbała o nią. Jednak, serca dziecka potrafi kochać bardzo mocno, ponieważ na stronach tej poruszającej autobiografii nie odnajdziemy słów żalu, czy pretensji. Wręcz przeciwnie, Cathy wspomina swoją mamę jako kochającą, pełną miłości kobietę, ale po prostu zagubioną, która dawała się bić i poniżać, aby tylko jej "znajomi" nie skrzywdzili jej dziecka. Ojciec Cathy nie interesował się nią, spotkali się tylko kilka razy. Po śmierci matki dziewczyna trafiła na wychowanie do dziadków. Trudno jest na powrót przyzwyczaić kilkuletnie dziecko, które zbyt wcześnie musiało dojrzeć, do tego aby na nowo przeżywało swoje dzieciństwo. Pod okiem dziadków kilka lat życia Cathy przebiegło bardzo spokojnie. Z czasem jednak przeszłość zaczęła ponownie się odzywać. Potrzeba szybkiego uniezależnienia się wtrąciła ją w ramiona starszego mężczyzny, z którym miało ją połączyć nie tylko dziecko, ale i wieloletni dramat i przemoc.
Peter Tobin, seryjny morderca, gwałciciel i manipulator. Pośród jego ofiar znalazła się także polska studentka Uniwersytetu Gdańskiego, Angelika Kluk. Od samej zbrodni minęło już prawie osiem lat, natomiast od procesu siedem. Cathy zdecydowała się opisać swoje życie z mordercą, który stosował wobec niej przemoc domową, poniżał ją i groził ich wspólnemu dziecku. "Byłam żoną seryjnego mordercy" to książka, w której Cathy Wilson rzetelnie opisuje życie w klatce, w której Peter Tobin ją więził psychicznie, ale też fizycznie. Dopiero podczas procesu kobieta dowiedziała się, że prawdopodobnie szprycował ją narkotykami, ponieważ często zdarzało jej się zasypiać, nie pamiętając dnia poprzedniego. Kobieta była przekonana, że winne temu jest zmęczenie, bowiem Tobin nigdy nie pomagał jej w wychowywaniu ich wspólnego syna, ani w utrzymywaniu domowego gospodarstwa. 


Tyle lat przeżyła Cathy obok człowieka, który bił ją, gwałcił i poniżał na wszystkie możliwe sposoby, dlatego, że za wszelką cenę chciała stworzyć synowi dom z obojgiem rodziców, którego jej matka nie mogła jej dać. Miała w głowie pewne marzenie, które chciała spełnić, ale nikt nie powiedział jej, nie pokazał w jaki sposób może to zrobić. Mama Cathy, choć wielokrotnie starała się wyrwać z narkotykowego otoczenia, sama nie była w stanie dać Cathy przykładu, poczucia bezpieczeństwa. Nie była na tyle silna, by zdobyć się na czyn, na który Cathy się zdobyła, zabierając syna z domu Tobina i uciekając, szykując na niego pułapkę, która w efekcie doprowadziła do procesu.

Podczas procesu sześćdziesięcioletni Tobin twierdził, że zabił 48 kobiet. Nie ma co do tego jednak pewności, stare artykuły, które czytałam mówią o pewności, co do 15 ofiar, w tym Angeliki Kluk. Dopiero podczas procesu Cathy dowiedziała się, że jej trzyletni syn prawdopodobnie był świadkiem wielu sytuacji, o których ona sama nie miała pojęcia. W autobiografii opisuje, że po rozstaniu z Tobinem, posyłała Daniela (swego syna) na spotkania z ojcem. Przez pewien czas, myślała, że człowiek ten zmienił się, ponieważ Daniel zdawał się być zadowolony ze spotkań z tatą. Po latach okazało się, że nie wszystko było tak, jak myślała, a na światło dzienne wyszły nowe fakty, które sprawiły kolejny ból.

Uważam, że tego rodzaju książki są potrzebne. Może przynajmniej ktoś zastanowi się przez chwilę zanim oceni drugiego człowieka. Nikt nie chce czytać o seryjnych zabójcach, przestępcach, manipulatorach, a jednak nie chodzi tu wcale o fascynacje zbrodniarzami (choć i tacy dewianci na pewno się zdarzają), ale o wrażliwość na los drugiego człowieka. O "wyjście" choć na moment z bezpiecznego, przytulnego domu, w którym wszystko jest zapewnione i pomyślenie sobie o tym, że mogłoby być inaczej, że cokolwiek się zdarza nie dzieje się "na zawsze" (mam tu na myśli zarówno dobre, jak i złe sytuacje w życiu). Spróbuj sobie wyobrazić, że tracisz wszystko to, co masz i wtedy oceniaj to, w jaki sposób ktoś inny sobie próbuje radzić. Myślę, że inna jest ocena człowieka, który siedzi sobie na kanapie w ciepełku, a inna kogoś kto zimą śpi przykryty kawałkiem gazety i zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień. Nie wolno zapominać, że są ludzie, którzy żyją inaczej, którzy cierpią, i że nie zawsze jest tak, że są "sami sobie winni bo podjęli złe decyzje". To mogłoby być moje życie, twoje, jego i jej, i tak naprawdę w większości to jest kwestia trafu, bo nie każdy z nas ma szanse urodzić się w kochającej, zdrowej rodzinie.

