30 grudnia 2015

Umberto Eco: Temat na pierwszą stronę


Mogę śmiało powiedzieć, że "Temat na pierwszą stronę" dołączył do grona moich ulubionych książek. Poczucie humoru emanujące z tej książki przemieszane z otaczającą ze wszystkich stron bezradnością, jest mi bardzo bliskie. 

Fabuła powieści koncentruje się wokół powstawania gazety "Jutro", która z założenia jest stekiem bzdur bez ładu i składu - ale czy do końca jest tak, jak mówię, czytelnik musi przekonać się samodzielnie.

W tym wypadku "Jutro" nie tylko nie umiera nigdy, ale wręcz nigdy nie powstaje. Gazeta, która jest właściwie tylko myślowym konstruktem przypomina wszystko i nic. Wydaje się, że żaden z bohaterów nie ma tak naprawdę pojęcia o tym, co w ramach tego przedsięwzięcia powinien robić.

Chętnie przeczytam tę książkę raz jeszcze. Trudno powiedzieć, czy tylko ze względu na fabułę, czy ze względu na to, że (najbardziej irytująca postać w książce) Braggadocio do złudzenia przypomina moją dawną znajomą: 

"Kiedy czekaliśmy na rachunek, Braggadocio spytał mnie prawie szeptem:
-Nie udzieliłbyś mi pożyczki? Zwróciłbym w dwa miesiące.
-Ja? Jestem przecież goły jak ty.
-No dobrze. Nie wiem, ile ci daje Simei i nie mam prawa tego wiedzieć. Tak sobie tylko powiedziałem. W każdym razie, rachunek płacisz ty, prawda?"

Na koniec propozycja sensownego korzystania z YouTube, czyli spotkanie z Umberto Eco na Uniwersytecie Łódzkim:

28 grudnia 2015

Bodźce


Ostatnio odbieram coraz więcej pozytywnych bodźców jeżeli chodzi o odbiór mojej strony. Po pierwsze, jest to zawsze bardzo miłe, a po drugie zawsze jestem tak samo zaskoczona. Bywa, że zainteresowanie blogiem wprowadza mnie w lekkie zakłopotanie. Pozycja cichej obserwatorki, która rozmyśla w zaciszu jest mi bardziej bliska, niż hm... coś innego. 

Rzecz w tym, że coraz częściej mam wrażenie, że mój blog przenosi się z wirtualnego życia do rzeczywistości, w której obcuję (jeżeli nie duchem, to przynajmniej ciałem) na co dzień. Coraz częściej jestem zagadywana o bloga, pytana o opinie w kwestiach związanych mniej lub bardziej z tematyką strony. Jest to niezwykle ciekawe doświadczenie, móc wymieniać się rozmaitymi spostrzeżeniami, przemyśleniami, przeciągać tematy z bloga do życia codziennego i rozwijać ciekawe pomysły (a wszystko to z literaturą w tle).

Nie chciałabym, żeby pozostało w kimś takie wrażenie, że odbieram tylko jakąś pozytywną opinię i "to wszystko". Nie, bo zawsze jest to dla mnie jakiś bodziec, jakaś motywacja, i tym sposobem, każda opinia pozytywna, czy krytyczna, jest dla mnie ważnym bodźcem twórczym i naprowadza na nowe horyzonty. Zresztą chętnie dowiaduję się nowych rzeczy, a jeżeli jest taka okazja w rozmowie, to naprawdę wiele to dla mnie znaczy.

Nie owijając już dłużej w bawełnę, serdeczne dzięki za te wszystkie odzewy i rozmowy ;) 

24 grudnia 2015

Na Świąteczny czas...


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, 
Życzę wszystkim czytelnikom bloga, oraz tym, którzy przypadkiem trafią na moją stronę, spełnienia marzeń, znalezienia wielu ciekawych książek pod choinką, wielu inspiracji na okres świąteczny i poświąteczny, a przede wszystkim dużo humoru, bo przecież nie zawsze musi być tak zupełnie poważnie... :)

Monika M. Zielińska

21 grudnia 2015

Książkowe przygotowania do Świąt!




Dzisiaj coś dla małych i dużych fanów rękodzieła. Z tej okazji pozwoliłam sobie umieścić zdjęcie mojego pomysłu na prostą i szybką dekorację świąteczną. Perłowe guziczki można znaleźć w każdym papierniczym, a słoik... to już kwestia gustu ;) 

Na dzisiaj przygotowałam dwie recenzje. Tym razem książki z kategorii "Zrób to sam" od wydawnictwa Jedność. Świąteczne robienie czegoś z niczego czas zacząć...



Mara Antonaccio: Boże Narodzenie jak zrobić coś z niczego

Nie mam stu procentowego przekonania do tej książki, ale kilka projektów zasługuje na uwagę. Moim zdaniem najfajniejsze wzory to:
  • renifer na prezenty (świetny pomysł na kreatywne zapakowanie prezentu dla bliskiej osoby)
  • koszyczki na choinkę
  • wełniane bombki 
  • bożonarodzeniowa lampka
Zwróciłam szczególną uwagę akurat na te pomysły, ponieważ jestem przekonana co do tego, że ich realizacje byłyby świetnymi ozdobami domu. Atutem tej publikacji jest również to, że w środku zawiera szablony, które ułatwią wprowadzanie pomysłów w życie.
 
Jednakże w książce znalazły się również takie projekty, które moim zdaniem są po prostu byle jakie. Mam na myśli ramkę na zdjęcia, która wygląda bardzo nieestetycznie i wydaje się być jakimś kompletnym nieporozumieniem. Wydaje mi się, że w dobie Pinteresta, autorzy takich publikacji powinni przykładać większą wagę do projektów, jakimi chcą się dzielić ze swoimi czytelnikami.
 
Poniżej, zdjęcie dekoracji, która spodobała mi się najbardziej:

 
Jedność: Dekoracje dla wszystkich
 
Choć nie jest to książka opisująca typowe dekoracje bożonarodzeniowe na pewno warto zwrócić na nią uwagę. To prawdziwe kompendium dla osób zainteresowanych rękodziełem. 

W książce przedstawiono 10 prostych technik wyrobu dekoracji. Wśród nich, czytelnik znajdzie także przepisy na rozmaite masy plastyczne. Jeżeli chodzi o zawartość treściową, jest to prawdziwe kompendium dla wszystkich, których interesują się tematyką DIY (Do it yourself), po polsku ZTS (Zrób to sam).

Nie w pełni zadowala forma książki, można powiedzieć, że jest nieco archaiczna. Od strony wizualnej, przypomina publikacje Adama Słodowego. Rozumiem, że można mieć sentyment do tych publikacji, ale myślę, że nowe książki zasługują na bardziej nowoczesną formę. 

"Dekoracje dla wszystkich" to wartościowa publikacja dla wielbicieli rękodzieła, byłoby szkoda, gdyby ktoś zraził się do tej książki przez wzgląd na ubogą szatę graficzną.

Do Świąt coraz bliżej, zatem do dzieła! ;)

20 grudnia 2015

Lewis Carroll: Alicja w krainie czarów


Już sama nie wiem, które to jest spotkanie z tą książką. Prawda jest taka, że jeśli naprawdę zachwyci mnie jakaś lektura (albo film), potrafię do niej sięgać od kilku do kilkudziesięciu razy. Czasami sama się zastanawiam, jak to się dzieje, że mam na to czas. Ale dopóki mam, pewnie będę to robić.

"Alicja w krainie czarów" to zakręcona opowieść, momentami przypominająca życie na jawie, momentami przypominająca szalony sen, z którego nie można się obudzić. Rzeczywistość wykreowana przez autora, to prawdziwy majstersztyk. To prawdziwa eksplozja wyobraźni, której na próżno szukać we współczesnych książkach dla dzieci. 

