28 listopada 2015

A. Juryta, A. Szczepaniak: Kaligrafia wielkich liter dla prawo- i leworęcznych, edukacja wczesnoszkolna 6 - 9 lat.


Na początku książki umieszczono legendę objaśniającą symbole ułatwiające poruszanie się po książce. Każde miejsce w tej niewielkiej książeczce zostało mądrze zagospodarowane. Autorki każdą stronę publikacji poświęciły na ćwiczenia kaligraficzne.

Dzięki tej książce dziecko będzie wprawiać się w sprawnym pisaniu, oraz nauczy się ładnego pisania liter i wzorów. Choć,  jak napisały autorki książki we wstępie, kaligrafia jako przedmiot szkolny zanikała i pojawiała się ponowne, warto ćwiczyć umiejętność pięknego pisania, która w dobie komputerów powoli odchodzi w zapomnienie.
Polecam! ;) 

24 listopada 2015

Siedmioróg: Ortografek, ćwiczenia ortograficzne w klasie I

http://siedmiorog.pl/ortografek-cwiczenia-ortograficzne-w-klasie-i.html

Każdy pierwszoklasista korzystający z tych ćwiczeń, zostanie przeprowadzony przez treść książki z pomocą przewodników: Jacka, Agatki oraz mola książkowego.

  • Pozna samogłoski i spółgłoski
  • Nauczy się dzielić wyrazy na sylaby
  • Pozna podstawowe zasady pisowni wyrazów
  • Poznań najważniejsze reguły ortograficzne
  • Poszerzy swój zakres słownictwa

Ciekawym elementem książki są "ściągi", czyli wskazówki, które pomogą dziecku w rozwiązywaniu ćwiczeń.

Niezależnie od wymogów szkolnych, warto dodać tą książeczkę do dziecięcej biblioteczki. Im więcej materiałów do nauki tym lepiej. Każdy sposób na poszerzanie wiedzy, oraz kształcenie nowych umiejętności jest bardzo cenny i może tylko wyjść dziecku na dobre. Jeśli chodzi o kwestie finansowe to uważam, że cena tego podręcznika jest bardzo przystępna.


22 listopada 2015

J. Krzyżanek: Dobre maniery Cecylki Knedelek, czyli o tym, że wypada wiedzieć, co wypada



"Dobre maniery Cecylki Knedelek" to świetna pozycja dla maluchów i rodziców, którzy chcą swoim pociechom przekazać zasady dobrego wychowania. Niewątpliwą zaletą tej książki jest to, że jest napisana "z przymrużeniem oka". Dobre maniery zostały przedstawione przez autorkę w sposób humorystyczny i zarazem zapadający w pamięć.

To, co wydaje mi się istotne, to fakt, że autorka nie tylko odpowiada na pytanie "co wypada?" ale również "dlaczego tak właśnie wypada?". Luźna forma książki  (mam tu na myśli przede wszystkim zabawne ilustracje), przykuje uwagę niejednego młodego czytelnika.

 Na pewno warto zwracać uwagę na dobre maniery, jeśli ta książka może się okazać jakąś pomocą dydaktyczną w kształtowaniu dobrych nawyków, to na pewno warto mieć ją na półce.

19 listopada 2015

A. Lang: Klucze


Byłam bardzo ciekawa tej książki przez wzgląd na dość dobre recenzje i jakieś takie ogólne zainteresowanie tą lekturą w środowisku książkowo-recenzyjnym. Po przeczytaniu książki nie do końca wiem co o niej myśleć. Postanowiłam poszukać inspiracji do napisania tego posta, jakiejś myśli, której być może ja nie zauważyłam, a ktoś inny tak. Zdecydowałam się zajrzeć na blogi recenzenckie i zobaczyć, co ludzie piszą na temat tej lektury. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszyscy tak naprawdę piszą o tym samym, a to bynajmniej nie nastręcza nowych przemyśleń, czy punktów widzenia. Właściwie każdy wpis, na który się natknęłam dałby się sprowadzić do zwykłego opisu o czym traktuje ta książka. Dlatego nie widzę sensu pisania takiego tekstu i powielania tego, co i tak już wszyscy napisali.

