30 maja 2015

W. Mokrzycka: Dziewczyna na godzinę. Rozmowa z byłą prostytutką.


Wpisałam z ciekawości tytuł tej książki w wyszukiwarkę, byłam ciekawa, co inni czytelnicy myślą na jej temat. Moją uwagę przykuła opinia jednej z czytelniczek. Z tą opinią, zapoznałam się już po przeczytaniu książki, więc miałam garść własnych przemyśleń, które dała mi lektura.

Czytelniczka niezadowolona z lektury, również dała mi powód do rozmyślań. Zastanawiam się, czego oczekują ludzie po takich lekturach jak "Dziewczyna na godzinę", czy chodzi o tanią sensację, "dreszczyk" emocji, czy o zapoznanie się z czyjąś historią? Czytelniczka, która napisała negatywną opinię, przyznała, że nie podobają jej się wypowiedzi typu "nie wiem", albo "nie chcę o tym rozmawiać". Jednakże... przecież są to zwykłe codzienne sformułowania, których można się spodziewać po osobach, które przeszły wiele w życiu i zamknęły za sobą pewne rozdziały. To nie jest powieść, ani "poczytna sensacyjna historyjka", tylko wywiad, myślę, że dość autentyczny, biorąc pod uwagę, język, charakter i całą strukturę tekstu. W pewnym sensie to zwykła historia, zwykłego człowieka. 

Podzielam jednak pewną wątpliwość, którą wspomniana czytelniczka wyraziła również. Wydaje mi się, że Wiktoria (była prostytutka), która opowiada swoją historię, po przejściu odpowiedniej terapii, nauczyła się mówić o swoim wcześniejszym życiu, w trochę inny sposób, niż przedstawiałaby ją osoba, bez takiego terapeutycznego doświadczenia. 

Rzeczywiście pewne fragmenty tekstu mogą prowadzić do konkluzji, że praca w agencji towarzyskiej nie była taka straszna, a nawet, że w "gruncie rzeczy, nie ma o czym mówić". Myślę, że zamysł autorki był trochę inny, ale nie do końca się to udało. Myślę, że ostateczną konkluzją miał być element wybaczenia sobie, zamknięcia pewnego rozdziału, rozpoczęcia od nowa i wkroczenia w życie z nową energią. Myślę, że miała to być książka dająca siłę innym osobom znajdującym się w sytuacji podobnej do Wiktorii. 

Tymczasem, przez to, że Wiktoria stosunkowo niewiele mówi o swoim życiu z czasów prostytucji, czytelnik odnosi wrażenie, że dziewczyna zamiast zamknąć ten rozdział i przedstawić go "po swojemu", nie ma własnego zdania, co do historii, która ją spotkała, którą ona współtworzyła każdego dnia wychodząc "do pracy".

Jednakże, jest jeszcze druga strona medalu. Osoby zaangażowane w prostytucję po pewnym czasie rzeczywiście ulegają ogólnemu zobojętnieniu, ponieważ jest to dla nich formą radzenia sobie z codziennością, tak działa mechanizm wyparcia, który nie znika wraz z odejściem do prostytucji. 

Mimo wszystko uważam, że w książce zabrakło dobrego zredagowania tekstu, momentami zobojętnienie Wiktorii jest bardzo niejednoznaczne i czytelnik sięgający po tę książkę, rzeczywiście po jej lekturze, może być bardzo zaskoczony konkluzją, która zdaje się z niej wypływać. 

Przeczytać warto, ale bardzo uważnie i raczej z tymi zastrzeżeniami.

27 maja 2015

Sarah. Księżniczka - Antonella Anghinoni


Tym razem Antonella Anghinoni opowiada dzieciom historię Sary, żony Abrahama. I tym razem, dynamiczny przekaz opowieści jest czymś godnym pochwalenia. Książki Anghinoni to naprawdę świetne lektury dla dzieci, w przystępny sposób przekazują biblijne opowieści, nie czynią szkody treściom tych opowieści. 

Książeczki tej autorki mogą okazać się świetnym wstępem do zapoznawania się z biblijnymi opowieściami w oryginalnej postaci. Dynamiczne i dopracowane ilustracje, na pewno wzbudzą ciekawość niejednego malucha. 

Na końcu książki znajdują się dodatki, które można wykorzystać podczas codziennej zabawy w domu. Oprócz zabawy, książki Anghinoni także uczą, ponieważ na końcu książki zamieszczony jest słowniczek, oraz objaśnienia i konteksty, które pomogą jeszcze lepiej odnaleźć się w tej historii. 

Nie jest to książka tylko odtwarzająca, ale także aktywizująca do samodzielnego myślenia, zastanawiania się nad światem i wzbudzania w sobie ciekawości świata. 

Jak najbardziej polecam ją wszystkim rodzicom, którzy rozglądają się za lekturą dla swojego dziecka ;)

25 maja 2015

Nie lubię poniedziałku - czyli jak sobie z tym poradzić?! - Będą książki dla Ciebie.

