30 września 2015

Tessa Dare: Dama o północy tom 1. i tom 2.


Długo się zastanawiałam jak rozpocząć tego posta. Zawsze kiedy muszę coś skrytykować, wolę pomyśleć kilka razy, przespać się z problemem i dopiero potem zabrać się do pisania. Dzisiejsza socialmediowa rzeczywistość wymaga szybkich komunikatów i przez to bywają one nieprzemyślane. Nie chciałabym jednak włączać się do tej machiny myśli nieprzemyślanych, dlatego uważam, że w niektórych przypadkach zasada "co masz zrobić dziś, zrób jutro" jest wskazana i rozsądna, o ile nie jest kierowana lenistwem. Jest to także jedno z mądrościowych zaleceń filozofa, Józefa Marii Bocheńskiego.

Przyznam szczerze, że "Dama o północy" nie jest książką wysokich lotów. Nie tylko ze względu na literackie ubóstwo tej historii, ale również przez wzgląd na wizję kobiecości prezentowaną w tej książce. Jest to aż dziwne, że tak antykobiecą książkę napisała kobieta. Historia przez nią napisana godzi przecież w nią samą.

W pierwszym rozdziale czytelnik poznaje Katie, dziewczynę niewiadomego pochodzenia, która pracuje ucząc śpiewu i dając lekcje  gry na fortepianie. Bohaterka jest bezpośrednia, bezproblemowa, ale też... moim zdaniem strasznie naiwna i głupiutka. Nie chciałabym, aby młode kobiety dawały się uwodzić takim historiom, bo literatura, którą czytamy też w jakiś sposób kształtuje nas, naszą wizję świata i wpływa na nasze zachowanie. Dlatego warto otaczać się wartościową literaturą, w aktywnym czytaniu nie chodzi o ilość, ale o jakość.

Katie poznaje kaprala Thorne'a, z którym łączą ją głównie złośliwości, które potem ewoluują w coś zupełnie innego. Jest to motyw banalny i (niestety) charakterystyczny dla współczesnych powieści dla młodzieży. Zachowanie głównej bohaterki jest totalnie żenujące. Katie nie tylko płaszczy się przed nowo poznanym mężczyzną, ale wręcz wydaje się, że jej "ja" zanika przy każdym spotkaniu z tym człowiekiem. Trudno powiedzieć, żeby bohaterka miała jakiekolwiek zainteresowania, trudno też powiedzieć, żeby żywiła do siebie samej jakikolwiek szacunek. Wątek poszukiwania przez nią rodziny, jest tak naprawdę wątkiem pobocznym tej opowieści.

Szorstki i emocjonalnie zamknięty kapral Thorne, nie ma nic wspólnego ze znamym z "Wichrowych wzgórz" Heathcliffem, wbrew pozorom jest to bohater bardzo nieskomplikowany, a jego złożoność psychologiczna to tylko gra złudzeń.  W efekcie, książka nie tylko propaguje przykrą wizję kobiecości, ale także przykrą wizję męskości i do granic możliwości spłyca relacje damsko-męskie.

Niektóre zwroty użyte w książce pozostawiają naprawdę wiele do życzenia. Niejednokrotnie wywołały we mnie śmiech, w chwilach, kiedy miały nadawać powagi. 

Nie mogę powiedzieć, żeby była to lektura godna zainteresowania. Jestem pod wrażeniem, że do tak słabej opowieści udało się dopisać jeszcze drugą część. Nie chce mi się wierzyć, że kobiety chętnie i dobrowolnie czytają takie powiastki, a przecież się to zdarza. Ciekawa jestem z czego to wynika, i dlaczego pozwalamy się w ten sposób traktować, dając się wodzić za nos takiej "literaturze".

27 września 2015

Terry Eagleton: Zło


Jestem pod wrażeniem tego, jak długo czytałam tę książkę. Przypomniało mi to o całkiem niedawnej rozmowie z koleżankami, podczas której zastanawiałyśmy się nad sensem szybkiego czytania. Wspólnie doszłyśmy do wniosku, że choć umiejętność szybkiego czytania może być przydatna w określonych sytuacjach, to jednak bardzo przyjemnie jest czytać powoli. Stąd, moje długie czytanie Terry'ego Eagletona wcale nie wskazuje na znudzenie materiałem. Wręcz przeciwnie, jest to bardzo ciekawa książka, której warto poświęcić więcej czasu aby się nad nią trochę pozastanawiać.