Przeczytałam tę książkę i niebardzo wiem, co dalej powiedzieć. To opowieść o dorastającym chłopaku, który przechodzi rozmaite problemy i jakoś stara się uporządkować swoje życie - tak o tej książce piszą wszyscy i jest to prawda. To może być ciekawa lektura przede wszystkim dla nastolatków, którzy w takich książkach szukają bohaterów, z którymi mogliby się mniej, lub bardziej utożsamić.

Mnie osobiście książka nie zachwyciła. Jest napisana dobrym językiem, który wprowadza w klimat opowieści już od pierwszych stron, ale nie jest to "mój klimat". Nie potrafię ocenić tej książki, mogę tylko powiedzieć, że tego typu literatura do mnie nie przemawia.

17 listopada 2015

Jedność: NA ZDROWIE! Sekrety klasztornej kuchni i udanego życia


Kiedy odbierałam paczkę od wydawnictwa Jedność, wypadło mi z głowy, że zamówiłam tę książkę. Zwykle dość duża ilość książek zasypuje mój dom, więc nie jest to znowu takie dziwne, że zapomniałam. Pamiętałam natomiast, o zamówionej publikacji dla dzieci "Dobre maniery Cecylki Knedelek". Kiedy odbierałam paczkę pomyślałam: "Rany, Cecylka Knedelek naprawdę dużo waży.", po rozpakowaniu okazało się, że to jednak nie Cecylka;) 

Choć miałam problem z tym, aby unieść "Sekrety klasztornej kuchni i udanego życia", jestem bardzo szczęśliwa, że ta wielka księga do mnie trafiła. Przede wszystkim, książka jest naprawdę pięknie wydana. Przepisy zostały rozmieszczone w bardzo estetyczny sposób, który ułatwia nawigację po książce. 

Zawsze w tego typu publikacjach razi mnie albo przesadna ilość zdjęć, albo brak zdjęć. Jednakże, w "Sekretach klasztornej kuchni..." równowaga została zachowana, zdjęć nie jest ani za dużo, ani za mało, a ich rozmieszczenie świetnie współgra z tekstem.

Choć cała książka nadaje się do dokładnego przejrzenia (i oczywiście wypróbowania przepisów), mnie najbardziej zachwyciła część szósta. Jestem fanką wszelkiego typu herbat, a nieczęsto spotyka się przepisy na herbatę w książkach kucharskich. Moim zdaniem, jest to wielki atut tej publikacji.

Oprócz przepisów, w "Sekretach klasztornej apteki..." można znaleźć także ciekawostki i porady zdrowotne.  Na pewno jest to książka, którą warto mieć, i która przyda się wszystkim miłośnikom kuchni. Polecam. Grudzień już coraz bliżej i może warto pomyśleć o tym, aby sprawić komuś taki prezent na święta.

16 listopada 2015

K. Wojtyła "Elementarz etyczny" - nowe inspiracje badawcze i kolejne poszukiwania


Sięgnęłam po "Elementarz etyczny" w związku z moją pracą magisterską, która zmierza w zupełnie niespodziewanym dla mnie kierunku. Przez ostatnich kilka lat zajmowałam się głównie tematem alienacji, wyobcowania, tragicznej pozycji jednostki w społeczeństwie - czego wyrazem jest moja praca licencjacka pod tytułem "Dramat życia społecznego w filozofii Jeana - Jacquesa Rousseau". 

Pamiętam swoje wrażenie sprzed roku, kiedy zapisałam ostatnią stronę swojej pracy i doszłam do wniosku, który brzmiał mniej więcej tak: "i tyle.". Wizja Jacquesa Rousseau jest na wpół przygnębiająca, na wpół romantyczna, daje duże pole do popisu dla werterowskiego weltschmerzu. Przechodziłam rozmaite stany, od zaintrygowania, po fascynację, od przyjemności znajdowania swoich myśli w myślach francuskiego myśliciela, po rozczarowanie pewną chroniczną zamkniętością jego poglądów.

Nie tak dawno temu rozmawiałam z pewnym Panem Profesorem (promotorem mojej przyszłej pracy magisterskiej)  i przyznałam się mu, że choć bardzo zajmuje mnie temat wyalienowania jednostki, po napisaniu pracy licencjackiej stanęłam przed pytaniem "co dalej?". Odpowiedź na to pytanie okazała się prosta jak drut. Jeśli relacje między jednostką a innymi są takie, jak chciałby tego Rousseau, to w zasadzie najlepszym rozwiązaniem jest strzelenie sobie w  łeb. Profesor przyznał mi rację.

