6 marca 2016

Osamu Dazai: Zatracenie


Ostatnio czytanie rozmaitych książek pochłania mnie tak bardzo, że tracę regularność pisania na blogu. W tej chwili czytam kilka książek naraz. Fotografie z tych lektur można znaleźć na moim Instagramie.

Książka, o której chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć nosi tytuł "Zatracenie". Kontekst, w jakim została wydana nadaje jej jeszcze większy ciężar niż ten, który zostaje narzucony przez fabułę powieści. Jest to ostatnia książka Osamu Dazai. Została wydana w roku samobójczej śmierci tego pisarza.

Można powiedzieć, że "Zatracenie" jest symbolicznym pożegnaniem autora z czytelnikami. To książka, która ma swoją ciężkość, nie ma w niej westchnień, ani romantycznych uniesień. To egzystencjalna wędrówka przez mroki życia. To historia o zapadaniu się w sobie, zatraceniu i o rosnącej samotności, która nie daje za wygraną.

Niektórzy ludzie mają w sobie pewien rodzaj egzystencjalnego niepokoju, który jest ciemny i mroczny, który nigdy nie odchodzi. Nie wynika zazwyczaj z głupoty, czy zapatrzenia w siebie, ale z wrażliwości, z próby głębszego zrozumienia. Raz zbudzony, nigdy nie gaśnie. Być może tak samo było z autorem "Zatracenia".

Tłumacz napisał, że można tę książkę czytać na dwa sposoby, albo jako spowiedź bohatera (alter ego autora), albo "(...) jako próbę przedstawienia stanu umysłu, kondycji moralnej i dylematów japońskiej inteligencji i przedstawicieli wyższych warstw społecznych, w tym potomków upadającego ziemiaństwa, w dramatycznych latach poprzedzających wkroczenie Japonii na drogę militaryzmu, podczas wojny, a także w pierwszych latach powojennych".

Wydaje mi się bliższy raczej pierwszy sposób czytania tej powieści. W bardziej osobistym kontakcie z głównym bohaterem (lub autorem), nie koncentrując się przede wszystkim na kontekście historycznym, jesteśmy w stanie wynieść z tej książki coś aktualnego dla siebie. Jakiś rodzaj pouczenia, albo zwykłego poczucia, że nie jesteśmy odosobnieni w problemach.

"Zatracenie" to ciężka opowieść. Ciężka od początku do końca, przeplatana śmiesznymi sytuacjami, które jednak pozostaną tylko nic nie znaczącymi momentami w narastającym osamotnieniu, zagubieniu i wewnętrznym smutku przykrytym płaszczem uzależnień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.