31 grudnia 2016

A. Huxley: Nowy wspaniały świat

Dzisiaj czytamy powieść Huxleya (1894 - 1963) jako antyutopię, ale czy rzeczywiście w tym celu została napisana? Niektóre fakty z życia autora nastręczają wątpliwości.

W świecie rzekomo spełnionej szczęśliwości eugenika jest na porządku dziennym a hodowle ludzkie wpisane są w panujący system. Ludzie oddają się zwierzęcym, rozseksualizowanym zabawom już od najmłodszych lat. W świecie, w którym każdy należy do każdego, nie może być mowy o głębszych relacjach między ludźmi. Nie pozostawia on także miejsca na tak wartościową instytucję społeczną, jaką jest rodzina. W nowym wspaniałym świecie wszyscy są piękni i młodzi, sztucznie podtrzymywani przy swoim wyglądzie, substancje psychoaktywne jedzone jak cukierki pomagają im uciekać od trosk i zmartwień.

Jednostki same w sobie nie mają żadnego znaczenia, ich wartość wyznaczana jest przez zbiorowość i społeczną użyteczność, która zostaje zaplanowana jeszcze przed ich "wybutlowaniem" w Ośrodku Rozrodu i Warunkowania. Ludzie uczą się reguł systemu, a każda sfera ich życia jest podporządkowana panującej propagandzie. Wydaje się, że w tym świecie społeczne spełnienie można osiągnąć tylko w postaci zbiorowego szaleństwa.

W świecie Huxleya człowiekowi pozostają trzy możliwości: (1) powszechna, sztucznie podsycana szczęśliwość, (2) totalne unicestwienie poprzez szaleństwo odrzucenia panującego systemu, (3) archipelag wysp zesłania, na których samorzutnie zawiązuje się "normalne życie". Każdy wybór jest dramatyczny, ponieważ każda z tych opcji wiąże się z przyjęciem jakiejś formy niewolnictwa.

W książce pojawiła się postać Henry'ego Forda (1863 - 1947), znanego amerykańskiego przemysłowca. Dla bohaterów powieści jest on kimś w rodzaju boga, jakimś ostatecznym wyznacznikiem wartości, według których żyją. W rzeczywistości Henry Ford głosił poglądy antysemickie, które chętnie publikował na łamach czasopisma The Dearborn Independent. Był również inspiracją dla Adolfa Hitlera, który odznaczył go Orderem Orła Niemieckiego (wysoki order III Rzeszy). 

Trudno powiedzieć jaki był stosunek Huxleya do "Nowego wspaniałego świata". W życiu prywatnym autor propagował używanie środków psychoaktywnych, zatem można zapytać, czy używanie somy (narkotyku) przez bohaterów jego książki było dla niego czymś godnym potępienia, czy może wręcz przeciwnie? Huxley zmarł jak jeden z bohaterów swojej własnej opowieści, poprosił żonę aby ta tuż przed śmiercią podała mu LSD. Niektórzy mówią, że Huxley był prorokiem, który w pewnym sensie przewidział wydarzenia mające miejsce jeszcze za jego życia. Ale czy na pewno? 

"Nowy wspaniały świat" został wydany na rok przed dojściem Hitlera do władzy. Choć historia eugeniki sięga daleko (przykładem tutaj może być selekcja dzieci w Sparcie), niewątpliwie najstraszniejszą formę przybrała ona w reżimie narodowosocjalistycznym. Oczywiście forma ta była odmienna od prezentowanej w książce Huxleya, ale w myśleniu Hitlera można odnaleźć znaczne podobieństwa. Przecież on również chciał zbudować swój własny "Nowy wspaniały świat" i jak pokazuje historia, nie cofnąłby się przed niczym. Czy książka Huxleya była przestrogą, czy może jakimś sposobem stała się inspiracją dla niemieckiego dyktatora? 

16 grudnia 2016

Wilhelm Dilthey: Budowa świata historycznego w naukach humanistycznych

Wilhelm Dilthey to niemiecki filozof żyjący na przestrzeni lat 1833 - 1911. Jego najsłynniejsze dzieło to "Einleitung in die Geisteswissenschaften" (1883) ("Wprowadzenie do nauk humanistycznych"). Dokonał metodologicznego odróżnienia nauk humanistycznych i przyrodniczych. Sprzeciwiał się stosowaniu metod nauk przyrodniczych w humanistycznych ze względu na przedmiot, różny dla obydwu nauk. Bywa nazywany filozofem życia przez wzgląd na to, że życie pełni naczelną rolę w jego opisie świata i  w filozofii.

W książce "Budowa świata historycznego w naukach humanistycznych" Dilthey podaje argumenty za metodologicznym oddzieleniem nauk humanistycznych od przyrodniczych. Bowiem, przedmiotem nauk humanistycznych jest szeroko pojęte życie, duch. Ich roli upatrywał raczej w opisywaniu rzeczywistości, aniżeli w jej wyjaśnianiu. Stosowanie metod nauk przyrodniczych do humanistycznych, ograniczało bogaty zakres zainteresowań tych drugich. Sprowadzało ich przedmiot do jakiegoś fragmentu rzeczywistości.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że u Diltheya jest jakiś rodzaj wariabilizmu. Z jednej strony opisuje rzeczywistość jako zmienną, umożliwiającą twórczość nie tylko artystyczną, ale przede wszystkim rozumianą jako ujmowanie sensów i nadawanie nowych znaczeń. Z drugiej strony jest w niej jednak coś stałego, czym jest pogoń za stałością, za rozstrzygnięciem zagadki "świata i życia" raz na zawsze. Ta pogoń wyraża się np. poprzez czyny i zachowanie człowieka, który będąc częścią całości, jaką jest życie, nie mogąc go przekroczyć, poszukuje zadomowienia poprzez nakładanie sztucznych, sztywnych ram na życie i świat. W tej książce znajdują się także tezy, poglądy i rozważania dotyczące tego czym, jest człowiek, jak go rozumieć - choć nie zawsze są formułowane wprost. Mam nieodparte wrażenie, że Dilthey przygotował pewien grunt dla antropologii filozoficznej Helmutha Plessnera. Jeśli w nadchodzącym roku wszystko pójdzie pomyślnie (będzie to czas mojej obrony pracy magisterskiej), chciałabym rozwinąć tę kwestię, mam nadzieję, że w dalszej pracy naukowej.

Dilthey odżegnywał się od metafizyki, od ustalania bytowej hierarchii. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że istota tak wyjątkowa, jaką w tej filozofii jest człowiek, jest równocześnie istotą bytowo wyższą niż np. zwierzę. Można się ze mną nie zgodzić, stwierdzić, że niemiecki filozof prezentuje swoje stanowisko z pozycji epistemologicznej. To prawda, aczkolwiek zastanawiam się, czy nie jest przypadkiem tak, że każda epistemologia, zakłada też jakąś metafizykę? 

8 grudnia 2016

Scott Kelby: Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. 200 ujęć Scotta Kelby'ego.

Zawsze, kiedy autor sam siebie nazywa "mistrzem" raczej wzbudza to podejrzenia i wygląda po prostu nieprofesjonalnie. Bardzo możliwe, że wynika to z osobliwego poczucia humoru Scotta Kelby'ego, które jest wybitnie irytujące - dlaczego? O tym, w dalszej części recenzji... 

Scott Kelby jest redaktorem naczelnym i wydawcą czasopisma "Light it", wydawcą magazynu "Photoshop User" oraz przewodniczącym stowarzyszenia National Association of Photoshop Professionals. Głównie zajmuje się on fotografią komercyjną. Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego fotografa, zachęcam do zapoznania się z jego stroną internetową [klik].

Wspomniałam wcześniej o denerwującym poczuciu humoru. Autor przez trzy pierwsze rozdziały "żartuje" bez opamiętania. Są to żarty zupełnie nieśmieszne, denerwujące i zniechęcające do dalszej lektury książki. Momentami "Sekrety mistrza..." są wypełnione jałowymi tekstami, które bardzo szkodzą tej publikacji i powodują w czytelniku wrażenie, że to "pusta książka napisana dla prestiżu". Jestem zadowolona, że mimo początkowej niechęci, nie zraziłam się zupełnie do tych "Sekretów...".

Od strony merytorycznej znalazłam tutaj wiele interesujących wskazówek, pomysłów i inspiracji. Książka zawiera mnóstwo sugestii technicznych, które są być może banalne, ale niekoniecznie oczywiste. Autor opowiada o wszystkich tych drobiazgach, które mogą wydawać się nieistotne a jednak nie pozostają bez wpływu dla jakości zdjęcia i na efekt, jaki chcemy osiągnąć. Rozdziały poświęcono fotografii: natury, ślubów i wesel, krajobrazu, architektury oraz sportu. Znajdziemy także kilka przepisów na zdjęcie, które pokazują i tłumaczą jak osiągnąć konkretny efekt. Dzięki lekturze tej książki czytelnik pozna sposoby na unikanie niektórych problemów oraz dowie się, czym powinien się kierować przy wyborze odpowiedniego sprzętu.

Polecam "Sekrety..." głównie tym osobom, którzy są na początku swej przygody z fotografią. Zaawansowanym fotografom ta książka wyda się pewnie zbędna, nudna i niepotrzebna. Wszystkim pozostałym, zdecydowanie ją polecam. Uważam, że warto wytrwać i jakoś przebrnąć przez te "żarciki" na początku ;) 

2 grudnia 2016

Hans Wilhelm: Der total gelangweilte Boris

Postanowiłam odświeżyć swój niemiecki, który trochę... "zmurszał" przez to, że długo się nim nie posługiwałam. Myślę, że najlepszym sposobem do zapoznawania się z językiem, przypomnienia sobie go, jest po prostu lektura książek. Najlepiej zaczynać od bajek, zwłaszcza po długiej przerwie.

Książkę znalazłam na stronie Children's Books Forever. Znajdują się tam nie tylko książki w języku niemieckim, ale również w wielu innych. Cenna rzecz.