Dla niektórych poniedziałek jest dniem tragicznym, oznaczającym powrót do pracy, czy szkoły. Co jest takiego w tym felernym poniedziałku, że budzi on powszechną niechęć? Przecież człowiek potrafi się przyzwyczaić do chodzenia do pracy, czy szkoły. No właśnie... Być może to właśnie z powtarzającym się nawykiem mamy problem, a nie z poniedziałkiem jako takim? Może niechęć do poniedziałku bierze się z obawy przed nudą, z obawy, że znów tydzień roboczy będzie wyglądał tak samo. Tymczasem, to przecież właśnie od nas zależy, jak będzie wyglądał nasz dzień, czy tydzień. 

Z racji tego, że tydzień warto rozpocząć dobrą książką, chciałabym podzielić się informacją, że wkrótce przyłączę się do bookcrossingowej akcji i będzie można odnaleźć moje książki w różnych częściach Gdańska. Każdy, kto zechce przygarnąć moją książkę, będzie mógł znaleźć przydatne informacje na stronie, do której link podam w widocznym miejscu bloga. Przypominam, że bookcrossing nie ma nic wspólnego z kupowaniem książek. To wędrowanie książek, które przeczytane, trafiają z rąk, do rąk, w ramach społecznej akcji czytelniczej.

Przyznaję, że w ostatnim czasie posty na blogu ukazują się nieco rzadziej. Dzieje się tak, ponieważ mam ostatnio ciężki okres i staram się nie zagubić w wypełnianiu wszystkich obowiązków - jak widać, jakiś umilacz na początek tygodnia również by mi się przydał. Pracę ułatwiają mi wszelkiego typu organizery, ale nie nie jestem zaprogramowanym automatem, ani szwajcarskim zegarkiem, a poza tym, uważam, że planowanie nie powinno być kompulsją;). Przechodzę aktualnie okres rozmaitych napięć, które staram się pokonywać metodą taoistycznego minimalizmu. Bowiem, nie chodzi o ilość, ale o jakość. 

Mam również dobrą wiadomość dla czytelników bloga, którzy mieszkają poza Gdańskiem. Już 1 czerwca 2015 zostanie ogłoszony kolejny konkurs z serii "Weź książkę dla siebie", na razie nie zdradzę Wam jaka książka będzie nagrodą, ale myślę, że warto jej wypatrywać, ponieważ to pozytywna lektura, która może umilić poniedziałek małym i większym;) 

Życzę Wam udanego tygodnia !;)

20 maja 2015

Tajne archiwa archeologii - Luc Burgin


Autor tej książki potrafi trzymać w napięciu, pisze o rzeczach fascynujących, zaskakujących i tajemniczych, wzbudzających niejeden dreszczyk emocji. Luc Burgin pisze o żarówce ze staroegipskiej świątyni, najstarszej mapie z chińskiego grobowca, która bardzo przypomina mapy opracowane za pomocą zdjęć satelitarnych, oraz o "Geodach" sprzed pół miliona lat, skonstruowanych tak, jak nowoczesne, elektryczne świece zapłonowe.

"Tajne archiwa archeologii" to książka bardzo prowokacyjna i sensacyjna. Niektóre fakty są tak zaskakujące, że aż zdają się być niemożliwe. Autor robi zamieszanie nie tylko słowem, ale również obrazem. Książka zawiera aż 150 fotografii publikowanym po raz pierwszy.

Ta lektura wydaje się typowo teorio-spiskowa, ale w każdej teorii-spiskowej, jak w dobrej legendzie, tkwi ziarno prawdy. Zatem jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś o motocyklach Majów, polecam tę książkę.

Na deszczowe, wiosenne wieczory, jak znalazł! ;)

19 maja 2015

Ekspert biznesu - Adam Grzesik



Lubię czytać książki biznesmenów, ponieważ zwykle są to bardzo pracowici i solidni ludzie, od których można się wielu cennych rzeczy nauczyć. Strategie biznesowe można wykorzystywać w sposób elastyczny, w różnych dziedzinach życia. 

Książka "Ekspert biznesu" jest przeznaczona głównie dla osób stawiających pierwsze kroki w biznesie, ale z powodzeniem, może być również "powiewem świeżości", dla tych, którzy już posiadają jakiś rodzaj działalności i chcieliby ją jeszcze bardziej rozwinąć i urozmaicić swoje strategie.

Nie lubię książek, które oferują czytelnikom złote góry. Rynek wydawniczy aż roi się od pozycji, które obiecują szybki sukces i inne nie wiadomo co, przy stosunkowo niewielkim wysiłku.

Na szczęście, nie jest to jedna z takich książek. Autor podchodzi z szacunkiem do czytelnika, oraz do swojej pracy, opowiadając o biznesie "od kuchni". W opowieściach tych, nie unika również tematu porażek, dzięki którym zdobył cenne doświadczenie. Podkreśla, że praca biznesmena to ciężka praca i nastawienie na nieustanny rozwój.

