15 maja 2016

[KONKURS!] K. C. Hiddenstorm: Władczyni Mroku


"Władczyni Mroku" to opowieść dla wielbicielek krwawego fantasy. Jest to książka napisana z perspektywy kobiety i dla kobiet. Mnie osobiście nie zainteresowała, ponieważ mam inny gust literacki. Niemniej jednak domyślam się powodów, przez wzgląd na które tego typu książki są lubiane. 

Powieść "Władczyni Mroku" to łatwa w odbiorze historia dla ludzi, którzy poszukują w literaturze przede wszystkim specyficznie rozumianej rozrywki. Zastosowany w książce "filmowy" typ narracji jest tego najlepszym potwierdzeniem. Choć objętość tej książki może przerazić, czyta się ją niezwykle szybko i sprawnie. 
Mimo tego, że "Władczyni mroku" nie zainteresowała mnie, postanowiłam zorganizować konkurs z udziałem tej książki. Jest to forma "wyjścia na przeciw" tym czytelnikom, którzy tego typu literaturę cenią i lubią.

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1. Polubić stronę bloga na Facebooku [klik]
2. Udostępnić post konkursowy na swoim profilu
3. Odpowiedzieć mailowo na pytanie konkursowe: Gdybyś miał/miała możliwość zaprojektowania swojego życia na wzór fantasy, jak ono by wyglądało i czym byś się zajmował/zajmowała? Maile proszę wysyłać na adres: wezksiazkedlasiebie@gmail.com w temacie maila proszę wpisać "Władczyni Mroku".
4. Zakończenie konkursu 25.05.2016 o godzinie 11:00. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Aż trzy najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone ebookiem - Powodzenia! ;)

Fundatorem nagród w konkursie jest wydawnictwo E-bookowo.

Kulisy powstawania książki "Władczyni Mroku"


Na maj zaplanowałam dla Was konkurs, który zostanie dzisiaj ogłoszony. Nagrodą za Wasz udział w konkursie jest ebook K. C. Hiddenstorm "Władczyni Mroku". Jest to książka beletrystyczna dla wielbicieli fantasy, którzy cenią sobie krwawe opowieści. Aby przybliżyć Wam lekturę konkursową postanowiłam zadać kilka pytań autorce...

Monika M. Zielińska (MMZ): Skąd wziął się pomysł na "Władczynię Mroku"?
K. C. Hiddenstorm (KCH): U podstaw historii "Władczyni Mroku" znajduje się teoria "A co, jeśli nasze tęsknoty i pragnienia są echem życia, które nam ukradziono?", jest to ukłon w stronę wszystkich marzycieli, indywidualistów i niepoprawnych romantyków. Za tą historią stoi również chęć przełamania pewnych stereotypów i ogranych schematów, jak choćby diabeł, moralność, czy pojęcie dobra i zła oraz zabawa konwencją, mieszanie gatunków.

MMZ: Skąd czerpałaś inspirację, pomysły na bohaterów i rozwijanie fabuły?
KCH: Przede wszystkim z wyobraźni :) Pomijając potęgę pisarskiego umysłu, szalenie inspirująca jest dla mnie muzyka ("ścieżka dźwiękowa" zawarta w powieści nie jest przypadkowa); 90% pomysłów narodziło się, gdy ze słuchawkami na uszach spacerowałam po lasach, łąkach i gdzie tam jeszcze mnie nogi poniosły, a mój mózg wyświetlał film pod lecące właśnie utwory i wydaje mi się, iż "filmowy" sposób prowadzenia narracji jest doskonale widoczny na kartach tej powieści, gdyż w głowie widziałam to właśnie tak - jako film. A skoro jesteśmy już przy filmach, to w nich również niejednokrotnie znajduję inspirację, podobnie w książkach, a czasem nawet w codziennym życiu. Do pewnego stopnia "Władczyni Mroku" i występujące w niej postaci były przemyślane, zaplanowane, wydaje mi się jednak, że w pewnym momencie fabuła i bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, wymykają się spod pióra pisarza, który nie pisze już tego, co wymyślił, a opisuje to, co zobaczył zaglądając do świata, nad którym stracił jakąkolwiek kontrolę - tak właśnie się stało. I tak jest dobrze. John Fowles powiedział: "zaplanowany świat (taki, w którym widać wyraźnie, że go zaplanowano) to świat martwy. Gdy nasze postacie i wydarzenia przestają nas słuchać, wtedy dopiero zaczynają żyć prawdziwym życiem", a ja zgadzam się z nim w zupełności.

MMZ: W jaki sposób przebiegała Twoja praca? Jak długo powstawała książka? 
KCH: Powieść pisałam około 1,5 roku (z edycją i korektą włącznie). Starałam się pisać codziennie, lecz oczywiście chęci to jedno, a możliwości zupełnie co innego. Gdy była wena, nie zawsze był czas, zaś gdy był czas, wena niekoniecznie miała ochotę współpracować. W większości pisanie było przyjemnością, lecz zdarzały się chwile, że było ono również torturą (zwłaszcza gdy fabuła wymykała się spod kontroli i/lub następował tzw. pisarski paraliż), jednak koniec końców satysfakcja ze stworzenia tej powieści przyćmiła wszelkie niedogodności i wyrzeczenia (mówiąc "wyrzeczenia", mam na myśli śpiączkę życia prywatnego). A największą zaś nagrodą jest czytelnik mówiący: "Hej, Hiddenstorm, podobała mi się ta historia".
 