Cóż, czuję się na świecie całkiem nieźle i nie spieszy mi się na drugą stronę. Choć przyznaję, że wraz z Panem Profesorem odegraliśmy w wyobraźni sytuację, w której Profesor strzela do mnie, a ja w geście rozpaczy i pompatycznego dramatyzmu zasłaniam się egzemplarzem "Rozprawy o podstawach i pochodzeniu nierówności między ludźmi". Jak podejrzewam obydwoje bardzo się wczuliśmy w swoje role. Cóż, każda okazja jest dobra do śmiechu, tym razem dostarczył tej okazji Jean Jacques Rousseau. Bo nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać, to zawsze lepiej się śmiać.

Po kilku latach zanużania się w "Dżumach" i innych tym podobnych filozofiach, czy filozofach, doszłam do wniosku, że po ludzku mam tego dość. Wciąż doceniam dorobek tych filozofii i filozofów, po prostu mój stosunek do tego typu poglądów, opowieści i spraw stopniowo uległ zmianie.

Postanowiłam poszukać czegoś pozytywnego, na razie nie wiem jeszcze dokładnie czego, ale czuję, że jestem coraz bliżej sprecyzowania przedmiotu swoich poszukiwań. Mam 23 lata i w końcu doszłam do wniosku, że nie chcę zanużać się tylko w filozofiach, które będą odbierać sens mojemu życiu. Właściwie życie jest i tak z gruntu bezsensowne, więc po co dokładać mu jeszcze więcej tego bezsensu, wydaje mi się, że pula wyjściowa jest zupełnie wystarczająca. Dobrze było się trochę poumartwiać, ale teraz już pora wyjść z jaskini. Na pewno warto było przejść tę drogę, będzie dla mnie cennym doświadczeniem. Ten okres jakoś mnie ukształtował i na pewno pozostanie częścią mnie. Ale mam ochotę się od niego odbić i już nie skupiać się na alienacji, samotności, wyobcowaniu i śmierci, ale na życiu i wartościach pozytywnych.

Dość "Dżumy", dość beznadziei, bo chociaż śmierć jest wszędzie wokół i każdy od urodzenia do niej zmierza, to przecież życie toczy się dalej i będzie się toczyć. I może właśnie pora się skupić na pozytywnych wartościach, oddychać pełną piersią i znowu, tak trochę po stoicku nie przejmować się za bardzo ;) 

Na początku października wydawało mi się, że moja praca magisterska będzie zmierzać w stronę filozofii społecznej, teraz jednak zbliżam się w stronę etyki i wartości zapomnianych, niemodnych i zupełnie niepasujących do świata, w którym żyjemy. To, co pozostało po moich wcześniejszych zainteresowaniach, to na pewno zainteresowanie jednostką, jej pozycją w świecie, jej indywidualną wrażliwością, przeżyciami wewnętrznymi i jakąś taką ogólną wewnętrzną złożonością.

Z "Elementarza etycznego" wypisałam sobie interesujących myśli, które rozpościerają przede mną nowe ścieżki. Kilka z tych myśli przytoczę, może któremuś czytelnikowi wydadzą się one równie interesujące: 

Moralność sama jest życiem i dziedziną życia, wiąże się z działaniem człowieka. Twórcą moralności jest więc człowiek przez swoje działanie. Tworzy ją on i współtworzy m. in. przez to, że wpływa na czyny innych ludzi. Praktyka idzie tutaj przed teorią.” s. 21

“Otóż u podstaw całego systemu norm opartych na naturze i sformułowanych przez rozum (...) można by postawić taką zasadę: w całym twoim działaniu pozostawaj w zgodzie z obiektywną rzeczywistością.” s. 34

“Dobrem jest to, co wywołuje dążenie, co pobudza do działania” s. 39

Od siebie mogę dodać tylko tyle, że: Można się nauczyć tańczyć, tylko tańcząc i tak, jak w tańcu, w każdej nauce są pewne podstawowe kroki, które najpierw trzeba poznać, aby odpowiednio złożone stały się tańcem.


Źródło cytatów: K. Wojtyła: Elementarz etyczny, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1983.

