6 czerwca 2015

Bóg wie, że wyglądu się nie wybiera - Carl Koch, Joyce Heil


Tytuł tej książki jest bardzo osobliwy. Na początku coś się we mnie zagotowało i pomyślałam "jak to nie?". Potem jednak, dokonałam głębszej refleksji i stwierdziłam, że rzeczywiście tak jest, wyglądu się nie wybiera, wybiera się tylko rozmaite maski, które się przybiera na co dzień. Tylko po co nam maski?

No właśnie, po głębszej refleksji okazuje się, że "po nic", a jednak mimo tego, wielu ludzi poświęca wiele wysiłków na to, aby upodobnić się do kogoś innego. Tymczasem, naprawdę warto skoncentrować się na tym, aby realizować w życiu jak najlepszą wersję siebie. 

Miałam kiedyś taką koleżankę, która tak bardzo wyspecjalizowała się w zakładaniu masek, że nikt ze znajomych nie potrafił powiedzieć, jak ona naprawdę wygląda. Zazwyczaj nakładała na twarz bardzo grubą warstwę makijażu. Myślę, że gdyby przeszła dziś obok mnie na ulicy, bez tego mocnego makijażu, który codziennie nosiła na twarzy, nie byłabym w stanie jej rozpoznać. 

Dla niektórych, jej postawa była obiektem drwin i żartów, ale człowiek, który tak bardzo koncentruje się na zasłonięciu swojej twarzy, przybraniu maski, musi mieć poważny problem z samoakceptacją, nawet jeżeli sobie tego nie uświadamia. Pamiętam, ją jako osobę wrażliwą, która miała wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, jeśli tylko ktoś zechciał posłuchać. Zawsze była niezwykle sympatyczna i życzliwa w kontaktach z innymi, trudno powiedzieć, dlaczego tak wielką wagę przywiązywała do tej maski, która na dodatek, bardzo ją postarzała.

Ja natomiast byłam jej kompletnym przeciwieństwem. Zwykle nie przywiązywałam przesadnej wagi do makijażu, nawet teraz bardzo często chodzę bez niego, ponieważ najbardziej na świecie cenię sobie wygodę i wprost uwielbiam, czuć na swojej twarzy deszcz i nie myśleć o tym, że "coś mi się zaraz rozmaże".

Kiedy szłyśmy razem.... Moja koleżanka zdawała się być dużo starsza ode mnie, podczas gdy tak naprawdę, to ja byłam starsza od niej o cztery lata. O czym to świadczy? Przede wszystkim o tym, że młode dziewczyny bywają łatwowierne i wydaje im się, że upodobnienie się do jakiejś gwiazdy filmowej, czy telewizyjnej jest najlepszym, co może je spotkać. To przykre, bo wzorce jakie stawiają przed sobą, są zwykle bardzo wyidealizowane, dlatego, że postacie znane ze szklanego ekranu, zazwyczaj mają za sobą wiele operacji plastycznych (o ich szkodliwych skutkach wciąż za mało dzisiaj się mówi).

Za mało myślimy o tym jacy fizycznie jesteśmy, a zbyt wiele o tym, jacy powinniśmy być. Wydawałoby się, że zamiast pisać recenzję książki opisałam jakąś własną historię, tymczasem, o tym właśnie jest ta książka. Składa się z wielu historii różnych ludzi, których ukształtowały różne przeżycia, a którzy z jakichś powodów mieli problem z zaakceptowaniem siebie. Piszą o tym, jak cudowny był dla nich moment samoakceptacji i jak wiele rzeczy w ich życiu, zmieniło się na lepsze.

Nie jest to kolejny poradnik w stylu "schudnij z nami w 10 minut", ale książka, która dociera do źródeł. Jeżeli zapoznanie się z nią, stanie się dla kogoś pierwszym krokiem do samoakceptacji, to naprawdę warto ja przeczytać i poddać się chwili refleksji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.