15 listopada 2015

C. Kurz, F. Rieger: Pożeracze danych



Na świecie nie ma nic za darmo. Są tacy, którzy w to nie wierzą, ale jest to już kwestia ich własnej naiwności. Właściwe o tym jest ta książka. Dziś nie trzeba być włamywaczem aby wtargnąć w czyjąś prywatność. Nie trzeba wyglądać podejrzanie. Pożeraczami danych są osoby w garniturach, o bardzo schludnym uczesaniu i dopracowanym wyglądzie. Osoby, które wszyscy znają z czasopism, Internetu, czy telewizji. 

Ale z drugiej strony, nie trzeba szukać daleko osoby, która dobrowolnie rozsyła swoje dane w świat, aby ludzie w garniturach mogli je wykorzystać. Wystarczy spojrzeć w lustro. Każda darmowa aplikacja jest darmowa tylko w pewnym sensie. Oczywiście, fajnie jest wierzyć, że świat to miłe miejsce, a każdy chce nam coś dać. Tymczasem, medal ma zawsze dwie strony. 

Jednak, nie wydaje mi się, aby był to powód do wpadania w panikę. Mam wrażenie, że autorzy wspomnianej książki, budują trochę "nerwową atmosferę". Rzeczywiście sieć to potęga, nad którą można panować w sposób ograniczony. W większości przypadków, użytkownicy sieci sami udostępniają informacje o sobie, niekoniecznie zdając sobie sprawę z tego, że ktoś może wykorzystać to przeciwko nim.

Bo i po co się nad tym zastanawiać, jeżeli panuje moda na ekshibicjonizm wirtualny, lepiej jest robić to, co wszyscy i budować w sobie złudzenie bycia celebrytą. Są ludzie, którzy potrafią dobrze korzystać z sieci. A są i tacy, którzy nie mogą się obejść bez zrobienia zdjęcia swoich nowych nowych zakupów, albo (co zaobserwowałam wśród swoich znajomych) zawartości swojego talerza. Następnym krokiem jest oczywiście udostępnienie ich na Facebooku. Uświadomiłam sobie, że jest to chora epidemia, kiedy włączyłam telewizję i jedna z dziennikarek pokazywała zdjęcia robione przez celebrytów, na których chwalili się oni swoimi posiłkami. No nie wiem dlaczego miałoby mnie obchodzić to, co kto jada na śniadanie. A już zupełnie nie widzę sensu w wysyłaniu ludziom zdjęć zawartości mojego talerza. To jest prawdziwy absurd, w którym wielu ludzi regularnie uczestniczy, a ja obserwuję to z boku i z jednej strony mnie to martwi, a z drugiej bawi. (Oczywiście, nie mam na myśli osób, które po prostu dzielą się swoją pasją kulinarną)

Ludzie sami udostępniają szczegółowe dane na swój temat i nikt tak naprawdę nie musi wkładać wielkiego wysiłku w to, żeby je z nich wyciągnąć. Łatwiej jest trafić do klienta, o którym się dużo wie, łatwiej też taką osobę oszukać i zmanipulować. Nie mówiąc już o tym, że niektórzy korzystają z sieci bardzo "nieostrożnie", robią rzeczy, których wstydziliby się "w realu" i liczą na to, że nikt nie pozna ich sekretów, a to się przecież jednak zdarza. 

Książkę "Pożeracze danych" warto przeczytać z lekkim przymrużeniem oka. Nie mogę powiedzieć, że zgadzam się zupełnie z konkluzjami autorów tej książki, jednakże zwrócili oni uwagę na interesujący problem. Swoje tezy oparli na danych empirycznych, które w jakimś tam stopniu są dla każdego weryfikowalne. Jednakże wydaje mi się, że autorzy również popadają w skrajność i chcą wzbudzić w czytelniku jakieś obsesyjne lęki. 

Tymczasem wystarczy po prostu czasami pomyśleć nad swoim zachowaniem i zastanowić się jakie ono może mieć skutki w przyszłości. Proste.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.