"Der total gelangweilte Boris" to historia egocentrycznego misia Borysa, który manifestuje swoje znudzenie życiem na wszelkie możliwe sposoby. Borys na siłę próbuje nakłonić rodziców, aby zagrali z nim w jakąś grę. Niestety obydwoje są zajęci. Chociaż mama zapraszała Borysa do wspólnego robienia placków, miś odmówił stwierdzając, że to nie jest zajęcie dla niego. Obrażony na cały świat, wziął trąbkę i poszedł do domku na drzewie, poumartwiać się nad swoim beznadziejnym losem. Z czasem, pod drzewem zaczynają dziać się bardzo interesujące rzeczy, czy miś przekona się do zabawy w grupie? Czy Borys wyjdzie ze swojej samotni?

To bajka z morałem, która opowiada o tym, że najlepsze rzeczy przychodzą do nas spontanicznie, kiedy otworzymy się na inne możliwości, kiedy nie przywiązujemy się tak bardzo do swoich planów i wyobrażeń. To historia o trudzie wychodzenia ze swej samotni, o trudzie otwierania się na innych i ich pomysły. Miś Borys to postać psychologicznie trudna, ale niehermetycznie zamknięta. Co to znaczy? Przekonajcie się sami ;-)

1 grudnia 2016

"Skrzypek na dachu" - Strumień wrażeń ze spektaklu

W niedzielę (27.11.16) miałam przyjemność obejrzeć musical "Skrzypek na dachu" w reżyserii Jerzego Gruzy. Wizyta w Teatrze Muzycznym w Gdyni dostarczyła mi wielu wzruszeń, poruszeń, radości oraz smutków. Bardzo silne i pozytywne wrażenie wywarła na mnie pełna ekspresji gra Bernarda Szyca, który wcielił się w rolę Tewji mleczarza.

"Skrzypek na dachu" to historia skonstruowana wokół problemu przełamywania obyczaju i społecznych konsekwencji, które się z tym wiążą. Temat jest mi bliski, ponieważ swoją pracę licencjacką poświęciłam podobnym zagadnieniom. Analizowałam kwestie związane z poczuciem obcości i autentyczności w filozofii Jacquesa Rousseau. Znaczna część mojej pracy traktowała o sztuczności, jaką obyczaj na nas nakłada. Ten wątek jest wyraźny w "Skrzypku...".

Tewje nie pasuje do innych mieszkańców Anatewki, ponieważ jego decyzje są nieszablonowe. Mężczyzna ostatecznie godzi się na ślub dwóch pierwszych córek, które z miłości do swoich przyszłych mężów złamały panującą konwencję. Podczas gdy inni mieszkańcy zdają się patrzeć na rzeczywistość w sposób płaski, Tewje poszukuje głębszego sensu. Choć jest człowiekiem niespokojnym i nerwowym, stara się zrozumieć swoje córki, spojrzeć na nie okiem dobrego ojca i  w swych decyzjach, kierować się miłością do nich. Kiedy trzecia córka przychodzi do ojca aby oznajmić mu, że pragnie poślubić prawosławnego, Tewje odwraca się od niej. Czyżby trzecia córka dotarła do granic jego cierpliwości? A może w obliczu panującej sytuacji było to dla niego zbyt trudne? Podczas musicalu miałam wrażenie, że to nie były jedyne motywy głównego bohatera. Trzecia córka nie okazała ojcu w przekonujący sposób, że liczy się jego zdaniem. Odniosłam wrażenie, że jej relacja z nim, jest bardziej skomplikowana, niż sióstr, które przed nią przetarły małżeński szlak.

To, co zwróciło moją uwagę to relacja głównego bohatera z Bogiem, która jest taka szczera, ludzka i imponująco trwała. Tewje nie tylko zachowuje formy kultu religijnego, ale przede wszystkim przez cały czas zwraca się do Boga, często opowiada Mu o swoim życiu. Pozwala sobie na to, aby trochę do Boga pomarzyć "Gdybym był bogaczem (...)", narzeka na to, jak jest mu ciężko w biedzie, ale robi to z niezwykłą ufnością. Jego relacja ze Stwórcą jest żywa, dlatego, że są takie momenty, kiedy Tewje złości się na Boga, a równocześnie w tej złości jest blisko Niego. Mężczyzna potrafi także w odpowiednim momencie podziękować, natomiast w chwilach zwątpienia zdaje się pytać "Panie co mam dalej robić?". Nieskomplikowana forma jego wypowiedzi powoduje, że jego relacja z Bogiem, nie jest po prostu "relacją", ale jest to specyficznie JEGO relacja, w której Tewje pokazuje siebie ze wszystkimi swoimi wadami i ze wszystkimi swoimi zaletami. Pozwala sobie po prostu z Nim być.

Uwielbiam w teatrze doświadczać takiego poczucia, że aktor znika za graną przez siebie postacią. W niedzielnym spektaklu wszyscy aktorzy zniknęli, a ich wzajemna synchronizacja i koordynacja, wzbudziły mój podziw i wywołały wiele wzruszeń. Dzięki nim śmiałam się i płakałam, zaś ilość i jakość przeżyć, które mi towarzyszyły tego wieczora, nie wyczerpuje się w żadnych słowach. Choć nieudolnie starałam się przekazać strumień wrażeń jakiego doświadczyłam, mam poczucie, że jest to jakieś takie "małe" i niewystarczające. Na koniec dodam tylko, że "Dzieje Tewji Mleczarza" dopisałam do listy książek do przeczytania ;). 

18 listopada 2016

Harlan Coben: Na gorącym uczynku


Harlan Coben ma na swoim koncie wiele powieści sensacyjnych i kryminalnych. Sławę przyniosła mu książka "Nie mów nikomu" ("Tell no one" 2001 r.), w Polsce wydana w 2001 roku. Doczekała się również ekranizacji. Publikacje amerykańskiego autora dostarczają czytelnikom wielu emocji, zwykle niosą ze sobą także jakiś morał.

Powieść "Na gorącym uczynku" nie jest wyjątkiem. Reporterka programu telewizyjnego służącego demaskowaniu przestępstw seksualnych, Wendy Tynes zastawia pułapkę na pracownika opieki społecznej, Dana Mercera. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna jest winny zarzucanych mu czynów, ale czy na pewno? Czyżby Dan był zamieszany również w sprawę zaginionej nastolatki Haley McWaid? Choć wszystkie dowody wskazują na niego, Mercer zostaje uniewinniony. Wywołuje to powszechne oburzenie, jednak szczególnie przejęty jest Ed Grayson, były szeryf federalny. Mężczyzna namawia reporterkę do dokonania samosądu na rzekomym pedofilu. Czy kobieta przystanie na propozycję Graysona? Czy Dan Mercer naprawdę dokonał zarzucanych mu czynów? Czy był powiązany z Haley McWaid? I jaki związek z jego osobą ma tajemnicza sprawa z przeszłości?

Zachęcam czytelnika, aby poszukał odpowiedzi w lekturze na te, i inne pytania. Nie bez powodu wspomniałam, że Harlan Coben pisze powieści z morałem. W tej książce pisarz poddaje refleksji wartość przebaczenia i jego rolę w naszym życiu. "Wróciła myślami do Christy Stockwell i tego, że przebaczyła chłopcom z college'u, którzy ją skrzywdzili. Powiedziała, że wciąż żywiąc nienawiść traci się poczucie tego, co ważne. (...) Zemsta, nienawiść - jeśli przy nich trwasz, możesz stracić ważniejsze rzeczy"(1). 

"Na gorącym uczynku" to energetyzująca opowieść pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, nietuzinkowych bohaterów i skłaniająca do przemyśleń. To aż 480 stron emocji, które z pewnością rozgrzeją niejeden jesienny wieczór. Książkę podzielono na krótkie rozdziały, co ułatwia dawkowanie sobie przyjemności ;)
-------
Przypisy:
(1) H. Coben, Na gorącym uczynku, Warszawa 2011, s. 468.

4 listopada 2016

o. Adam Szustak: Upojeni Bogiem


Ojca Szustaka nie trzeba nikomu przedstawiać, a przynajmniej tak mi się zwykle wydaje. Kiedy spotykam się z pytaniem "a kto to taki?" zawsze jestem zaskoczona. Czasami zapominam, że YouTube nie jest tym samym, co telewizja i na "Langustę na palmie" trafiają ci, którzy albo jej szukają, albo odnajdują ją w podpowiedziach. Zatem tych, którzy jeszcze nie wiedzą kim jest ojciec Adam, informuję, że to dominikanin, szaleniec Boży, który głosi kazania z (jak sam mówi) "największej ambony świata", czyli z YouTube. Jeśli jeszcze go nie znacie, to tam go szukajcie.

"Upojeni Bogiem" to prawdziwa historia o miłości. O miłości Boga do człowieka. W krótkich rozważaniach wokół fragmentów Pisma Świętego ojciec Adam porusza kwestie ważne dla każdego chrześcijanina. Zwróciłam uwagę szczególnie na kwestię spowiedzi, ponieważ dla wielu ludzi jest to temat bardzo trudny. Często wiąże się on z negatywnymi doświadczeniami z przeszłości. Ojciec Adam pisze wprost: "Jeśli spotkasz kapłana, który potraktuje cię niedobrze i bez miłości, odejdź od tego konfesjonału"(1). Dominikanin namawia do tego, aby mieć odwagę nie godzić się na sytuacje, które nie powinny mieć miejsca. Przekonanie, że trzeba "wytrwać do końca" takiej spowiedzi, jest błędnym przekonaniem, w sytuacji kiedy kapłan podchodzi do ciebie bez miłości - pisze dominikanin.

Ojciec Szustak poświęca uwagę także tym, którzy przesadnie użalają się i umartwiają nad swoim losem. Zwraca się do nich w następujących słowach: "Zadziw się Bogiem. Zadziw się tym, jaki On jest dobry, nie myśl o sobie. Nie myśl ciągle o tym, jaki to ty jesteś grzeszny i słaby"(2). Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie zauważać grzechu i udawać, że go nie ma, ale o to, żeby zmienić punkt widzenia. Przestać patrzeć tylko na siebie i skierować wzrok we właściwą stronę.