Terry Eagleton to brytyjski filozof, neomarksista (zasłyszałam kiedyś taką opinię, że wszystko, co ma przedrostek "neo" jest trudno zdefiniować, i jest w tym chyba dużo prawdy) i teoretyk kultury. W swojej książce Eagleton opowiada się za realnością zła. Przeprowadza analizę rozmaitych bohaterów literackich, łącząc ją ze swoją wiedzą z zakresu teologii i psychoanalizy. Autor przede wszystkim obserwuje sytuacje, ludzi, ich czyny, konteksty tych czynów. Rozważa też szczególną sytuację jaką jest czynienie zła dla samego czynienia zła, bez racjonalnego wyjaśnienia. Pytania, które stawia Terry Eagleton w swoim eseju to: Czy zło jest rodzajem nicości? Dlaczego jest ono tak atrakcyjne i uwodzicielskie? Czy naprawdę możliwe jest, ażeby ludzie znajdowali przyjemność w destrukcji i czynieniu zła bez żadnego powodu?

Choć autor zdaje się bronić katolickiej wizji dobra i zła, nie jest to takie oczywiste. Sama nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jego rozumienie dobra i zła zbliża się raczej do wizji taoistycznej. Jednak, trudno powiedzieć, być może moje własne wrażenia wynikają z jakiejś niewiedzy, albo z niezrozumienia niektórych kwestii.

Pewnym jest, że Terry Eagleton to autor, którego trudno jednoznacznie określić, któremu trudno nadać jedną etykietę. Właśnie takich trudnych do określenia filozofów lubię najbardziej, bo też zwykle mają najwięcej ciekawych rzeczy do powiedzenia.

"Zło" to esej bardzo intrygujący, który nie tylko wywołał w moim mózgu burzę myśli, ale również zachęcił do sięgnięcia do kilku dzieł literackich, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Zapisałam sobie kilka pytań i myśli, które pojawiły się podczas tej lektury. Narodził się we mnie również zamiar sięgnięcia po inne książki tego autora.

26 września 2015

25 września 2015: Nawiązanie współpracy z grupą wydawniczą Znak literanova


Dnia 25 września 2015 r. nawiązałam współpracę z grupą wydaniczą Znak Literanova. Jest to okazją, aby znów poszerzyć swoją listę "do przeczytania" o nowe pozycje.

Dzięki tej współpracy, będę mogła przeczytać i zrecenzować następujące pozycje. Z niecierpliwością czekam na paczkę, w której znajdą się następujące tytuły:

21 września 2015: Nawiązanie współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc


Dnia 21.09.2015 nawiązałam współpracę z Oficyną Literacką Noir sur Blanc. Bardzo się cieszę, ponieważ dzięki temu będę miała okazję zapoznać się lepiej z Charlsem Bukowskim. Od dawna myślałam o tym, by zająć się lekturą dzieł tego pisarza.

Na początek jednak, zrecenzuję książkę autora, który  jest mi już znany dość dobrze, i którego bardzo lubię i cenię. Wkrótce na mojej półce znajdzie się: 

22 września 2015

Lifestyle: Z przymrużeniem oka. Typy Filozofów, czyli podsumowanie 10. Polskiego Zjazdu Filozoficznego


Przy okazji tak dużego wydarzenia, jakim był X Polski Zjazd Filozoficzny, w którym biorą udział różni ludzie, z różnych miast, można zaobserwować rozmaite zachowania ludzkie. Niektóre godne pochwały, inne wręcz przeciwnie. Jednakże spojrzenie na nie, jako na pewną całość, z dystansem, trochę z przymrużeniem oka, może na nowo doprowadzić do bardzo starego pytania: Co to znaczy być filozofem?

ZACHOWANIA PANELISTÓW, RECENZENTÓW 

Chodziarz
Taki filozof musi chodzić podczas swojego wystąpienia, ponieważ nogi zdają się być siłą napędową dla jego myśli. Chodziarza dobrze się słucha, ponieważ jest dynamiczny, skupiony i wie co powiedzieć. Czasami chodziarz zaliczy wywrotkę o jakieś nieprzewidziane krzesło, czy inny obiekt, ale profesjonalnym chodziarzom zdarza się to nadzwyczaj rzadko. Dobry chodziarz nie tłumi swoich naturalnych nawyków, a tym samym jest autentyczny.

Chodziarz Zmanierowany
Chodziarz Zmanierowany przechadza się po sali ślimaczym tempem, prezentując nie tylko swoje poglądy, ale również swoją sylwetkę z każdej możliwej strony. Chodziarz Zmanierowany sprawia wrażenie kogoś, kto pomylił salę wykładową z wybiegiem. Chodziarz Zmanierowany cedzi każde słowo, robi duże pauzy miedzy słowami i buduje wokół siebie atmosferę sztucznej wielkości. Atmosfera robi się gęsta, a publiczność masowo wychodzi do toalety i czasami już z niej nie wraca.