Odnoszę często wrażenie, że Lewis Carroll bywa mocno trywializowany przez czytelników (a częściej może przez tych, którzy zamiast sięgnąć do książki oglądają filmy nakręcone na podstawie jego opowieści). Są tacy, którzy w życiu dorosłym niechętnie sięgają do książek dla dzieci, może z powodu tej etykiety, a może nie znajdują w nich nic ciekawego dla siebie. Tymczasem, jak wielokrotnie wspominałam, jestem przekonana, że dobra książka dla dzieci, to taka, która potrafi też odpowiednio doprowadzić dorosłego do refleksji.

"Alicja w krainie czarów" zawiera mnóstwo idei filozoficznych. Może zarówno ilustrować pewne myśli, jak i dawać natchnienie do nowych rozważań. Moim ulubionym filozoficznym wątkiem w tej opowieści jest uśmiech bez kota. Jakości bez podłoża (bez substancji), czyli kwintesencja Hume'owskiej filozofii.

Fragment, który z przyczyn satyrycznych zasługuje na uwagę, to ten, w którym Alicja, Mysz, oraz inni bohaterowie wychodzą z rzeki. Mysz postanawia wziąć na siebie przykry obowiązek osuszenia swoich towarzyszy i  w tym celu zaczyna nużącą opowieść o Wilhelmie Zdobywcy.

Może warto znaleźć chwilę w przerwie świątecznej i przeczytać tę książkę? 


15 grudnia 2015

Siedmioróg: Zabawy dla dzieci - 100 zabaw dla dzieci 2-letnich oraz 100 zabaw dla dzieci 3-letnich

  
Zdecydowałam się na recenzję zbiorczą, ponieważ obydwie książki należą do tej samej kategorii. Etykieta dla obydwu pozycji mogła by być następująca: "poradniki gier i zabaw - z edukacją w tle". To, co bardzo ujmuje mnie w wydawnictwie Siedmioróg, to nieodparte wrażenie, że jest to wydawnictwo, które ma na względzie przede wszystkim dobro dziecka. Chodzi nie tylko o aspekt wspierania rozwoju najmłodszych poprzez zabawy, które kształcą, czy treści, które na swój sposób mają wychowywać do życia codziennego, ale także o pewne wartości, przekazywane nie tylko w książkach, którym zdają się hołdować ludzie, jak sądzę, wspólnie pracujący na rzecz dobra wspólnego, które wyraża "ducha" wspomnianego wydawnictwa. 

To, co naprawdę bardzo rzuca się w oczy podczas współpracy z wydawnictwem Siedmioróg to zwykła ludzka życzliwość. Maile, które mam okazję wymieniać z Panią, która zajmuje się kontaktami z recenzjami, pozostawiają we mnie zawsze poczucie tego, że nastąpił miły kontakt z drugim człowiekiem, niesprowadzalny do jakiejś automatycznej odpowiedzi, czy słów pisanych od niechcenia.

Dzisiejszą recenzję, jak widać rozpoczęłam nietypowo. Lubię dostrzegać to, co ma wartość nie w sensie marketingowym, ale takim duchowym, wewnętrznym. Ktoś może mi zarzucić, że powyższe słowa zostały napisane po to, by zwiększyć czyjąś sprzedaż, albo może np. dlatego, że z "kimś się na coś umówiłam".  Niemniej, każdy kto zna mnie chociaż trochę, wie, że nie wchodzę w tego typu układy i kiedy coś pochwalam lub krytykuję, zawsze robię to prosto z serca.

W każdym razie, jest to niezwykle miłe, gdy ktoś nie redukuje mnie, czy mojej opinii do liczby wyświetleń i przesłanych linków. W związku z czym, przy tej okazji, pozdrawiam serdecznie Panią, do której te słowa są kierowane ;) 

Wracając jednak do "Poradników gier i zabaw"... Niewątpliwym atutem tych książek jest to, że zachęcają do twórczego spędzania czasu z dzieckiem. Zaproponowane przez autorów gry i zabawy, kształtują nie tylko wyobraźnię, ale także pewne umiejętności. Autorzy tych wspaniałych zbiorów, zawarli w nich zabawy, poprzez które dziecko uczy się twórczo poznawać świat. 

Obydwa zbiory zabaw zawierają pomysły na spędzanie czasu dla:
  • dzieci i rodziców
  • dzieci i ich rówieśników, kolegów
  • dzieci, kiedy akurat nie ma obok towarzysza gotowego do zabawy. 

Jestem przekonana, że są to publikacje, które każdy rodzic powinien mieć na swojej półce. W świecie dorosłych nie zawsze jest czas na kreatywność i wymyślanie zabaw, żeby przez to nie zaniedbywać swojego dziecka, warto mieć taką książkę i zajrzeć do niej w odpowiednim momencie.





6 grudnia 2015

Leo Babauta:The Simple Guide to a Minimalist Life



Jestem absolutnie zachwycona tą lekturą. Minimalizm, którego ciągle w życiu poszukuję, jest głównym tematem tej książki. To, co mnie urzekło to, to, że autor przekonuje do minimalizmu przy pomocy racjonalnych argumentów, na które każdy rozsądnie myślący człowiek jest w stanie przystać. Przede wszystkim spodobało mi się to, że Leo Babauta nie traktuje swojej ścieżki życiowej jako jedynej właściwej drogi do szczęśliwego życia.

Wielu jest autorów, którzy do listy swoich osiągnięć dopisują "autorski przepis na sukces" lub "autorski przepis na szczęśliwe życie", itd. W książkach Leo Babauty (czytam już kolejną książkę tego autora) jeszcze takich górnolotnych twierdzeń nie odnalazłam i bardzo mnie to cieszy. 

Jeżeli ktoś twierdzi, że odnalazł przepis na szczęście lub sukces, to wiadomo, że po prostu chce zarobić na książce o poczytnym tytule. Ludzie zawsze będą stawiać sobie takie pytania i łudzić się, że komuś się udało tę zagadkę rozwiązać. Jednak, żeby dowiedzieć się, że uniwersalny przepis na szczęście nie został odkryty, a samo pojęcie szczęścia nastręcza wielu trudności, warto prześledzić historię filozofii. To pomoże w nieczytaniu bzdur.

W "The Simple Guide to a Minimalist Life" oprócz pewnych przekonań, oraz argumentów na rzecz minimalizmu, można odnaleźć także rady praktyczne pomgające wprowadzać w życie minimalizm. Oczywiście głównym argumentem, na rzecz tezy, że  "mniej znaczy więcej", jest to, że dzięki ładowi zewnętrznemu, łatwiej jest utrzymać ład wewnętrzny i spokój ducha.

Jako była bałaganiara naprawdę wiem coś o tym. Choć wydaję się to mało ważne, naprawdę jest tak, że wielość przedmiotów (zwłaszcza tych, które są niepotrzebne), po prostu rozprasza, nie pozwala skupić się na nauce, na wykonywaniu jakiejkolwiek czynności, albo nawet na własnych myślach. Uważam, że taki chaos prędzej czy później prowadzi do wewnętrznych niepokojów, albo co gorsza do czynienia z rzeczy materialnych wyznacznika swojej wartości (pisał o tym już Rousseau, w jakiś sposób podobną myśl można znaleźć w "Sylenach Alcybiadesa" Erazma z Rotterdamu - kto zechce, ten się jej doszuka). Być może wydaje się to banalne, ale tak nie jest, gdyż w społeczeństwie konsumpcyjnym jest to wielki problem. Zdarza się, że opinia społeczna bywa tak destrukcyjna dla osób gorzej sytuowanych, że może prowadzić nawet do odebrania sobie życia. Jest to problemem szczególnie wśród nastolatków, w czasie gdy nic nie liczy się bardziej od opinii innych, czy "szkolnej popularności".

Media społecznościowe zazwyczaj pogłębiają ten problem, raczej przekonują do tego, aby bardziej mieć, niż być (przykładem tego, jest fakt, że niektórzy ludzie nawet kupnem nowych majtek potrafią się pochwalić na Instagramie, lub Facebooku). 