Książka jest także zachętą do tego, aby nie bać się rzeczy trudnych. Nie uciekać od lęków, obaw, ale stawiać im czoła. Często jest tak, że za tym lękiem kryją się naprawdę fantastyczne rzeczy (co ojciec Adam lubi często powtarzać w swoich filmikach na YouTube). Mowa o tym również w kwestiach dotyczących relacji międzyludzkich: "Czasem mamy taką pokusę, żeby wszystkie nasze relacje były łatwe i przyjemne. Że gdy pojawia się coś trudnego, jakiś konflikt, najlepiej obejść go bokiem, poczekać. Nie. To trzeba zalać winem. To trzeba zalać prawdą"(3). A co to znaczy? Tego dowiedziecie się dzięki lekturze książki.

Dla mnie była to wspaniała podróż, otwierająca nowe perspektywy, pozwalająca jeszcze bardziej "zachłysnąć się" Słowem Bożym. Czasami wzruszająca, czasami trudna, ale podczas tej czytelniczej wędrówki kilka razy zdarzyło mi się po prostu zwyczajnie ryknąć śmiechem. Nie od wczoraj sądzę, że w śmiechu jest coś absolutnie niezwykłego, ponieważ przy jego pomocy można bardzo skutecznie zwiększać ilość dobra w świecie. Zachęcam do lektury książki i do refleksji nad nią.

-------
Przypisy:
(1) o. Adam Szustak, Upojeni Bogiem, Kraków 2001, s. 121.
(2) Tamże, s. 100.
(3) Tamże, s. 37.

10 października 2016

Katerina Lachmanova: Więzienie nieprzebaczenia

Tytuł tej książki nie zachęca do lektury. Mnie kojarzy się on z literaturą niskich lotów. Nic bardziej mylnego. Powiedzenie: "nie ocenia się książki po okładce" w tym wypadku się sprawdza. Książka Lachmanovej to świetna propozycja dla tych, których interesuje niebanalna literatura z zakresu duchowości. Autorka bierze na warsztat przebaczenie i jego rolę w naszym życiu. Nicią przewodnią jej rozważań są fragmenty Pisma Świętego. Lachmanova wychodzi od tego, czym jest przebaczenie dla jednostki, aby następnie zastanowić się nad tym, czym ono jest dla wspólnoty i w jaki sposób może się w niej realizować.

"Więzienie nieprzebaczenia" opowiada o tym, jak często oszukujemy samych siebie, wmawiamy sobie, że przebaczyliśmy, choć tak naprawdę to się jeszcze nie stało. O tym, jak pozostawiamy pewne sprawy nie dokańczając ich i pozwalamy im ciążyć w swoim życiu. Przebaczenie nie jest procesem, który dokonuje się raz a dobrze, właściwie ciągle musimy coś przebaczać sobie, albo komuś. To ciągłe wyzwanie i ciągła praca nad sobą. Kiedy tego nie robimy zazwyczaj gnuśniejemy i prędzej czy później przygniata nas ciężar nieprzebaczenia, które można nazwać więzieniem duszy.

W drugiej części książki autorka pisze o rozłamach wewnątrz Kościoła: "brak umiejętności znoszenia się nawzajem wewnątrz Kościoła i wzajemna pogarda są ważnymi grzechami, z którymi często przyzwyczailiśmy się żyć (...)". Lachmanova pisze także o pysze, która wynika z tzw. "chełpienia się byciem katolikiem". Z ulegania fałszywemu przekonaniu, że jest się lepszym od innych z samego faktu bycia katolikiem. Podczas lektury tej części książki stanęli mi przed oczami rozmaici ludzie, których miałam okazję w życiu spotkać, a którzy zachowywali się tak, jak gdyby już dawno "zajęli sobie miejsce w niebie". Zapadła mi w pamięć zwłaszcza jedna osoba, która snuła bardzo długie opowieści na temat swojego zbawienia, a równocześnie potrafiła podejść do drugiego człowieka i zgnębić go do granic możliwości. Swoją postawą skutecznie wybijała młodym ludziom z głów przekonanie, że Bóg może ich kochać, choć bardzo możliwe, że w tej swojej świeckiej i samozwańczej świętości, po prostu nie zdawała sobie z tego sprawy.

Książka Lachmanovej jest też o takich ludziach, o tym, że oni także zasługują na przebaczenie. Ich postawa jest pewnym ostrzeżeniem przed tym, do czego może doprowadzić brak pokory w stosunku do wiary. To zachęta do stanięcia w prawdzie, do tego, aby nie zamiatać pod dywan rzeczy ważnych, nie udawać, że nie istnieją. Aby umieć mówić jak jest, aby pamiętać o istocie chrześcijaństwa i nie ulegać faryzeizmowi tylko po to, żeby zachować "dobre imię instytucji".

Uważam, że warto przeczytać tę książkę, spojrzeć na przebaczenie nie tylko w sposób jednostkowy, ale również wspólnotowy. Być może ta lektura, pozwoli Wam zwrócić uwagę na jakiś aspekt życia, o którym do tej pory nie mieliście okazji pomyśleć. We mnie wywołała kilka nowych refleksji i pytań.

1 października 2016

Carlo Collodi: Pinokio

Klasyczne opowieści mają to do siebie, że są ponadczasowe. Może dlatego, że zwykle są to historie z morałem, zawierające jakąś życiową mądrość. "Pinokio" to bajka o głupocie, próżności i lenistwie, oraz o tym, do czego te wady prowadzą. To również opowieść o wielkiej ojcowskiej miłości, która wybacza wszystko.

W zachowaniu Pinokia razi przede wszystkim niekonsekwencja, brak rozsądku i jakiegoś takiego podstawowego rozeznania na "dobrych" i "złych". Pinokio ma dobre intencje, ale dobiera złe środki do swoich działań. Chłopiec ma trochę niewłaściwe priorytety, najpierw chce zarobić dużo pieniędzy aby wspomóc ojca, a dopiero potem koncentruje się na jego osobie. Natomiast, staruszek chce po prostu być z Pinokiem, być jego ojcem i kochać go niezależnie od sytuacji materialnej. Chłopiec zaś, najpierw myśli o pieniądzach, a dopiero potem o ojcu. Pinokio nie ma pojęcia o zarabianiu, poszukuje zysków, które przychodzą łatwo i nie wymagają żadnego wysiłku. W efekcie, niejednokrotnie zostaje oszukany. Jest tak bardzo nieroztropny, że nie potrafi uczyć się na błędach. Wnioski wyciąga dopiero wtedy, kiedy już nie może żyć pod ciężarem swoich własnych decyzji.

Pinokio źle dobiera sobie przyjaciół. Obraca się wśród złych doradców, którzy sami chcą czerpać zyski z naiwności chłopca. Odwraca się od Świerszcza, który jest dobrym przyjacielem, ale jego rady są zbyt "niewygodne", aby chłopiec mógł je przyjąć. Zamiast tego, pajacyk daje sobie mydlić oczy złudzeniem szybkiego bogactwa i przyjemności. Mimo tych wszystkich moralnych klęsk, jakie ponosi Pinokio, Dżepetto wszystko mu wybacza i nie przestaje go szukać. Staruszek, który nie ma nic, jest gotów ofiarować wszystko, łącznie ze swoim ostatnim płaszczem po to, aby zapewnić chłopcu godny byt.

"Pinokio" to historia oparta na bardzo starym motywie. Ta powieść to ilustracja biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym. To historia o chłopcu, który roztrwonił cały ojcowski majątek (w tym przypadku zaczęło się od sprzedaży elementarza - jedynego posiadanego dobra), o chłopcu, który podążał za przyjemnością i życiem po najniższej linii oporu. To także opowieść o ojcu, który przyjmuje syna marnotrawnego z otwartymi ramionami, i który już wszystko mu wybaczył, zanim ten zdążył wypowiedzieć "przepraszam". Warto zwrócić uwagę na to, że przez cały ten czas, kiedy Pinokio upadał coraz niżej, jego ojciec szukał go i czekał na niego, zawsze gotowy do tego, aby przyjąć go z otwartymi ramionami.

Czy naprawdę muszę mówić, że warto przeczytać tę książkę? Co prawda jest to wydanie skrócone, ale nie ze szkodą dla treści.

30 września 2016

Lawrence Grobel: Meryl Streep. O sobie.

"Musisz znaleźć własną drogę. Masz własne zasady. Masz własne zdanie o samej sobie i na to w życiu będziesz liczyła. To jest to, co uważasz za właściwe. Nie to, co ci powiedziała twoja matka. Nie to, co ci powiedziała jakaś aktorka. Nie to, co ktokolwiek inny ci powiedział, tylko ten cichy, słabiutki wewnętrzny głos".
Meryl Streep

Postanowiłam wyciągnąć z tej książki zdanie, które wydało mi się najbardziej wartościowe i godne przytoczenia. To zdanie pokazuje jaką Meryl Streep chciałabym poznać, czego chciałabym się o niej dowiedzieć. Nie dowiedziałam się. Spodziewałam się po tej książce "czegoś więcej". Nawet nie chodzi o to, że miałam jakieś wygórowane oczekiwania, które nie zostały spełnione. Problem polega na tym, że chodzi o podstawy...

Zabrakło minimalnego porządku, który wyznaczałby kolejność treści. Czytelnik dostaje do rąk publikację ze zdjęciem świetnej aktorki na okładce, znanej z solidnej i uporządkowanej gry aktorskiej. Tymczasem książka Grobela to prawdziwy miszmasz "ubżdżony" pięknymi zdjęciami (ale to akurat zasługa fotografów oraz Meryl Streep). Książka nie posiada żadnego spisu treści, jest co prawda podzielona na części, ale jest to podział roboczy, który nie wprowadza harmonii, nie służy lekturze.

Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że po raz trzeci, lub czwarty czytam te same zdania. Kiedy przyjrzałam się temu bliżej, okazało się, że rzeczywiście książka zawiera nad wyraz wiele powtórzeń. Zdecydowanie za dużo jak na tego typu publikację. "Meryl Streep. O sobie." to propozycja dla psychofana kolekcjonera, nie dla kogoś, kto chciałby przyjrzeć się bliżej życiu i twórczości tej wspaniałej aktorki. Zdjęcia zamieszczone w książce są fenomenalne, ale dziś, kiedy możemy je wszystkie obejrzeć w Internecie, naprawdę potrzeba czegoś więcej aby zainteresować czytelnika.