Szalony Ideolog
Szalony Ideolog energicznie gestykuluje całym ciałem, i tak pochłonięty jest wygłaszaniem swoich poglądów, że w ogóle nie zwraca uwagi na otoczenie. Niewiele go obchodzi zdanie publiczności, czy zadawane pytania, ponieważ najważniejszym jego pragnieniem jest wypowiedzieć to, co chciał wypowiedzieć. Zawsze jest zadowolony, że zrobił swoje i potrafi pokłócić się z każdym, kto się z nim nie zgadza, albo patrzy na sprawę inaczej.

Narcyz Pasjonat
Narcyz Pasjonat z wielką nabożnością kontempluje moment, w którym moderator dyskusji przedstawia jego osiągnięcia. Narcyz Pasjonat z chęcią słucha o swojej własnej ścieżce akademickiej i rozpływa się w samouwielbieniu, gdy przedstawienie jego osiągnięć zajmuje więcej czasu, niż przygotowane przez niego wystąpienie. Narcyz Pasjonat jest przede wszystkim pasjonatem samego siebie i lubi otaczać się tymi, którzy w sposób niemal służalczy nadmuchują jeszcze bardziej jego ego.

Fanatyk Prezentacji Multimedialnych (FPM)
Typowy FPM to taki, który robi prezentacje multimedialne bez opamiętania, a równocześnie nie potrafi zrobić ich w sposób czytelny i przejrzysty. Typowy błąd popełniany przez FPM to umieszczanie w prezentacji multimedialnej wszystkiego, co ma on do powiedzenia. Ostatecznie, publiczność jest znudzona, a FPM zdaje się tego nie dostrzegać i przy kolejnej okazji popełnia ten sam błąd.
Kartkoholik
Kartkoholik nie utrzymuje żadnego kontaktu z publicznością, wychodzi na środek i czyta. Po kilku minutach, czy kilkunastu... dalej czyta. Tak mija całe wystąpienie, które ni mniej, ni więcej, jest tylko pokazem czytania na głos. 

Poludzku
Poludzku wygłasza swoje poglądy z dużym dystansem i odczuwalnym, dla publiczności, luzem. Jest silnie zaangażowany w to, co robi. Nie można go nazwać ignorantem, ale też nie można go nazwać fanatykiem. Poludzku stąpa twardo po ziemi, nie sili się na sztuczne pompowanie ego, po prostu robi to, czym się interesuje, nie zapominając o tym, że wokół niego jest świat, którego być może, nie interesuje to wcale. Poludzku ma poczucie humoru, co często ujawnia się w sposobie wygłaszania przez niego poglądów. Poludzku nie ukrywa swoich wad, ale też ich nie demonizuje. Jest autentyczny i nie szuka sztucznych środków wyrazu swoich myśli. Poludzku filozofuje po ludzku.
Filozof Celebryta
To taki, który nie zaszczycił zjazdu swoją obecnością. Bardzo mnie to zdziwiło, ale chyba nie zaskoczyło. Czyż tak aktywny medialnie filozof, nie jest już filozofem, a jedynie celebrytą? Jego nieobecność na tak ważnym wydarzeniu może i powinna zastanawiać.

ZACHOWANIA PUBLICZNOŚCI

Sobiesam 
Wśród zadających pytania jak zawsze zdarzył się niejeden Sobiesam. (MZ: Jest to pomysł częściowo zapożyczony od Kabaretu Hrabi, nawiązujący do skeczu o różnych rodzajach partnerów do tańca. Tam pojawił się taki Sobiesam, który mnie zainspirował do napisania tego wpisu).

Wśrod filozofów, podobnie jak wśród tancerzy, wyróżnić można także Sobiesamów. Taki Sobiesam, zamiast postawić pytanie w chwili kiedy jest na to przeznaczony czas, zaczyna wygłaszać swoje własne wystąpienie, często zupełnie niezwiązane z tematem debaty. Uciszyć Sobiesama nie jest łatwo. Bywa, że Sobiesam unosi się gniewem i domaga się głosu. Uczelnia zazwyczaj nie dysponuje żadnym uciszaczem, więc jeżeli moderator dyskusji nie jest wystarczająco stanowczy, Sobiesam zamienia dyskusję w przydługi monolog, z którego nikt nic nie jest w stanie wynieść, ponieważ nie ma żadnej dyskusji.