Tymczasem, takie postawy odsuwają ludzi od tego co naprawdę ważne i interesujące. Zamiast rozwijać swoje pasje, niektórzy wolą fotografować swoje majtki. Zbierają za to, tak zwane "polubienia". Strasznie mnie to bawi, bo wyobraźcie sobie taką sytuację w realu. Pytacie znajomego, (dodajmy jeszcze, że wcześniej spotkaliście go tylko raz w życiu): "Hej, co słychać?" , a on mówi "Hej, wczoraj kupiłem sobie majtki" i co gorsza, zaczyna wam je pokazywać. A co wy na to? "Lubię to?". ;)

Może tego typu rozważania nie są głównym tematem książki Leo Babauty, ale myślę, że "rozproszenie" można spokojnie rozciągnąć na komunikację w cyberprzestrzeni. Nie chodzi przecież o to, żeby zupełnie niekorzystać z dobrodziejstw Internetu, ale o to, żeby robić to z sensem, a nie podążać za wszystkimi, jak stado zdziczałych lemingów, które zazwyczaj kończą źle.  

Mój wywód zdecydowanie przekroczył granice dobrego smaku. Jest przecież o minimalizmie, a zdecydowanie nie jest minimalistyczny ;)  Dla tych, którzy chcieliby się zainteresować książkami Leo Babauty podaję adres jego strony, można tutaj za darmo ściągnąć jego książki, poczytać artykuły i dowiedzieć się czegoś o samym autorze [KLIK].

3 grudnia 2015

G. W. Gortner: Mademoiselle Chanel



Christopher W. Gortner uczynił główną bohaterką swej kolejnej powieści, znaną francuską projektantkę mody, Coco Chanel. Historia Coco Chanel jest wiecznie żywa, a stworzona przez nią marka wciąż cieszy się powodzeniem. Autor książki starał się zagłębić w świat psychiczny tej kobiety, we wrażenia, dzieciństwo i intymne chwile, w których przeżywała ona śmierć matki i traumatyczną rozłąkę z ojcem.

Wizerunek Coco Chanel, jaki wyłania się z tej książki, to wizerunek kobiety pewnej siebie, ale wrażliwej, ekstrawaganckiej, szczerze komunikującej swoje przekonania, momentami bezczelnej i może trochę krnąbrnej.  Specyfika tej postaci sytuuje się gdzieś pomiędzy pozytywnym dziwactwem, a konsekwentnym dążeniem do obranych celów. Autor pokazał również trudy z jakimi zmagała się ta bohaterka w życiu codziennym. Ożywił Coco Chanel na nowo, ale czy tak właśnie toczyło się życie wewnętrzne znanej projektantki? To pozostaje literacką fantazją. Niemniej jednak, to całkiem wciągająca fantazja...

28 listopada 2015

A. Juryta, A. Szczepaniak: Kaligrafia wielkich liter dla prawo- i leworęcznych, edukacja wczesnoszkolna 6 - 9 lat.


Na początku książki umieszczono legendę objaśniającą symbole ułatwiające poruszanie się po książce. Każde miejsce w tej niewielkiej książeczce zostało mądrze zagospodarowane. Autorki każdą stronę publikacji poświęciły na ćwiczenia kaligraficzne.

Dzięki tej książce dziecko będzie wprawiać się w sprawnym pisaniu, oraz nauczy się ładnego pisania liter i wzorów. Choć,  jak napisały autorki książki we wstępie, kaligrafia jako przedmiot szkolny zanikała i pojawiała się ponowne, warto ćwiczyć umiejętność pięknego pisania, która w dobie komputerów powoli odchodzi w zapomnienie.
Polecam! ;) 

24 listopada 2015

Siedmioróg: Ortografek, ćwiczenia ortograficzne w klasie I

http://siedmiorog.pl/ortografek-cwiczenia-ortograficzne-w-klasie-i.html

Każdy pierwszoklasista korzystający z tych ćwiczeń, zostanie przeprowadzony przez treść książki z pomocą przewodników: Jacka, Agatki oraz mola książkowego.

  • Pozna samogłoski i spółgłoski
  • Nauczy się dzielić wyrazy na sylaby
  • Pozna podstawowe zasady pisowni wyrazów
  • Poznań najważniejsze reguły ortograficzne
  • Poszerzy swój zakres słownictwa

Ciekawym elementem książki są "ściągi", czyli wskazówki, które pomogą dziecku w rozwiązywaniu ćwiczeń.

Niezależnie od wymogów szkolnych, warto dodać tą książeczkę do dziecięcej biblioteczki. Im więcej materiałów do nauki tym lepiej. Każdy sposób na poszerzanie wiedzy, oraz kształcenie nowych umiejętności jest bardzo cenny i może tylko wyjść dziecku na dobre. Jeśli chodzi o kwestie finansowe to uważam, że cena tego podręcznika jest bardzo przystępna.


22 listopada 2015

J. Krzyżanek: Dobre maniery Cecylki Knedelek, czyli o tym, że wypada wiedzieć, co wypada



"Dobre maniery Cecylki Knedelek" to świetna pozycja dla maluchów i rodziców, którzy chcą swoim pociechom przekazać zasady dobrego wychowania. Niewątpliwą zaletą tej książki jest to, że jest napisana "z przymrużeniem oka". Dobre maniery zostały przedstawione przez autorkę w sposób humorystyczny i zarazem zapadający w pamięć.

To, co wydaje mi się istotne, to fakt, że autorka nie tylko odpowiada na pytanie "co wypada?" ale również "dlaczego tak właśnie wypada?". Luźna forma książki  (mam tu na myśli przede wszystkim zabawne ilustracje), przykuje uwagę niejednego młodego czytelnika.

 Na pewno warto zwracać uwagę na dobre maniery, jeśli ta książka może się okazać jakąś pomocą dydaktyczną w kształtowaniu dobrych nawyków, to na pewno warto mieć ją na półce.

19 listopada 2015

A. Lang: Klucze


Byłam bardzo ciekawa tej książki przez wzgląd na dość dobre recenzje i jakieś takie ogólne zainteresowanie tą lekturą w środowisku książkowo-recenzyjnym. Po przeczytaniu książki nie do końca wiem co o niej myśleć. Postanowiłam poszukać inspiracji do napisania tego posta, jakiejś myśli, której być może ja nie zauważyłam, a ktoś inny tak. Zdecydowałam się zajrzeć na blogi recenzenckie i zobaczyć, co ludzie piszą na temat tej lektury. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszyscy tak naprawdę piszą o tym samym, a to bynajmniej nie nastręcza nowych przemyśleń, czy punktów widzenia. Właściwie każdy wpis, na który się natknęłam dałby się sprowadzić do zwykłego opisu o czym traktuje ta książka. Dlatego nie widzę sensu pisania takiego tekstu i powielania tego, co i tak już wszyscy napisali.

Przeczytałam tę książkę i niebardzo wiem, co dalej powiedzieć. To opowieść o dorastającym chłopaku, który przechodzi rozmaite problemy i jakoś stara się uporządkować swoje życie - tak o tej książce piszą wszyscy i jest to prawda. To może być ciekawa lektura przede wszystkim dla nastolatków, którzy w takich książkach szukają bohaterów, z którymi mogliby się mniej, lub bardziej utożsamić.

Mnie osobiście książka nie zachwyciła. Jest napisana dobrym językiem, który wprowadza w klimat opowieści już od pierwszych stron, ale nie jest to "mój klimat". Nie potrafię ocenić tej książki, mogę tylko powiedzieć, że tego typu literatura do mnie nie przemawia.

