1 grudnia 2014

Pracownia naprawiania życia - Valerie Tong Cuong

Wydawnictwo: Amber
Strony: 256
Moja ocena: 10/10


Z konieczności (oraz z przyjemności) czytam bardzo wiele książek. Dlatego nie jest łatwo mnie zaskoczyć, zaintrygować. Na rynkach wydawniczych aż roi się od książek, których linia fabularna zdaje się kroczyć po tych samych ścieżkach, dawno już wytartego szablonu. Raz na jakiś czas, zdarza się powieść, która zostaje w pamięci na długo. Takie książki należy traktować z sakralnym szacunkiem, ponieważ jest ich wyjątkowo niewiele. Dzisiaj trafienie na dobrą powieść, której czytanie nie będzie stratą czasu, graniczy z cudem (o ile oczywiście sięgamy do literatury obecnie wydawanej, a nie do klasyków).

"Pracownia naprawiania życia" porusza ciekawy i myślę, że aktualny dla wszystkich temat, radzenia sobie z problemami życiowymi, z trudnymi sytuacjami, w których stawia nas życie, z nieprzewidzianymi kolejami losu. Każdy radzi sobie z nimi w taki sposób, w jaki potrafi. Nie zawsze w sposób moralnie słuszny. Nie zawsze potrafimy przecież stawić czoła problemom, przyznać się do swoich błędów. Czasami o wiele łatwiej przychodzi nam przebaczenie innym, niż przebaczenie samemu sobie.
 
Powieść ma strukturę triadyczną (wtrącając małą dygresję: bardzo lubię struktury triadyczne), to znaczy, wątki są skoncentrowane, wokół losów trzech głównych bohaterów. Przy czym, każdy rozdział prezentuje jakąś część życia jednego z nich (Millie - kobiety rzekomo cierpiącej na amnezję, nie potrafiącej poradzić sobie z życiową traumą, która spotkała ją w wieku lat kilkunastu, Mike'a - trzydziestoparoletniego dezertera, który przez ostatnie lata żył jako uzależniony od alkoholu bezdomny, Mariette - żony, matki i nauczycielki, która latami była poniżana przez męża, aż w końcu doprowadził ją do kresu wytrzymałości). 

Losy trójki bohaterów połączy osoba Jeana, wolontariusza prowadzącego fundację o tajemniczej nazwie "Pracownia". Dlaczego Jean zainteresował się właśnie tą trójką? Jaki ma cel w tym, żeby pomagać ludziom, czy jest to pomoc całkowicie bezinteresowna? - niektóre z tych pytań pewnie pozostaną bez odpowiedzi, ale to dobrze, bo czyni to lekturę ciekawszą i bardziej intrygującą. 

To świetna opowieść na zimne, jesienne wieczory. Intrygująca, pozostawiająca w czytelniku pewien przyjemny niedosyt. Pewien rodzaj braku, który każdy może zapełnić swoimi przemyśleniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.