27 września 2016

Regina Brett: Jesteś cudem

Lektura książki Reginy Brett to dla mnie nie tylko kolejny tytuł odhaczony na liście książek do przeczytania, ale przede wszystkim osobista wędrówka w głąb siebie i w głąb ludzi, którzy otaczają mnie na co dzień. To moja pobudka, przypominanie sobie o Źródle, z którego (jak wierzę i chcę wierzyć) wypływa wszystko, i do którego wszystko wraca. Czasami tak trudno jest w to wierzyć, ale może właśnie dlatego, że to takie proste.

Ludzie z felietonów Reginy Brett to często mieszkańcy Cleveland, którzy są absolutnie zwyczajni, ale swoimi codziennymi wyborami, powodują, że w świecie dzieją się niesamowite rzeczy. Oni zmieniają świat drobiazgami. To ludzie, o których nie dowiedzielibyśmy się gdyby nie Regina Brett, która postanowiła spisać ich historie. Podobno w 2010 roku "Forbes" opublikował ranking, z którego wynika, że Cleveland jest najbardziej przygnębiającym miastem w USA ze względu na panujące bezrobocie, problemy z korupcją władz miejskich i wysokie podatki [1]. Nie mam pojęcia jak ten ranking wygląda dzisiaj, ale jedno jest pewne. Nawet największy mrok można rozproszyć, zwykle wystarczy do tego jedna zapałka. Konfucjusz powiedział: "Lepiej zapalić świeczkę, niż przeklinać wielką ciemność"[2]. I trochę tak w życiu jest, że często szukamy nie wiadomo czego, zamiast skupić się na tym, co najprostsze, co można zrobić "od ręki".

Myślę sobie, że każdy ma wokół siebie takie małe Cleveland i ludzi, którzy swoim życiem robią coś dobrego, zmieniają świat na lepsze. Nie trzeba ich szukać za oceanem. Oni są w Twoim domu, w Twoim sąsiedztwie, w Twoim najbliższym otoczeniu, na co dzień robią dobre rzeczy i nie domagają się poklasku. "Jesteś cudem" to opowieść trochę o nich, trochę o mnie i o Tobie, trochę o mieszkańcach Cleveland, a trochę o Reginie Brett. To opowieść o naszych obawach, lękach i nadziejach, o tym, co powstrzymuje nas przed działaniem, o tym co nas łączy i dzieli, o problemach, które mamy i radościach, oraz poruszeniach duszy, które czasami przeżywamy.

Ale przede wszystkim, to opowieść o Bogu, który przemawia przez ludzi. Przez Ciebie i przeze mnie, niezależnie od tego, czy w Niego wierzysz, czy nie wierzysz, jakiej jesteś płci i rasy, niezależnie od tego skąd pochodzisz i jakie masz przekonania. Czasami żeby zobaczyć swoje Cleveland wystarczy trochę baczniej się rozejrzeć i nieco szerzej otworzyć oczy. I tylko tyle.

------------------------------------------------
Źródła:

17 września 2016

Rudyard Kipling: Księga dżungli

Bardzo długo byłam przekonana, że "Księga dżungli" Rudyarda Kiplinga to powieść, tymczasem okazało się, że jest to zbiór opowiadań. Zanim przejdę do recenzji książki, myślę, że warto wspomnieć kilka słów o autorze.

Rudyard Kipling urodził się w 1865 roku w Bombaju. Większość swojego życia spędził w Indiach. W jego dziełach można dostrzec fascynację egzotyką Indii, przekonają się o tym także czytelnicy "Księgi dżungli". Książki Kiplinga zyskały ogromną popularność. W 1907 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Zmarł w 1936 roku w Londynie.

Na czym polegał fenomen Kiplinga? Powiedziałabym, że przede wszystkim na tym, że bardzo zręcznie potrafił wykorzystywać wiedzę, którą posiadał. Dzisiaj wszyscy piszą książki, wielu pisze żeby pisać, bo wydaje im się, że każdy człowiek jest ich potencjalnym czytelnikiem. Do pewnego stopnia rzeczywiście tak jest, ale tacy autorzy nie stają się przez to wybitnymi literatami. Fenomen Kiplinga polegał na tym, że miał on coś do przekazania. Potrafił przelewać swoje zainteresowanie Indiami, ich przyrodą, naturą na teksty literackie.

Świat "Księgi dżungli" to świat dziki, ale rządzący się ściśle określonymi prawami. To świat trudny, ale piękny, nieprzerysowany. W swoich opowiadaniach Kipling ukazuje różnice zachodzące między zwierzętami a ludźmi, nie zamykając się na możliwość międzygatunkowej przyjaźni. Pierwsze trzy opowiadania to historia Mowgliego, ludzkiego dziecka wychowanego przez wilki. Dojrzewający chłopak w pewnym momencie musi dokonać życiowego wyboru, czy zostać w dżungli, czy wrócić do "swoich". Jego człowieczeństwo staje się coraz wyraźniejsze a dżungla zwraca się przeciwko niemu. Z czasem okazuje się, że ludzie, do których Mowgli próbuje powrócić, w bardzo niewielkim stopniu różnią się od dzikich mieszkańców dżungli...

Oprócz historii Mowgliego, w książce znalazły się opowiadania: "Biała foka", "Rikki-Tikki-Tavi", "Toomai, druh słoni" oraz "Słudzy królewskiej Jejmości". "Księga dżungli" to klasyka literatury brytyjskiej, choć książka wyszła w kategorii "Literatura dla dzieci", jej lekturę polecam również dorosłym. 

Nie zachęcam do oglądania nowych ekranizacji opowieści Kiplinga, ponieważ bardzo trywializują tę historię i pomijają to, co w niej najpiękniejsze. Zdecydowanie godny polecenia jest film Zoltana Kordy z 1942 roku, polecam go Waszej uwadze. :)


5 września 2016

Daniel Kahneman: Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym.


"Pułapki myślenia...." prześladowały mnie od roku, stanowisko Kahnemana było mi znane już w czasach szkoły średniej ale dopiero niedawno sięgnęłam po tę książkę. Lektura całkiem lekka i przyjemna, choć ilość stron zastraszająca. Tezy autora są dość często powtarzane i przez to odniosłam wrażenie, że można by było napisać o tym artykuł zamiast pisać kilkusetstronicową książkę.

Według Kahnemana nasz umysł można podzielić na dwa systemy (System 1 i 2). Pierwszy, możemy porównać do zająca, drugi, do żółwia (w tym miejscu polecam krótką bajkę Disneya "Żółw i zając", można ją obejrzeć tu [klik]). Zając działa intuicyjnie, pracuje szybko na podstawie znanych schematów, które bardzo często nieadekwatnie stosuje do rzeczywistości. To właśnie on swoim zniecierpliwieniem i chęcią szybkich rezultatów, stosując uproszczone reguły wnioskowania powoduje błędy poznawcze. W licznych eksperymentach opisywanych przez Kahnemana można znaleźć potwierdzenie dla tezy, że zając często prowadzi nas na manowce i  bardzo rzadko ma rację. 

Żółw natomiast jest powolny, potrzebuje czasu i wysiłku. Jego rozstrzygnięcia są trafne, ponieważ są przemyślane. Samo "uruchomienie" żółwia wymaga dużego zaangażowania, ale tylko inwestowanie w system 2 ma sens. Telewizja i inne środki masowego przekazu, które wymuszają na nas prosty i niewymagający odbiór treści, dokarmiają naszego zająca. Z czasem "uruchomienie" żółwia przychodzi nam z większym trudem, a nasze myślenie jest nastawione na stereotypowy, schematyczny i często błędny odbiór rzeczywistości (jeśli interesuje Was ta tematyka zachęcam też do lektury książki Neila Postmana "Zabawić się na śmierć" - link do recenzji tutaj [klik]).

Czy jesteśmy w stanie uwolnić się od pułapek myślenia? Uważam, że nie. Zbyt wiele bodźców wpływa na nas z każdej strony abyśmy byli w stanie je wszystkie kontrolować i sprawdzać. Niemniej jednak, warto zadbać o swojego żółwia, choćby kontrolując treści, którymi karmimy go w wolnym czasie. Najpierw warto zapytać siebie "po co to robię?", "jaką mogę mieć z tego korzyść?", "czy na pewno warto poświęcić na to swój czas?". 

Człowiek jest tak skonstruowany, że czasami lubi robić rzeczy, z których nie ma absolutnie żadnego pożytku. Czasami lubi sobie szkodzić, wmawiając sobie, że jest to jedna z form jego odpoczynku. Ale czy naprawdę? Nie zawsze to, co wydaje się nam odpoczynkiem rzeczywiście nim jest. Nie dajmy się zwieść zającowi, w końcu to on zwodzi nas najczęściej! Gdy oglądamy telewizję bez opamiętania (albo pozwalamy na to, aby programy leciały "w tle" naszych czynności), zabijamy swoją moc twórczą i wyobraźnię, obniżamy poziom koncentracji i przyzwyczajamy umysł do działania Systemu 1. Żeby przyzwyczaić się do pracy Systemu 2 nie musimy przecież zostawać amiszami, wystarczy zapanować nad sposobem, w jaki korzystamy z rozrywek oferowanych przez współczesny świat.

Książkę Kahnemana polecam wszystkim, jest to literatura popularno-naukowa, w której autor wielokrotnie wyraża swoje stanowisko popierając je rezultatami eksperymentów psychologicznych. Wydaje mi się, że "Pułapki myślenia..." mogą być zachętą do tego, aby zainteresować się filozofią, która moim zdaniem jest podstawą wszelkich dyscyplin i poważnego myślenia o świecie. Studiując ją pielęgnujemy swój System 2. Osobiście nie przepadam za tymi wszystkimi eksperymentami psychologicznym, bo tak naprawdę każdy z nich oparty jest na pewnych założeniach i można go podważyć zadając odpowiednie pytanie. Niemniej jednak, eksperymenty także mogą stanowić punkt wyjścia dla rozważań nad wybranym tematem, czy problemem i w tym sensie są wartościowe. Zachęcam do lektury ;)

25 sierpnia 2016

Colin Falconer: Harem Sulejmana


Obejrzałam kilka odcinków "Wspaniałego Stulecia" i zdecydowałam się przeczytać książkę Colina Falconera. Przyznaję, że nie dobrnęłam do końca lektury. Na okładce widnieje napis, że to "powieść o bohaterach serialu Wspaniałe Stulecie". Nie jest to do końca prawda. Podobnie jak wielu innych czytelników, dałam się zwieść. W rzeczywistości ta książka została wydana pod innym tytułem już w roku 1993, a więc na długo przed powstaniem serialu. Wówczas powieść wyszła pod tytułem "Harem". 