17 listopada 2015

Jedność: NA ZDROWIE! Sekrety klasztornej kuchni i udanego życia


Kiedy odbierałam paczkę od wydawnictwa Jedność, wypadło mi z głowy, że zamówiłam tę książkę. Zwykle dość duża ilość książek zasypuje mój dom, więc nie jest to znowu takie dziwne, że zapomniałam. Pamiętałam natomiast, o zamówionej publikacji dla dzieci "Dobre maniery Cecylki Knedelek". Kiedy odbierałam paczkę pomyślałam: "Rany, Cecylka Knedelek naprawdę dużo waży.", po rozpakowaniu okazało się, że to jednak nie Cecylka;) 

Choć miałam problem z tym, aby unieść "Sekrety klasztornej kuchni i udanego życia", jestem bardzo szczęśliwa, że ta wielka księga do mnie trafiła. Przede wszystkim, książka jest naprawdę pięknie wydana. Przepisy zostały rozmieszczone w bardzo estetyczny sposób, który ułatwia nawigację po książce. 

Zawsze w tego typu publikacjach razi mnie albo przesadna ilość zdjęć, albo brak zdjęć. Jednakże, w "Sekretach klasztornej kuchni..." równowaga została zachowana, zdjęć nie jest ani za dużo, ani za mało, a ich rozmieszczenie świetnie współgra z tekstem.

Choć cała książka nadaje się do dokładnego przejrzenia (i oczywiście wypróbowania przepisów), mnie najbardziej zachwyciła część szósta. Jestem fanką wszelkiego typu herbat, a nieczęsto spotyka się przepisy na herbatę w książkach kucharskich. Moim zdaniem, jest to wielki atut tej publikacji.

Oprócz przepisów, w "Sekretach klasztornej apteki..." można znaleźć także ciekawostki i porady zdrowotne.  Na pewno jest to książka, którą warto mieć, i która przyda się wszystkim miłośnikom kuchni. Polecam. Grudzień już coraz bliżej i może warto pomyśleć o tym, aby sprawić komuś taki prezent na święta.

16 listopada 2015

K. Wojtyła "Elementarz etyczny" - nowe inspiracje badawcze i kolejne poszukiwania


Sięgnęłam po "Elementarz etyczny" w związku z moją pracą magisterską, która zmierza w zupełnie niespodziewanym dla mnie kierunku. Przez ostatnich kilka lat zajmowałam się głównie tematem alienacji, wyobcowania, tragicznej pozycji jednostki w społeczeństwie - czego wyrazem jest moja praca licencjacka pod tytułem "Dramat życia społecznego w filozofii Jeana - Jacquesa Rousseau". 

Pamiętam swoje wrażenie sprzed roku, kiedy zapisałam ostatnią stronę swojej pracy i doszłam do wniosku, który brzmiał mniej więcej tak: "i tyle.". Wizja Jacquesa Rousseau jest na wpół przygnębiająca, na wpół romantyczna, daje duże pole do popisu dla werterowskiego weltschmerzu. Przechodziłam rozmaite stany, od zaintrygowania, po fascynację, od przyjemności znajdowania swoich myśli w myślach francuskiego myśliciela, po rozczarowanie pewną chroniczną zamkniętością jego poglądów.

Nie tak dawno temu rozmawiałam z pewnym Panem Profesorem (promotorem mojej przyszłej pracy magisterskiej)  i przyznałam się mu, że choć bardzo zajmuje mnie temat wyalienowania jednostki, po napisaniu pracy licencjackiej stanęłam przed pytaniem "co dalej?". Odpowiedź na to pytanie okazała się prosta jak drut. Jeśli relacje między jednostką a innymi są takie, jak chciałby tego Rousseau, to w zasadzie najlepszym rozwiązaniem jest strzelenie sobie w  łeb. Profesor przyznał mi rację.

Cóż, czuję się na świecie całkiem nieźle i nie spieszy mi się na drugą stronę. Choć przyznaję, że wraz z Panem Profesorem odegraliśmy w wyobraźni sytuację, w której Profesor strzela do mnie, a ja w geście rozpaczy i pompatycznego dramatyzmu zasłaniam się egzemplarzem "Rozprawy o podstawach i pochodzeniu nierówności między ludźmi". Jak podejrzewam obydwoje bardzo się wczuliśmy w swoje role. Cóż, każda okazja jest dobra do śmiechu, tym razem dostarczył tej okazji Jean Jacques Rousseau. Bo nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać, to zawsze lepiej się śmiać.

Po kilku latach zanużania się w "Dżumach" i innych tym podobnych filozofiach, czy filozofach, doszłam do wniosku, że po ludzku mam tego dość. Wciąż doceniam dorobek tych filozofii i filozofów, po prostu mój stosunek do tego typu poglądów, opowieści i spraw stopniowo uległ zmianie.

Postanowiłam poszukać czegoś pozytywnego, na razie nie wiem jeszcze dokładnie czego, ale czuję, że jestem coraz bliżej sprecyzowania przedmiotu swoich poszukiwań. Mam 23 lata i w końcu doszłam do wniosku, że nie chcę zanużać się tylko w filozofiach, które będą odbierać sens mojemu życiu. Właściwie życie jest i tak z gruntu bezsensowne, więc po co dokładać mu jeszcze więcej tego bezsensu, wydaje mi się, że pula wyjściowa jest zupełnie wystarczająca. Dobrze było się trochę poumartwiać, ale teraz już pora wyjść z jaskini. Na pewno warto było przejść tę drogę, będzie dla mnie cennym doświadczeniem. Ten okres jakoś mnie ukształtował i na pewno pozostanie częścią mnie. Ale mam ochotę się od niego odbić i już nie skupiać się na alienacji, samotności, wyobcowaniu i śmierci, ale na życiu i wartościach pozytywnych.

Dość "Dżumy", dość beznadziei, bo chociaż śmierć jest wszędzie wokół i każdy od urodzenia do niej zmierza, to przecież życie toczy się dalej i będzie się toczyć. I może właśnie pora się skupić na pozytywnych wartościach, oddychać pełną piersią i znowu, tak trochę po stoicku nie przejmować się za bardzo ;) 

Na początku października wydawało mi się, że moja praca magisterska będzie zmierzać w stronę filozofii społecznej, teraz jednak zbliżam się w stronę etyki i wartości zapomnianych, niemodnych i zupełnie niepasujących do świata, w którym żyjemy. To, co pozostało po moich wcześniejszych zainteresowaniach, to na pewno zainteresowanie jednostką, jej pozycją w świecie, jej indywidualną wrażliwością, przeżyciami wewnętrznymi i jakąś taką ogólną wewnętrzną złożonością.

Z "Elementarza etycznego" wypisałam sobie interesujących myśli, które rozpościerają przede mną nowe ścieżki. Kilka z tych myśli przytoczę, może któremuś czytelnikowi wydadzą się one równie interesujące: 

Moralność sama jest życiem i dziedziną życia, wiąże się z działaniem człowieka. Twórcą moralności jest więc człowiek przez swoje działanie. Tworzy ją on i współtworzy m. in. przez to, że wpływa na czyny innych ludzi. Praktyka idzie tutaj przed teorią.” s. 21

“Otóż u podstaw całego systemu norm opartych na naturze i sformułowanych przez rozum (...) można by postawić taką zasadę: w całym twoim działaniu pozostawaj w zgodzie z obiektywną rzeczywistością.” s. 34

“Dobrem jest to, co wywołuje dążenie, co pobudza do działania” s. 39

Od siebie mogę dodać tylko tyle, że: Można się nauczyć tańczyć, tylko tańcząc i tak, jak w tańcu, w każdej nauce są pewne podstawowe kroki, które najpierw trzeba poznać, aby odpowiednio złożone stały się tańcem.


Źródło cytatów: K. Wojtyła: Elementarz etyczny, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1983.

15 listopada 2015

C. Kurz, F. Rieger: Pożeracze danych



Na świecie nie ma nic za darmo. Są tacy, którzy w to nie wierzą, ale jest to już kwestia ich własnej naiwności. Właściwe o tym jest ta książka. Dziś nie trzeba być włamywaczem aby wtargnąć w czyjąś prywatność. Nie trzeba wyglądać podejrzanie. Pożeraczami danych są osoby w garniturach, o bardzo schludnym uczesaniu i dopracowanym wyglądzie. Osoby, które wszyscy znają z czasopism, Internetu, czy telewizji. 