Pojęciownik
Pojęciownicy analizują wystąpienia panelistów, recenzentów, wykładowców, by w porze dyskusji wypomnieć im, że źle używają pojęć. W zamian Pojęciownicy proponują swoje własne pojęcia jako właściwe. Dyskusja w tym czasie oczywiście zamiera. Następnie panelista, czy też wygłaszający referat, zastanawia się co z tym fantem dalej zrobić. Jak nie urazić Pojęciownika, a równocześnie powstrzymać go przed analizowaniem każdego słowa. 

Tobyłkomentarzwłaściwie
Kolejny przypadek to Tobyłkomentarzwłaściwie. Taki filozof zaczyna swoją wypowiedź od sformułowania "Mam takie pytanie...", a następnie przechodzi do wyjaśniania o co by mu chodziło, i jakby on widział te przedstawione wcześniej treści. Tobyłkomentarzwłaściwie to typ raczej spokojny, z którym, w przeciwieństwie do Sobiesama da się wymienić poglądy. Tobyłkomentarzwłaściwie reflektuje się w pewnym momencie, że wyraża swoje poglądy i opinie, zamiast pytać, a przy tym reflektowaniu jest bardzo uprzejmy i skromnie wycofuje się z dalszych monologów. Z takiej wymiany poglądów, być może nie zawsze wynika żarliwa dyskusja, ale można skonfrontować ze sobą dwa odmienne spojrzenia na daną sprawę, i tym samym może to doprowadzić do czegoś nowego.

Panniemaracji
Panniemaracji, to typ, z którym nie ma dyskusji, który przyszedł się powykłócać. Jest podobny do Sobiesama, ale sprytniejszy. Panniemaracji pragnie całkowicie i za wszelką cenę obalić wypowiedź recenzenta, nie próbując nawet zagłębić się w jego wypowiedź. Panniemaracji jest zazwyczaj uparty, zideologizowany i nadąsany.

Będęcikadził
Jest także typ Będęcikadził, który swoją wypowiedź zaczyna od adoracji danego uczestnika dyskusji. Czasami przybiera to formę kultu, w którym po pewnym czasie, obydwie strony kadzą sobie wzajemnie. Tacy kadzielnicy zwykle nie wychodzą poza swoje własne grono, bo i po co, skoro we własnym towarzystwie jest im po prostu przyjemnie. Właściwie niewiele ma to wspólnego z postawą filozoficzną, ani z dyskusją, raczej jest to niezdrowa pożywka dla ego, która w konsekwencji prowadzić może do problemów natury psychicznej. Zdarza się, że kadzielnicy tworzą koła zainteresowań, do których nie dopuszczają ludzi o odmiennych punktach widzenia. Przybijają sobie piątki w swoim gronie i czerpią z tego zadowolenie, jak w zespole piłki nożnej, z tym, że u kadzielników prawie nigdy nie zmienia się skład drużyny.

Filozof Znormalizowany
To taki, któremu zależy na zdobywaniu szeroko pojętej wiedzy. Chce rozumieć, poznawać, słuchać, zadawać pytania i przetwarzać, analizować. To ktoś, kto nie wypowiada swych poglądów z pewnością godną ideologa, ale raczej z dystansem i opanowaniem, a czasem z poczuciem humoru. To ktoś, kto ciągle szuka i próbuje jakoś ten świat rozumieć po swojemu, ale równocześnie zachowuje dystans, pomiędzy swoimi poglądami, przekonaniami, a tym, jak świat widzą inni, oraz tym, jaki świat naprawdę jest (może się przecież okazać, że Filozof Znormalizowany myli się w swojej wizji świata, lecz on ma pełną świadomość tej możliwości). Filozof Znormalizowany, jest zdrowo niepewny. Ma własne przekonania, pomysły, czy idee, ale wie, że nie wie. Tak, jak Sokrates. Filozof Znormalizowany jest denerwujący, bo trudno usłyszeć od niego jakiś konkret. Jest denerwujący, bo trudno wpasować go w jakąś ramę, czy nadać mu etykietę. I wreszcie, Filozof Znormalizowany z natury jest antysystemowy, ponieważ zawsze myśli samodzielnie. Filozof Znormalizowany zawsze ginie z ręki kadzielników, którzy zazwyczaj sami sobie są bogami:
"Oto zaskarżył pod przysięgą Meletos, syn Meletosa z Pittos, Sokratesa, syna Sofroniska z Alopeków: Zbrodnię popełnia Sokrates, bogów, których państwo uznaje, nie uznając, inne zaś nowe duchy wprowadzając; zbrodnię też popełnia, psując młodzież."
 -- Platon "Obrona Sokratesa"

Dlaczego warto jeździć na zjazdy i konferencje?
A dlaczego nie? 

