11 maja 2015

Nie lubię poniedziałku - czyli jak sobie z tym poradzić?! - Sztuka prostoty. Ubogacający minimalizm.

Dla niektórych poniedziałek jest dniem tragicznym, oznaczającym powrót do pracy, czy szkoły. Co jest takiego w tym felernym poniedziałku, że budzi on powszechną niechęć? Przecież człowiek potrafi się przyzwyczaić do chodzenia do pracy, czy szkoły. No właśnie... Być może to właśnie z powtarzającym się nawykiem mamy problem, a nie z poniedziałkiem jako takim? Może niechęć do poniedziałku bierze się z obawy przed nudą, z obawy, że znów tydzień roboczy będzie wyglądał tak samo. Tymczasem, to przecież właśnie od nas zależy, jak będzie wyglądał nasz dzień, czy tydzień. 

Niektórzy twierdzą, że "Jaki poniedziałek, taki cały tydzień", oczywiście to zależy od tego, kto w jakie zabobony wierzy. Ja obstaję przy przekonaniu, że wszystko zależy od naszego nastawienia, a nie od zdarzeń mających miejsce w naszym życiu. Przy czym, nie mam na myśli życzeniowego projektowania sobie dnia, ale raczej nastawienie zdroworozsądkowe. Nigdy nie jest tak, że to sytuacja wyprowadza nas z równowagi. To my decydujemy o tym jaki mamy nastrój. Jeżeli jakaś sytuacja wyprowadza nas z równowagi, to dzieje się to zawsze za naszym przyzwoleniem. 

Ale błędem jest też druga skrajność, która polega na życzeniowym myśleniu w stylu "co będę myślał, to się wydarzy". Błagam... Kolejny zabobon i to, o dziwo, bardzo w dzisiejszych czasach popularny, w końcu na nim oparty jest "Sekret" Rhondy Byrne. Kolejny zabobon, w który ktoś uwierzy, a po pierwszej cięższej sytuacji, załamie się dwa razy bardziej.

Najlepsza jest według mnie droga środka, bardzo zdroworozsądkowa, proponowana przez Lao Tse w "Wielkiej księdze Tao" (polecam! świetna książka!), droga wyrażająca się w słowach: Cokolwiek dobrego czy złego się w moim życiu wydarzy, nie zawsze tak będzie. Człowiek, który w swoim codziennym życiu nie zapomina o tym, że wszystko przemija, jest w stanie bardziej cieszyć się tym, co go spotyka i wyciągać nauki z wydarzeń bieżących. 

Seria postów "Nie lubię poniedziałku", które będą publikowane regularnie, jest o tym, jak umilić sobie ten dzień. Oczywiście, każdy taki poniedziałek będzie się zaczynał dobrą książką, więc i tym razem zacznijmy od książki...

Sztuka prostoty. Ubogacający minimalizm. 
Treści zawarte w wydanej siedem lat temu "Sztuce prostoty" wciąż są aktualne i warte, by się z nimi zapoznać. Zasada "mniej znaczy więcej" sprawdza się w codziennym życiu.
Są takie osoby, które mają w zwyczaju zbierać wszystko, bo przecież "może kiedyś się przyda". Taka postawa, jest poniekąd dobra, bo po co pozbywać się czegoś, co jest użyteczne. Jednak, doprowadzona do skrajności powoduje, że ludzie, zbierają wszystko, co tylko wpadnie im w ręce i zagracają swoje najbliższe otoczenie. Potrafią wmówić sobie, że rzecz, która naprawdę do niczego się nie nadaje, może się jeszcze przydać. Są takie domy, w których zdaje się panować zasada "im większy dom, tym więcej gratów". No dobrze... ale jakie to ma przełożenie, na życie codzienne i  na poniedziałki. 

Myślę, że ma. Kiedyś z uporem maniaka twierdziłabym, że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia (łatwo się domyślić, że było to w okresie bałaganiarskim), ale doświadczenie pokazuje, że im więcej gratów, im więcej rzeczy nieużytecznych, tym nasza uwaga jest bardziej rozproszona i nie możemy skupić się na sprawach naprawdę ważnych.
Zbytek, o czym pisał także Rousseau (nie byłabym sobą, gdybym o nim nie wspomniała), generuje sztuczne problemy, a tym samym nie pozwala nam zająć się tymi prawdziwymi. Może warto zacząć poniedziałek od wyrzucenia przynajmniej jednej rzeczy, która jest nieprzydatna, nieużyteczna? Oczywiście, wszystko w granicach zdrowego rozsądku, pozbycie się wszystkich rzeczy byłoby takim samym szaleństwem, jak ich maniakalne zbieranie. Warto jednak, nie porzucać refleksji i korzystać z niej w każdej dziedzinie życia, nawet tak banalnej, jaką jest porządkowanie swojego codziennego otoczenia.

Poniedziałki kojarzą się często z obowiązkiem, szkołą, czy pracą, dlatego bywają dla niektórych ludzi uciążliwe. Ale dlaczego właściwie obowiązek kojarzyć ma się z czymś negatywnym? Jeżeli człowiek widzi cel, w tym, co robi, nie ma takich skojarzeń.

Jeżeli szkoła, czy praca, są dla mnie nudne, to kolejny krok jaki muszę zrobić, to zastanowić się, jak uczynić je interesującymi dla siebie. Nie chodzi tu wcale o sztuczne, fantazyjne improwizacje, ale o to, aby zastanowić się nad tym, co mnie faktycznie interesuje, co ta szkoła, czy praca może mi dać, czego mogę się nauczyć, co daje mi poczucie satysfakcji, co mnie rozwija itd. Z reguły szkoła zniechęca do nauki, ale nie zmienia to przecież faktu, że "czego się nauczysz, to twoje", podobnie rzecz ma się z pracą. Człowiek nabywa różnych doświadczeń, a z każdego z nich, jest w stanie zrobić dla siebie użytek, jeżeli znajdzie chwilę na refleksję i kreatywność.

Poza tym, każdy nawyk można odrobinę zmienić nie zniekształcając jego treści, wystarczy być elastycznym. W ostatnim czasie, panuje moda na planowanie, ale tak naprawdę, planowanie wyklucza spontaniczność, więc należy planować tylko to, co rzeczywiście wymaga planowania. W przeciwnym razie, bardzo łatwo o obsesję.

Warto codziennie uczyć się czegoś nowego, w szkole, w pracy, czy nawet na spacerze. Człowiek, który swoją uwagę skupia na poznawaniu nowych rzeczy, nie jest narażony na nudę. A prawdziwa nauka, nie polega na bezrefleksyjnym przyswajaniu sobie rozmaitych treści i nawyków, choć niektórzy bardzo chętnie promują taki ogłupiający model. Warto czytać książki, wyciągać z nich wnioski, wybierać wartościowe książki, niewartościowych się pozbywać. Zamiast się denerwować, warto się zastanowić, co można od siebie zrobić, aby nie dokładać sobie powodów do nerwów, i zadać sobie pytanie "Dlaczego to ma mnie denerwować?". A poniedziałek, okaże się nie taki straszny, jak go malują ... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.