MMZ: Która postać jest Ci najbliższa i dlaczego? 
KCH: Choć z każdą z postaci czuję się w jakimś stopniu związana (właściwie to w całkiem sporym), to jednak wydaje mi się, że najbliższa jest mi Megan Rivers, główna bohaterka. Zapewne w dużym stopniu przyczyniła się do tego narracja pierwszoosobowa, jaka zastosowana jest w rozdziałach opisujących tę część historii, która dzieje się w San Francisco, jak i fakt, iż ona również jest pisarką zmagającą się z podobnymi rozterkami. Myślę, że mniej lub bardziej świadomie dałam Megan trochę swoich cech osobowości, lecz mimo to nie jest ona mną, nie jest ona moją kopią, a raczej osobą, którą chciałabym być (a już na pewno chciałabym dysponować jej mocami) i analogicznie przez związek z nią bliski jest mi również Nicholas Marlowe, ale to już może nie rozwijajmy wątku, bo powiem za dużo...

MMZ: Dziękuję Ci za to, że zgodziłaś się w kilku słowach przybliżyć czytelnikom mojego bloga "Władczynię Mroku" ;)
KCH: Dziękuję również i zachęcam do lektury :)  

13 maja 2016

Mindfulness - stan umysłu


Jakiś czas temu o mindfulness zrobiło się głośno, chociaż są kręgi, w których było znane już od dawna. Mindfulness to nie tylko stan umysłu. Przy systematycznej praktyce przeradza się w styl życia. Polega na skupieniu i obecności, na przeżywaniu teraźniejszości i cieszeniu się nią. Cały czas zastanawiam się dlaczego mówi się o mindfulness tak, jakby to był jakiś nowy wynalazek? Dlaczego mówimy "mindfulness", a nie np. "stan pełnego skupienia"? Jest to synonimiczne a jednak ludzie wolą mówić, że idą na hamburgera, a nie na kanapkę z wołowiną. Nasz język jest bogaty i piękny, nie brakuje w nim określeń, które moglibyśmy stosować zamiast amerykańskich lub angielskich nazw. Tak naprawdę to jest temat rzeka, który zasługiwałby na osobny post. Wystarczy przejrzeć kilka ogłoszeń o pracę, żeby zobaczyć trend posługiwania się anglojęzycznymi nazwami - często wygląda to po prostu śmiesznie.


Każde skupienie na chwili obecnej, czy to na nauce, czy na kontemplacji przyrody jest określane jako "stan mindfulness". Ta nazwa nie wnosi niczego nowego w nasze życie. Czasami wydaje mi się, że anglojęzyczne nazwy w języku polskim są używane po to, żeby komuś podnosić ego. Tylko nie wiem komu, po co i dlaczego ;)

Dr Jan Chozen Bays: Uważność w jedzeniu


W tej książce znajdziecie ćwiczenia pomagające praktykować uważność w jedzeniu. Niektóre porady Jan Chozen Bays wydają mi się zbyt trywialne żeby w ogóle je zapisywać. Dla mnie jest to raczej oczywiste, że uważność w jedzeniu, jak i w każdej innej dziedzinie życia jest czymś cennym i ważnym. Pomaga zachować lepsze zdrowie i komfort umysłu. Zamiast o tym czytać, wystarczy po prostu zacząć się skupiać na tym, co się robi. Przede wszystkim warto robić tylko jedną rzecz na raz. Wielozadaniowość rozprasza uwagę i bardzo męczy. Tymczasem, naprawdę wystarczy po prostu skupić się na robieniu jednej rzeczy na raz, aby czuć się bardziej komfortowo.

Dr Jan Chozen Bays: Mindfulness: Jak wytrenować dzikiego słonia i inne przygody w praktyce uważności


W tej książce znajdziecie wachlarz prostych ćwiczeń, które pomogą Wam praktykować stan skupienia i obecności. Nie są to ćwiczenia, które wymagają od kogokolwiek jakiegoś specjalnego zaangażowania. Autorka pokazuje, że skupienie można ćwiczyć w każdej chwili swojego życia - wrażenie "odkrycia Ameryki" nie opuszcza jej ani na chwilę. Tymczasem, ja mam wrażenie, że jest to kolejna publikacja, w której banał podnoszony jest do rangi jakiegoś wielkiego odkrycia a treść merytoryczna w ogóle nie jest brana pod uwagę. Można powiedzieć, że jest to zaprzeczenie idei uważności, którą autorka usilnie chce praktykować.


