8 grudnia 2016

Scott Kelby: Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. 200 ujęć Scotta Kelby'ego.

Zawsze, kiedy autor sam siebie nazywa "mistrzem" raczej wzbudza to podejrzenia i wygląda po prostu nieprofesjonalnie. Bardzo możliwe, że wynika to z osobliwego poczucia humoru Scotta Kelby'ego, które jest wybitnie irytujące - dlaczego? O tym, w dalszej części recenzji... 

Scott Kelby jest redaktorem naczelnym i wydawcą czasopisma "Light it", wydawcą magazynu "Photoshop User" oraz przewodniczącym stowarzyszenia National Association of Photoshop Professionals. Głównie zajmuje się on fotografią komercyjną. Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego fotografa, zachęcam do zapoznania się z jego stroną internetową [klik].

Wspomniałam wcześniej o denerwującym poczuciu humoru. Autor przez trzy pierwsze rozdziały "żartuje" bez opamiętania. Są to żarty zupełnie nieśmieszne, denerwujące i zniechęcające do dalszej lektury książki. Momentami "Sekrety mistrza..." są wypełnione jałowymi tekstami, które bardzo szkodzą tej publikacji i powodują w czytelniku wrażenie, że to "pusta książka napisana dla prestiżu". Jestem zadowolona, że mimo początkowej niechęci, nie zraziłam się zupełnie do tych "Sekretów...".

Od strony merytorycznej znalazłam tutaj wiele interesujących wskazówek, pomysłów i inspiracji. Książka zawiera mnóstwo sugestii technicznych, które są być może banalne, ale niekoniecznie oczywiste. Autor opowiada o wszystkich tych drobiazgach, które mogą wydawać się nieistotne a jednak nie pozostają bez wpływu dla jakości zdjęcia i na efekt, jaki chcemy osiągnąć. Rozdziały poświęcono fotografii: natury, ślubów i wesel, krajobrazu, architektury oraz sportu. Znajdziemy także kilka przepisów na zdjęcie, które pokazują i tłumaczą jak osiągnąć konkretny efekt. Dzięki lekturze tej książki czytelnik pozna sposoby na unikanie niektórych problemów oraz dowie się, czym powinien się kierować przy wyborze odpowiedniego sprzętu.

Polecam "Sekrety..." głównie tym osobom, którzy są na początku swej przygody z fotografią. Zaawansowanym fotografom ta książka wyda się pewnie zbędna, nudna i niepotrzebna. Wszystkim pozostałym, zdecydowanie ją polecam. Uważam, że warto wytrwać i jakoś przebrnąć przez te "żarciki" na początku ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.