ŻYCIE DUCHOWE 79/2014 (LATO), Wprowadzenie do fenomenologii- Robert Sokolowski

ŻYCIE DUCHOWE 79/2014 (LATO) 
Letni numer "Życia Duchowego" poświęcony był tematyce snów. Szczególnie spodobał mi się artykuł pod tytułem "Sny w refleksji filozofów" ks. Kazimierza Wolszy. Zainteresowanie akurat tym tekstem nie jest sprawą przypadkową, podobnie jak i nie jest tajemnicą, że studiuję filozofię. Po lekturze tego artykułu zastanawiałam się nawet, całkiem na poważnie, czy tematyką snów nie zająć się w ramach pracy licencjackiej. Ostatecznie, moje poszukiwania zaprowadziły mnie do zupełnie innego tematu, raczej związanego z życiem codziennym niż ze snem.
Niemniej jednak, artykuł ks. Wolszy okazał się dla mnie na tyle porywającym, że zainspirował mnie do sięgnięcia do źródeł. Między innymi do rozprawy "O śnie i czuwaniu" Arystotelesa. Choć artykuł ks. Wolszy jest bardzo krótki, stanowi świetną "zajawkę" do dalszych rozważań filozoficznych. W tekście znajdziemy nie tylko odniesienia do filozofów starożytnych, ale także Freudowską koncepcję i Jungowską teorię marzeń sennych. W słowach podsumowania, ks. Kazimierz Wolsza rozważa poznawczą wartość snów, pozostawiając to pytanie otwartym dla dalszych rozważań.
Choć nieprzypadkowo wybrałam akurat ten tekst, w numerze znajdziemy również artykuły dotyczące snów mistyków, snów biblijnych oraz wiele innych tekstów dotyczących sfery duchowości. Tematyka bardzo ciekawa, naprawdę godna zainteresowania.
 
"Wprowadzenie do fenomenologii" Robert Sokolowski
To kolejna książka z serii bardzo licznych  WAMowskich wprowadzeń filozoficznych. Jak zwykle, bardzo użyteczna z punktu widzenia studenta, dająca pewien ogólny zarys problemów poruszanych w ramach danej tematyki. Jako studentka, mogę tę książkę ocenić jedynie z pewnego formalnego punktu widzenia, absolutnie nie jestem osobą kompetentną, by oceniać treści w książce zawarte. 
Uważam, że atutem tego przewodnika jest bardzo przystępny język, dzięki któremu autor, niezwykle trudne i złożone zagadnienia przedstawia w sposób bardzo zrozumiały. Autor omawia kluczowe dla fenomenologii zjawiska i problemy, czyni to w sposób bardzo systematyczny i uporządkowany. "Wprowadzenie do fenomenologii" to książka, która wnosi coś nowego nie tylko podczas czytania "od deski do deski", ale także jest to lektura, do której warto zaglądać celem sprawdzenia, czy przypominania sobie rozmaitych zagadnień i problemów filozoficznych.
 

"183 Nowe przepisy siostry Anastazji", "Kalendarz z nowymi przepisami siostry Anastazji" - Siostra Anastazja Pustelnik, "Symbole chrześcijańskie"- Donat de Chapeaurouge

"183 Nowe przepisy siostry Anastazji" oraz "Kalendarz z nowymi przepisami siostry Anastazji" - Siostra Anastazja Pustelnik
Trudno recenzować książki z przepisami, w zasadzie można oceniać jedynie formę tych książek i efekt powstały po przygotowywaniu potraw wedle przepisu. Chociaż i to nastręcza trudności, bowiem są takie osoby, które potrafią zrujnować każdy przepis kulinarny, nawet postępując wedle tego przepisu. Na szczęście nie jest to coś, co zdarza mi się notorycznie, ponieważ bardzo lubię gotować i piec, w związku z czym jest to praktyka znana mi dosyć dobrze.

Kuchnia siostry Anastazji koncentruje się raczej na domowym, swojskim jedzeniu. Brak tutaj udziwnień i wielkich kombinacji, choć znajdzie się kilka przepisów dość fantazyjnych, które zachwycą nie tylko podniebienia ale również oczy.
Książka kucharska posiada bardzo ładne zdobienia na każdej ze stron, w zasadzie była to pierwsza rzecz, która przykuła moją uwagę. Niestety wielkim minusem są zdjęcia, które nie wyglądają dobrze i nie zachęcają do spróbowania dania. Myślę, że zdjęciom zabrakło cyfrowej obróbki, a jeśli została ona przeprowadzona, zostało to zrobione nieprawidłowo. Niektóre ciastka wręcz straszą zbyt mocno kontrastując z jasną i delikatną oprawą strony. To samo niestety tyczy się zdjęć w kalendarzu.
Wszystko, poza zdjęciami jest jak najbardziej w porządku, ale nie należy zapominać, że w książkach czy poradnikach kucharskich to właśnie zdjęcia odgrywają kluczową rolę. 

"Symbole chrześcijańskie" - Donat de Chapeaurouge
Jest to niezwykle interesujący przewodnik po chrześcijańskich symbolach. Znajdziemy tu dokładne opisy wielu znaków, notę traktującą o źródłach ich pochodzenia, a także przykłady zastosowania ich w sztuce. Autor pokazuje jak poszczególne interpretacje dotyczące danych symboli, zmieniały się na przestrzeni dziejów. 
W zasadzie nie jest to lektura do poduszki, a raczej książka, którą należy traktować jako przewodnik. Może się okazać interesująca nie tylko dla osób zainteresowanych symbolizmem, ale także dla tych, którzy czerpią przyjemność ze świadomego zwiedzania starych kościołów, czy innych budowli.
Donat de Chapeaurouge z ogromną lekkością opisuje symbole, które mijamy często w życiu codziennym bez żadnego zastanowienia. Książce daję ocenę celującą, nie tylko dlatego, że interesuje mnie symbolizm, ale przede wszystkim z powodu języka, którym operuje autor. Język ten pozwala na nowo odkrywać świat ukrytych znaczeń.