Wraz z lekturą tej książki, czytelnik otrzyma narzędzia, których zastosowanie może okazać się pomocne przy starcie nowego biznesu i rozwoju już istniejącego.

Stanowczo polecam!

18 maja 2015

Kontakt/Współpraca - aktualizacja strony w odpowiedzi na zainteresowanie

http://czytamirecenzuje.blogspot.com/p/kontakt.html
W związku z rosnącym zainteresowaniem moim blogiem i chęcią nawiązywania ze mną współpracy, zaktualizowałam podstronę "Kontakt/Współpraca".

Od tej pory, mogą Państwo dowiedzieć się nie tylko tego, jak się ze mną skontaktować, ale również jakie formy współpracy dopuszczam. 
Dziękuję za Państwa zainteresowanie :)

Nie lubię poniedziałku - czyli jak sobie z tym poradzić?! - Filozofy, Joseph Heller i Mindfulness.

Dla niektórych poniedziałek jest dniem tragicznym, oznaczającym powrót do pracy, czy szkoły. Co jest takiego w tym felernym poniedziałku, że budzi on powszechną niechęć? Przecież człowiek potrafi się przyzwyczaić do chodzenia do pracy, czy szkoły. No właśnie... Być może to właśnie z powtarzającym się nawykiem mamy problem, a nie z poniedziałkiem jako takim? Może niechęć do poniedziałku bierze się z obawy przed nudą, z obawy, że znów tydzień roboczy będzie wyglądał tak samo. Tymczasem, to przecież właśnie od nas zależy, jak będzie wyglądał nasz dzień, czy tydzień. 

Tym razem poniedziałkowy post dedykuję wszystkim przeziębionym (dlatego, że sama jestem przeziębiona). Zaś jego twarzą ogłaszam Jeana Paula Sartre'a. Komiks został bestialsko podkradziony ze strony filozofy.pl. Mam nadzieję, że właściciele strony wybaczą mi tą internetową kradzież, choćby dlatego, że postanowiłam ich w tym poście zarekomendować ;)

Jednym ze sposobów na umilenie sobie nadchodzącego tygodnia, bądź na zdystansowanie się od spraw bieżących jest zaglądanie na Filozofy. Jestem regularną czytelniczką tej strony, czasami zaśmiewam się do łez, dzięki tym komiksom.
Niektórzy ludzie gustują w oglądaniu demotywatorów, ja natomiast uważam, że zamiast tego, warto jest dostarczać sobie wiedzy, nawet jeśli ma być ona początkowo podawana w luźnej formie. Autorzy Filozofy pokazują, że filozofa nie gryzie, może dostarczać także śmiechu i zabawy, ale poprzez te komiksy można również zapoznawać się z poglądami filozofów.
Czym by był post dla przeziębionych bez porad na przeziębienie? Zapewne byłby postem dla przeziębionych bez porad na przeziębienie. Taki właśnie pozostanie. W Internecie porad jest mnóstwo, a  co następna, to bardziej fikuśna. Najskuteczniejsze są metody najprostsze, czyli gorąca herbata z cytryną, miodem i imbirem, oraz ciepłe łóżko i dobra książka :)
Znam takie osoby, które stanowczo zaprzeczyłyby, że okres przeziębień i chorób, można przeżyć względnie dobrze. Są tacy ludzie, którzy z lubością zadręczają innych tym, co im dolega, nie szczędząc szczegółów, co więcej, zdają się czerpać z tego, jakiś rodzaj przyjemności. Zazwyczaj takie osoby darzą niechęcią wszystko, co nie ma bezpośredniego związku z nimi samymi, a zatem również książki, które warto by było przeczytać.

W moim przypadku tą książką "na chorowanie" jest "Paragraf 22" Josepha Hellera. Pozytywne nastawienie i śmiech, na ból istnienia raczej nie pomogą, ale na zwykłe przeziębienie już tak. Zamiast umartwiać się nad sobą i złym samopoczuciem, polecam poszukać sobie bodźców rozweselających.  
"Paragraf 22" opowiada o dość ekscentrycznym i zwariowanym życiu amerykańskich bombardierów. Dialogi i opisy są totalnie rozbrajające, dlatego drogi czytelniku, jeżeli jeszcze nie słyszałeś o tej książce, czas najwyższy ją przeczytać. Jeśli przeziębienie czy choroba, nie pozwala Ci przeczytać tej książki samodzielnie, tym bardziej polecam tę książkę właśnie Tobie. Jeśli znajdziesz życzliwą osobę, która zechce poczytać Tobie na głos, czytanie tej książki stanie się formą wspólnej rozrywki.
Książka doczekała się swojej ekranizacji, jednakże, ani nie polecam, ani nie zniechęcam, ponieważ filmu jeszcze nie widziałam. 
Poniedziałki, dni robocze bywają bardzo stresujące, dlatego na koniec postanowiłam polecić Wam interesujący wykład o metodzie Mindfulness. Jestem osobą bardzo energiczną i czasami jest mi bardzo trudno się skupić na jednej rzeczy, niewiele trzeba aby mnie rozproszyć, ponieważ świat jest taki interesujący, że najchętniej zajmowałabym się wszystkim na raz. Taki chaos mimo wszystko powoduje stres, bo choć bardzo bym sobie tego życzyła, nie jestem w stanie zająć się wszystkim na raz.

