26 lutego 2015

9 małżeńskich porad, a każda warta milion dolarów - Mark Gungor

Wydawnictwo: Vocatio
Strony: 88
Kategoria: Poradnik 
Moja ocena: 7/10


Ach... Znowu wątpliwości, czasami myślę, że błogosławieństwem byłoby nie myśleć tyle, ile zazwyczaj myślę. Nie wiem czy to jest cnota, czy przekleństwo, tak o wszystkim myśleć. Tym razem myślałam jaką kategorię przyznać tej książce. Tytuł wskazuje raczej na poradnik, ale Mark Gungor właściwie nie doradza, tylko mówi "jak jest".

To jest książka o prostych rzeczach, które w życiu codziennym czasami nam umykają. O dystansie, o złośliwościach, ale też o umiejętności uśmiechania się w gorszych momentach. Właściwie autor nie mówi niczego innego, jak tylko to, co oczywiste, a o czym najłatwiej zapomnieć.

Jest to humorystyczna lektura, kilka razy zdarzyło mi się zaśmiać na głos. Satyryczny styl pisania Marka Gungora, nie tylko bawi, ale również poucza. Polecam.

Kultura jest ważna - Roger Scruton

Wydawnictwo: Zysk i Sk-a
Kategoria: Filozofia
Strony: 134
Moja ocena: 10/10 

Prawdę mówiąc zastanawiałam się, czy w ogóle umieszczać rubrykę "moja ocena". Za każdym razem, kiedy czytam książkę, która wywiera na mnie ogromne wrażenie, porusza mnie od wewnątrz, wpisywanie "10/10" wydaje mi się totalnym idiotyzmem. Mam wtedy takie wrażenie, że to moje "10/10" to takie nic, a książka zasługuje na znacznie więcej. Rzeczywiście tak jest, ale zamieściłam tę rubrykę z takiej racji, że nie piszę tej recenzji dla siebie, ale dla innych czytelników, którzy być może właśnie poprzez tę rubrykę zainteresują się tą książką. 

Przez kilka dni zbierałam się do napisania tej recenzji. Z trudem przychodzi mi pisanie o książkach, które od wewnątrz mnie głęboko poruszają, porywają. Zazwyczaj czuje zakłopotanie pisząc recenzje takich książek. Jest tak, ponieważ mam poczucie, że to jest taka lektura, której recenzji nie warto czytać, ale warto od razu sięgnąć po książkę, wypożyczyć, a najlepiej to kupić i  przeczytać nie raz, ale kilka razy. 

Z tą publikacją spędziłam jeden wieczór i jeden poranek. To był bardzo dobrze spędzony czas, choć sama lektura trwała bardzo krótko. Spodobało mi się to, że Roger Scruton poświęca kilka stron swojej książki na sformułowanie czym jest, a właściwie, czym powinien być czas wolny. Autor powołuje się przy tej okazji na Arystotelesa, argumentuje za tym, aby nie czynić czasu wolnego, czasem zmarnotrawionym na bezwartościowe rozrywki. Jest to jedna z wielu kwestii poruszanych w książce. Zwróciłam uwagę właśnie na to zagadnienie, ponieważ problem ten jest według mnie aktualny i najbardziej rzuca się w oczy. Choć, oczywiście, w tej publikacji więcej jest takich zagadnień, które są aktualne i godne szczególnej uwagi.

Problem wartości w kulturze jest bardzo poważny. Wystarczy rozejrzeć się w sieci, po blogach, stronach, gdzie pełno jest rozmaitych projektów ("projekt"-bardzo dzisiaj modne słowo i bardzo denerwujące), aaby zobaczyć, że rozpowszechniany jest pogląd, iż każdy z tych projektów jest równie wartościowy. W zasadzie nie ważne, co robimy, wszystko jest równie wartościowe.

Z tym poglądem, rzecz jasna, Scruton się nie zgadza. Właśnie dlatego warto przeczytać jego książkę. Oderwać się trochę od "trendów", w które usiłuje nas wtłoczyć kultura masowa. Warto poświęcić trochę czasu na refleksję nad tym, czym jest kultura, jak powinniśmy spędzać swój czas wolny, jak przebiega edukacja kulturowa, i czy,aby na pewno wszystko jest równie wartościowe. Nad tymi, oraz innymi problemami warto się zastanowić przy lekturze książki Rogera Scrutona "Kultura jest ważna".