Ale z drugiej strony, nie trzeba szukać daleko osoby, która dobrowolnie rozsyła swoje dane w świat, aby ludzie w garniturach mogli je wykorzystać. Wystarczy spojrzeć w lustro. Każda darmowa aplikacja jest darmowa tylko w pewnym sensie. Oczywiście, fajnie jest wierzyć, że świat to miłe miejsce, a każdy chce nam coś dać. Tymczasem, medal ma zawsze dwie strony. 

Jednak, nie wydaje mi się, aby był to powód do wpadania w panikę. Mam wrażenie, że autorzy wspomnianej książki, budują trochę "nerwową atmosferę". Rzeczywiście sieć to potęga, nad którą można panować w sposób ograniczony. W większości przypadków, użytkownicy sieci sami udostępniają informacje o sobie, niekoniecznie zdając sobie sprawę z tego, że ktoś może wykorzystać to przeciwko nim.

Bo i po co się nad tym zastanawiać, jeżeli panuje moda na ekshibicjonizm wirtualny, lepiej jest robić to, co wszyscy i budować w sobie złudzenie bycia celebrytą. Są ludzie, którzy potrafią dobrze korzystać z sieci. A są i tacy, którzy nie mogą się obejść bez zrobienia zdjęcia swoich nowych nowych zakupów, albo (co zaobserwowałam wśród swoich znajomych) zawartości swojego talerza. Następnym krokiem jest oczywiście udostępnienie ich na Facebooku. Uświadomiłam sobie, że jest to chora epidemia, kiedy włączyłam telewizję i jedna z dziennikarek pokazywała zdjęcia robione przez celebrytów, na których chwalili się oni swoimi posiłkami. No nie wiem dlaczego miałoby mnie obchodzić to, co kto jada na śniadanie. A już zupełnie nie widzę sensu w wysyłaniu ludziom zdjęć zawartości mojego talerza. To jest prawdziwy absurd, w którym wielu ludzi regularnie uczestniczy, a ja obserwuję to z boku i z jednej strony mnie to martwi, a z drugiej bawi. (Oczywiście, nie mam na myśli osób, które po prostu dzielą się swoją pasją kulinarną)

Ludzie sami udostępniają szczegółowe dane na swój temat i nikt tak naprawdę nie musi wkładać wielkiego wysiłku w to, żeby je z nich wyciągnąć. Łatwiej jest trafić do klienta, o którym się dużo wie, łatwiej też taką osobę oszukać i zmanipulować. Nie mówiąc już o tym, że niektórzy korzystają z sieci bardzo "nieostrożnie", robią rzeczy, których wstydziliby się "w realu" i liczą na to, że nikt nie pozna ich sekretów, a to się przecież jednak zdarza. 

Książkę "Pożeracze danych" warto przeczytać z lekkim przymrużeniem oka. Nie mogę powiedzieć, że zgadzam się zupełnie z konkluzjami autorów tej książki, jednakże zwrócili oni uwagę na interesujący problem. Swoje tezy oparli na danych empirycznych, które w jakimś tam stopniu są dla każdego weryfikowalne. Jednakże wydaje mi się, że autorzy również popadają w skrajność i chcą wzbudzić w czytelniku jakieś obsesyjne lęki. 

Tymczasem wystarczy po prostu czasami pomyśleć nad swoim zachowaniem i zastanowić się jakie ono może mieć skutki w przyszłości. Proste.

9 listopada 2015

Ryan Holiday: Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy.


Na wstępie powiem, że jest to pozycja, którą każdy powinien mieć na swojej półce. Autor nie tylko świetnie oddał istotę filozofii stoickiej, ale również pokazał, że filozofia nie jest tylko dyscypliną studiowaną w czterech ścianach uniwersytetu, ale to również pewnym stylem życia.

Ryan Holiday w sposób przystępny dla czytelnika pisze o rzeczach trudnych, o wyzwaniach, sukcesach, ale także przeszkodach, które są nieodłączną częścią ludzkiego życia. Każdy medal ma dwie strony, ale jak pisze autor na kartach swojej książki "wciąż są to strony jednego i tego samego medalu". 

Każda sytuacja jest dla nas taka, jaką chcemy ją widzieć. W dużej mierze nasza ocena sytuacji jest uzależniona od emocji, przekonań, uprzedzeń, lęków, ale także od stanu fizycznego naszego ciała, i rozmaitych innych czynników, również zewnętrznych. Zasadniczo nie są to rzeczy, od których nie można wyabstrahować.

Z własnego doświadczenia wiem, że można ujarzmiać emocje i spoglądać na problemy "na chłodno", a wtedy łatwiej jest dostrzec w trudnych sytuacjach także te elementy pozytywne, które zawsze w nich tkwią, tylko trzeba je dojrzeć. Nie jest to łatwe i wymaga wiele samodyscypliny, oraz ciężkiej i niezbyt przyjemnej pracy. Z czasem jednak przynosi to owoce, pozwala opanować stres, pomaga w pokonywaniu trudnych sytuacji, ale także ułatwia codzienne relacje międzyludzkie.

Akceptacja, działanie, pokora, kontrola emocji i obiektywizm, to tylko niektóre z zadań filozofii stoickiej. Akceptacja - nie polega tutaj na stagnacji, czy "spoczęciu na laurach", ale wiąże się ściśle z obiektywizmem. Zaakceptowanie siebie ze wszystkimi słabościami to pierwszy krok do tego, aby stawić im czoła. Podobnie jest w życiu, akceptacja tego, co nas spotyka, jest pierwszym krokiem do tego by w odpowiedzi podjąć odpowiednie działanie.

Ryan Holiday ukazał przed czytelnikiem praktyczny wymiar filozofii, który ja osobiście bardzo lubię i cenię. Co prawda, od czasu do czasu dobrze jest sobie poteoretyzować, ale moim zdaniem wartość teoretyzowania jest mierzona przede wszystkim działaniem, a nie ilością oklasków na konferencji naukowej, czy ilością "piątek" przybijanych sobie nawzajem w uczelnianych korytarzach.

Polecam tę książkę każdemu czytelnikowi, jako ciekawą pozycję zapoznającą z mądrością stoików i szczerze zachęcam do zgłębiania filozofii stoickiej u źródeł. Jako lekcję pokory polecam lekturę "Rozmyślań" Marka Aureliusza. 

2 listopada 2015

Jacek Ponikiewski: Ekstaza Radości. 1001 pieśni sufickich ku szczęściu.


W ostatnim czasie moje recenzje nie ukazują się tak często jak kiedyś. Czas biegnie nieubłaganie i siłą rzeczy, muszę dzielić go na wiele różnych zajęć.W tej chwili już nie potrafię obejść się bez planowania i organizowania czasu, ale wciąż staram się doskonalić w stosowaniu rozmaitych metod organizacyjnych i mam nadzieję, że z czasem będzie to widoczne również na blogu.

Książkę Jacka Ponikiewskiego przeczytałam przypadkiem. Choć sama wybrałam tę lekturę, jej wybór był zupełnie arbitralny. Od czasu do czasu lubię pozwolić sobie na taki "zupełny strzał" przy wyborze lektury do czytania. Czasami udaje mi się trafić bardzo dobrą książkę, a czasami wręcz przeciwnie.

Lektura tej książki ukazała mi, jak bardzo świat opisywany przez autora jest mi obcy. Zastanawiam się skąd w autorze takie silne przekonanie o tym, że świat wygląda właśnie tak, jak on zdecydował się to opisać. Właściwie, mogłabym się obrazić, bo jeżeli wszystko jest tak bardzo oczywiste, to nie ma na tym świecie miejsca dla filozofów. 

