26 lipca 2015

P. Stamer-Brandt: Gry i zabawy rozładowujące złość


Mam poważne wątpliwości co do pozytywnej oceny tej książki. Kilka zabaw świetnie nadaje się do przeprowadzenia z dziećmi, ale są  i takie, które są  według mnie etycznie podejrzane.

Taką etycznie podejrzaną zabawą jest rzekomo rozładowująca złość walka między dziećmi na gąbkowe miecze. Jest to moim zdaniem okropny pomysł  na zabawę,  który choć z pozoru może wydawać się błahy, w istocie oswaja dzieci z agresją. Zabawa taka wszczęta w momencie złości jest pokazywaniem dziecku, jak ma uwalniać swoją  agresję.

W takiej metodzie nie ma nic konstruktywnego, ani nic co kierowałoby agresję w twórczą stronę. Ważny jest również fakt, że tego typu zabawa nie prowokuje dzieci do dialogu, ani do komunikowania swoich uczuć, ale do reagowania na poczucie złości w możliwie najbardziej prymitywny sposób.

Walka na gąbkowe miecze może mieć pozytywny charakter, który  nie jest agresjotwórczy jeżeli nie została podjęta w reakcji na złość. Warto zwrócić uwagę na kontekst, który w tego typu zabawach jest bardzo istotny. Autorka książki momentami o tym zapomina, przez co sprawia wrażenie osoby,  która nie powinna dawać recept na rozładowywanie złości.
Jest to mankament bardzo poważny, który nie pozwala mi na pozytywną ocenę tej książki.

24 lipca 2015

C. Watson: Milczenie chłopców



Jest to kolejna książka Casey Watson. Autorki, która regularnie opisuje historie swoich podopiecznych. Tym razem Casey bierze pod swoje skrzydła dziewięcioletniego chłopca, który cierpi na autyzm. Georgie od urodzenia mieszkał w domu dziecka. Jednakże dom ten ma zostać zamknięty. Wrażliwa Casey nie może przejść obok tego obojętnie i bierze chłopca pod swoją opiekę. 

Dobre serce Casey, jak w większości opisywanych przez nią historii, zdobywa przewagę nad wszelkimi wątpliwościami i możliwymi kłopotami.

I tym razem, Casey czeka bardzo trudne wyzwanie, które związane jest nie tyle z chorobą Georgiego, ile raczej z innym dziewięciolatkiem, który również znalazł się w domu Watsonów. Mały Jenson okazuje się być chłopcem bardzo agresywnym, prześladuje Georgiego, jest wobec niego okrutny. Georgie bardzo źle to znosi, a każdy przeżywany stres tylko potęguje jego chorobę. Casey zaczyna tracić nadzieję, na to, że poradzi sobie w tak trudnej sytuacji. 

To bardzo trudna historia, wszystkie dzieci, które w swym dzieciństwie doświadczyły ogromnego cierpienia, są z jednej strony dorosłe przez bagaż doświadczeń jaki je dotknął, a z drugiej nadal są dziećmi, które na swój sposób starają się zrozumieć to, co im się przydarzyło. Nie mają emocjonalności człowieka dorosłego, ani tym bardziej umysłu człowieka dorosłego. Są ograniczone przez swój wiek i kruchość, często tworzą silną barierę między sobą, a światem zewnętrznym.

Czy Casey uda się przełamać tę barierę? Czytelnik dowie się tego tylko sięgając po tę lekturę. 

22 lipca 2015

autor nieznany, przekł. S. F. Michalski: Hymny Rigwedy


O istnieniu "Hymnów Rigwedy" dowiedziałam się przypadkiem. Dwa wersy jednego z hymnów niezwykle mnie zaciekawiły i postanowiłam uciec się do źródeł, aby zapoznać się z nimi głębiej.

Niestety nie zachowały się wszystkie hymny spośród "Hymnów Rigwedy". "Niestety", ponieważ zbiór, który szczęśliwie się uchował, bardzo mnie zainteresował i chętnie sięgnęłabym po więcej. 

Ten zbiór stanowi nie tylko ciekawą propozycję literacką, religioznawczą, ale również filozoficzną, co najgłębiej wyraża hymn 129. o tytule "Początek rzeczy".