19 września 2015

Lifestyle: Miejsca. Poznań. - 10. Polski Zjazd Filozoficzny i efekty zwiedzania

Wczoraj byłam tylko na wykładzie głównym i na dyskusji panelowej. Samopoczucie nie pozwoliło mi na więcej. Z drugiej strony, w końcu znalazła się okazja do tego, by pozwiedzać miasto. 
Rankiem byłam na wykładzie profesora Szahaja. Było to całkiem ciekawe doświadczenie, choć przyznaję, że poruszany temat nie leżał w centrum moich zainteresowań. Dlatego też nie mogę za wiele o tym powiedzieć.

Po wykładzie głównym udałam się na zwiedzanie miasta. Przyjrzałam się słynnym koziołkom poznańskim i prawdę mówiąc... Nie bardzo rozumiem czym tu się zachwycać. Jest to przede wszystkim jeden z najważniejszych turystycznych symboli miasta, obok rogalików na świętego Marcina i precli. Jednak, nie robi to na mnie większego wrażenia, niż inne atrakcje tego typu.

Kolejnym "przystankiem" była księgarnia Arsenał, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie. To taka księgarnia z sercem, w której chce się być,  która zachęca do czytania. Bogaty asortyment i niskie ceny, to dodatkowe atuty. Bardzo miło rozmawiało mi się z Panem Księgarzem, który naprawdę dołożył wszelkich możliwych starań aby zdobyć dla mnie nowe wydanie "Marry Poppins", w którym zostały zebrane wszystkie części. Choć książki tym razem zdobyć się nie udało, wymieniliśmy kilka uwag na temat książki i Gdańska. Na pewno miło zapamiętam to spotkanie.

Następnie udałam się do Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza. Obejrzałam wystawę tymczasową ("Warszawa Prusa i Mickiewicza")  oraz ekspozycję stałą (poświęconą Sienkiewiczowi). Najbardziej zachwyciły mnie rzeczy codziennego użytku, które należały do słynnego pisarza. Fotel, w którym siadywał i biurko, przy którym pisał. Oczywiście, zachwyciły mnie również piękne wydania dzieł pisarza. Czas spędzony w tym muzeum,  na pewno nie był czasem straconym.
Przerwę w zwiedzaniu umilił mi przepyszny murzynek z Republiki Róż, bardzo klimatycznej kawiarni na Starym Mieście.

Kolejnym punktem była Fara Poznańska, która zachwyciła mnie swoim majestatycznym, zapierającym dech w piersiach, wnętrzem. Ogromne figury, bogate zdobienia,  a z drugiej strony pewna surowość i silny zapach starego kadzidła.

Pod wieczór wróciłam na wydział prawa, aby kontynuować swój udział w zjeździe. Temat panelu dyskusyjnego brzmiał: "Czy komunikacja społeczna jest obecnie pierwszą filozofią?". Była to bardzo ciekawa wymiana zdań i poglądów, dyskusja była bardzo żywa i dynamiczna. Byłam więc bardzo zadowolona, że starczyło mi zapału, by po zwiedzaniu na nią wrócić.

Aby nie być gołosłowną,  poniżej zamieszczam zdjęcia z mojego zwiedzania. (Będzie ich więcej, z przyczyn technicznych na razie mogę zamieścić tylko tyle).

17 września 2015

Lifestyle : Miejsca. Poznań - 10. Polski Zjazd Filozoficzny dzień trzeci, szybkie spojrzenie na miasto i inspiracje intelektualne

Kolejny dzień zjazdu, przyniósł kolejne przemyślenia. Od rana do wieczora przesiaduję na wystąpieniach i pozwalam sobie na doświadczanie wielu odmiennych wrażeń. Jak się okazuje,  katar, przeziębienie i fizyczne niedyspozycje,  tracą na znaczeniu, kiedy na drugiej szali znajduje się filozofia.

Rano myślałam o tym, aby popołudniu wybrać się na aktywne zwiedzanie miasta. Później,  kiedy miałam zdecydować, co zrobić dalej, znów wygrała filozofia. Debata, której temat brzmiał "Społeczna funkcja filozofii" okazała się wyborem bardzo trafionym. Padło wiele ciekawych uwag i argumentów, nie tylko z ust panelistów,  ale również ze strony słuchaczy. Jeżeli mowa o panelistach,  najbardziej zapadł mi w pamięć profesor Jacek Hołówka. W dniu dzisiejszym mogłam się przekonać, że podzielam większość przedstawionych przez Pana profesora poglądów. Jest mi również bliska taka postawa zdystansowanego, a równocześnie zaangażowanego myśliciela, którą Pan profesor zdaje się reprezentować.