Rozważania nad "rozbudzaniem trzeciego oka" nie przejęły mnie za bardzo. Żyję w przekonaniu, że mam dwoje oczu, a argumentem za tym przekonaniem jest doświadczenie. Nie czuję potrzeby wyobrażania sobie trzeciego oka w celu rozbudzania go. 

Autor poruszył w swej książce również zagadnienie "żywienia się energią i światłem". Na całe szczęście, ja żywię się przede wszystkim tradycyjnie rozumianym jedzeniem, a ekstazę radości wywołuje we mnie możliwość zjedzenia kawałka ciasta... ;)

21 października 2015

Renata Piątkowska: Mądra głowa zna przysłowia


Z przysłów można się wiele nauczyć. Taka lekcja przyda się nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Wielu z nich, zdaje się np. nie znać znaczenia przysłowia "Nie dziel skóry na niedźwiedziu". Sięgnięcie do książki Renaty Piątkowskiej może okazać się cenną lekcją nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodziców.

Przy pomocy zabawnych opowiastek, autorka wytłumaczyła znaczenia przysłów. Dzięki temu zabiegowi, każde dziecko będzie wiedziało, co oznaczają między innymi takie przysłowia jak: Z żartami jak z solą -nie przesadź, bo zabolą,  z braku laku dobry kit, wyświadczyć komuś niedźwiedzią przysługę.

Warto wspomnieć także o pięknych i zabawnych ilustracjach Artura Nowickiego, które dodały tym opowiastkom walorów estetycznych. Uważam, że książka Renaty Piątkowskiej to przede wszystkim pouczająca pozycja, która powinna znaleźć się na każdej dziecięcej półce.

19 października 2015

Jack London: Biały Kieł


Było to moje drugie spotkanie z powieścią Jacka Londona. Miło jest w jesienny wieczór przypomnieć sobie opowieści czytane w dzieciństwie. Dzisiejszy świat zdaje się zapominać o takich historiach, w ich miejsce powstają nowe, pisane w pośpiechu i w sposób możliwie jak najprostszy, taki, który pozornie trafia do każdego. Treści są banalne, niby codzienne, ale oddalone zupełnie od prawdziwego życia.

W powieściach Jacka Londona ujmujący jest naturalistyczny opis świata, niepozbawiony takich wartości jak: odwaga, męstwo, miłość, honor, przyjaźń i poświęcenie. "Biały Kieł" nie jest tutaj wyjątkiem. To historia o wilku, który w swym życiu nie zaznał wiele wolności. Główny bohater trafił do niewoli jako młody wilk, zaś jego dalsze losy to historia wzlotów i upadków.

Jack London, nie ubarwia życia, ale pokazuje je takim, jakim ono jest. Ze wszystkimi jego trudnościami i okrucieństwami. Na pewno świat ten w niczym nie przypomina przesłodzonej rzeczywistości wykreowanej przez Walta Disneya, ale w tym jest właśnie jego wielka wartość. Nie jest to bajka, która ma bawić, ale opowieść, która ma uczyć. Pokazywać co naprawdę jest w życiu ważne, oddzielać to, co bezwartościowe i chwilowe, od tego, co trwałe, zdobyte ciężkim wysiłkiem i poświęceniem. To starannie przemyślana historia, która z pewnością nie powstała pod wpływem chwili, czy impulsu.

"Biały Kieł" to opowieść o tym, że na świecie oprócz dobrych ludzi, są też źli, oraz tacy, którzy nie są ani dobrzy, ani źli, ale żyją po prostu wedle jakiegoś utartego wzorca, w ramach swojego kręgu kulturowego. To również opowieść o pokonywaniu słabości i kształceniu się w cnocie, o cierpliwości, i o tym, że każda zmiana wymaga czasu i poświęcenia."Biały Kieł" to także historia pewnego spotkania, o którym wolałabym nie mówić, aby czytelnik mógł odkryć je samodzielnie...

8 października 2015

Ks. Jan Twardowski: Tylko miłość się liczy



Tomik księdza Twardowskiego poświęcony jest szeroko pojętej miłości. Jego twórczość czasem zabawna, czasem trochę z przymrużeniem oka, bawi i zaprasza do refleksji. Niektóre słowa pozostaną w pamięci na długie, długie lata, inne odejdą zaraz po zakończeniu lektury. 

Niektóre słowa będą potrzebowały trochę więcej czasu aby wybrzmieć we wnętrzu czytelnika, inne trafią do niego od razu, odciskając się w jego wnętrzu na stałe. Niektóre słowa zadziwią, niektóre może oburzą, inne zostaną potraktowane jak prawdy codzienności, które ktoś wreszcie zdecydował się wypowiedzieć, a jeszcze inne, potraktowane z obojętnością, odpłyną w zapomnienie. 

Ksiądz Twardowski pozostawia swojego czytelnika z koszem przemyśleń wypełnionym po brzegi, z uśmiechem na twarzy, ale również odrobiną ironii, która jest niezbędna w zdystansowaniu się do siebie, świata i otoczenia.

Lektura tej książki trwała w moim przypadku tak długo, ponieważ niektórych lektur nie warto czytać szybko. Czasami lepiej pozostać z książką w dłuższej relacji, i zamiast poświęcać jej jeden wieczór, poświęcić kilkanaście.

Świat przyzwyczaja nas do szybkiego życia, szybkiego funkcjonowania, ale czy naprawdę warto, czy zawsze jest taka potrzeba? Wreszcie, po co zamieniać kontemplację na szybkie pytania i odpowiedzi, do których zwykle jest jeden klucz (na dodatek mocno naciągany)?

30 września 2015

Tessa Dare: Dama o północy tom 1. i tom 2.


Długo się zastanawiałam jak rozpocząć tego posta. Zawsze kiedy muszę coś skrytykować, wolę pomyśleć kilka razy, przespać się z problemem i dopiero potem zabrać się do pisania. Dzisiejsza socialmediowa rzeczywistość wymaga szybkich komunikatów i przez to bywają one nieprzemyślane. Nie chciałabym jednak włączać się do tej machiny myśli nieprzemyślanych, dlatego uważam, że w niektórych przypadkach zasada "co masz zrobić dziś, zrób jutro" jest wskazana i rozsądna, o ile nie jest kierowana lenistwem. Jest to także jedno z mądrościowych zaleceń filozofa, Józefa Marii Bocheńskiego.

Przyznam szczerze, że "Dama o północy" nie jest książką wysokich lotów. Nie tylko ze względu na literackie ubóstwo tej historii, ale również przez wzgląd na wizję kobiecości prezentowaną w tej książce. Jest to aż dziwne, że tak antykobiecą książkę napisała kobieta. Historia przez nią napisana godzi przecież w nią samą.

W pierwszym rozdziale czytelnik poznaje Katie, dziewczynę niewiadomego pochodzenia, która pracuje ucząc śpiewu i dając lekcje  gry na fortepianie. Bohaterka jest bezpośrednia, bezproblemowa, ale też... moim zdaniem strasznie naiwna i głupiutka. Nie chciałabym, aby młode kobiety dawały się uwodzić takim historiom, bo literatura, którą czytamy też w jakiś sposób kształtuje nas, naszą wizję świata i wpływa na nasze zachowanie. Dlatego warto otaczać się wartościową literaturą, w aktywnym czytaniu nie chodzi o ilość, ale o jakość.

Katie poznaje kaprala Thorne'a, z którym łączą ją głównie złośliwości, które potem ewoluują w coś zupełnie innego. Jest to motyw banalny i (niestety) charakterystyczny dla współczesnych powieści dla młodzieży. Zachowanie głównej bohaterki jest totalnie żenujące. Katie nie tylko płaszczy się przed nowo poznanym mężczyzną, ale wręcz wydaje się, że jej "ja" zanika przy każdym spotkaniu z tym człowiekiem. Trudno powiedzieć, żeby bohaterka miała jakiekolwiek zainteresowania, trudno też powiedzieć, żeby żywiła do siebie samej jakikolwiek szacunek. Wątek poszukiwania przez nią rodziny, jest tak naprawdę wątkiem pobocznym tej opowieści.