19 lutego 2015

Zielnik pierwszej pomocy- Hanna Świątkowska

Wydawca: E-bookowo
Kategoria: Poradnik Domowy, Ziołolecznictwo, Hobby
Moja ocena: 10/10

Od razu widać, że jest to książka napisana z pasją i z sercem. Książkę, która wypływa z czyichś autentycznych zainteresowań zupełnie inaczej się czyta, niż napisaną na siłę, albo co gorsza z czyjegoś polecenia.

Książka jest bardzo bogata w treść. Autorka nie tylko przedstawia różne rodzaje ziół i ich zastosowania, ale również podaje miejsca występowania tychże ziół. Zielnik jest bogaty w ilustracje, co umożliwia dokładniejsze rozpoznawanie ziół. 

Bardzo ważne jest to, że autorka zestawia ze sobą rośliny, które łatwo jest pomylić oraz uwydatnia różnice między nimi. Dodatkowo podaje możliwe konsekwencje tego rodzaju pomyłek. Szczęśliwie, żadna z nich nie jest ostateczna. 

Niewiele mam do powiedzenia na temat tej książki, bo jest świetnie napisana i doskonale wyczerpuje temat, o którym traktuje.

Na koniec muszę nadmienić, że książka zawiera błąd edytorski, który wprowadza chaos w lekturę. Jeden fragment tekstu, znalazł się w publikacji podwójnie. Raz, we właściwym sobie miejscu, oraz drugi raz, w miejscu, w którym rozrywa całą przyjemność lektury. 

How to stop worrying - Lucy Stanmore

Wydanie: Kindle Edition
Kategoria: Poradniki, Psychologia
Strony: 19
Moja ocena: 8/10

Kolejny minibook powszechnie dostępny na Amazonie. Szczególnie polecam ludziom zabieganym, którzy nie mają czasu na czytanie dłuższych lektur, a chcą dowiedzieć się czegoś sensownego.

Autorka książki poleca osobom zamartwiającym się wiele trików i sztuczek, powszechnie stosowanych w terapii poznawczo-behawioralnej. Postaram się jednak nie wdawać w szczegóły, ponieważ ebook jest dosyć krótki, więc bardzo łatwo go zaspoilerować.

Ludzie często zamartwiają się różnymi rzeczami, jedni mniej, inni bardziej. Jednak samo zamartwianie się nie jest konstruktywne i często powstrzymuje nas od działania, a również oddala od rozwiązania naszych problemów. Przede wszystkim, warto zadać sobie pytanie, po co się martwimy? Nie "dlaczego" ale "w jakim celu". W drugiej kolejności warto spytać, czy rzeczywiście mamy wpływ na przedmiot naszego martwienia. Często martwimy się przecież rzeczami, na które w ogóle nie mamy wpływu. Zatem nasze zmartwienia są nieracjonalne. Autorka książki doradza, abyśmy dokonywali racjonalizacji swoich zmartwień, to pomoże nam spojrzeć na sytuacje i nas samych, trzeźwym, obiektywnym okiem.

Nie spodobało mi się jednak to, że autorka zbyt mocno podkreśla rolę pozytywnych myśli w eliminowaniu bezsensownego zamartwiania się. Rzeczywiście, dostrzeganie pozytywnej strony życia jest ważne, ale bardzo łatwo jest popaść z jednej skrajności w drugą. Zarówno nadmierny pesymizm, jak i nadmierny optymizm są czymś niezdrowym i szkodliwym, nie prowadzą do równowagi. Nie można leczyć jednej skrajności, drugą.

Minibooka polecam jako godnego uwagi, ale polecam zdroworozsądkowe czytanie.

Emotional Intelligence - Joseph Sanchez

Wydanie: Kindle Edition
Strony: 29 
Kategoria: Psychologia
Moja ocena: 10/10

Krótka publikacja, ale warta przeczytania. Autor skrótowo przedstawia historię pojęcia "emocjonalnej inteligencji", odwołując się również do statystyk i wspominając o powszechnie znanej książce Daniela Golemana.