Metoda Mindfulness porządkuje życie, jeżeli się ją sumiennie praktykuje. Nie obiecuje żadnego sztucznego szczęścia, w postaci  nie odczuwania smutku czy zdenerwowania, ale na pewno redukuje stres, poprzez to, że człowiek jest ze sobą samym w większym kontakcie. Poza tym, jest to metoda bardzo zdroworozsądkowa.
 
Amy Burke w swoim wykładzie świetnie wyjaśnia, na czym polega ta metoda, dlatego można spokojnie obejrzeć filmik, bez żadnych informacji wstępnych.
Życzę wszystkim udanego tygodnia! ;)

13 maja 2015

Żyj na zielono! Dom. 250 rad jak być Eko - Sarah Callard


Książka zakupiona kiedyś, pod wpływem chwili, z myślą o tym, że "kiedyś się przyda". 

Bardzo fajna jest forma tego poradnika, bez zbędnych narracji, same konkrety w postaci 250 krótkich porad. 

Jak w przypadku każdego poradnika, zalecam zdrowy rozsądek. Nie zawsze, to, co oblepione etykietą "eko" jest naprawdę zdrowe. Doświadczenie codzienne pokazuje, że czasami nawet kosmetyki oznaczone "eko" plakietkami, są dermatologicznie szkodliwe. Czasami zwykłemu konsumentowi trudno jest oddzielić to, co naprawdę jest ekologiczne i zdrowe, od tego, co jest jedynie nazwą pewnego, powszechnego dzisiaj trendu, który niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego ze zdrowiem. Lepiej więc, nie przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę.

Mimo tego, że nie wszystkie porady nadają się do zastosowania, książka jest bardzo użyteczna i spełnia swoje zadanie.

12 maja 2015

Mój biblijny skarb - Karin T. Juhl



Zdania, co do tego, czy dzieci powinny od najmłodszych lat obcować z Pismem Świętym, czy też nie, są podzielone. Nie ulega jednak wątpliwości, że jakiekolwiek trywializowanie treści (o czym pisałam już w innych postach) jest szkodliwe dla małych i... dużych czytelników ;) Niemniej jednak, trywializowanie treści, nie jest tym samym, co przekazanie tej samej treści, w formie bardziej przystępnej, podstawowej, która wraz z rozwojem dziecka zostaje ubogacana o szersze konteksty.

We wczesnym etapie rozwoju kwadratowe, grube książeczki z kartonikowymi stronami, są naprawdę wielką frajdą. Pewnie też dlatego, że można z nimi robić wszystko i trudno jest doprowadzić do tego, aby zniszczyły się podczas zabawy. Pomysł przedstawienia opowieści biblijnych w takiej formie bardzo mi się podoba, ponieważ mogą one tworzyć pewną bazę, podstawę, która będzie pogłębiana wraz z dalszym rozwijaniem rozumienia  Pisma Świętego.

Książeczka zachwyca kolorowymi ilustracjami, uśmiechniętymi postaciami i dokładną kreską, której czasami brakuje w dzisiejszych książkach dla dzieci. Użytkowanie jej będzie dla dziecka bardzo wygodne, na grzbiecie książki umieszczony jest plastikowy uchwyt, ułatwiający przenoszenie książki z miejsca, na miejsce. Uchwyt jest solidnie przytwierdzony i wytrzymały. 

"Mój biblijny skarb" to
książeczka będąca wprowadzeniem do przyszłego zapoznawania się z Pismem Świętym. Od strony technicznej książka jest bardzo solidna i bardzo starannie wykonana, świetnie nadaje się na prezent.

11 maja 2015

Nie lubię poniedziałku - czyli jak sobie z tym poradzić?! - Sztuka prostoty. Ubogacający minimalizm.

Dla niektórych poniedziałek jest dniem tragicznym, oznaczającym powrót do pracy, czy szkoły. Co jest takiego w tym felernym poniedziałku, że budzi on powszechną niechęć? Przecież człowiek potrafi się przyzwyczaić do chodzenia do pracy, czy szkoły. No właśnie... Być może to właśnie z powtarzającym się nawykiem mamy problem, a nie z poniedziałkiem jako takim? Może niechęć do poniedziałku bierze się z obawy przed nudą, z obawy, że znów tydzień roboczy będzie wyglądał tak samo. Tymczasem, to przecież właśnie od nas zależy, jak będzie wyglądał nasz dzień, czy tydzień. 