Szorstki i emocjonalnie zamknięty kapral Thorne, nie ma nic wspólnego ze znamym z "Wichrowych wzgórz" Heathcliffem, wbrew pozorom jest to bohater bardzo nieskomplikowany, a jego złożoność psychologiczna to tylko gra złudzeń.  W efekcie, książka nie tylko propaguje przykrą wizję kobiecości, ale także przykrą wizję męskości i do granic możliwości spłyca relacje damsko-męskie.

Niektóre zwroty użyte w książce pozostawiają naprawdę wiele do życzenia. Niejednokrotnie wywołały we mnie śmiech, w chwilach, kiedy miały nadawać powagi. 

Nie mogę powiedzieć, żeby była to lektura godna zainteresowania. Jestem pod wrażeniem, że do tak słabej opowieści udało się dopisać jeszcze drugą część. Nie chce mi się wierzyć, że kobiety chętnie i dobrowolnie czytają takie powiastki, a przecież się to zdarza. Ciekawa jestem z czego to wynika, i dlaczego pozwalamy się w ten sposób traktować, dając się wodzić za nos takiej "literaturze".

27 września 2015

Terry Eagleton: Zło


Jestem pod wrażeniem tego, jak długo czytałam tę książkę. Przypomniało mi to o całkiem niedawnej rozmowie z koleżankami, podczas której zastanawiałyśmy się nad sensem szybkiego czytania. Wspólnie doszłyśmy do wniosku, że choć umiejętność szybkiego czytania może być przydatna w określonych sytuacjach, to jednak bardzo przyjemnie jest czytać powoli. Stąd, moje długie czytanie Terry'ego Eagletona wcale nie wskazuje na znudzenie materiałem. Wręcz przeciwnie, jest to bardzo ciekawa książka, której warto poświęcić więcej czasu aby się nad nią trochę pozastanawiać.

Terry Eagleton to brytyjski filozof, neomarksista (zasłyszałam kiedyś taką opinię, że wszystko, co ma przedrostek "neo" jest trudno zdefiniować, i jest w tym chyba dużo prawdy) i teoretyk kultury. W swojej książce Eagleton opowiada się za realnością zła. Przeprowadza analizę rozmaitych bohaterów literackich, łącząc ją ze swoją wiedzą z zakresu teologii i psychoanalizy. Autor przede wszystkim obserwuje sytuacje, ludzi, ich czyny, konteksty tych czynów. Rozważa też szczególną sytuację jaką jest czynienie zła dla samego czynienia zła, bez racjonalnego wyjaśnienia. Pytania, które stawia Terry Eagleton w swoim eseju to: Czy zło jest rodzajem nicości? Dlaczego jest ono tak atrakcyjne i uwodzicielskie? Czy naprawdę możliwe jest, ażeby ludzie znajdowali przyjemność w destrukcji i czynieniu zła bez żadnego powodu?

Choć autor zdaje się bronić katolickiej wizji dobra i zła, nie jest to takie oczywiste. Sama nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jego rozumienie dobra i zła zbliża się raczej do wizji taoistycznej. Jednak, trudno powiedzieć, być może moje własne wrażenia wynikają z jakiejś niewiedzy, albo z niezrozumienia niektórych kwestii.

Pewnym jest, że Terry Eagleton to autor, którego trudno jednoznacznie określić, któremu trudno nadać jedną etykietę. Właśnie takich trudnych do określenia filozofów lubię najbardziej, bo też zwykle mają najwięcej ciekawych rzeczy do powiedzenia.

"Zło" to esej bardzo intrygujący, który nie tylko wywołał w moim mózgu burzę myśli, ale również zachęcił do sięgnięcia do kilku dzieł literackich, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Zapisałam sobie kilka pytań i myśli, które pojawiły się podczas tej lektury. Narodził się we mnie również zamiar sięgnięcia po inne książki tego autora.

26 września 2015

25 września 2015: Nawiązanie współpracy z grupą wydawniczą Znak literanova


Dnia 25 września 2015 r. nawiązałam współpracę z grupą wydaniczą Znak Literanova. Jest to okazją, aby znów poszerzyć swoją listę "do przeczytania" o nowe pozycje.

Dzięki tej współpracy, będę mogła przeczytać i zrecenzować następujące pozycje. Z niecierpliwością czekam na paczkę, w której znajdą się następujące tytuły:

21 września 2015: Nawiązanie współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc


Dnia 21.09.2015 nawiązałam współpracę z Oficyną Literacką Noir sur Blanc. Bardzo się cieszę, ponieważ dzięki temu będę miała okazję zapoznać się lepiej z Charlsem Bukowskim. Od dawna myślałam o tym, by zająć się lekturą dzieł tego pisarza.

Na początek jednak, zrecenzuję książkę autora, który  jest mi już znany dość dobrze, i którego bardzo lubię i cenię. Wkrótce na mojej półce znajdzie się: 

22 września 2015

Lifestyle: Z przymrużeniem oka. Typy Filozofów, czyli podsumowanie 10. Polskiego Zjazdu Filozoficznego


Przy okazji tak dużego wydarzenia, jakim był X Polski Zjazd Filozoficzny, w którym biorą udział różni ludzie, z różnych miast, można zaobserwować rozmaite zachowania ludzkie. Niektóre godne pochwały, inne wręcz przeciwnie. Jednakże spojrzenie na nie, jako na pewną całość, z dystansem, trochę z przymrużeniem oka, może na nowo doprowadzić do bardzo starego pytania: Co to znaczy być filozofem?

ZACHOWANIA PANELISTÓW, RECENZENTÓW 

Chodziarz
Taki filozof musi chodzić podczas swojego wystąpienia, ponieważ nogi zdają się być siłą napędową dla jego myśli. Chodziarza dobrze się słucha, ponieważ jest dynamiczny, skupiony i wie co powiedzieć. Czasami chodziarz zaliczy wywrotkę o jakieś nieprzewidziane krzesło, czy inny obiekt, ale profesjonalnym chodziarzom zdarza się to nadzwyczaj rzadko. Dobry chodziarz nie tłumi swoich naturalnych nawyków, a tym samym jest autentyczny.

Chodziarz Zmanierowany
Chodziarz Zmanierowany przechadza się po sali ślimaczym tempem, prezentując nie tylko swoje poglądy, ale również swoją sylwetkę z każdej możliwej strony. Chodziarz Zmanierowany sprawia wrażenie kogoś, kto pomylił salę wykładową z wybiegiem. Chodziarz Zmanierowany cedzi każde słowo, robi duże pauzy miedzy słowami i buduje wokół siebie atmosferę sztucznej wielkości. Atmosfera robi się gęsta, a publiczność masowo wychodzi do toalety i czasami już z niej nie wraca.

Szalony Ideolog
Szalony Ideolog energicznie gestykuluje całym ciałem, i tak pochłonięty jest wygłaszaniem swoich poglądów, że w ogóle nie zwraca uwagi na otoczenie. Niewiele go obchodzi zdanie publiczności, czy zadawane pytania, ponieważ najważniejszym jego pragnieniem jest wypowiedzieć to, co chciał wypowiedzieć. Zawsze jest zadowolony, że zrobił swoje i potrafi pokłócić się z każdym, kto się z nim nie zgadza, albo patrzy na sprawę inaczej.

Narcyz Pasjonat
Narcyz Pasjonat z wielką nabożnością kontempluje moment, w którym moderator dyskusji przedstawia jego osiągnięcia. Narcyz Pasjonat z chęcią słucha o swojej własnej ścieżce akademickiej i rozpływa się w samouwielbieniu, gdy przedstawienie jego osiągnięć zajmuje więcej czasu, niż przygotowane przez niego wystąpienie. Narcyz Pasjonat jest przede wszystkim pasjonatem samego siebie i lubi otaczać się tymi, którzy w sposób niemal służalczy nadmuchują jeszcze bardziej jego ego.

