4 listopada 2014

Byłam żoną seryjnego mordercy - Cathy Wilson

Kategoria: Autobiografia, Skrzywdzeni
Wydawnictwo: Amber
Moja ocena: ---
Liczba stron: 348
Celowo pozostawiłam wolne miejsce w rubryczce "moja ocena". Jeżeli mowa o autobiografiach, kobietach skrzywdzonych przez los, czyn rozmaitych ludzkich dramatach i tragediach, są to takie sprawy, których drugi człowiek nie może i moim zdaniem, nie powinien oceniać. Życie pisze różne historie, często ludzie stają się ofiarami przypadkowych zdarzeń, które mają wpływ na całe ich życie. Zdecydowana większość z nas ma jednak tendencje do potępiania innych za ich czyny, nie pyta ani o intencje, ani o powody działania. 

Myślę, że nie powinniśmy tracić z oczu tego, że gdy ktoś coś robi, zazwyczaj robi to z jakiegoś powodu. Powód, cel,motywacja... to wszystko jest przecież elementem składowym działania. Dlaczego więc tak często oceniamy same czyny? Dlaczego nie zadajemy pytania "dlaczego", które nawet dzieci we wczesnym okresie życia, zadają bardzo często? Może to lenistwo, może niechęć by wniknąć w głąb drugiego człowieka, by spróbować go zrozumieć, biorąc pod uwagę nie tylko powierzchowność jego czynu, ale także życiowy bagaż, którym został obciążony.

Mam na ten temat swoją własną teorię, myślę, że boimy się zobaczyć w innych ludziach samych siebie. Boimy się przyznać, że to moglibyśmy być my. Tymczasem, ile jest ludzi na świecie, tyle alternatyw, a każdy z nich mógłby być naszym zwierciadłem, każdy z nas mógłby popełnić takie same błędy, znaleźć się w nieodpowiednim towarzystwie, czy urodzić w nieszczęśliwej rodzinie. Każdy z nas ma w sobie możliwość prowadzenia godnego, ale też i upadłego życia. Niestety nie zawsze jest to kwestia wyboru.
Wiele zależy od otoczenia, od ludzi którzy są obok, czasami jedna negatywna ocena więcej może przysłużyć się do ludzkiej tragedii, a jeden nawet najcichszy szept wsparcia może wybawić człowieka z najgorszego stanu. Nawet jeśli nie każdy potrafi ze wsparcia korzystać są tacy, którzy potrafią się podnieść po porażce, wyrwać z wielkiego bagna i rozpocząć inne życie.

Historia Cathy Wilson wstrząsała mną i poruszała z każdą przeczytaną stroną. Kobieta, która dorastała z matką narkomanką, która jako dziecko była wielokrotnie gwałcona i krzywdzona, która jako ośmiolatka przejęła rolę rodzicielską. Tak, Cathy Wilson mając osiem lat nauczyła się gotować obiady dla swojej matki, której uzależenienie powodowało, że nie czuła innego głodu poza narkotykowym. Cathy wielokrotnie trafiała do domów zastępczych, w jednym z nich była molestowana przez zastępczego ojca i traktowana jak źródło utrzymania - niektórzy ludzie chcąc zapewnić sobie tak zwany "wysoki socjal" właśnie w tym, a nie innym celu adoptują dzieci. Jest to okrutne, ale tak przecież bywa nadal. 