Historia opowiedziana przez Colina Falconera różni się od tej znanej z serialu. "Harem Sulejmana" opowiada o tych samych bohaterach, ale w inny sposób (postacie mają zupełnie inne charaktery), próżno w nim szukać napięć znanych z serialu. Choć autor opisuje rozmaite intrygi, robi to w sposób niezadowalający, nieciekawy. Mnie we "Wspaniałym Stuleciu" urzekł przede wszystkim barwny język i sposób zwracania się do siebie bohaterów, niestety tego również nie znalazłam w książce.

Nawet postać sułtanki Hürrem wydaje się mało wyrazista, mało intrygująca - a to przecież ona skupia na sobie główną uwagę widzów serialu. Szkoda czasu na tę książkę. Rzadko to mówię, ale w tym wypadku lepszym rozwiązaniem będzie obejrzenie serialu.

13 sierpnia 2016

Regina Brett: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.


Felietony Reginy Brett to prawdziwa kopalnia życiowych mądrości. Książka opowiada o rzeczach prostych, o których często zapominamy w natłoku codziennych spraw i zdarzeń. Zwykle unikam czytania bestsellerów, ale ta książka prześladowała mnie przez kilka ostatnich miesięcy aż w końcu zdecydowałam się ją przeczytać. Nie żałuję. Czas poświęcony na lekturę był czasem autorefleksji i głębokich przemyśleń. Z pewnością sięgnę po kolejne felietony tej autorki.

"Bóg nigdy nie mruga" to opowieść o zakrętach życiowych, trudnych sytuacjach i sposobach radzenia sobie z nimi. W pewnym sensie jest to zapis z poszukiwania szczęścia. Regina Brett opowiada o swoich życiowych trudnościach, o niełatwym dzieciństwie i wyzwaniach wynikających z bycia samotną matką, o zmaganiach z chorobą. Konkluzja wyłaniająca się z tej książki jest taka, że Bóg naprawdę nie zsyła na nas więcej niż jesteśmy w stanie udźwignąć i zawsze daje nam narzędzia do tego, aby się uporać z trudnościami. Przekaz Reginy Brett jest prosty i skierowany do wszystkich, w tym tkwi jego ogromna siła. Jej przemyślenia nie są wydumane, ale zwyczajne i może właśnie dlatego są tak prawdziwe. Tej książki nie da się w kilku słowach opowiedzieć, trzeba ją przeczytać.

Mnie lektura książki "Bóg nigdy nie mruga" przyniosła wiele wzruszeń, radości i dodała odwagi, aby odkurzyć pewną historię sprzed wielu lat i opowiedzieć ją sobie na nowo. To ciekawe, jak niektóre książki wpływają na nas, dobrze, że w natłoku wydawniczych śmieci wciąż od czasu do czasu można trafić na prawdziwą perłę.

6 sierpnia 2016

Dzisiaj felieton zamiast recenzji

Dzisiaj zamiast recenzji napisałam felieton, który znajdziecie w zakładce "Inne teksty". Kiedyś pisanie felietonów sprawiało mi ogromną radość i robiłam to często, dzisiaj postanowiłam do tego wrócić. Różne wydarzenia, które miały kiedyś miejsce zasługują na to, aby je odkurzyć i opowiedzieć na nowo. Zapraszam do lektury: Kiedy wszystkie plany wezmą w łeb też może być dobrze.

29 lipca 2016

Zmiana szaty graficznej

W ostatnim czasie dochodziły do mnie głosy, że strona jest nieczytelna i zbyt nowoczesna. Rzekomo ta ostatnia cecha utrudniała nawigację. Z czasem sama uznałam, że taki styl mi nie odpowiada i postanowiłam to zmienić. W poprzednim szablonie zbyt wiele było niedociągnięć, które mogły zniechęcać. Przez długi okres wierzyłam, że uda mi się je jakoś naprawić, ale nawet po naprawie odniosłam wrażenie, że zmiana szaty graficznej nie była najlepszym pomysłem. Wolę rozwiązania minimalistyczne i przejrzyste, poprzedni szablon na pewno tych wymagań nie spełniał. Mam nadzieję, że od tej pory będzie Wam się lepiej czytało mojego bloga ;)

28 lipca 2016

Janka Szczęsna: Wyznanie, prawdziwa historia polskiej prostytutki



Zgodziłam się zrecenzować tę książkę, ponieważ ciężkie tematy takie jak: prostytucja, narkomania, czy przemoc w rodzinie, zasługują na uwagę. Książki tego typu mogą być dla kogoś przestrogą, mogą też pomóc zrozumieć człowieka, który pewne decyzje podejmuje w wyniku znalezienia się w ciężkiej życiowej sytuacji. Choć go to w żadnym sensie nie usprawiedliwia, na pewno w jakiś sposób tłumaczy pewne decyzje, czy zachowania.

Czy lektura książki Janki Szczęsnej może kogoś ustrzec przed prostytucją? Nie wiem. Czytanie tej książki jest trudne, oczywiście nieprzyjemne, momentami wręcz odstręczające. W pewnym sensie takie być powinno, temat nie należy do lekkich i z pewnością stoją za nim ciężkie psychiczne przeżycia, których autorka prawdopodobnie nigdy nie wymaże z pamięci.

Język tej książki jest wulgarny i mocny, domyślam się, że ktoś, kto wszedł na drogę prostytucji może mieć problem żeby się takiego języka oduczyć. Z tego powodu mam mieszane uczucia na temat tej książki. Z jednej strony pewnie musi być taka, jaka jest. Z drugiej strony, większe wrażenie wywarła na mnie książka Christiane F. "Dzieci z dworca ZOO", traktująca o młodej narkomance. Nie chodzi o ciężar przeżywanych doświadczeń, ale o reportażowy język tej książki.

"Wyznanie..." to opowieść bardzo subiektywna, bardzo osobista i w pewnym sensie przerażająca. W książce pojawia się dwóch narratorów, pierwszoosobowy oraz trzecioosobowy. Wydaje mi się, że ten drugi został wprowadzony po to, aby nie pozwolić książce zamienić się w pamiętnik. Tymczasem mimo narracji trzecioosobowej ta opowieść jest bardzo subiektywna i napakowana dużą dawką negatywnych emocji. Z drugiej strony cała ta historia i postać Janki wydają się być tak zmanierowane, że aż trudno powiedzieć, czy rzeczywiście książka jest tak prawdziwa, jak opisał to wydawca. Oczywiście nie twierdzę nic na temat realnej kobiety, która stoi za napisaniem tej książki. Mam raczej na myśli obraz postaci, który wyłania się z tekstu.

Kim jest Janka? Po lekturze książki nie potrafię odpowiedzieć do końca na to pytanie. Myślę, że najlepiej będzie gdy sami przeczytacie i to ocenicie, a być może po lekturze będziecie w stanie coś mi o Jance opowiedzieć.

19 lipca 2016

D. Hunter: Tajemnica Pauli


"Tajemnica Pauli" nie urzekła mnie. Muszę przyznać, że nie dobrnęłam do końca tej powieści. Dawno nie zetknęłam się z książką tak nieuporządkowaną pod względem treści. W trakcie czytania okazuje się, że są dwie główne bohaterki, nie zaś jedna - jak zdaje się sugerować tytuł.

Momentami trudno powiedzieć kto jest bohaterką danego fragmentu, czy Paula, czy Linda. Właściwie nie wiadomo o czym jest ta książka, treść umyka, nie ma płynnych przejść od jednego fragmentu do drugiego. Fabuła nie porywa. Szkoda, ponieważ w serii "Rodzinne Sekrety" można znaleźć bardzo wiele interesujących tytułów, zdecydowanie wartych lektury. "Tajemnica Pauli" do nich nie należy.

Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce. Niestety taka ocena czasami okazuje się najbardziej adekwatna. Trudno powiedzieć coś więcej, ta książka nie wniosła żadnej nowej jakości w moje życie, nie wzbudziła żadnej refleksji. Nie zawiera żadnych walorów artystycznych, które mogłyby jakoś zrehabilitować to treściowe nieuporządkowanie. Nie polecam i odradzam.

5 lipca 2016

M. Broad: Jacek Placek. Odwiedziny Wampira.


Jacek Placek to sympatyczny chłopiec, który mimo swej niewinności, regularnie pakuje się w kłopoty. Jacek przeżywa wiele fantastycznych przygód, które są na tyle niewiarygodne, że za każdym razem, gdy próbuje komuś o nich opowiedzieć, zyskuje opinię kłamczucha.

Tym razem w książce znalazły się trzy zabawne historie o tym, jak chłopiec spotkał: wampira, dwa diabły oraz rycerza. Najbardziej zapada w pamięć historia o dwóch diabłach. Cóż... Nie co dzień spotyka się te istoty u fryzjera.

Zdecydowanie polecam tę książkę, świetnie sprawdzi się jako lektura na wakacje i rozbudzi dziecięcą wyobraźnię. Warto przyjrzeć się również innym publikacjom Michaela Broada, spodziewam się, że są równie interesujące.

27 czerwca 2016

M. Broad: Jacek Placek. Futbolowa Bestia


Książka o przygodach Jacka Placka składa się z trzech zabawnych opowieści o tym, jak chłopiec spotkał: Futbolową Bestię, Morskiego Potwora i Upiora. Każda z tych historyjek na pewno wywoła uśmiech na dziecięcej buzi. Choć temat futbolu może uchodzić za typowo chłopięcy, myślę, że są to opowiastki przeznaczone dla wszystkich dzieci, niezależnie od płci.

Tytułowy Jacek Placek to sympatyczny urwis o bogatej wyobraźni. Chociaż Jacek nie jest aktywnym poszukiwaczem przygód, wszystkie przygody znajdują go same. Nierzadko powodując kłopoty. Chłopiec bardzo często nawiązuje nietypowe znajomości z baśniowymi stworami, które pojawiają się w najbardziej niespodziewanych momentach jego życia.