Joseph Sanchez odsłania przed czytelnikiem bardzo złożony, wielowarstwowy świat emocji. Inteligencja Emocjonalna, jest swego rodzaju umiejętnością, dzięki której możemy trafnie rozpoznawać nasze emocje. Któż z nas nie doświadcza takich stanów, w których czujemy, że coś jest nie tak, ale nie wiemy o co właściwie nam chodzi? Najpewniej kryją się za tym emocje, powodowane przez pewne myśli. Często jednak nie jesteśmy w stanie tych emocji rozpoznać, dlatego bywamy niespokojni i niezdecydowani. 

Jednakże inteligencja emocjonalna nie wyczerpuje się w takim ujęciu. To również umiejętność wczuwania się w emocje innych ludzi. Coś, co powszechnie nazwalibyśmy empatią. 

Bardzo spodobało mi się to, że nie jest to typowy poradnik. Choć książka rzeczywiście chwilami ma charakter poradnika. Ważne jest jednak to, że autor powołuje się na fachową, powszechną w środowisku naukowym, literaturę psychologiczną. 

Książka częściowo ma charakter poradnika, ponieważ autor podaje przykłady sytuacji, czy zachowań, które budują naszą Inteligencję Emocjonalną. Jednym z zaleceń, (które bardzo mi się spodobało), jest głośne mówienie o swoich uczuciach. Oczywiście Daniel Goleman w swoim sztandarowym dziele również o tym pisze. Dla zainteresowanych Golemanem zdradzę, że zaleca on także by nauczyć się mówić o swoich uczuciach. Często znajdujemy się w sytuacjach, w których tylko wydaje nam się, że wyrażamy swoje uczucia, ale w rzeczywistości wcale tego nie robimy, tylko np. obrażamy osobę, która w nas te uczucia wywołała poprzez przykre epitety pod adresem drugiej osoby, a czasami poprzez agresywny ton wypowiedzi. Goleman powiedziałby zatem, że powinniśmy nauczyć się opisywać swoje uczucia, w taki sposób, w jaki opisujemy pewien stan rzeczy. To pozwoli nam uniknąć sytuacji, w której wywołamy jeszcze większy konflikt. Jest to bardzo trudna sztuka, ale rzeczywiście sprawdza się. Poprawia jakość relacji i kontaktów międzyludzkich. 

Człowiek, który mówi o swoich uczuciach głośno lepiej się czuje ze sobą samym, bo wie co się z nim dzieje, a jak już to wie, to potrafi temu zaradzić. 

Ćwiczyć swoją Emocjonalną Inteligencję można na różne sposoby, jednym z nich jest próba zachowania spokoju w sytuacjach gniewu. Można temu zaradzić np. poprzez liczenie w głowie tak długo, aż przejdą emocje. Gwałtowne emocje takie jak np. gniew mają to do siebie, że nie trwają długo. Wystarczy skupić uwagę na czymś innym, żeby je wyciszyć. Często jednak unika nam ten moment, w którym czujemy złość, kłótnia rozwija się, a potem trudno jest nam określić moment, w którym się zaczęła. Co więcej, sami zaczynamy się nakręcać i sprawiamy, że ta emocja w nas rośnie.

Joseph Sanchez doradza bycie elastycznym, jako element wzmagający Inteligencję Emocjonalną. Rzeczywiście, ludzie, którzy są otwarci na różne punkty widzenia nie zamykają się hermetycznie w swoich przekonaniach, z większą wyrozumiałością traktują  innych i często potrafią się wczuć emocjonalnie w świat wewnętrzny drugiej osoby. 

Po co pozostawać z Inteligencją Emocjonalną na poziomie dziecka, po co wybuchać płaczem, czy gniewem tylko dlatego, że jest w nas jakaś emocja. Jesteśmy przecież istotami rozumnymi (a przynajmniej większość z nas :) ), możemy więc panować nad sobą i rozwijać się. A skoro można się rozwijać, dlaczego tego nie robić? To naprawdę trudna ścieżka,  ale postęp, niezależnie od tego czy jest duży, czy mały, jest zawsze krokiem do przodu, a nie staniem w miejscu. 

Książka jest absolutną rewelacją. Dla zainteresowanych tematem, autor podaje źródła, z których możemy się dowiedzieć czegoś więcej.

15 lutego 2015

Everything you need to know about personal finance in 1000 words - C. J. Carlsen

Wydawca: The Path to Financial Freedom
Kategoria: Poradniki
Strony: 17
Moja ocena: 7/10
 
Tego typu publikacje wybieram zwykle zupełnie przypadkowo, chwilami z ciekawości. Trudno nazwać ten ebook książką, raczej powiedziałabym, że jest to artykuł albo mini-mini-mini-book. 