Fanatyk Prezentacji Multimedialnych (FPM)
Typowy FPM to taki, który robi prezentacje multimedialne bez opamiętania, a równocześnie nie potrafi zrobić ich w sposób czytelny i przejrzysty. Typowy błąd popełniany przez FPM to umieszczanie w prezentacji multimedialnej wszystkiego, co ma on do powiedzenia. Ostatecznie, publiczność jest znudzona, a FPM zdaje się tego nie dostrzegać i przy kolejnej okazji popełnia ten sam błąd.
Kartkoholik
Kartkoholik nie utrzymuje żadnego kontaktu z publicznością, wychodzi na środek i czyta. Po kilku minutach, czy kilkunastu... dalej czyta. Tak mija całe wystąpienie, które ni mniej, ni więcej, jest tylko pokazem czytania na głos. 

Poludzku
Poludzku wygłasza swoje poglądy z dużym dystansem i odczuwalnym, dla publiczności, luzem. Jest silnie zaangażowany w to, co robi. Nie można go nazwać ignorantem, ale też nie można go nazwać fanatykiem. Poludzku stąpa twardo po ziemi, nie sili się na sztuczne pompowanie ego, po prostu robi to, czym się interesuje, nie zapominając o tym, że wokół niego jest świat, którego być może, nie interesuje to wcale. Poludzku ma poczucie humoru, co często ujawnia się w sposobie wygłaszania przez niego poglądów. Poludzku nie ukrywa swoich wad, ale też ich nie demonizuje. Jest autentyczny i nie szuka sztucznych środków wyrazu swoich myśli. Poludzku filozofuje po ludzku.
Filozof Celebryta
To taki, który nie zaszczycił zjazdu swoją obecnością. Bardzo mnie to zdziwiło, ale chyba nie zaskoczyło. Czyż tak aktywny medialnie filozof, nie jest już filozofem, a jedynie celebrytą? Jego nieobecność na tak ważnym wydarzeniu może i powinna zastanawiać.

ZACHOWANIA PUBLICZNOŚCI

Sobiesam 
Wśród zadających pytania jak zawsze zdarzył się niejeden Sobiesam. (MZ: Jest to pomysł częściowo zapożyczony od Kabaretu Hrabi, nawiązujący do skeczu o różnych rodzajach partnerów do tańca. Tam pojawił się taki Sobiesam, który mnie zainspirował do napisania tego wpisu).

Wśrod filozofów, podobnie jak wśród tancerzy, wyróżnić można także Sobiesamów. Taki Sobiesam, zamiast postawić pytanie w chwili kiedy jest na to przeznaczony czas, zaczyna wygłaszać swoje własne wystąpienie, często zupełnie niezwiązane z tematem debaty. Uciszyć Sobiesama nie jest łatwo. Bywa, że Sobiesam unosi się gniewem i domaga się głosu. Uczelnia zazwyczaj nie dysponuje żadnym uciszaczem, więc jeżeli moderator dyskusji nie jest wystarczająco stanowczy, Sobiesam zamienia dyskusję w przydługi monolog, z którego nikt nic nie jest w stanie wynieść, ponieważ nie ma żadnej dyskusji.

Pojęciownik
Pojęciownicy analizują wystąpienia panelistów, recenzentów, wykładowców, by w porze dyskusji wypomnieć im, że źle używają pojęć. W zamian Pojęciownicy proponują swoje własne pojęcia jako właściwe. Dyskusja w tym czasie oczywiście zamiera. Następnie panelista, czy też wygłaszający referat, zastanawia się co z tym fantem dalej zrobić. Jak nie urazić Pojęciownika, a równocześnie powstrzymać go przed analizowaniem każdego słowa. 

Tobyłkomentarzwłaściwie
Kolejny przypadek to Tobyłkomentarzwłaściwie. Taki filozof zaczyna swoją wypowiedź od sformułowania "Mam takie pytanie...", a następnie przechodzi do wyjaśniania o co by mu chodziło, i jakby on widział te przedstawione wcześniej treści. Tobyłkomentarzwłaściwie to typ raczej spokojny, z którym, w przeciwieństwie do Sobiesama da się wymienić poglądy. Tobyłkomentarzwłaściwie reflektuje się w pewnym momencie, że wyraża swoje poglądy i opinie, zamiast pytać, a przy tym reflektowaniu jest bardzo uprzejmy i skromnie wycofuje się z dalszych monologów. Z takiej wymiany poglądów, być może nie zawsze wynika żarliwa dyskusja, ale można skonfrontować ze sobą dwa odmienne spojrzenia na daną sprawę, i tym samym może to doprowadzić do czegoś nowego.

Panniemaracji
Panniemaracji, to typ, z którym nie ma dyskusji, który przyszedł się powykłócać. Jest podobny do Sobiesama, ale sprytniejszy. Panniemaracji pragnie całkowicie i za wszelką cenę obalić wypowiedź recenzenta, nie próbując nawet zagłębić się w jego wypowiedź. Panniemaracji jest zazwyczaj uparty, zideologizowany i nadąsany.

Będęcikadził
Jest także typ Będęcikadził, który swoją wypowiedź zaczyna od adoracji danego uczestnika dyskusji. Czasami przybiera to formę kultu, w którym po pewnym czasie, obydwie strony kadzą sobie wzajemnie. Tacy kadzielnicy zwykle nie wychodzą poza swoje własne grono, bo i po co, skoro we własnym towarzystwie jest im po prostu przyjemnie. Właściwie niewiele ma to wspólnego z postawą filozoficzną, ani z dyskusją, raczej jest to niezdrowa pożywka dla ego, która w konsekwencji prowadzić może do problemów natury psychicznej. Zdarza się, że kadzielnicy tworzą koła zainteresowań, do których nie dopuszczają ludzi o odmiennych punktach widzenia. Przybijają sobie piątki w swoim gronie i czerpią z tego zadowolenie, jak w zespole piłki nożnej, z tym, że u kadzielników prawie nigdy nie zmienia się skład drużyny.

Filozof Znormalizowany
To taki, któremu zależy na zdobywaniu szeroko pojętej wiedzy. Chce rozumieć, poznawać, słuchać, zadawać pytania i przetwarzać, analizować. To ktoś, kto nie wypowiada swych poglądów z pewnością godną ideologa, ale raczej z dystansem i opanowaniem, a czasem z poczuciem humoru. To ktoś, kto ciągle szuka i próbuje jakoś ten świat rozumieć po swojemu, ale równocześnie zachowuje dystans, pomiędzy swoimi poglądami, przekonaniami, a tym, jak świat widzą inni, oraz tym, jaki świat naprawdę jest (może się przecież okazać, że Filozof Znormalizowany myli się w swojej wizji świata, lecz on ma pełną świadomość tej możliwości). Filozof Znormalizowany, jest zdrowo niepewny. Ma własne przekonania, pomysły, czy idee, ale wie, że nie wie. Tak, jak Sokrates. Filozof Znormalizowany jest denerwujący, bo trudno usłyszeć od niego jakiś konkret. Jest denerwujący, bo trudno wpasować go w jakąś ramę, czy nadać mu etykietę. I wreszcie, Filozof Znormalizowany z natury jest antysystemowy, ponieważ zawsze myśli samodzielnie. Filozof Znormalizowany zawsze ginie z ręki kadzielników, którzy zazwyczaj sami sobie są bogami:
"Oto zaskarżył pod przysięgą Meletos, syn Meletosa z Pittos, Sokratesa, syna Sofroniska z Alopeków: Zbrodnię popełnia Sokrates, bogów, których państwo uznaje, nie uznając, inne zaś nowe duchy wprowadzając; zbrodnię też popełnia, psując młodzież."
 -- Platon "Obrona Sokratesa"

Dlaczego warto jeździć na zjazdy i konferencje?
A dlaczego nie?