"Jacek Placek. Futbolowa Bestia" to świetna lektura na wakacje oraz wspaniały pomysł na prezent dla młodego czytelnika. Opowieści zawarte w książce doskonale nadają się do wspólnej lektury przy ognisku. Przygody młodego bohatera z pewnością rozbawią nie tylko młodych, ale także dorosłych czytelników.

10 czerwca 2016

P. Bernatek-Brzózka, T. Brzózka: Fitness dla kobiet


Pogoda jest fantastyczna i sprzyja uprawianiu sportów (w każdym razie na pewno rano i pod wieczór). "Fitness dla kobiet" to świetna propozycja dla zainteresowanych tematem. Chociaż... czasami zastanawiam się nad sensem wydawania tego typu książek. W dobie YouTube'a co druga kobieta trenuje z Ewą Chodakowską albo z Mel B, albo przynajmniej wie kim są te panie.

Mimo wszystko, wydawanie takich publikacji nie jest zupełnie pozbawione sensu. Chociaż fitness jest dzisiaj bardzo popularną formą aktywności fizycznej, wciąż niewiele osób zastanawia się nad tym, co tak naprawdę dają te ćwiczenia, w jaki sposób wpływają na nasze mięśnie i na stan naszego zdrowia. Książka "Fitness dla kobiet", jest właśnie dla tych z Was, które chciałyby się tego dowiedzieć. Na Waszym miejscu nie pokładałabym jednak żadnych nadziei w płycie, która jest dołączona do książki. Przykro mi to mówić, ale choć książka pod względem merytorycznym jest bardzo interesująca, nie można tego samego powiedzieć o płycie. Stanowi ona raczej słaby dodatek. Jakość nagranych materiałów pozostawia wiele do życzenia, obiecywanych ćwiczeń jest bardzo mało i właściwie można by  było się bez nich obyć.

Niemniej jednak, polecam kupno tej książki. Od strony merytorycznej jest bardzo bogata. Oprócz zbioru ćwiczeń zawiera pytania, które warto sobie zadać przed rozpoczęciem aktywności fizycznej. Zawiera również treści, które pozwolą zrozumieć, co tak naprawdę "dzieje się" podczas treningu. Zakup tej książki na pewno nie będzie stratą pieniędzy :)

15 maja 2016

[KONKURS!] K. C. Hiddenstorm: Władczyni Mroku


"Władczyni Mroku" to opowieść dla wielbicielek krwawego fantasy. Jest to książka napisana z perspektywy kobiety i dla kobiet. Mnie osobiście nie zainteresowała, ponieważ mam inny gust literacki. Niemniej jednak domyślam się powodów, przez wzgląd na które tego typu książki są lubiane. 

Powieść "Władczyni Mroku" to łatwa w odbiorze historia dla ludzi, którzy poszukują w literaturze przede wszystkim specyficznie rozumianej rozrywki. Zastosowany w książce "filmowy" typ narracji jest tego najlepszym potwierdzeniem. Choć objętość tej książki może przerazić, czyta się ją niezwykle szybko i sprawnie. 
Mimo tego, że "Władczyni mroku" nie zainteresowała mnie, postanowiłam zorganizować konkurs z udziałem tej książki. Jest to forma "wyjścia na przeciw" tym czytelnikom, którzy tego typu literaturę cenią i lubią.

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1. Polubić stronę bloga na Facebooku [klik]
2. Udostępnić post konkursowy na swoim profilu
3. Odpowiedzieć mailowo na pytanie konkursowe: Gdybyś miał/miała możliwość zaprojektowania swojego życia na wzór fantasy, jak ono by wyglądało i czym byś się zajmował/zajmowała? Maile proszę wysyłać na adres: wezksiazkedlasiebie@gmail.com w temacie maila proszę wpisać "Władczyni Mroku".
4. Zakończenie konkursu 25.05.2016 o godzinie 11:00. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Aż trzy najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone ebookiem - Powodzenia! ;)

Fundatorem nagród w konkursie jest wydawnictwo E-bookowo.

Kulisy powstawania książki "Władczyni Mroku"


Na maj zaplanowałam dla Was konkurs, który zostanie dzisiaj ogłoszony. Nagrodą za Wasz udział w konkursie jest ebook K. C. Hiddenstorm "Władczyni Mroku". Jest to książka beletrystyczna dla wielbicieli fantasy, którzy cenią sobie krwawe opowieści. Aby przybliżyć Wam lekturę konkursową postanowiłam zadać kilka pytań autorce...

Monika M. Zielińska (MMZ): Skąd wziął się pomysł na "Władczynię Mroku"?
K. C. Hiddenstorm (KCH): U podstaw historii "Władczyni Mroku" znajduje się teoria "A co, jeśli nasze tęsknoty i pragnienia są echem życia, które nam ukradziono?", jest to ukłon w stronę wszystkich marzycieli, indywidualistów i niepoprawnych romantyków. Za tą historią stoi również chęć przełamania pewnych stereotypów i ogranych schematów, jak choćby diabeł, moralność, czy pojęcie dobra i zła oraz zabawa konwencją, mieszanie gatunków.

MMZ: Skąd czerpałaś inspirację, pomysły na bohaterów i rozwijanie fabuły?
KCH: Przede wszystkim z wyobraźni :) Pomijając potęgę pisarskiego umysłu, szalenie inspirująca jest dla mnie muzyka ("ścieżka dźwiękowa" zawarta w powieści nie jest przypadkowa); 90% pomysłów narodziło się, gdy ze słuchawkami na uszach spacerowałam po lasach, łąkach i gdzie tam jeszcze mnie nogi poniosły, a mój mózg wyświetlał film pod lecące właśnie utwory i wydaje mi się, iż "filmowy" sposób prowadzenia narracji jest doskonale widoczny na kartach tej powieści, gdyż w głowie widziałam to właśnie tak - jako film. A skoro jesteśmy już przy filmach, to w nich również niejednokrotnie znajduję inspirację, podobnie w książkach, a czasem nawet w codziennym życiu. Do pewnego stopnia "Władczyni Mroku" i występujące w niej postaci były przemyślane, zaplanowane, wydaje mi się jednak, że w pewnym momencie fabuła i bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, wymykają się spod pióra pisarza, który nie pisze już tego, co wymyślił, a opisuje to, co zobaczył zaglądając do świata, nad którym stracił jakąkolwiek kontrolę - tak właśnie się stało. I tak jest dobrze. John Fowles powiedział: "zaplanowany świat (taki, w którym widać wyraźnie, że go zaplanowano) to świat martwy. Gdy nasze postacie i wydarzenia przestają nas słuchać, wtedy dopiero zaczynają żyć prawdziwym życiem", a ja zgadzam się z nim w zupełności.

MMZ: W jaki sposób przebiegała Twoja praca? Jak długo powstawała książka? 
KCH: Powieść pisałam około 1,5 roku (z edycją i korektą włącznie). Starałam się pisać codziennie, lecz oczywiście chęci to jedno, a możliwości zupełnie co innego. Gdy była wena, nie zawsze był czas, zaś gdy był czas, wena niekoniecznie miała ochotę współpracować. W większości pisanie było przyjemnością, lecz zdarzały się chwile, że było ono również torturą (zwłaszcza gdy fabuła wymykała się spod kontroli i/lub następował tzw. pisarski paraliż), jednak koniec końców satysfakcja ze stworzenia tej powieści przyćmiła wszelkie niedogodności i wyrzeczenia (mówiąc "wyrzeczenia", mam na myśli śpiączkę życia prywatnego). A największą zaś nagrodą jest czytelnik mówiący: "Hej, Hiddenstorm, podobała mi się ta historia".
 
MMZ: Która postać jest Ci najbliższa i dlaczego? 
KCH: Choć z każdą z postaci czuję się w jakimś stopniu związana (właściwie to w całkiem sporym), to jednak wydaje mi się, że najbliższa jest mi Megan Rivers, główna bohaterka. Zapewne w dużym stopniu przyczyniła się do tego narracja pierwszoosobowa, jaka zastosowana jest w rozdziałach opisujących tę część historii, która dzieje się w San Francisco, jak i fakt, iż ona również jest pisarką zmagającą się z podobnymi rozterkami. Myślę, że mniej lub bardziej świadomie dałam Megan trochę swoich cech osobowości, lecz mimo to nie jest ona mną, nie jest ona moją kopią, a raczej osobą, którą chciałabym być (a już na pewno chciałabym dysponować jej mocami) i analogicznie przez związek z nią bliski jest mi również Nicholas Marlowe, ale to już może nie rozwijajmy wątku, bo powiem za dużo...

MMZ: Dziękuję Ci za to, że zgodziłaś się w kilku słowach przybliżyć czytelnikom mojego bloga "Władczynię Mroku" ;)
KCH: Dziękuję również i zachęcam do lektury :)  

13 maja 2016

Mindfulness - stan umysłu


Jakiś czas temu o mindfulness zrobiło się głośno, chociaż są kręgi, w których było znane już od dawna. Mindfulness to nie tylko stan umysłu. Przy systematycznej praktyce przeradza się w styl życia. Polega na skupieniu i obecności, na przeżywaniu teraźniejszości i cieszeniu się nią. Cały czas zastanawiam się dlaczego mówi się o mindfulness tak, jakby to był jakiś nowy wynalazek? Dlaczego mówimy "mindfulness", a nie np. "stan pełnego skupienia"? Jest to synonimiczne a jednak ludzie wolą mówić, że idą na hamburgera, a nie na kanapkę z wołowiną. Nasz język jest bogaty i piękny, nie brakuje w nim określeń, które moglibyśmy stosować zamiast amerykańskich lub angielskich nazw. Tak naprawdę to jest temat rzeka, który zasługiwałby na osobny post. Wystarczy przejrzeć kilka ogłoszeń o pracę, żeby zobaczyć trend posługiwania się anglojęzycznymi nazwami - często wygląda to po prostu śmiesznie.