Po wysłuchaniu tej debaty poczułam intelektualne podekscytowanie i inspirację, a także z ogromną siłą uderzyło mnie wrażenie dobrze spędzonego czasu i właściwej decyzji.

Innymi filozoficznymi atrakcjami, w których brałam dzisiaj udział, były sekcja filozofii społeczeństwa i polityki, oraz sekcja hermeneutyczna.  Choć filozofia polityki jest bardzo interesująca, bliższa mojemu sercu jest zdecydowanie hermeneutyka. Duży wpływ na ten stan rzeczy mają moje zainteresowania literackie.
Jedną z ważniejszych myśli tej sekcji, była moim zdaniem, myśl wypowiedziana przez profesora Jacka Godonia. Nie jestem w stanie zacytować słów profesora dokładnie, ale myśl, która mnie zainteresowała, ściśle wiązała się z literaturą. Profesor zwrócił uwagę na pewną infantylność naszych czasów, gdzie "szybciej i więcej" jest gloryfikowane, w przeciwieństwie do "powoli,ale ze zrozumieniem". Podobnie rzecz ma się z czytelnictwem. Dzisiaj brak czasu na zastanowienia, albo na choćby pomyślenie o tym, że warto by było się zastanowić. Profesor zwrócił uwagę na to, co dzieje się w edukacji, że dzieci czy młodzież mogą czytać wiele, ale ilość nie daje się przełożyć na jakość. Najpierw warto zadać sobie pytanie jakie książki warto czytać. Również uważam, że czytanie dla samego czytania jest pozbawione wartości. Generalnie jak się coś robi, dobrze jest się zastanowić czy ma to jakąś wartość, a jeśli tak, to jaką. Warto też pamiętać o tym, że nie każda wydana książka zasługuje na to miano, niestety w naszym świecie bardzo dużo jest czytadeł.

Mimo całodniowego brania udziału w zjeździe udało mi się zrobić dzisiaj kilka zdjęć w biegu. To, co zobaczyłam po drodze można obejrzeć poniżej.

Lifestyle: Miejsca. Poznań. - 10. Polski Zjazd Filozoficzny, urokliwa gastronomia i Skład Kulturalny.


Na samym początku tego posta muszę przeprosić za brzydkie formatowanie. Zazwyczaj się tak dzieje, kiedy publikuję przez inne urządzenie niż komputer. Brak dołączonego zdjęcia wynika stąd, że jeszcze nie zdążyłam go zrobić;)

Od wczoraj uczestniczę w 10 Polskim Zjeździe Filozoficznym. Drugi dzień zjazdu był naprawdę udany, z rana wysłuchałam wykładu profesor Paprzyckiej, a następnie udałam się na sekcję etyki stosowanej. Po południu wybrałam się na podsekcję etyki stosowanej: etykę biznesu. Wieczorem wysłuchałam panelu dyskusyjnego poświęconego coachingowi i doradztwu filozoficznemu. Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo owocny w nowe przemyślenia i inspiracje. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się główna sekcja etyki stosowanej, wygłoszone tam wystąpienia były najbliższe moim zainteresowaniom, a zarazem pobudziły do nowych przemyśleń. 

Dzisiaj również wybieram się na etykę biznesu, oraz na sekcję hermeneutyczną.  Podobno w zjeździe wzięło udział tysiąc osób, ale prawdę mówiąc, przez to, że sekcji i wykładów jest tak wiele, jest to właściwie nieodczuwalne. Wykładyi wystąpienia odbywają się na wydziale prawa, na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Niestety nie miałam jeszcze okazji wybrać się na stare miasto,  ale być może wkrótce się to zmieni.

Urokliwe miejsca gastronomiczne,  które warto odwiedzić w Poznaniu to: Konfitura, U Ciebie czy u mnie?, Tośka -w której,  jak można zobaczyć na ścianie,  posilił się mój ulubiony kabaret, kabaret Hrabi. Każde z tych miejsc ma swój odrębny klimat. Najbardziej spodobał mi się jednak teatralny styl Tośki.

