30 września 2016

Lawrence Grobel: Meryl Streep. O sobie.

"Musisz znaleźć własną drogę. Masz własne zasady. Masz własne zdanie o samej sobie i na to w życiu będziesz liczyła. To jest to, co uważasz za właściwe. Nie to, co ci powiedziała twoja matka. Nie to, co ci powiedziała jakaś aktorka. Nie to, co ktokolwiek inny ci powiedział, tylko ten cichy, słabiutki wewnętrzny głos".
Meryl Streep

Postanowiłam wyciągnąć z tej książki zdanie, które wydało mi się najbardziej wartościowe i godne przytoczenia. To zdanie pokazuje jaką Meryl Streep chciałabym poznać, czego chciałabym się o niej dowiedzieć. Nie dowiedziałam się. Spodziewałam się po tej książce "czegoś więcej". Nawet nie chodzi o to, że miałam jakieś wygórowane oczekiwania, które nie zostały spełnione. Problem polega na tym, że chodzi o podstawy...

Zabrakło minimalnego porządku, który wyznaczałby kolejność treści. Czytelnik dostaje do rąk publikację ze zdjęciem świetnej aktorki na okładce, znanej z solidnej i uporządkowanej gry aktorskiej. Tymczasem książka Grobela to prawdziwy miszmasz "ubżdżony" pięknymi zdjęciami (ale to akurat zasługa fotografów oraz Meryl Streep). Książka nie posiada żadnego spisu treści, jest co prawda podzielona na części, ale jest to podział roboczy, który nie wprowadza harmonii, nie służy lekturze.

Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że po raz trzeci, lub czwarty czytam te same zdania. Kiedy przyjrzałam się temu bliżej, okazało się, że rzeczywiście książka zawiera nad wyraz wiele powtórzeń. Zdecydowanie za dużo jak na tego typu publikację. "Meryl Streep. O sobie." to propozycja dla psychofana kolekcjonera, nie dla kogoś, kto chciałby przyjrzeć się bliżej życiu i twórczości tej wspaniałej aktorki. Zdjęcia zamieszczone w książce są fenomenalne, ale dziś, kiedy możemy je wszystkie obejrzeć w Internecie, naprawdę potrzeba czegoś więcej aby zainteresować czytelnika.

27 września 2016

Regina Brett: Jesteś cudem

Lektura książki Reginy Brett to dla mnie nie tylko kolejny tytuł odhaczony na liście książek do przeczytania, ale przede wszystkim osobista wędrówka w głąb siebie i w głąb ludzi, którzy otaczają mnie na co dzień. To moja pobudka, przypominanie sobie o Źródle, z którego (jak wierzę i chcę wierzyć) wypływa wszystko, i do którego wszystko wraca. Czasami tak trudno jest w to wierzyć, ale może właśnie dlatego, że to takie proste.

Ludzie z felietonów Reginy Brett to często mieszkańcy Cleveland, którzy są absolutnie zwyczajni, ale swoimi codziennymi wyborami, powodują, że w świecie dzieją się niesamowite rzeczy. Oni zmieniają świat drobiazgami. To ludzie, o których nie dowiedzielibyśmy się gdyby nie Regina Brett, która postanowiła spisać ich historie. Podobno w 2010 roku "Forbes" opublikował ranking, z którego wynika, że Cleveland jest najbardziej przygnębiającym miastem w USA ze względu na panujące bezrobocie, problemy z korupcją władz miejskich i wysokie podatki [1]. Nie mam pojęcia jak ten ranking wygląda dzisiaj, ale jedno jest pewne. Nawet największy mrok można rozproszyć, zwykle wystarczy do tego jedna zapałka. Konfucjusz powiedział: "Lepiej zapalić świeczkę, niż przeklinać wielką ciemność"[2]. I trochę tak w życiu jest, że często szukamy nie wiadomo czego, zamiast skupić się na tym, co najprostsze, co można zrobić "od ręki".