Niektórzy twierdzą, że "Jaki poniedziałek, taki cały tydzień", oczywiście to zależy od tego, kto w jakie zabobony wierzy. Ja obstaję przy przekonaniu, że wszystko zależy od naszego nastawienia, a nie od zdarzeń mających miejsce w naszym życiu. Przy czym, nie mam na myśli życzeniowego projektowania sobie dnia, ale raczej nastawienie zdroworozsądkowe. Nigdy nie jest tak, że to sytuacja wyprowadza nas z równowagi. To my decydujemy o tym jaki mamy nastrój. Jeżeli jakaś sytuacja wyprowadza nas z równowagi, to dzieje się to zawsze za naszym przyzwoleniem. 

Ale błędem jest też druga skrajność, która polega na życzeniowym myśleniu w stylu "co będę myślał, to się wydarzy". Błagam... Kolejny zabobon i to, o dziwo, bardzo w dzisiejszych czasach popularny, w końcu na nim oparty jest "Sekret" Rhondy Byrne. Kolejny zabobon, w który ktoś uwierzy, a po pierwszej cięższej sytuacji, załamie się dwa razy bardziej.

Najlepsza jest według mnie droga środka, bardzo zdroworozsądkowa, proponowana przez Lao Tse w "Wielkiej księdze Tao" (polecam! świetna książka!), droga wyrażająca się w słowach: Cokolwiek dobrego czy złego się w moim życiu wydarzy, nie zawsze tak będzie. Człowiek, który w swoim codziennym życiu nie zapomina o tym, że wszystko przemija, jest w stanie bardziej cieszyć się tym, co go spotyka i wyciągać nauki z wydarzeń bieżących. 

Seria postów "Nie lubię poniedziałku", które będą publikowane regularnie, jest o tym, jak umilić sobie ten dzień. Oczywiście, każdy taki poniedziałek będzie się zaczynał dobrą książką, więc i tym razem zacznijmy od książki...

Sztuka prostoty. Ubogacający minimalizm. 
Treści zawarte w wydanej siedem lat temu "Sztuce prostoty" wciąż są aktualne i warte, by się z nimi zapoznać. Zasada "mniej znaczy więcej" sprawdza się w codziennym życiu.
Są takie osoby, które mają w zwyczaju zbierać wszystko, bo przecież "może kiedyś się przyda". Taka postawa, jest poniekąd dobra, bo po co pozbywać się czegoś, co jest użyteczne. Jednak, doprowadzona do skrajności powoduje, że ludzie, zbierają wszystko, co tylko wpadnie im w ręce i zagracają swoje najbliższe otoczenie. Potrafią wmówić sobie, że rzecz, która naprawdę do niczego się nie nadaje, może się jeszcze przydać. Są takie domy, w których zdaje się panować zasada "im większy dom, tym więcej gratów". No dobrze... ale jakie to ma przełożenie, na życie codzienne i  na poniedziałki. 

Myślę, że ma. Kiedyś z uporem maniaka twierdziłabym, że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia (łatwo się domyślić, że było to w okresie bałaganiarskim), ale doświadczenie pokazuje, że im więcej gratów, im więcej rzeczy nieużytecznych, tym nasza uwaga jest bardziej rozproszona i nie możemy skupić się na sprawach naprawdę ważnych.
Zbytek, o czym pisał także Rousseau (nie byłabym sobą, gdybym o nim nie wspomniała), generuje sztuczne problemy, a tym samym nie pozwala nam zająć się tymi prawdziwymi. Może warto zacząć poniedziałek od wyrzucenia przynajmniej jednej rzeczy, która jest nieprzydatna, nieużyteczna? Oczywiście, wszystko w granicach zdrowego rozsądku, pozbycie się wszystkich rzeczy byłoby takim samym szaleństwem, jak ich maniakalne zbieranie. Warto jednak, nie porzucać refleksji i korzystać z niej w każdej dziedzinie życia, nawet tak banalnej, jaką jest porządkowanie swojego codziennego otoczenia.

Poniedziałki kojarzą się często z obowiązkiem, szkołą, czy pracą, dlatego bywają dla niektórych ludzi uciążliwe. Ale dlaczego właściwie obowiązek kojarzyć ma się z czymś negatywnym? Jeżeli człowiek widzi cel, w tym, co robi, nie ma takich skojarzeń.

Jeżeli szkoła, czy praca, są dla mnie nudne, to kolejny krok jaki muszę zrobić, to zastanowić się, jak uczynić je interesującymi dla siebie. Nie chodzi tu wcale o sztuczne, fantazyjne improwizacje, ale o to, aby zastanowić się nad tym, co mnie faktycznie interesuje, co ta szkoła, czy praca może mi dać, czego mogę się nauczyć, co daje mi poczucie satysfakcji, co mnie rozwija itd. Z reguły szkoła zniechęca do nauki, ale nie zmienia to przecież faktu, że "czego się nauczysz, to twoje", podobnie rzecz ma się z pracą. Człowiek nabywa różnych doświadczeń, a z każdego z nich, jest w stanie zrobić dla siebie użytek, jeżeli znajdzie chwilę na refleksję i kreatywność.