Cathy dbała o matkę, bardziej niż matka dbała o nią. Jednak, serca dziecka potrafi kochać bardzo mocno, ponieważ na stronach tej poruszającej autobiografii nie odnajdziemy słów żalu, czy pretensji. Wręcz przeciwnie, Cathy wspomina swoją mamę jako kochającą, pełną miłości kobietę, ale po prostu zagubioną, która dawała się bić i poniżać, aby tylko jej "znajomi" nie skrzywdzili jej dziecka. Ojciec Cathy nie interesował się nią, spotkali się tylko kilka razy. Po śmierci matki dziewczyna trafiła na wychowanie do dziadków. Trudno jest na powrót przyzwyczaić kilkuletnie dziecko, które zbyt wcześnie musiało dojrzeć, do tego aby na nowo przeżywało swoje dzieciństwo. Pod okiem dziadków kilka lat życia Cathy przebiegło bardzo spokojnie. Z czasem jednak przeszłość zaczęła ponownie się odzywać. Potrzeba szybkiego uniezależnienia się wtrąciła ją w ramiona starszego mężczyzny, z którym miało ją połączyć nie tylko dziecko, ale i wieloletni dramat i przemoc.
Peter Tobin, seryjny morderca, gwałciciel i manipulator. Pośród jego ofiar znalazła się także polska studentka Uniwersytetu Gdańskiego, Angelika Kluk. Od samej zbrodni minęło już prawie osiem lat, natomiast od procesu siedem. Cathy zdecydowała się opisać swoje życie z mordercą, który stosował wobec niej przemoc domową, poniżał ją i groził ich wspólnemu dziecku. "Byłam żoną seryjnego mordercy" to książka, w której Cathy Wilson rzetelnie opisuje życie w klatce, w której Peter Tobin ją więził psychicznie, ale też fizycznie. Dopiero podczas procesu kobieta dowiedziała się, że prawdopodobnie szprycował ją narkotykami, ponieważ często zdarzało jej się zasypiać, nie pamiętając dnia poprzedniego. Kobieta była przekonana, że winne temu jest zmęczenie, bowiem Tobin nigdy nie pomagał jej w wychowywaniu ich wspólnego syna, ani w utrzymywaniu domowego gospodarstwa. 


Tyle lat przeżyła Cathy obok człowieka, który bił ją, gwałcił i poniżał na wszystkie możliwe sposoby, dlatego, że za wszelką cenę chciała stworzyć synowi dom z obojgiem rodziców, którego jej matka nie mogła jej dać. Miała w głowie pewne marzenie, które chciała spełnić, ale nikt nie powiedział jej, nie pokazał w jaki sposób może to zrobić. Mama Cathy, choć wielokrotnie starała się wyrwać z narkotykowego otoczenia, sama nie była w stanie dać Cathy przykładu, poczucia bezpieczeństwa. Nie była na tyle silna, by zdobyć się na czyn, na który Cathy się zdobyła, zabierając syna z domu Tobina i uciekając, szykując na niego pułapkę, która w efekcie doprowadziła do procesu.

Podczas procesu sześćdziesięcioletni Tobin twierdził, że zabił 48 kobiet. Nie ma co do tego jednak pewności, stare artykuły, które czytałam mówią o pewności, co do 15 ofiar, w tym Angeliki Kluk. Dopiero podczas procesu Cathy dowiedziała się, że jej trzyletni syn prawdopodobnie był świadkiem wielu sytuacji, o których ona sama nie miała pojęcia. W autobiografii opisuje, że po rozstaniu z Tobinem, posyłała Daniela (swego syna) na spotkania z ojcem. Przez pewien czas, myślała, że człowiek ten zmienił się, ponieważ Daniel zdawał się być zadowolony ze spotkań z tatą. Po latach okazało się, że nie wszystko było tak, jak myślała, a na światło dzienne wyszły nowe fakty, które sprawiły kolejny ból.

Uważam, że tego rodzaju książki są potrzebne. Może przynajmniej ktoś zastanowi się przez chwilę zanim oceni drugiego człowieka. Nikt nie chce czytać o seryjnych zabójcach, przestępcach, manipulatorach, a jednak nie chodzi tu wcale o fascynacje zbrodniarzami (choć i tacy dewianci na pewno się zdarzają), ale o wrażliwość na los drugiego człowieka. O "wyjście" choć na moment z bezpiecznego, przytulnego domu, w którym wszystko jest zapewnione i pomyślenie sobie o tym, że mogłoby być inaczej, że cokolwiek się zdarza nie dzieje się "na zawsze" (mam tu na myśli zarówno dobre, jak i złe sytuacje w życiu). Spróbuj sobie wyobrazić, że tracisz wszystko to, co masz i wtedy oceniaj to, w jaki sposób ktoś inny sobie próbuje radzić. Myślę, że inna jest ocena człowieka, który siedzi sobie na kanapie w ciepełku, a inna kogoś kto zimą śpi przykryty kawałkiem gazety i zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień. Nie wolno zapominać, że są ludzie, którzy żyją inaczej, którzy cierpią, i że nie zawsze jest tak, że są "sami sobie winni bo podjęli złe decyzje". To mogłoby być moje życie, twoje, jego i jej, i tak naprawdę w większości to jest kwestia trafu, bo nie każdy z nas ma szanse urodzić się w kochającej, zdrowej rodzinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.