29 kwietnia 2016

Kilka refleksji na temat filmowych adaptacji "Księgi Dżungli"


Im dłużej śledzę działalność Disneya, tym bardziej wyraźnie widzę jak sieje spustoszenie wśród klasycznych, wartościowych baśni. Powieść Rudyarda Kiplinga "Księga Dżungli" jest powszechnie uznawana za klasykę literatury dziecięcej. Zawiera wiele trudnych treści, które silnie korespondują z trudami codziennego życia. Tymczasem pierwsza ekranizacja Disneya z 1967 roku dość mocno strywializowała treści zawarte w książce, podając je młodym widzom w formie bardzo uproszczonej. Co przyniesie tegoroczna ekranizacja? Cóż... Po obejrzeniu zwiastuna nie czuję się zachęcona do zapoznania się z tym filmem. Disney naprawdę nie ma skrupułów w wykorzystywaniu klasycznych utworów, w formowaniu ich w dowolny sposób, by zarobić na tym ogromne pieniądze. Robi to ze szkodą dla treści tych dzieł. Szkodzi i ma duże pole do popisu, ponieważ jest bardziej znany niż Rudyard Kipling (to przykra prawda).

Nie chcę uprawiać pustego krytykanctwa, dlatego mam dla Was coś jeszcze, jakąś jakość pozytywną, która być może przypadnie Wam do gustu. Jako dziecko chętnie i często oglądałam film "Księga dżungli" w reżyserii Zoltana Kordy. Jest to ekranizacja z 1942 roku. Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu, całość można obejrzeć na YouTube ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.