Poza tym, każdy nawyk można odrobinę zmienić nie zniekształcając jego treści, wystarczy być elastycznym. W ostatnim czasie, panuje moda na planowanie, ale tak naprawdę, planowanie wyklucza spontaniczność, więc należy planować tylko to, co rzeczywiście wymaga planowania. W przeciwnym razie, bardzo łatwo o obsesję.

Warto codziennie uczyć się czegoś nowego, w szkole, w pracy, czy nawet na spacerze. Człowiek, który swoją uwagę skupia na poznawaniu nowych rzeczy, nie jest narażony na nudę. A prawdziwa nauka, nie polega na bezrefleksyjnym przyswajaniu sobie rozmaitych treści i nawyków, choć niektórzy bardzo chętnie promują taki ogłupiający model. Warto czytać książki, wyciągać z nich wnioski, wybierać wartościowe książki, niewartościowych się pozbywać. Zamiast się denerwować, warto się zastanowić, co można od siebie zrobić, aby nie dokładać sobie powodów do nerwów, i zadać sobie pytanie "Dlaczego to ma mnie denerwować?". A poniedziałek, okaże się nie taki straszny, jak go malują ... ;)

10 maja 2015

Czasy ostateczne. Mowa eschatologiczna Jezusa - Krzysztof Wons SDS


Jestem przekonana, że czasy ostateczne są dla niektórych tematem bezgranicznie sensacyjnym. Mam na myśli wszystkie te górnolotne przewidywania odnośnie końca świata, fantazyjne wizje na temat tego, co też nas pochłonie i dlaczego. Niektórzy na pewno odetchnęli z ulgą po tym, jak się okazało, że koniec kalendarza Majów nie oznacza końca świata ;) 

Wizja przedstawiona w książce księdza Krzysztofa Wonsa jest oczywiście daleka od tego typu sensacji. Zresztą trudno się temu dziwić, w Piśmie Świętym próżno o "tanie sensacje", którym hołduje współczesny świat. 

"Czasy ostateczne" to kolejna książka napisana w duchu lectio divina. Uważam, że należy cenić każdą metodę, której stosowanie skutkuje dłuższą refleksją. Warto jest kreować w sobie nawyk zastanawiania się, nawyk refleksji, nie tylko przy okazji tematów duchowych, religijnych, ale także podczas codziennych czynności, które wykonujemy nawykowo. Refleksja jest zawsze pierwszym krokiem na drodze do rozwoju. Dlatego, każdy pretekst jest dobry, aby zatrzymać się choć na chwilę i pomyśleć. 

Najłatwiej jest przeżyć życie bezrefleksyjnie i bezmyślnie podporządkowywać się wszystkiemu wokół, odgrywać swoją rolę jak pionek w grze, tylko po co?

9 maja 2015

Teoria klasy próżniaczej - Thorstein Veblen



Odnalazłam w tej książce kilka problemów i zagadnień, które poruszę w pracy licencjackiej, a które w pewien sposób uznać można za konsekwencje myśli Rousseau.

Termin "Klasa próżniacza" określa grupę ludzi, którzy oddają się szalonej konsumpcji, otaczają się zbytkiem i odwracają od zajęć użytecznych, które są domeną ludzi zajmujących się pracą produkcyjną.

W "Teorii klasy próżniaczej" Veblen wyróżnia 4 stadia rozwoju kulturowego człowieka: erę dzikości, erę barbarzyństwa, stadium quasi-pokojowego rozwoju wytwórczości oraz fazę pokojowej organizacji wytwórczości. Autor twierdzi, że klasa próżniacza jest najbardziej zauważalna w najwyższych stadiach ery barbarzyństwa. Klasę próżniaczą cechuje przede wszystkim bezproduktywność, otaczanie się zbytkiem oraz marnotrawstwo na pokaz. 

Punkt widzenia autora wydał mi się niezwykle interesujący, a jego zainteresowania wielopoziomowe, bowiem książka zahacza również o zagadnienia z dziedziny estetyki, filozofii społecznej, socjologii religii, czy kultu religijnego, który jak się okazuje też może być ujmowany, jako przejaw pewnego próżniactwa. 

Polecam! ;)

7 maja 2015

Rebeka. Wymarzona panna młoda - Antonella Anghinoni



Książka opowiada historię Rebeki i jej rodziny. Jest to bardzo interesujący sposób na zapoznawanie dzieci z opowieściami biblijnymi.

Ciekawa byłam zwłaszcza tego fragmentu, w którym Jakub, za sprawą Rebeki oszukuję Izaaka, aby ten przyznał mu błogosławieństwo, które zamierzał przyznać Ezawowi. Jest to przecież fragment dość trudny, nawet dla dorosłego czytelnika. Nie mam na myśli formy, ile raczej kryjącą się za nią treść, złożoność i zarazem doniosłość opisywanej sytuacji.