Publikacja zawiera kilka porad dotyczących oszczędzania i finansów. Autor porusza takie zagadnienia jak: rozsądne i nierozsądne wydawanie pieniędzy, oszczędzanie, inwestowanie, oraz upraszczanie panowania nad domowym budżetem. 

Mnie najbardziej zainteresował pierwszy i drugi problem. Porady Carlsena, są raczej tendencyjne, ale trudno uznać to za wadę. Sposoby rozsądnego wydawania pieniędzy zwykle sprowadzają się do kilku prostych i sprawdzonych metod. 

Postanowiłam nie rozpisywać się na temat treści zawartych w tym minibooku, jest on zbyt krótki żeby dokonywać przeglądu treści,  poza tym, jest to publikacja ogólnodostępna. Ebook można pobrać za darmo ze strony Amazona. 

Moją oceną będzie 7/10 dlatego, że temat uważam za obszerny i bardzo interesujący, ale sądzę równocześnie, że autor mógłby bardziej się rozpisać. 

14 lutego 2015

Wyspa doktora Moreau - Herbert George Wells

Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Kategoria: Fantastyka, Filozofia
Strony: 151
Moja ocena: Absolutne mistrzostwo świata

Poczułam ciężar tej opowieści już od pierwszych jej stron. Nie znają się na prawdziwej grozie pisarze współcześni okrzyknięci mianem mistrzów horroru. Nie znają się na prawdziwej grozie ci, którzy piszą tandetne historyjki o wampirach i innego rodzaju stworach, które bardzo szybko stają się ikonami popkultury. 

Odczuwać prawdziwą grozę może ten, kogo porusza do głębi dane zagadnienie lub problem. Prawdziwa groza nie ma związku z dziecięcym lękiem przed jakąś postacią. Prawdziwej grozy doświadcza ten, kto przeżywa nieustanną egzystencjalną trwogę, która nie wiąże się z lękiem przed jakimś fantastycznym stworem, ale jest czymś bardziej złożonym, bardziej skomplikowanym i w swej istocie zespolonym z naturą ludzką tak mocno, że nie można od niej uciec. Jest najgłębszym koszmarem wielu z nas, uświadomionym w umysłach niewielu. 

Odebrałam tę książkę właśnie tak. Jako opowieść o lęku, jako opowieść o niezmyślaniu, jako filozoficzną historię. Odebrałam ją jako opowieść, która pozwoliła mi odkryć tę obawę, która przecież była we mnie, a która otrzymała jedynie swój obraz dzięki przeżyciom głównego bohatera, Edwarda Prendicka. Z każdym rozdziałem czułam rosnący we mnie ciężar, pytania i głębokie przekonanie, że poruszany przez autora problem jest prawdziwy. Herbert George Wells nie wymyślił tego lęku, właśnie dlatego ta opowieść jest tak straszna. To jest prawdziwy lęk, który jest w każdym z nas. Herbert George Wells nadał mu jedynie kształt, tak jak doktor Moreau nadawał kształty swym najbardziej chorym wyobrażeniom. 

Po przeczytaniu tej książki, nie można pozostać tym, kim było się wcześniej. Odciska ona swoje piętno w czytelniku. Ten, który opowiedział tę historię, nie wymyślił niczego nowego, ale wydobył najgłębsze lęki z samej natury ludzkiej.


Księżycowe baśnie - Karolina Ciernicka

Wydawnictwo: E-bookowo
Kategorie: dla dzieci
Strony: 80
Moja ocena: 9/10

Książka bardzo mi się spodobała, choć jest kilka rzeczy, które zasługują na uwagę, ale o tym później.

Niewątpliwie autorka książki ma bardzo ciekawą i plastyczną wyobraźnię, która zasługuje na uwagę. Kolejną rzeczą, bardzo istotną jest fakt, że pisane przez nią baśnie pomimo kilku niedociągnięć, zapadają w pamięć. W baśniach bardzo ważne są przesłania, które są w nich zawarte. Myślę, że i tutaj rodzice młodych czytelników nie mają się czego obawiać, ponieważ granica między dobrem a złem jest zarysowana jasno i wyraźnie, występki karane a szlachetność nagradzana.

