10 października 2016

Katerina Lachmanova: Więzienie nieprzebaczenia

Tytuł tej książki nie zachęca do lektury. Mnie kojarzy się on z literaturą niskich lotów. Nic bardziej mylnego. Powiedzenie: "nie ocenia się książki po okładce" w tym wypadku się sprawdza. Książka Lachmanovej to świetna propozycja dla tych, których interesuje niebanalna literatura z zakresu duchowości. Autorka bierze na warsztat przebaczenie i jego rolę w naszym życiu. Nicią przewodnią jej rozważań są fragmenty Pisma Świętego. Lachmanova wychodzi od tego, czym jest przebaczenie dla jednostki, aby następnie zastanowić się nad tym, czym ono jest dla wspólnoty i w jaki sposób może się w niej realizować.

"Więzienie nieprzebaczenia" opowiada o tym, jak często oszukujemy samych siebie, wmawiamy sobie, że przebaczyliśmy, choć tak naprawdę to się jeszcze nie stało. O tym, jak pozostawiamy pewne sprawy nie dokańczając ich i pozwalamy im ciążyć w swoim życiu. Przebaczenie nie jest procesem, który dokonuje się raz a dobrze, właściwie ciągle musimy coś przebaczać sobie, albo komuś. To ciągłe wyzwanie i ciągła praca nad sobą. Kiedy tego nie robimy zazwyczaj gnuśniejemy i prędzej czy później przygniata nas ciężar nieprzebaczenia, które można nazwać więzieniem duszy.

W drugiej części książki autorka pisze o rozłamach wewnątrz Kościoła: "brak umiejętności znoszenia się nawzajem wewnątrz Kościoła i wzajemna pogarda są ważnymi grzechami, z którymi często przyzwyczailiśmy się żyć (...)". Lachmanova pisze także o pysze, która wynika z tzw. "chełpienia się byciem katolikiem". Z ulegania fałszywemu przekonaniu, że jest się lepszym od innych z samego faktu bycia katolikiem. Podczas lektury tej części książki stanęli mi przed oczami rozmaici ludzie, których miałam okazję w życiu spotkać, a którzy zachowywali się tak, jak gdyby już dawno "zajęli sobie miejsce w niebie". Zapadła mi w pamięć zwłaszcza jedna osoba, która snuła bardzo długie opowieści na temat swojego zbawienia, a równocześnie potrafiła podejść do drugiego człowieka i zgnębić go do granic możliwości. Swoją postawą skutecznie wybijała młodym ludziom z głów przekonanie, że Bóg może ich kochać, choć bardzo możliwe, że w tej swojej świeckiej i samozwańczej świętości, po prostu nie zdawała sobie z tego sprawy.

Książka Lachmanovej jest też o takich ludziach, o tym, że oni także zasługują na przebaczenie. Ich postawa jest pewnym ostrzeżeniem przed tym, do czego może doprowadzić brak pokory w stosunku do wiary. To zachęta do stanięcia w prawdzie, do tego, aby nie zamiatać pod dywan rzeczy ważnych, nie udawać, że nie istnieją. Aby umieć mówić jak jest, aby pamiętać o istocie chrześcijaństwa i nie ulegać faryzeizmowi tylko po to, żeby zachować "dobre imię instytucji".

Uważam, że warto przeczytać tę książkę, spojrzeć na przebaczenie nie tylko w sposób jednostkowy, ale również wspólnotowy. Być może ta lektura, pozwoli Wam zwrócić uwagę na jakiś aspekt życia, o którym do tej pory nie mieliście okazji pomyśleć. We mnie wywołała kilka nowych refleksji i pytań.

1 października 2016

Carlo Collodi: Pinokio

Klasyczne opowieści mają to do siebie, że są ponadczasowe. Może dlatego, że zwykle są to historie z morałem, zawierające jakąś życiową mądrość. "Pinokio" to bajka o głupocie, próżności i lenistwie, oraz o tym, do czego te wady prowadzą. To również opowieść o wielkiej ojcowskiej miłości, która wybacza wszystko.

W zachowaniu Pinokia razi przede wszystkim niekonsekwencja, brak rozsądku i jakiegoś takiego podstawowego rozeznania na "dobrych" i "złych". Pinokio ma dobre intencje, ale dobiera złe środki do swoich działań. Chłopiec ma trochę niewłaściwe priorytety, najpierw chce zarobić dużo pieniędzy aby wspomóc ojca, a dopiero potem koncentruje się na jego osobie. Natomiast, staruszek chce po prostu być z Pinokiem, być jego ojcem i kochać go niezależnie od sytuacji materialnej. Chłopiec zaś, najpierw myśli o pieniądzach, a dopiero potem o ojcu. Pinokio nie ma pojęcia o zarabianiu, poszukuje zysków, które przychodzą łatwo i nie wymagają żadnego wysiłku. W efekcie, niejednokrotnie zostaje oszukany. Jest tak bardzo nieroztropny, że nie potrafi uczyć się na błędach. Wnioski wyciąga dopiero wtedy, kiedy już nie może żyć pod ciężarem swoich własnych decyzji.

Pinokio źle dobiera sobie przyjaciół. Obraca się wśród złych doradców, którzy sami chcą czerpać zyski z naiwności chłopca. Odwraca się od Świerszcza, który jest dobrym przyjacielem, ale jego rady są zbyt "niewygodne", aby chłopiec mógł je przyjąć. Zamiast tego, pajacyk daje sobie mydlić oczy złudzeniem szybkiego bogactwa i przyjemności. Mimo tych wszystkich moralnych klęsk, jakie ponosi Pinokio, Dżepetto wszystko mu wybacza i nie przestaje go szukać. Staruszek, który nie ma nic, jest gotów ofiarować wszystko, łącznie ze swoim ostatnim płaszczem po to, aby zapewnić chłopcu godny byt.

"Pinokio" to historia oparta na bardzo starym motywie. Ta powieść to ilustracja biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym. To historia o chłopcu, który roztrwonił cały ojcowski majątek (w tym przypadku zaczęło się od sprzedaży elementarza - jedynego posiadanego dobra), o chłopcu, który podążał za przyjemnością i życiem po najniższej linii oporu. To także opowieść o ojcu, który przyjmuje syna marnotrawnego z otwartymi ramionami, i który już wszystko mu wybaczył, zanim ten zdążył wypowiedzieć "przepraszam". Warto zwrócić uwagę na to, że przez cały ten czas, kiedy Pinokio upadał coraz niżej, jego ojciec szukał go i czekał na niego, zawsze gotowy do tego, aby przyjąć go z otwartymi ramionami.

Czy naprawdę muszę mówić, że warto przeczytać tę książkę? Co prawda jest to wydanie skrócone, ale nie ze szkodą dla treści.