Jest to lektura warta uwagi, choćby dlatego, że Rigweda to najstarsze, znane cywilizacji zachodniej hymny. To również księga kapłańska, która najprawdopodobniej służyła celom liturgicznym. Większość zachowanych hymnów to hymny do bóstw, aczkolwiek hymn 129. "Początek rzeczy" jest raczej zachętą do rozmyślań nad światem i jego naturą, niż utworem skierowanym do bóstw. 

"Hymny Rigwedy" to zbiór interesujący i skłaniający do wielu rozmyślań. Z całą pewnością warto się z nim zapoznać. Choć jest to lektura krótka, na pewno jest ona warta uwagi.

20 lipca 2015

Ch. Guillebeau: Niskobudżetowy startup. Zyskowny biznes i życie bez frustracji.


Zawsze ciekawa jestem książek, które obiecują więcej niż są w stanie zapewnić. Autorzy takich książek zazwyczaj korzystają z bardzo banalnych recept na sukces, które każdy może tak naprawdę znaleźć wewnątrz siebie. Jedyne, co tak naprawdę wystarczy zrobić, to być zaangażowanym i pracować ciężko, oraz nieustannie uczyć się na błędach. 

Niezwykłe powodzenie, jakim cieszą się tego typu książki, wynika przede wszystkim z tego, że wielu ludzi oczekuje, iż ktoś wskaże im prostą ścieżkę do sukcesu. Dlatego już w tytule autor składa obietnicę życia bez frustracji, która jest przecież bardzo łatwym chwytem marketingowym, na który nabierze się niejeden poszukiwacz sposobu na to "jak zarobić, by się nie narobić".

Cóż... książkę czyta się całkiem... interesująco. Jednakże temat jest moim zdaniem przegadany. Uważam, że z 350 stron, spokojnie dałoby się zrobić 50 bez żadnej szkody na treści. Za dużo w niej jest opowiastek inspiracyjnych, które tłumaczą te same zalecenia po 150 razy. Całą książkę można by było streścić jeszcze bardziej, jeśli włączyć w nią filozofię. Treści przedstawione w książce są mieszaniną metody geometrycznej Kartezjusza, postawy życiowej stoików i poglądu na kapitalizm reprezentowanego przez Karola Marksa. Wystarczyłoby opisać problem na kilka stron maszynopisu i dodać kilka wykresów.

Książka nie jest zła, ale uważam, że historyjek inspiracyjnych jest zdecydowanie za dużo. Ileż można się inspirować, tym, co ktoś inny osiągnął? Bywa, że kończy się tylko na inspiracji, bo na własne działanie brakuje sił. Dlatego lepiej tego typu książki czytać z... przymrużeniem oka.

14 lipca 2015

N. Postman: Zabawić się na śmierć


Neil Postman w książce Zabawić się na śmierć przedstawia zagrożenia płynące z pojmowania telewizji jako jedynego źródła przepływu informacji. 
Choć książka została po raz pierwszy wydana w 1985 roku, warto przyjrzeć się problemom, które porusza autor, ponieważ są one do dziś aktualne.

Warto zwrócić uwagę na zagrożenia, jakie niesie za sobą medium telewizyjne, które zaciera granice pomiędzy tym, co poważne, a tym co rozrywkowe.
Postman porusza także kwestię traktowania telewizji jako jednego z możliwych źródeł edukacji. Jest to problematyczną sprawą, ponieważ jak zauważa Neil Postman, informacje przekazywane w telewizji nie tylko nie są odpowiednio filtrowane, wybierane, ale również oswajają dzieci i młodzież z tym, że "wiedzy" można nabywać szybko i w atmosferze zabawy. Telewizja prezentuje proces zdobywania wiedzy jako łatwy i przyjemny, a każdy doświadczony naukowiec wie, że nie jest to do końca prawda. Praca naukowa, czasami ani nie jest łatwa, ani przyjemna, wymaga wiele wysiłku i nie sprowadza się jedynie do przyswojenia jak największej partii informacji, ale również do samodzielnego przetwarzania tych informacji.

Tymczasem, jak argumentuje Postman, telewizja przyzwyczaja do czegoś zupełnie innego. Wprowadza nową definicję wiedzy, która z prawdziwą wiedzą nie ma nic wspólnego. Telewizyjne ujęcie wiedzy sprowadza się do znajomości pozakontekstualnych faktów, często niezwiązanych ze sobą, oddzielanych przerywnikiem "No a teraz...". Tak rozumiana wiedza nie zachęca do przeprowadzania jakichkolwiek operacji umysłowych, poza przyswajaniem tego, co jest podane na tacy. A tym samym, kształtuje bierność i ogłupiającą rozrywkowość.