15 listopada 2015

C. Kurz, F. Rieger: Pożeracze danych



Na świecie nie ma nic za darmo. Są tacy, którzy w to nie wierzą, ale jest to już kwestia ich własnej naiwności. Właściwe o tym jest ta książka. Dziś nie trzeba być włamywaczem aby wtargnąć w czyjąś prywatność. Nie trzeba wyglądać podejrzanie. Pożeraczami danych są osoby w garniturach, o bardzo schludnym uczesaniu i dopracowanym wyglądzie. Osoby, które wszyscy znają z czasopism, Internetu, czy telewizji. 

Ale z drugiej strony, nie trzeba szukać daleko osoby, która dobrowolnie rozsyła swoje dane w świat, aby ludzie w garniturach mogli je wykorzystać. Wystarczy spojrzeć w lustro. Każda darmowa aplikacja jest darmowa tylko w pewnym sensie. Oczywiście, fajnie jest wierzyć, że świat to miłe miejsce, a każdy chce nam coś dać. Tymczasem, medal ma zawsze dwie strony. 

Jednak, nie wydaje mi się, aby był to powód do wpadania w panikę. Mam wrażenie, że autorzy wspomnianej książki, budują trochę "nerwową atmosferę". Rzeczywiście sieć to potęga, nad którą można panować w sposób ograniczony. W większości przypadków, użytkownicy sieci sami udostępniają informacje o sobie, niekoniecznie zdając sobie sprawę z tego, że ktoś może wykorzystać to przeciwko nim.

Bo i po co się nad tym zastanawiać, jeżeli panuje moda na ekshibicjonizm wirtualny, lepiej jest robić to, co wszyscy i budować w sobie złudzenie bycia celebrytą. Są ludzie, którzy potrafią dobrze korzystać z sieci. A są i tacy, którzy nie mogą się obejść bez zrobienia zdjęcia swoich nowych nowych zakupów, albo (co zaobserwowałam wśród swoich znajomych) zawartości swojego talerza. Następnym krokiem jest oczywiście udostępnienie ich na Facebooku. Uświadomiłam sobie, że jest to chora epidemia, kiedy włączyłam telewizję i jedna z dziennikarek pokazywała zdjęcia robione przez celebrytów, na których chwalili się oni swoimi posiłkami. No nie wiem dlaczego miałoby mnie obchodzić to, co kto jada na śniadanie. A już zupełnie nie widzę sensu w wysyłaniu ludziom zdjęć zawartości mojego talerza. To jest prawdziwy absurd, w którym wielu ludzi regularnie uczestniczy, a ja obserwuję to z boku i z jednej strony mnie to martwi, a z drugiej bawi. (Oczywiście, nie mam na myśli osób, które po prostu dzielą się swoją pasją kulinarną)

Ludzie sami udostępniają szczegółowe dane na swój temat i nikt tak naprawdę nie musi wkładać wielkiego wysiłku w to, żeby je z nich wyciągnąć. Łatwiej jest trafić do klienta, o którym się dużo wie, łatwiej też taką osobę oszukać i zmanipulować. Nie mówiąc już o tym, że niektórzy korzystają z sieci bardzo "nieostrożnie", robią rzeczy, których wstydziliby się "w realu" i liczą na to, że nikt nie pozna ich sekretów, a to się przecież jednak zdarza. 

Książkę "Pożeracze danych" warto przeczytać z lekkim przymrużeniem oka. Nie mogę powiedzieć, że zgadzam się zupełnie z konkluzjami autorów tej książki, jednakże zwrócili oni uwagę na interesujący problem. Swoje tezy oparli na danych empirycznych, które w jakimś tam stopniu są dla każdego weryfikowalne. Jednakże wydaje mi się, że autorzy również popadają w skrajność i chcą wzbudzić w czytelniku jakieś obsesyjne lęki. 

Tymczasem wystarczy po prostu czasami pomyśleć nad swoim zachowaniem i zastanowić się jakie ono może mieć skutki w przyszłości. Proste.

9 listopada 2015

Ryan Holiday: Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy.


Na wstępie powiem, że jest to pozycja, którą każdy powinien mieć na swojej półce. Autor nie tylko świetnie oddał istotę filozofii stoickiej, ale również pokazał, że filozofia nie jest tylko dyscypliną studiowaną w czterech ścianach uniwersytetu, ale to również pewnym stylem życia.

Ryan Holiday w sposób przystępny dla czytelnika pisze o rzeczach trudnych, o wyzwaniach, sukcesach, ale także przeszkodach, które są nieodłączną częścią ludzkiego życia. Każdy medal ma dwie strony, ale jak pisze autor na kartach swojej książki "wciąż są to strony jednego i tego samego medalu". 