Autorzy książek dla dzieci czasami ulegają pokusie infantylizacji treści. Zawsze jesto to szkodliwe dla młodych czytelników. Każdy czytelnik, niezależnie od wieku zasługuje na poważne traktowanie. Na szczęście, Antonella Anghinoni nie należy do autorek infantylizujących treść. 

Książka jest napisana w piękny i dynamiczny sposób. Zawiera nie tylko poważne fragmenty, ale również zabawne, które nie szkodząc treści, rozweselą niejedną dziecięcą buzię.

Dodatkowym atutem są śliczne, barwne ilustracje. W końcowej części książki zamieszczono dodatek "Ciekawostki i wyjaśnienia", który w kilku prostych słowach pozwala na lepsze zrozumienie historii Rebeki. Autorka pomyślała również o niespodziance dla małych czytelników.

Zachęcam do lektury dzieci i ich rodziców ;) 

6 maja 2015

List o widowiskach - Jean Jacques Rousseau

Kategoria: Filozofia
Moja ocena: 10/10 choć ocenianie dzieł filozoficznych w skali od 1 do 10 jest bardzo śmieszne, bo niby na jakiej podstawie mam to ocenić. "Czy mi się podobało?" to trochę żenujące. ;)
 
Lektura "Listu o widowiskach" była dla mnie czystą przyjemnością. Trudno, aby było inaczej, biorąc pod uwagę fakt, że jak dotąd, Rousseau jest jednym z moich ulubionych myślicieli.

Bardziej niż kwestie czysto polityczne, interesują w mnie, zawarte w jego myśli, kwestie społeczne obejmujące: relacje międzyludzkie, typy alienacji (o których, filozof wprost nie wspomina, choć alienacja jest istotną częścią jego myśli). Od niedawna również interesuje mnie poruszane przez niego zagadnienia dotyczące obu płci.

Od kilku miesięcy zajmuję się dramatem życia społecznego w myśli Rousseau. Jest to obiektem moich badań licencjackich, ale jestem przekonana, że temat ten będzie mi towarzyszył również po obronie licencjatu. Pierwszy raz zainteresowałam się Rousseau 10 lat temu, choć pozostałam wierna swoim zainteresowaniom, moje pierwsze czytanie tekstu źródłowego, miało miejsce 3 lata temu. Pierwszym pismem Rousseau, jakie przeczytałam, była "Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi".

Moim zdaniem, w myśli francuskiego filozofa jest bardzo wiele interesujących, zasługujących na uwagę problemów. Najbardziej interesuje mnie negatywna część jego filozofii, obejmująca krytykę społeczeństwa, teatru, zbytku. Znacznie mniej interesują mnie część pozytywna, w której chce narzucić wszystkim swój punkt widzenia. Moja niechęć do pozytywnych filozofii, dających przepisy postępowania, czy właściwego porządku, wynika raczej z tego, że wątpię w możliwość jakichkolwiek ostatecznych rozwiązań. Prędzej czy później okazują się one utopijne. Jednakże, chyba każdy z nas zakłada jakąś pozytywną filozofię, bo inaczej nic nie można by było głosić, a każda krytyka przypominałaby bezsensowny bełkot. 

W "Liście o widowiskach" Rousseau ustosunkowuje się do pomysłu d'Alamberta, dotyczącego założenia teatru w Genewie. Jean Jacques, jako urodzony genewczyk, sprzeciwia się temu pomysłowi. Krytyka teatru przeprowadzona przez Rousseau ma swoje źródło przede wszystkim w krytyce stanu uspołecznienia. Zdaniem filozofa, stan ten zafałszowuje nasz obraz rzeczywistości. Nie tylko nie pozwala nam jej dojrzeć w pełni, ale również powoduje, że tracimy kontakt z naturą i umiejętność rozpoznawania naszych naturalnych pragnień. Teatr jest widowiskiem typowo społecznym, silnie związanym ze społecznością miejską, w której króluje zbytek, rozwiązłość obyczajów i intrygi. 

Aktor według francuskiego filozofa jest sprzedawczykiem, który poprzez swoją pracę kultywuje występek i oszustwo. Sprzedaje siebie, udając kogoś, kim nie jest. Jest pieniężnie nagradzany za swoją nieautentyczność i fałsz.

Teatr generuje sztuczną sytuację, w której fałszywy, przerysowany obraz rzeczywistości, wywołuje w widzach najprawdziwsze uczucia. Zdaniem Rousseau, w ten sposób teatr zmienia panujące obyczaje, szerzy zepsucie. 

Jestem przekonana, że Jean Jacques energicznie przewraca się w grobie, "widząc", że naszym światem rządzą współcześnie rozmaici aktorzy i celebryci, których kondycja ludzka ma się znacznie gorzej, niż kondycja aktorów mu współczesnych.