Jeżeli chodzi o miejsca kulturalne, polecam Skład Kulturalny. To bardzo urokliwa księgarnia urządzona w stylu retro, minimalistycznie i z klasą, takie miejsce to raj dla książek i moli książkowych. Gdyby była w moim mieście, na pewno przesiadywałabym tam całymi dniami.

Dzisiaj wybieram się na etykę biznesu oraz na sekcję hermeneutyczną, a co będzie dalej, zobaczymy;)

15 września 2015

Jan Sztaudynger: Zwrotki dla Dorotki


"Zwrotki dla Dorotki" Jana Sztaudyngera to zbiór krótkich wierszowanych opowiastek dla małych dziewczynek. Każda mała dziewczynka, która lubi poznawać świat, odnajdzie w tych opowiastkach siebie.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_SztaudyngerDorotka to niesforna, krótkowłosa dziewczynka, która lubi marzyć i przeżywać nowe przygody, nawet w swoim własnym domu. Najlepszym przyjacielem Dorotki, jest jej dziadek, narrator tych wierszowanych opowiastek.

Książkę przyozdobiły piękne i rozsiewające radosną atmosferę, ilustracje Jony Jung. "Zwrotki dla Dorotki" to książka godna polecenia, która wywoła uśmiech na niejednej dziecięcej buzi.


Hoo... Hoo... Hashtag: #JanSztaudynger #ZwrotkiDlaDorotki #WydawnictwoLiterackie #DlaDzieci #KsiążkiDlaDzieci #wierszyki #ZHumorem #DlaMałychOdkrywców #dlaDzieci #dzieci #dlaDziewczynek

12 września 2015

Jurgen Holtkamp: Co ogłupia nasze dzieci?


Kolejny raz w moje ręce trafiła książka napisana w duchu Neila Postmana. Jurgen Holtkamp, podobnie jak Postman, krytykuje media, ale koncentruje się przede wszystkim na wpływie, jakie wywierają one na najmłodszych odbiorców.

Autor skupił się między innymi na takich zagadnieniach jak: dorastanie w medialnym społeczeństwie, seks i przemoc w mediach, uzależnienia od telefonów komórkowych oraz aktywność na portalach społecznościowych.

Krytyka mediów, przeprowadzona przez Holtkampa w dużej mierze oparta jest o te same prawidła, co krytyka Postmana. Choć autor książki "Co ogłupia nasze dzieci?" oparł się na w miarę aktualnych badaniach empirycznych, jego tezy wydają mi się mniej uniwersalne, niż tezy jego poprzednika.

Podczas lektury, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ksiażka Holtkampa ma przede wszystkim uwrażliwić czytelnika na problem uzależnienia od nowych mediów. Bardziej wnikliwym czytelnikom, polecałabym książki amerykańskiego filozofa, Neila Postmana, albo książkę "Kultura jest ważna" brytyjeskiego filozofa, Rogera Scrutona.

Niemniej jednak warto przeczytać książkę Jurgena Holtkampa, choćby po to, żeby zobaczyć jak zmienił się świat w ciągu ostatnich kilku lat. Pewne spostrzeżenia zawarte w książce, są już dziś nieaktualne, a nowe media bardzo się zmieniły od czasu, kiedy książka została wydana.

 Hoo... Hoo... Hashtag: #społeczne #coOgłupiaNaszeDzieci #JurgenHoltkamp #Salwator #Holtkamp #NoweMedia #uzależnienia #Internet #Komputery #Telefon #wirtualniPrzysjaciele #SecondLife #ZakupyOnline #komunikatory #SieciSpołecznościowe #dzieci #wychowanie #problemy

8 września 2015

Vincent Zabus, Renaud Collin: Miasteczko szeptów


Ilustracje z "Miasteczka szeptów" od razu skojarzyły mi się ze światami znanymi z filmów Tima Burtona. Nawet główna bohaterka książki mogłaby uchodzić za małą Helenę Bohnam Carter. Coś jednak musi tkwić w tym spostrzeżeniu, bo nie ja jedna miałam Burtonowskie skojarzenie. 

Tak czy owak, autorzy przedstawili historię dość osobliwą, będącą połączeniem klasycznych baśni ze znanym musicalem "Footloose". W miasteczku szeptów nie słychać żadnej muzyki, nikt nie tańczy, nikt nie śpiewa, a na twarzach mieszkańców nie widać radości. 

Mała Alicja, nie może pogodzić się z tym stanem rzeczy. Dziewczynka nie chce dłużej żyć w tak smutnym otoczeniu i postanawia je zmienić. Jest to początek nowej przygody, a na jaw wychodzą nowe fakty...