Cóż... Pośród czytelników jest zapotrzebowanie na różne książki. Choć moim zdaniem, szkoda czasu na banały ;)

8 maja 2016

F. Couplan, A. Lazaron: Rośliny lecznicze. Uprawa i zastosowanie. 20 roślin o tysiącach zalet.


Książka zawiera zbiór opisów 20 roślin. Znalazły się w niej rośliny powszechnie znane i stosowane w ziołolecznictwie, oraz te mniej popularne. Treść wzbogaciły zdjęcia i rysunki, które ułatwią laikowi identyfikację ziół. W zbiorze znalazły się nie tylko porady dotyczące właściwości prezentowanych roślin i  zalecenia jak je stosować, ale również wskazania dotyczące ich uprawy.

Mimo wspomnianych zalet, zbiór wydaje się być chaotyczny. Moim zdaniem jest to największa wada tej książki. Brakuje jakiegoś uporządkowania treści (np. "zioła na określoną dolegliwość", albo "zioła według miejsca występowania"). Wydaje się, że rośliny przedstawione w książce zostały dobrane przypadkowo, równie dobrze można by było umieścić tutaj jakiś inny zestaw roślin. Chaos sprawia, że taki poradnik, choćby najpiękniej wydany, jest kompletnie nieużyteczny.

Mimo interesujących treści nie poleciłabym tej książki nikomu, kto zastanawiałby się nad jej zakupem. Zazwyczaj do poradników ziołoleczniczych sięgamy w celu znalezienia rozwiązania dla konkretnego problemu. Jeśli posługiwanie się taką książką jest utrudnione przez niejasny układ treści, używanie jej po prostu nie ma sensu.

5 maja 2016

Zapowiedzi na maj



Dzisiaj mam dla Was zapowiedź wiosennej niespodzianki. Polecam obserwować stronę, ponieważ 15 maja ukaże się wpis konkursowy i znów będzie okazja na zdobycie interesującej książki - tym razem w formie E-booka. Na razie nie zdradzam tytułu, ponieważ właściwy wpis ukaże się właśnie 15 maja :)

W planach na maj jest również nowa podstrona bloga. Nie wiem czy uda mi się to zrealizować, bo koniec roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami. Mimo tego głęboko wierzę, że na wszystko znajdzie się czas i mam nadzieję, że z końcem tego miesiąca faktycznie ukaże się nowa podstrona. Najprawdopodobniej będzie to inny blog, połączony linkiem ze stroną główną (tak, jak połączyłam malinowoherbacianą z czytamirecenzuje). Możliwości Blogspota nie wystarczają mi do tworzenia satysfakcjonujących podstron, dlatego szukam innych rozwiązań. ;)

Postanowiłam się jeszcze lepiej zorganizować i planować zawczasu recenzje, które dla Was piszę. Kiedyś nie było takiej potrzeby, ponieważ nie współpracowałam z tyloma wydawnictwami i właściwie wpisy mogły ukazywać się w dowolnych momentach. Teraz widzę coraz większą potrzebę zaplanowania postów. Można powiedzieć, że już w jakimś stopniu robiłam to wcześniej, ale czuję, że teraz powinnam jeszcze bardziej się na tym skoncentrować. 

Tak czy inaczej, maj zapowiada się twórczo ;)

1 maja 2016

Rytuały z życia moli książkowych


Kolejny raz skorzystałam z Facebookowej grupy Bookathon Polska. Tym razem chciałam poznać Wasze zwyczaje czytelnicze. Oprócz dość tendencyjnych odpowiedzi znalazło się kilka całkiem ekscentrycznych, jak np. wyciszanie się przy dźwiękach odkurzacza.

Nie ulega wątpliwości, że jako mole książkowe po prostu czytamy wszędzie. Dzień bez czytania można spokojnie uznać za stracony. Jednak są takie miejsca, w których czyta nam się lepiej niż w innych. Niektórzy lubią spokój w pełnym poduszek fotelu. Inni, gwar w środkach komunikacji miejskiej. Jedni uwielbiają czytać w absolutnej ciszy, a drudzy zanurzają się w lekturę słuchając muzyki instrumentalnej.

Zwykle jednak zgadzacie się co do tego, że muzyka "do czytania" musi być albo instrumentalna, albo śpiewana w nieznanym języku. Czasami odpowiednio dobrana muzyka pomaga lepiej wejść w klimat książki. Mnie również zazwyczaj rozpraszają słowa piosenek, Enya i Secret Garden to dwa wyjątki ;).

Niektórzy z Was zamiast muzyki wybierają playlisty z dźwiękami natury. Jeśli chodzi o mnie, to bardzo często odtwarzam sobie odgłosy deszczu i burzy - wśród Was również znaleźli się miłośnicy tych dźwięków. Odgłosy deszczu znaleźć możecie nie tylko na dworze, ale także na YouTube, Spotify oraz w aplikacjach dostępnych w sklepie Google Play- są to całkiem niezłe zastępniki. Chociaż, oczywiście nic nie zastąpi prawdziwego deszczu!

Niezmiennie najbardziej powszechnym przepisem na czytanie okazuje się być: książka, kakao, poduszki i koc. Ważne żeby z tym nie przesadzać, bo hektolitry kakao i żywot kanapowca nie są najlepszym połączeniem. Jednak, od czasu do czasu warto sobie pozwolić na taką przyjemność :)