W "Liście o widowiskach" Rousseau porusza także zagadnienia dotyczące płci, oraz zagadnienia polityczne. Wszystkie dzieła Rousseau są bardzo przyjemne w lekturze, może za wyjątkiem "Umowy społecznej", która nie jest barwiona literackim językiem. Lektura dzieł Rousseau bywa bardzo zabawna, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że największym czcicielem Rousseau, jest on sam. ;) 

Oczywiście, jego myśl jest znacznie bardziej złożona, niż to, co w tym krótkim tekście udało mi się przedstawić. Zachęcam do zapoznania się z tą myślą i do badania jej.

Rousseau przez niektóre środowiska bywa bardzo negatywnie oceniany. Ale nawet to, może stać się powodem by zainteresować się jego myślą i dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje.

Zachęcam do lektury;)

Lista czytelnicza na maj? Czyli co dalej.


Zmieniłam zdanie jeżeli chodzi o spisywanie list czytelniczych na początku każdego miesiąca. Doszłam do wniosku, że za bardzo mnie to ogranicza. Przez moje ręce przechodzi naprawdę wiele interesujących książek, które warto zrecenzować, sporządzanie list czytelniczych na początku każdego miesiąca, uniemożliwia mi elastyczność w tej kwestii. Dlatego blog wraca do swoich starych zasad, tzn. do informowania czytelników na bieżąco o ciekawych książkach, publikacjach i tak dalej. 

Pomyślałam sobie jednak, że sensownym posunięciem byłby post rozliczeniowy pisany pod koniec każdego miesiąca, w którym informowałabym o tym, co udało mi się zrobić. Wydaje mi się, że jest to lepsza forma niż zapowiadanie recenzji na bloga. No cóż, człowiek uczy się na błędach ;) 

Przed momentem kurier dostarczył mi kolejne interesujące książki. Jeszcze dzisiaj pojawi się kolejna recenzja/recenzje. Zobaczymy co mi dzień przyniesie.

5 maja 2015

Spadkobiercy - William Golding



Uwielbiam takie książki z odzysku. Tak się składa, że ta trafiła w moje ręce przypadkiem. Większość rodzinnych książkowych zbiorów przechodzi przez moje ręce, ponieważ wszyscy wiedzą, jak bardzo lubię czytać. Z jednego z tych zbiorów "wyłowiłam" "Spadkobierców".

Książki Williama Goldinga to prawdziwe perełki. Poza "Władcą Much", autor ma na swoim koncie kilka innych, ciężkostrawnych opowieści. Uważam, że takie ciężkostrawne historie są najlepsze, ponieważ bardzo pobudzają do myślenia.

"Spadkobiercy" to również książka trudna w czytaniu i niełatwa w odbiorze. Wszystkie dzieła Goldinga mają swoją dynamikę, wymagają dużych pokładów cierpliwości od czytelnika, który oczekuje na rozwój akcji. Ma to jednak swoje zalety, ponieważ w tak zwanym "międzyczasie" autor buduje napięcie, jakiego brakuje we współczesnej literaturze. 

Książka opowiada historię zetknięcia się dwóch pierwotnych społeczności. Grupa Neandertalczyków, powracająca wiosną na swoje tereny łowieckie, spotyka nowych przybyszy, zorganizowanych, uzbrojonych w łuki. To ich spadkobiercy, przedstawiciele gatunku Homo Sapiens. To niełatwe spotkanie, jak to zwykle bywa w książkach Williama Goldinga. Spotkanie, które i tym razem opiera się na prawie siły...

Warto przeczytać tę książkę, warto karmić się lekturami ciężkostrawnymi, bo takie nie tylko pozostają nam w pamięci, ale wpływają na rzeczywistość, wywołując czasem zmianę w naszym myśleniu.

3 maja 2015

Niewolnicy snów II - Dominika Budzińska

Wydawnictwo: E-bookowo
Strony: 301
Moja ocena: 7/10

Przyznaję, że nie przeczytałam I części "Niewolników snów". Miałam przyjemność przeczytać, część II i uważam, że jest to interesująca lektura. Podoba mi się nieco schizofreniczny charakter tej powieści, motyw "mieszania się" jawy ze snem, jest bardzo interesujący.

Niejeden filozof rozważał ten temat, zupełnie na poważnie. Dlatego przy okazji tej recenzji, polecam zajrzeć również do źródeł filozoficznych. Skąd wiemy, że sen jest snem, a jawa jawą? A może to sen jest jawą, a jawa snem?

Książka Dominiki Budzińskiej, spodobała mi się. "Niewolników snów" czyta się naprawdę przyjemnie, a język powieści jest dosyć płynny, podobnie jak przeżycia głównej bohaterki. Narracja, skoncentrowana raczej na prostych i konkretnych zdaniach, też dodaje klimatu tej opowieści.

Książkę polecam i zachęcam do wzięcia udziału w moim konkursie, ponieważ nagrodą jest właśnie ta książka.