25 lutego 2016

Randall Wallace: Dotyk



Na co dzień czytam bardzo dużo książek, artykułów. Jest ich znacznie więcej, niż te prezentowane na blogu. Nie wystarcza mi czasu na to, aby dzielić się wszystkim, ale przy okazji recenzowania tej książki chciałabym wskazać na pewną zależność.

Otóż, zauważyłam, że zwykle dzieje się tak, że kiedy autor scenariuszy zabiera się do pisania książki kończy się to źle. Dlatego, że taki autor zapomina często o granicy, która dzieli książkę i film. "Dotyk" przerobiony na scenariusz, być może byłby materiałem na całkiem niezły telewizyjny hit. Jednak moim zdaniem, w formie książkowej ta historia jest kompletnie nieudana.

Myślę, że dostrzegam w niej pewien potencjał, pomysł, który jednak ubrany w dość kiepską i skąpą formę, niknie pod płaszczem wszechogarniającego patosu. Sposób w jaki została napisana ta książka nie porywa i nie wciąga. Główne przesłanie opowieści, które autor wyraził na odwrocie książki, "gubi się" podczas lektury.

Opowieść o lekarzu, który tworzy mikroskopijne rzeźby, nie porywa mnie (oczywiście nie jest to główny wątek). Jednakże, ten motyw wydał mi się za bardzo wydumany. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że opowieść została wymyślona "na siłę". Autor uczynił głównym wątkiem problemy dotykające lekarzy, trudy z jakimi muszą się oni zmagać, nie tylko w pracy, ale także w życiu prywatnym. Mimo tego, momentami historia zaczyna przybierać jakieś przesadnie fantastyczne kształty.

Sama nie jestem lekarzem, nie mam żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, ale mimo tego odnoszę wrażenie, że autor nie zadał sobie trudu, aby swoją powieść skonsultować z kimś, kto faktycznie zna się na medycynie. Być może moje odczucia nie są trafne w tej kwestii.

Nie podobała mi się ta lektura, moim zdaniem zabrakło w niej autentyczności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.