W książce znajdziemy trzy baśnie, w zasadzie każda z nich odzwierciedla odmienny poziom wyobraźni autorki. Przy recenzji innej książki utrzymywałam, że istotniejsza od ilości jest jakość opowiadanej historii. Tym razem również uważam, że tak niewielką ilość opowieści należy potraktować raczej pozytywnie. Na rynku wydawniczym naprawdę nie brak książek, które nieraz mają kilka tysięcy stron, a tak naprawdę są opowieściami o niczym, czytadłami, które nadają się tylko do zawijania ryb albo palenia nimi w kominku.

Jednak, choć "Księżycowe baśnie" są pozycją bardzo interesującą, należałoby zwrócić uwagę na pewne drobne kwestie, które mimo wszystko rzucają się w oczy. Myślę, że pierwsza opowieść zawiera za dużo wątków, w pewnym momencie czytelnik odnosi wrażenie, że historia zamiast płynąć popada w chaos. Na szczęście klimat ten nie utrzymuje się do samego końca opowieści. Uważam, że czarownik, atmosfera typowo magiczna dla świata fantasy w połączeniu z kosmitami, sprawdza się tylko w naprawdę wyjątkowych przypadkach, a to nie był jeden z nich. 

Mimo tego, książkę oceniam jako godną polecenia pozycję dla dzieci. Rodzicom radzę zwrócić szczególną uwagę na "Baśń o jaśminowych herbatkach i o zmęczonym Słoneczku", jest to opowieść o gwiazdach, z której dzieci mogą się nauczyć nazw poszczególnych gwiazd, czy gwiazdozbiorów.

12 lutego 2015

Wichrowe wzgórza -Emily Brontë

Wydawnictwo: ZYSK i S-KA
Kategoria: klasyczna literatura angielska
Strony: 410
Moja ocena: Absolutne mistrzostwo świata


Tym razem naprawdę nie wiem jak zacząć. To prawdopodobnie będzie najkrótsza recenzja jaką kiedykolwiek napisałam. W zasadzie, nie będzie to nawet recenzja, ale raczej komentarz na temat przeczytanej z zapartym tchem książki.

"Wichrowe wzgórza" poruszyły mnie do głębi. Nie potrafię krytycznie odnieść się do tej książki. Nie potrafię powiedzieć nic więcej ponad to, że było to dla mnie wielkie doświadczenie egzystencjalne, którego ciężar pozostanie we mnie na długo. Równocześnie, mam przekonanie, że było to wrażenie tak mocne, że jakakolwiek próba ujęcia go w słowa, mogłaby  w sposób znaczny je umniejszyć, a tego bym nie chciała. 

Dlatego pozostanę przy tych kilku słowach.

3 lutego 2015

Magiczny świat bajek - Paulina Grzelak

Wydawnictwo: E-bookowo
Kategoria: książki dla dzieci
Strony: 29
Moja ocena: 10/10

Ciekawość doprowadziła mnie do tej książeczki. Jest to zbiór zawierający zaledwie kilka opowieści dla dzieci. Na pierwszy rzut oka widać, że książka napisana jest z pasją, zaś opowieści przemyślane i nieprzypadkowe. W dzisiejszych czasach, gdy literatura dla dzieci, jest naprawdę uboga pod względem treści, miło jest znajdować takie klejnociki. 

Zawsze podkreślam, i zrobię to po raz kolejny, mówiąc, że dobrze napisana literatura dla dzieci, to taka literatura, po którą z chęcią sięgnie również dorosły czytelnik. "Magiczny świat bajek" absolutnie zachwycił mnie swoją prostotą i bogactwem treści, naprawdę są to historie, które warto czytać maluchom. Choć w opowieściach Pauliny Grzelak, znajdziemy motywy powszechnie znane w baśniach, są one opowiedziane w zupełnie nowy sposób, a równocześnie przekazują piękne wartości moralne, które zostały zapomniane przez wielu autorów literatury dziecięcej. 

Myślę, że najbardziej urzekła mnie opowieść o "Marzycielce i królestwie marzeń". Pewnie nie dziwi to stałych czytelników mojego drugiego bloga. Cóż, ta bajka stała się mi bardzo bliska. Jest to opowieść napisana z niezwykłą wrażliwością, myślę, że rzadko dzisiaj spotykaną.

Osobiście uwielbiam krótkie formy i wewnętrznie bogaty minimalizm. Dlatego tym bardziej jestem pełna podziwu, bo nieczęsto trafiam na tak świetne lektury. 