Choć nie podoba mi się narracja w czasie teraźniejszym, uważam, że jest to intrygująca historia z dreszczem, w sam raz dla małych poszukiwaczy przygód. ;) 

7 września 2015

Grzegorz Marynowicz: 101 niezwykłych pomysłów na biznes


Przeczytałam w pewnej książce, niestety nie pamiętam już w jakiej (czytam ich wiele), że dobrze jest zaczynać dzień od czytania publikacji nastrajających kreatywnie i inspirujących do twórczego działania. Rzekomo, człowiek po takim czytaniu nastraja się twórczo na cały dzień. Nie wiem czy to prawda, ale nawet jeśli nie, to kto mi zabroni żyć według tego małego zabobonu. Żadna przeczytana książka nie trafia przecież w próżnię (cóż... przynajmniej mam taką nadzieję ;)). 

"101 niezwykłych pomysłów na biznes" to album prezentujący mniej i bardziej kontrowersyjne pomysły na własną działalność. Spośród wszystkich przedstawionych pomysłów, najbardziej zapadły mi w pamięć butelki, których nakrętki, oprócz tego, że spełniają swoją normalną funkcję, są również klockami pasującymi do zestawów LEGO. Moim zdaniem to bardzo praktyczne i recyclingowe rozwiązanie. Jestem fanką wszelkich projektów DIY opierających się na nadawaniu nowego życia rzeczom, dlatego to rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu.

Pomysłem, który bardzo mnie zdziwił było... sprzedawanie powietrza w puszce. Ciekawskich zapraszam na stronę osiemnastą. Jestem w ciężkim szoku, że ludzie nawet na coś takiego są w stanie marnować pieniądze. Cóż... na ludzkich fanaberiach można zarobić naprawdę wiele.

Porzucając temat powietrza w puszce i przechodząc do oceny samej książki, uważam, że fani Inspektora Gadżeta będą z niej zadowoleni. Ciekawe inspiracje, ciekawe pomysły, a wszystko to wzbogacone fotografiami.

4 września 2015

Juliette Benzoni: Fiora i król Francji


W ciągu ostatnich dni historia Fiory pochłonęła mnie bez reszty. Żałuję tylko, że zaczęłam swoją lekturę od IV tomu. Moje niedopatrzenie. W przyszłości planuję przeczytać trzy wcześniejsze części tej książki, choć nie wiem, czy teraz, znając zakończenie, będę miała w sobie dość zapału. Zobaczymy. 

Bardzo rzadko czytam romanse, zawsze miałam o nich raczej niepochlebne zdanie. Poza tym, nie lubię się rozckliwiać tam, gdzie jest to niepotrzebne i szkoda mi czasu na jakieś takie wydumane "ochy" i "achy". Absolutnym wyjątkiem była dla mnie przeczytana parę lat temu "Uciekinierka z San Benito" Chufo Llorensa, którą przeczytałam z zapartym tchem. Dzisiaj "Fiorę i króla Francji" dołączam do mojej listy wyjątków. 

Wciąż nie jestem miłośniczką romansów, ale bardzo lubię powieści historyczne bogate w opisy scenerii, a nie tylko w dialogi bohaterów. Nic tak nie odpręża, jak "przeniesienie się" od czasu, do czasu w przeszłość, by zdać sobie sprawę, że czasy w jakich żyjemy wcale nie są aż takie złe, jak mogłoby się wydawać.

"Fiora i król Francji" to opowieść o kobiecie, która po wydostaniu się z Rzymu do Florencji, dzieli życie z Lorenzem Medyceuszem. W momencie gdy kobieta postanawia na stałe zamieszkać we Florencji i sprowadzić do niej syna, do Donny Fiory przybywa posłaniec z niezwykłą wiadomością... Od tego momentu życie Fiory się odmienia, a młoda kobieta z dnia na dzień decyduje się na wyjazd i sprawdzenie, czy słowa posłańca okażą się prawdą.

Miłośnicy powieści historycznych znajdą w tej książce coś dla siebie, podobnie jak miłośnicy romansów. Historia Donny Fiory trzyma w napięciu i sprzyja zatopieniu się w lekturze. Dodatkowym atutem są opisy scenerii i stosunków politycznych między bohaterami książki. To świetna lektura na weekend i na wieczór, do poduszki! ;)

Hoo... Hoo... Hashtag: #Juliette #Benzoni #romans #romans #historyczny #romanshistoryczny #Florencja #Rzym #Fiora #i #król #Francji #literatura #kobieca #Bis #Fiora #powieść #historyczna #intryga #LekturaNaWeekend!