Każde skupienie na chwili obecnej, czy to na nauce, czy na kontemplacji przyrody jest określane jako "stan mindfulness". Ta nazwa nie wnosi niczego nowego w nasze życie. Czasami wydaje mi się, że anglojęzyczne nazwy w języku polskim są używane po to, żeby komuś podnosić ego. Tylko nie wiem komu, po co i dlaczego ;)

Dr Jan Chozen Bays: Uważność w jedzeniu


W tej książce znajdziecie ćwiczenia pomagające praktykować uważność w jedzeniu. Niektóre porady Jan Chozen Bays wydają mi się zbyt trywialne żeby w ogóle je zapisywać. Dla mnie jest to raczej oczywiste, że uważność w jedzeniu, jak i w każdej innej dziedzinie życia jest czymś cennym i ważnym. Pomaga zachować lepsze zdrowie i komfort umysłu. Zamiast o tym czytać, wystarczy po prostu zacząć się skupiać na tym, co się robi. Przede wszystkim warto robić tylko jedną rzecz na raz. Wielozadaniowość rozprasza uwagę i bardzo męczy. Tymczasem, naprawdę wystarczy po prostu skupić się na robieniu jednej rzeczy na raz, aby czuć się bardziej komfortowo.

Dr Jan Chozen Bays: Mindfulness: Jak wytrenować dzikiego słonia i inne przygody w praktyce uważności


W tej książce znajdziecie wachlarz prostych ćwiczeń, które pomogą Wam praktykować stan skupienia i obecności. Nie są to ćwiczenia, które wymagają od kogokolwiek jakiegoś specjalnego zaangażowania. Autorka pokazuje, że skupienie można ćwiczyć w każdej chwili swojego życia - wrażenie "odkrycia Ameryki" nie opuszcza jej ani na chwilę. Tymczasem, ja mam wrażenie, że jest to kolejna publikacja, w której banał podnoszony jest do rangi jakiegoś wielkiego odkrycia a treść merytoryczna w ogóle nie jest brana pod uwagę. Można powiedzieć, że jest to zaprzeczenie idei uważności, którą autorka usilnie chce praktykować.


Cóż... Pośród czytelników jest zapotrzebowanie na różne książki. Choć moim zdaniem, szkoda czasu na banały ;)

8 maja 2016

F. Couplan, A. Lazaron: Rośliny lecznicze. Uprawa i zastosowanie. 20 roślin o tysiącach zalet.


Książka zawiera zbiór opisów 20 roślin. Znalazły się w niej rośliny powszechnie znane i stosowane w ziołolecznictwie, oraz te mniej popularne. Treść wzbogaciły zdjęcia i rysunki, które ułatwią laikowi identyfikację ziół. W zbiorze znalazły się nie tylko porady dotyczące właściwości prezentowanych roślin i  zalecenia jak je stosować, ale również wskazania dotyczące ich uprawy.

Mimo wspomnianych zalet, zbiór wydaje się być chaotyczny. Moim zdaniem jest to największa wada tej książki. Brakuje jakiegoś uporządkowania treści (np. "zioła na określoną dolegliwość", albo "zioła według miejsca występowania"). Wydaje się, że rośliny przedstawione w książce zostały dobrane przypadkowo, równie dobrze można by było umieścić tutaj jakiś inny zestaw roślin. Chaos sprawia, że taki poradnik, choćby najpiękniej wydany, jest kompletnie nieużyteczny.

Mimo interesujących treści nie poleciłabym tej książki nikomu, kto zastanawiałby się nad jej zakupem. Zazwyczaj do poradników ziołoleczniczych sięgamy w celu znalezienia rozwiązania dla konkretnego problemu. Jeśli posługiwanie się taką książką jest utrudnione przez niejasny układ treści, używanie jej po prostu nie ma sensu.

5 maja 2016

Zapowiedzi na maj



Dzisiaj mam dla Was zapowiedź wiosennej niespodzianki. Polecam obserwować stronę, ponieważ 15 maja ukaże się wpis konkursowy i znów będzie okazja na zdobycie interesującej książki - tym razem w formie E-booka. Na razie nie zdradzam tytułu, ponieważ właściwy wpis ukaże się właśnie 15 maja :)

W planach na maj jest również nowa podstrona bloga. Nie wiem czy uda mi się to zrealizować, bo koniec roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami. Mimo tego głęboko wierzę, że na wszystko znajdzie się czas i mam nadzieję, że z końcem tego miesiąca faktycznie ukaże się nowa podstrona. Najprawdopodobniej będzie to inny blog, połączony linkiem ze stroną główną (tak, jak połączyłam malinowoherbacianą z czytamirecenzuje). Możliwości Blogspota nie wystarczają mi do tworzenia satysfakcjonujących podstron, dlatego szukam innych rozwiązań. ;)

Postanowiłam się jeszcze lepiej zorganizować i planować zawczasu recenzje, które dla Was piszę. Kiedyś nie było takiej potrzeby, ponieważ nie współpracowałam z tyloma wydawnictwami i właściwie wpisy mogły ukazywać się w dowolnych momentach. Teraz widzę coraz większą potrzebę zaplanowania postów. Można powiedzieć, że już w jakimś stopniu robiłam to wcześniej, ale czuję, że teraz powinnam jeszcze bardziej się na tym skoncentrować. 

Tak czy inaczej, maj zapowiada się twórczo ;)

1 maja 2016

Rytuały z życia moli książkowych


Kolejny raz skorzystałam z Facebookowej grupy Bookathon Polska. Tym razem chciałam poznać Wasze zwyczaje czytelnicze. Oprócz dość tendencyjnych odpowiedzi znalazło się kilka całkiem ekscentrycznych, jak np. wyciszanie się przy dźwiękach odkurzacza.

Nie ulega wątpliwości, że jako mole książkowe po prostu czytamy wszędzie. Dzień bez czytania można spokojnie uznać za stracony. Jednak są takie miejsca, w których czyta nam się lepiej niż w innych. Niektórzy lubią spokój w pełnym poduszek fotelu. Inni, gwar w środkach komunikacji miejskiej. Jedni uwielbiają czytać w absolutnej ciszy, a drudzy zanurzają się w lekturę słuchając muzyki instrumentalnej.

Zwykle jednak zgadzacie się co do tego, że muzyka "do czytania" musi być albo instrumentalna, albo śpiewana w nieznanym języku. Czasami odpowiednio dobrana muzyka pomaga lepiej wejść w klimat książki. Mnie również zazwyczaj rozpraszają słowa piosenek, Enya i Secret Garden to dwa wyjątki ;).

Niektórzy z Was zamiast muzyki wybierają playlisty z dźwiękami natury. Jeśli chodzi o mnie, to bardzo często odtwarzam sobie odgłosy deszczu i burzy - wśród Was również znaleźli się miłośnicy tych dźwięków. Odgłosy deszczu znaleźć możecie nie tylko na dworze, ale także na YouTube, Spotify oraz w aplikacjach dostępnych w sklepie Google Play- są to całkiem niezłe zastępniki. Chociaż, oczywiście nic nie zastąpi prawdziwego deszczu!

Niezmiennie najbardziej powszechnym przepisem na czytanie okazuje się być: książka, kakao, poduszki i koc. Ważne żeby z tym nie przesadzać, bo hektolitry kakao i żywot kanapowca nie są najlepszym połączeniem. Jednak, od czasu do czasu warto sobie pozwolić na taką przyjemność :)

29 kwietnia 2016

Kilka refleksji na temat filmowych adaptacji "Księgi Dżungli"


Im dłużej śledzę działalność Disneya, tym bardziej wyraźnie widzę jak sieje spustoszenie wśród klasycznych, wartościowych baśni. Powieść Rudyarda Kiplinga "Księga Dżungli" jest powszechnie uznawana za klasykę literatury dziecięcej. Zawiera wiele trudnych treści, które silnie korespondują z trudami codziennego życia. Tymczasem pierwsza ekranizacja Disneya z 1967 roku dość mocno strywializowała treści zawarte w książce, podając je młodym widzom w formie bardzo uproszczonej. Co przyniesie tegoroczna ekranizacja? Cóż... Po obejrzeniu zwiastuna nie czuję się zachęcona do zapoznania się z tym filmem. Disney naprawdę nie ma skrupułów w wykorzystywaniu klasycznych utworów, w formowaniu ich w dowolny sposób, by zarobić na tym ogromne pieniądze. Robi to ze szkodą dla treści tych dzieł. Szkodzi i ma duże pole do popisu, ponieważ jest bardziej znany niż Rudyard Kipling (to przykra prawda).

Nie chcę uprawiać pustego krytykanctwa, dlatego mam dla Was coś jeszcze, jakąś jakość pozytywną, która być może przypadnie Wam do gustu. Jako dziecko chętnie i często oglądałam film "Księga dżungli" w reżyserii Zoltana Kordy. Jest to ekranizacja z 1942 roku. Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu, całość można obejrzeć na YouTube ;)


28 kwietnia 2016

Leo Babauta: Książeczka Minimalisty


Leo Babauta pisze pod hasłem minimalizmu. Książka jest zachętą do tego, aby przestać konsumować i zacząć żyć. Właściwie trudno powiedzieć coś nowego, ponieważ treści zawarte w tej pozycji są zbieżne z "Zen to done". Ktoś, kto czytał inne publikacje Babauty nie będzie specjalnie zaskoczony. "W książeczce minimalisty" żadna nowa jakość się nie pojawia. To typowy poradnik dla ludzi, którzy oczekują konkretnych i szczegółowych rad w zakresie przechodzenia na minimalizm.

Moim zdaniem niektóre z tych rad są przesadne. Jak choćby propozycja żeby zdigitalizować wszystkie swoje książkowe zbiory i pozostawić tylko pliki na komputerze. Ten pomysł chyba zabolał mnie najbardziej. Mój pokój jest obudowany książkami, decyzja żeby się którejś "pozbyć" zwykle przychodzi mi z ogromnym trudem.

Autor argumentuje, że zbyt wielka ilość przedmiotów powoduje przytłoczenie. Cóż, nie czuję się w żaden sposób przytłoczona przez książki piętrzące się dookoła. Pomieszczenia z wieloma książkami zawsze wydawały mi się bardziej przytulne, niż surowe wnętrza z katalogów meblowych. Oczywiście warto co jakiś czas przejrzeć biblioteczkę pod kątem tego co jest wartościowe, a co nie. Wielu autorów dzisiaj bryluje w ilości publikacji, ale jakość niekoniecznie jest ich mocną stroną.