Jak stać się szczęśliwym człowiekiem - Ania Kęska

Wydawnictwo: Virtualo
Strony: 135 
Kategoria: Poradniki
Moja ocena 5/10

W natłoku codziennych zajęć zdarza mi się czytywać poradniki. Z reguły wolę polegać na własnym rozsądku i jestem raczej sceptycznie nastawiona do wyjątkowo popularnego dzisiaj doradztwa i poradnictwa wszelkiego typu.
Mimo mojego sceptycyzmu, uważam, że tego typu literatura może przynosić pozytywne refleksje jej czytelnikom, o ile: (a) trafią na dobrą książkę, (b) będą robić użytek ze zdrowego rozsądku.

Przede wszystkim podobało mi się to, że autorka książki namawia swoich czytelników do tego, by nie umniejszali swoich osiągnięć w różnych dziedzinach życia. Oczywiście, jest to rada bardzo prosta, ale czasami nie potrafimy zauważyć tych najprostszych rzeczy, dopóki ktoś ich nam nie wskaże palcem. Ludzie w swoim życiu wybierają różne drogi, zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy studiuje filozofię i nie każdy jest w stanie poświęcić więcej czasu na autorefleksję, chwilę zastanowienia nad sobą samym. Wydaje mi się, że problem niedoceniania siebie i efektów swojej własnej pracy, zdarza się wyjątkowo często. W życiu codziennym zwykle spotkać można dwie skrajnie różne od siebie postawy. Albo mamy do czynienia z narcyzmem i przerostem ego, albo z całkowitym niedostrzeganiem swoich własnych osiągnięć. Potrzeba zrównoważenia i zdrowej samooceny jest dzisiaj równie aktualna, co kilka wieków temu. 

W książce nie podoba mi się jednak pewien dominujący styl myślenia, który zdaje się być dosyć daleki od zdroworozsądkowej oceny sytuacji. Choć lektura ma charakter motywacyjny, autorka wielokrotnie zachęca do dostrzegania pozytywnych stron życia, odniosłam wrażenie, że proponuje ona pewien życzeniowy typ myślenia, doskonale znany środowiskom ezoterycznym. Mówiąc jeszcze bardziej szczegółowo, środowiskom, w których taki typ myślenia rozkwitł w momencie wydania książki Rhondy Byrne pod tytułem "Sekret". Interesujące jest to, że Ania Kęska posługuje się nawet przykładem niebieskiego piórka, żywcem ściągniętym od Rhondy Byrne.
Nie podobało mi się również przytoczenie eksperymentu z ryżem, który zasadniczo nie wiadomo co miałby udowadniać. Opowieści o ryżu, który słyszy całkowicie mnie przerosły. Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. W domu przeprowadzam zwykle taki eksperyment, że wkładam ryż do garnka, gotuję przez dwadzieścia minut, a potem zjadam.Wszystkim polecam! Można też trochę dosolić, dopieprzyć, przyprawić, efekt jest naprawdę cudowny. :) 

Książka razi tendencyjnością od samego tytułu, a tłumaczenia autorki, że to "nie jest typowy poradnik" można włożyć do worka z innymi tłumaczeniami autorów tego rodzaju książek. 

Myślę, że tej lektury nie można ocenić jednoznacznie negatywnie, ani jednoznacznie pozytywnie. Z pewnością autorka porusza ważne problemy, ale z drugiej strony, nadaje im pewną niebezpieczną dla zdrowego rozsądku interpretację. Anna Kęska wyraźnie podkreśla, że istnieje wiele sposobów ujmowania wartości, prawdy i tak dalej, ale równocześnie sama proponuje jeden bardzo określony sposób. Jeżeli zdecydowała się wydać książkę, napisać ją w takiej, a nie innej interpretacji, to musi uznawać swoje ujęcie i tą konkretną interpretację, za bardziej wartościową od innych. Zasadniczo nie jest konsekwentna w twierdzeniu, że wszystkie sposoby ujmowania rzeczywistości są równie wartościowe, jeżeli promuje jeden określony. 

Książkę można przeczytać w przerwach pomiędzy posiłkami, ale nie jest to taka pozycja, do której się z chęcią wraca. Raczej polecam ją osobom, które od czasu do czasu mają ochotę zapoznać się z innym punktem widzenia.