Myślę sobie, że każdy ma wokół siebie takie małe Cleveland i ludzi, którzy swoim życiem robią coś dobrego, zmieniają świat na lepsze. Nie trzeba ich szukać za oceanem. Oni są w Twoim domu, w Twoim sąsiedztwie, w Twoim najbliższym otoczeniu, na co dzień robią dobre rzeczy i nie domagają się poklasku. "Jesteś cudem" to opowieść trochę o nich, trochę o mnie i o Tobie, trochę o mieszkańcach Cleveland, a trochę o Reginie Brett. To opowieść o naszych obawach, lękach i nadziejach, o tym, co powstrzymuje nas przed działaniem, o tym co nas łączy i dzieli, o problemach, które mamy i radościach, oraz poruszeniach duszy, które czasami przeżywamy.

Ale przede wszystkim, to opowieść o Bogu, który przemawia przez ludzi. Przez Ciebie i przeze mnie, niezależnie od tego, czy w Niego wierzysz, czy nie wierzysz, jakiej jesteś płci i rasy, niezależnie od tego skąd pochodzisz i jakie masz przekonania. Czasami żeby zobaczyć swoje Cleveland wystarczy trochę baczniej się rozejrzeć i nieco szerzej otworzyć oczy. I tylko tyle.

------------------------------------------------
Źródła:

17 września 2016

Rudyard Kipling: Księga dżungli

Bardzo długo byłam przekonana, że "Księga dżungli" Rudyarda Kiplinga to powieść, tymczasem okazało się, że jest to zbiór opowiadań. Zanim przejdę do recenzji książki, myślę, że warto wspomnieć kilka słów o autorze.

Rudyard Kipling urodził się w 1865 roku w Bombaju. Większość swojego życia spędził w Indiach. W jego dziełach można dostrzec fascynację egzotyką Indii, przekonają się o tym także czytelnicy "Księgi dżungli". Książki Kiplinga zyskały ogromną popularność. W 1907 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Zmarł w 1936 roku w Londynie.

Na czym polegał fenomen Kiplinga? Powiedziałabym, że przede wszystkim na tym, że bardzo zręcznie potrafił wykorzystywać wiedzę, którą posiadał. Dzisiaj wszyscy piszą książki, wielu pisze żeby pisać, bo wydaje im się, że każdy człowiek jest ich potencjalnym czytelnikiem. Do pewnego stopnia rzeczywiście tak jest, ale tacy autorzy nie stają się przez to wybitnymi literatami. Fenomen Kiplinga polegał na tym, że miał on coś do przekazania. Potrafił przelewać swoje zainteresowanie Indiami, ich przyrodą, naturą na teksty literackie.

Świat "Księgi dżungli" to świat dziki, ale rządzący się ściśle określonymi prawami. To świat trudny, ale piękny, nieprzerysowany. W swoich opowiadaniach Kipling ukazuje różnice zachodzące między zwierzętami a ludźmi, nie zamykając się na możliwość międzygatunkowej przyjaźni. Pierwsze trzy opowiadania to historia Mowgliego, ludzkiego dziecka wychowanego przez wilki. Dojrzewający chłopak w pewnym momencie musi dokonać życiowego wyboru, czy zostać w dżungli, czy wrócić do "swoich". Jego człowieczeństwo staje się coraz wyraźniejsze a dżungla zwraca się przeciwko niemu. Z czasem okazuje się, że ludzie, do których Mowgli próbuje powrócić, w bardzo niewielkim stopniu różnią się od dzikich mieszkańców dżungli...

Oprócz historii Mowgliego, w książce znalazły się opowiadania: "Biała foka", "Rikki-Tikki-Tavi", "Toomai, druh słoni" oraz "Słudzy królewskiej Jejmości". "Księga dżungli" to klasyka literatury brytyjskiej, choć książka wyszła w kategorii "Literatura dla dzieci", jej lekturę polecam również dorosłym. 

Nie zachęcam do oglądania nowych ekranizacji opowieści Kiplinga, ponieważ bardzo trywializują tę historię i pomijają to, co w niej najpiękniejsze. Zdecydowanie godny polecenia jest film Zoltana Kordy z 1942 roku, polecam go Waszej uwadze. :)


5 września 2016

Daniel Kahneman: Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym.