Każda sytuacja jest dla nas taka, jaką chcemy ją widzieć. W dużej mierze nasza ocena sytuacji jest uzależniona od emocji, przekonań, uprzedzeń, lęków, ale także od stanu fizycznego naszego ciała, i rozmaitych innych czynników, również zewnętrznych. Zasadniczo nie są to rzeczy, od których nie można wyabstrahować.

Z własnego doświadczenia wiem, że można ujarzmiać emocje i spoglądać na problemy "na chłodno", a wtedy łatwiej jest dostrzec w trudnych sytuacjach także te elementy pozytywne, które zawsze w nich tkwią, tylko trzeba je dojrzeć. Nie jest to łatwe i wymaga wiele samodyscypliny, oraz ciężkiej i niezbyt przyjemnej pracy. Z czasem jednak przynosi to owoce, pozwala opanować stres, pomaga w pokonywaniu trudnych sytuacji, ale także ułatwia codzienne relacje międzyludzkie.

Akceptacja, działanie, pokora, kontrola emocji i obiektywizm, to tylko niektóre z zadań filozofii stoickiej. Akceptacja - nie polega tutaj na stagnacji, czy "spoczęciu na laurach", ale wiąże się ściśle z obiektywizmem. Zaakceptowanie siebie ze wszystkimi słabościami to pierwszy krok do tego, aby stawić im czoła. Podobnie jest w życiu, akceptacja tego, co nas spotyka, jest pierwszym krokiem do tego by w odpowiedzi podjąć odpowiednie działanie.

Ryan Holiday ukazał przed czytelnikiem praktyczny wymiar filozofii, który ja osobiście bardzo lubię i cenię. Co prawda, od czasu do czasu dobrze jest sobie poteoretyzować, ale moim zdaniem wartość teoretyzowania jest mierzona przede wszystkim działaniem, a nie ilością oklasków na konferencji naukowej, czy ilością "piątek" przybijanych sobie nawzajem w uczelnianych korytarzach.

Polecam tę książkę każdemu czytelnikowi, jako ciekawą pozycję zapoznającą z mądrością stoików i szczerze zachęcam do zgłębiania filozofii stoickiej u źródeł. Jako lekcję pokory polecam lekturę "Rozmyślań" Marka Aureliusza. 

2 listopada 2015

Jacek Ponikiewski: Ekstaza Radości. 1001 pieśni sufickich ku szczęściu.


W ostatnim czasie moje recenzje nie ukazują się tak często jak kiedyś. Czas biegnie nieubłaganie i siłą rzeczy, muszę dzielić go na wiele różnych zajęć.W tej chwili już nie potrafię obejść się bez planowania i organizowania czasu, ale wciąż staram się doskonalić w stosowaniu rozmaitych metod organizacyjnych i mam nadzieję, że z czasem będzie to widoczne również na blogu.

Książkę Jacka Ponikiewskiego przeczytałam przypadkiem. Choć sama wybrałam tę lekturę, jej wybór był zupełnie arbitralny. Od czasu do czasu lubię pozwolić sobie na taki "zupełny strzał" przy wyborze lektury do czytania. Czasami udaje mi się trafić bardzo dobrą książkę, a czasami wręcz przeciwnie.

Lektura tej książki ukazała mi, jak bardzo świat opisywany przez autora jest mi obcy. Zastanawiam się skąd w autorze takie silne przekonanie o tym, że świat wygląda właśnie tak, jak on zdecydował się to opisać. Właściwie, mogłabym się obrazić, bo jeżeli wszystko jest tak bardzo oczywiste, to nie ma na tym świecie miejsca dla filozofów. 

Rozważania nad "rozbudzaniem trzeciego oka" nie przejęły mnie za bardzo. Żyję w przekonaniu, że mam dwoje oczu, a argumentem za tym przekonaniem jest doświadczenie. Nie czuję potrzeby wyobrażania sobie trzeciego oka w celu rozbudzania go. 

Autor poruszył w swej książce również zagadnienie "żywienia się energią i światłem". Na całe szczęście, ja żywię się przede wszystkim tradycyjnie rozumianym jedzeniem, a ekstazę radości wywołuje we mnie możliwość zjedzenia kawałka ciasta... ;)