Pozostałe rady Babauty są bardzo praktyczne (choć ich praktyczność zależy od upodobań czytelnika), mogą stanowić podpowiedź dla każdego, kto zechce "nawrócić się" na minimalizm. Jestem zdania, że warto szukać swoich sposobów na życie i samemu je tworzyć. Poradniki, czy książki mogą stanowić tylko jakąś inspirację lub wskazówkę, ale lepiej nie traktować ich jak gotowe przepisy na życie.

Jeśli poszukujecie wskazówek dotyczących tego, jak zamienić ilość na jakość, polecam "Książeczkę Minimalisty"!

21 kwietnia 2016

Siedmioróg: Dzikie łabędzie


"Dzikie łabędzie" to baśń rodzinna o dobrej królewnie, złej czarownicy i braciach zaklętych w łabędzie. Królewna nie może się pogodzić z tragedią, jaka spotkała jej rodzinę. Decyduje się zawalczyć o swoich bliskich. Królewna po złożeniu obietnicy krasnalowi, jest gotowa milczeć aby ocalić braci, ryzykując przy tym utratę życia. Dziewczyna jest gotowa poświęcić swoją miłość do przystojnego królewicza, w imię ratowania rodziny. Jak zakończy się ta baśń? Sprawdźcie razem z Waszymi pociechami.

Baśń "Dzikie łabędzie" to wartościowy prezent szczególnie dla małych czytelniczek. Jest to wersja skrócona baśni Hansa Christiana Andersena, opowiedziana bardziej zrozumiałym językiem. Warto jednak zastanowić się nad tym, czy uproszczony tekst nie zubaża treści. Moim zdaniem należy propagować czytanie oryginalnych baśni, także wśród najmłodszych czytelników. W lekturze zwykle chodzi o coś więcej, niż tylko oddanie sensu fabuły.

Niewątpliwie największą zaletą tej książki są ilustrację. Uważam, że może to być atut rozstrzygający o jej kupnie. Moim zdaniem obrazki są przepiękne i zasługują na uwagę, na pewno rozbudzą niejedną, dziecięcą wyobraźnię.

Warto kupić książkę "Dzikie łabędzie" z dwóch powodów. Po pierwsze, warto czytać. Po drugie, warto czytać baśnie ;) 

14 kwietnia 2016

Leo Babauta: Zen to done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności.


"Zen to done" nie jest książką, która wnosi do życia czytelnika jakąś nową jakość. Autor podaje przykłady różnych sposobów zapanowania nad codziennym bałaganem. Leo Babauta formułuje swoje myśli odnosząc się do buddyzmu zen, do minimalizmu, zwiększania świadomości codziennych przeżyć i doświadczeń, większej swobody ducha, którą można uzyskać poprzez zmienianie rzeczywistości znajdującej się na zewnątrz (chodzi o to, aby nie otaczać się zbyt wieloma przedmiotami, które są niepotrzebne i rozpraszają uwagę) itd. 

Wydaje mi się, że system produktywności Zen to done (ZTD) nie jest specjalnie odkrywczy. Mam wrażenie, że jest to raczej zbiór oczywistości, do których każda refleksyjna istota może dojść samodzielnie. Niewątpliwie książka jest opcją "dla leniwych". Szczególnie dla tych, którzy chcą wdrożyć w swoje życie pewną serię zasad, niekoniecznie wiele się przy tym zastanawiając.

Babauta do swojej książki podchodzi raczej z dystansem. Sam też chyba jest świadomy tego, że serwuje czytelnikowi pewien zbiór oczywistości. Właśnie dlatego uważam, że jest to przede wszystkim książka dla tych, którzy albo nie mają czasu żeby samodzielnie zastanowić się nad sposobem zwiększenia swojej efektywności, albo zwyczajnie nie chce im się tego robić i wolą posłużyć się takim "gotowcem".

Czytałam już wcześniej książki tego autora, raczej mi się one podobały, ale w "Zen to done" nie znajduję niczego porywającego, ani wyjątkowo inspirującego...

12 kwietnia 2016

Egon Naganowski: Robert Musil


Dotąd nie znałam twórczości Roberta Musila. Można powiedzieć, że swoją przygodę z tym autorem rozpoczynam od końca. Zazwyczaj czytelnik sięga po monografię dotyczącą danego autora dopiero po zapoznaniu się z tekstami źródłowymi. U mnie zdarzyło się odwrotnie. Nie miałam jeszcze okazji czytać dzieł tego austriackiego autora.

Zaczynam więc od końca, od książki Egona Naganowskiego pod tytułem "Robert Musil". Myślę, że autor tej książki sam był pod wielkim wrażeniem życia i twórczości austriackiego pisarza. Śmiało można powiedzieć, że jest to monografia napisana "z duszą". Płynna narracja Egona Naganowskiego robi wrażenie przeźroczystej (w dobrym sensie tego słowa). Czytelnik zagłębia się w twórczość Roberta Musila, staje się uczestnikiem jego skomplikowanego, ale także ekscentrycznego i intrygującego świata.

"Zdaniem Musila człowiek nie jest ani dobry, ani zły, ale stanowi "płynną masę", która kryje w sobie sprzeczne tendencje i nigdy nie wiadomo, która z nich weźmie górę. (...) Człowiek bez właściwości traktuje życie jako eksperyment, szuka odpowiedniego zastosowania dla swych zdolności". 

Cytowany fragment daje jakieś wyblakłe wrażenie na temat tego, czym jest tytułowy człowiek bez właściwości. Oczywiście, powyższy cytat absolutnie nie wyczerpuje tego pojęcia. Mnie zainteresowała szczególnie kwestia "spojrzenia", odbijania pewnych wzorców społecznych. (Jest to w jakimś sensie przedłużenie moich zainteresowań filozofią Jeana Jacquesa Rousseau). Na podstawie książki Naganowskiego, odnoszę wrażenie, że twórczość Musila jest wielowymiarowa i może być rozważana na bardzo wielu poziomach, w bardzo wielu kontekstach.

Egon Naganowski z wielką erudycją interpretuje i analizuje "Człowieka bez właściwości", oraz inne teksty, które wyszły spod pióra Roberta Musila. Twórczość austriackiego pisarza jest silnie związana z jego życiorysem. "Człowiek bez właściwości" to powieść z kluczem, dlatego nie można jej interpretować w oderwaniu od życia autora.

Książka Egona Naganowskiego jest bardzo porywająca. Nie tylko ze względu na przedstawianą postać, ale również ze względu na płynność narracji i wnikliwe podejście do rozważanego tematu. Z pewnością Robert Musil to postać ekscentryczna, skomplikowana charakterologicznie, filozoficznie interesująca. Książka Naganowskiego zachęciła mnie do tego, aby sięgnąć do źródeł. Dopisałam "Człowieka bez właściwości" do swojej listy książek do przeczytania... 

4 kwietnia 2016

Katarzyna Miller: Kup kochance męża kwiaty

 

Ludzie zdradzają i to żadna nowina. Ale zdrada wcale nie musi dotyczyć relacji damsko-męskiej. Bo jeszcze częściej niż inni nas, same zdradzamy siebie. Rzadko kiedy się nad tym zastanawiamy, a przecież znacznie częściej zdradzamy samych siebie, niż doświadczamy tego od innych ludzi. I może połowa tych zdrad, którymi ranią nas inni, lub, którymi my ranimy ich, wcale by się nie wydarzyła gdyby nie nasze zdrady samych siebie? Być może tak, być może nie...

W książce "Kup kochance męża kwiaty" Katarzyna Miller (psycholożka i filozofka) z wielką pogodą ducha opowiada o kobietach, o mężczyznach, o dzieciach, o rodzicach i o zdradach, które dotyczą każdej z tych grup. Autorka zaraża dystansem do świata i jakąś taką pozytywną energią, której (mam wrażenie) jakoś nam brakuje w dzisiejszych czasach. Książka adresowana jest raczej do kobiet, chociaż uważam, że  mężczyźni także znaleźliby w niej coś dla siebie. Trochę jest to opowieść o kobiecej solidarności, której dzisiaj brakuje w świecie. Trochę zachęta do tego, żeby zobaczyć sprawy tak, jak one się mają, a nie przez pryzmat emocji. Z drugiej strony, zachęta do tego, by tych emocji nie tłumić. By sobą być, tak szczerze, nie grać, nie bawić się w te wszystkie instruktażowe porady z poczytnych poradników.

To również opowieść o inteligencji emocjonalnej, za którą wielu ludzi tęskni nie zdając sobie z tego sprawy. To książka o przyzwoleniu na przeżywanie, o nieudawaniu. Tak łatwo jest czasem zapomnieć o sobie. Tymczasem, nie jest niczym kontrowersyjnym powiedzieć, że dopiero człowiek szczęśliwy sam ze sobą będzie mógł być szczęśliwy z innymi. Wyrzekając się siebie tetryczejemy, gorzkniejemy i zamiatamy pod dywan to, co nas boli. Z czasem zaczynamy swoje nieszczęście przelewać na innych, a dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy swoją wartość umiejscawiamy na zewnątrz (o czymś podobnym pisze Jean Jacques Rousseau, kiedy krytykuje stan uspołecznienia). 

"Kup kochance męża kwiaty" to nie tylko książka o relacjach damsko-męskich, ale również zachęta do tego abyśmy nie bały/nie bali się siebie, pozwalały/li sobie oddychać pełną piersią, rozwijać się i patrzeć na życie z większą pogodą ducha, z inteligencją emocjonalną i jakąś taką życiową mądrością, której nie da się nauczyć z książek, ale z codziennego doświadczenia.

Serdecznie polecam tę lekturę, oraz wystąpienie Katarzyny Miller, które miałam przyjemność niedawno oglądać. Przyznam, że obejrzałam je już pięć razy, bo tyle razy chciałam się nim z kimś podzielić i zarazić tą pogodą ducha kogoś jeszcze. Wystąpienie trwa tylko 30 minut, miło się słucha, a jeszcze przy okazji można znaleźć w nim coś mądrego dla siebie ;) 


Jeśli macie jakieś spostrzeżenia dotyczące tego wystąpienia, albo książki zachęcam do umieszczenia ich w komentarzach. Może wywiąże się nam z tego jakaś ciekawa rozmowa :)