"Pułapki myślenia...." prześladowały mnie od roku, stanowisko Kahnemana było mi znane już w czasach szkoły średniej ale dopiero niedawno sięgnęłam po tę książkę. Lektura całkiem lekka i przyjemna, choć ilość stron zastraszająca. Tezy autora są dość często powtarzane i przez to odniosłam wrażenie, że można by było napisać o tym artykuł zamiast pisać kilkusetstronicową książkę.

Według Kahnemana nasz umysł można podzielić na dwa systemy (System 1 i 2). Pierwszy, możemy porównać do zająca, drugi, do żółwia (w tym miejscu polecam krótką bajkę Disneya "Żółw i zając", można ją obejrzeć tu [klik]). Zając działa intuicyjnie, pracuje szybko na podstawie znanych schematów, które bardzo często nieadekwatnie stosuje do rzeczywistości. To właśnie on swoim zniecierpliwieniem i chęcią szybkich rezultatów, stosując uproszczone reguły wnioskowania powoduje błędy poznawcze. W licznych eksperymentach opisywanych przez Kahnemana można znaleźć potwierdzenie dla tezy, że zając często prowadzi nas na manowce i  bardzo rzadko ma rację. 

Żółw natomiast jest powolny, potrzebuje czasu i wysiłku. Jego rozstrzygnięcia są trafne, ponieważ są przemyślane. Samo "uruchomienie" żółwia wymaga dużego zaangażowania, ale tylko inwestowanie w system 2 ma sens. Telewizja i inne środki masowego przekazu, które wymuszają na nas prosty i niewymagający odbiór treści, dokarmiają naszego zająca. Z czasem "uruchomienie" żółwia przychodzi nam z większym trudem, a nasze myślenie jest nastawione na stereotypowy, schematyczny i często błędny odbiór rzeczywistości (jeśli interesuje Was ta tematyka zachęcam też do lektury książki Neila Postmana "Zabawić się na śmierć" - link do recenzji tutaj [klik]).

Czy jesteśmy w stanie uwolnić się od pułapek myślenia? Uważam, że nie. Zbyt wiele bodźców wpływa na nas z każdej strony abyśmy byli w stanie je wszystkie kontrolować i sprawdzać. Niemniej jednak, warto zadbać o swojego żółwia, choćby kontrolując treści, którymi karmimy go w wolnym czasie. Najpierw warto zapytać siebie "po co to robię?", "jaką mogę mieć z tego korzyść?", "czy na pewno warto poświęcić na to swój czas?". 

Człowiek jest tak skonstruowany, że czasami lubi robić rzeczy, z których nie ma absolutnie żadnego pożytku. Czasami lubi sobie szkodzić, wmawiając sobie, że jest to jedna z form jego odpoczynku. Ale czy naprawdę? Nie zawsze to, co wydaje się nam odpoczynkiem rzeczywiście nim jest. Nie dajmy się zwieść zającowi, w końcu to on zwodzi nas najczęściej! Gdy oglądamy telewizję bez opamiętania (albo pozwalamy na to, aby programy leciały "w tle" naszych czynności), zabijamy swoją moc twórczą i wyobraźnię, obniżamy poziom koncentracji i przyzwyczajamy umysł do działania Systemu 1. Żeby przyzwyczaić się do pracy Systemu 2 nie musimy przecież zostawać amiszami, wystarczy zapanować nad sposobem, w jaki korzystamy z rozrywek oferowanych przez współczesny świat.

Książkę Kahnemana polecam wszystkim, jest to literatura popularno-naukowa, w której autor wielokrotnie wyraża swoje stanowisko popierając je rezultatami eksperymentów psychologicznych. Wydaje mi się, że "Pułapki myślenia..." mogą być zachętą do tego, aby zainteresować się filozofią, która moim zdaniem jest podstawą wszelkich dyscyplin i poważnego myślenia o świecie. Studiując ją pielęgnujemy swój System 2. Osobiście nie przepadam za tymi wszystkimi eksperymentami psychologicznym, bo tak naprawdę każdy z nich oparty jest na pewnych założeniach i można go podważyć zadając odpowiednie pytanie. Niemniej jednak, eksperymenty także mogą stanowić punkt wyjścia dla rozważań nad wybranym tematem, czy problemem i w tym sensie są wartościowe. Zachęcam do lektury ;)