Warto przeczytać tę książkę i podjąć refleksję nad telewizją, która w niektórych domach jest obecna od rana do nocy.

13 lipca 2015

o. S. Jaromi OFMConv, M. Olszewski: ECO-BOOK o EKO-BOGU



Przeczytałam tę książkę dość szybko, ale podczas lektury nie miałam wrażenia uczestniczenia w czymś ważnym. Osoba, która przeprowadzała ten wywiad, zadawała częstokroć pytania, które w moim odczuciu, nie są ani ważne, ani godne uwagi. 

Bardzo lubię książki od wydawnictwa Salwator, ale tym razem nie mogę powiedzieć, że nie był to czas stracony. Rozmowa była interesująca tylko momentami. Odniosłam nawet wrażenie, że wiele tematów zostało poruszonych zupełnie "na siłę". 

Rzeczywiście był to jakiś wywiad, na tematy całkiem interesujące, ale wiele traci na tym, że brakuje mu ciągłości i płynnego przechodzenia między tematami rozmowy. 

Odpowiedzi na postawione pytania są merytorycznie interesujące, ale ten zdarzający się brak ciągłości w pytaniach, bywa irytujący, a tym samym, nie pozwala skupić się na treści.

9 lipca 2015

Piękne ogrody. Antystresowe kreatywne kolorowanie dla dorosłych od wydawnictwa Amber

Byłam bardzo zdziwiona gdy dotarły do mnie pierwsze głosy na temat kolorowanek dla dorosłych, które od kolorowanek dla dzieci, różnią się masą skomplikowanych, małych elementów do kolorowania. Cóż... rzeczywiście w księgarniach pojawiło się w ostatnim czasie dosyć dużo tego typu zbiorów.
Zastanawiam się tylko, na ile jest to tzw. "antystresownik", a na ile "ogłupiacz".

Kolorowanie być może jest zajęciem przyjemnym, ale jakoś trudno mi je sobie wyobrazić w innych warunkach niż podczas rozmowy telefonicznej. Uważam, że lepiej jest poświęcić się innym zajęciom, bardziej twórczym niż zamalowywanie jakichś gotowych wzorów.

Zastanawiam się, czy nie jest to "ogłupiacz", ponieważ tego typu bezrefleksyjne zajęcia są wciągające i mogą w jakiś sposób zajmować czas, który można by było przeznaczyć na coś pożytecznego. 

Mam mieszane uczucia co do tych kolorowanek, ale rzeczywiście zawierają one piękne wzory, które można potraktować również jako szablony do witraży. To zastosowanie wydaje mi się ciekawsze i bardziej godne uwagi.

1 lipca 2015

L. Bardijewska: Baśnie polskie. Bazyliszek.


Tym razem, Liliana Bardijewska zabiera młodych czytelników na baśniową wycieczkę po Krakowie i Warszawie. W krótkiej bajeczce na dobranoc, zostaje opowiedziana historia czarodzieja, alchemika, który nauczył się wytwarzać złoto.

Czarodziej wzbogacił się tak bardzo, że zaczął przyciągać uwagę mieszkańców miasta. W obawie przed złodziejami, postanowił zabezpieczyć swój złoty skarb. Okazało się, że nie jest to łatwe zadanie i potrzeba naprawdę wyjątkowego strażnika. Ani kot, ani kruk nie byli w stanie pomóc czarodziejowi. Z pomocą przyszedł mu dopiero kogut. Strażnikiem skarbu czarodzieja został Bazyliszek. 

Dlaczego mimo posiadania tak przerażającego strażnika, czarownik musiał przeprowadzić się z Krakowa do Warszawy? Jakie były poczynania Bazyliszka? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć zaczytując się w lekturze, albo zasłuchując w słuchowisku ;) 

Książka nadaje się do czytania na dobranoc, albo przed rodzinną podróżą do Warszawy lub Krakowa, aby w ten sposób zaciekawić dzieci baśniową historią tych miast i zachęcić do ich poznawania.