1 grudnia 2016

"Skrzypek na dachu" - Strumień wrażeń ze spektaklu

W niedzielę (27.11.16) miałam przyjemność obejrzeć musical "Skrzypek na dachu" w reżyserii Jerzego Gruzy. Wizyta w Teatrze Muzycznym w Gdyni dostarczyła mi wielu wzruszeń, poruszeń, radości oraz smutków. Bardzo silne i pozytywne wrażenie wywarła na mnie pełna ekspresji gra Bernarda Szyca, który wcielił się w rolę Tewji mleczarza.

"Skrzypek na dachu" to historia skonstruowana wokół problemu przełamywania obyczaju i społecznych konsekwencji, które się z tym wiążą. Temat jest mi bliski, ponieważ swoją pracę licencjacką poświęciłam podobnym zagadnieniom. Analizowałam kwestie związane z poczuciem obcości i autentyczności w filozofii Jacquesa Rousseau. Znaczna część mojej pracy traktowała o sztuczności, jaką obyczaj na nas nakłada. Ten wątek jest wyraźny w "Skrzypku...".

Tewje nie pasuje do innych mieszkańców Anatewki, ponieważ jego decyzje są nieszablonowe. Mężczyzna ostatecznie godzi się na ślub dwóch pierwszych córek, które z miłości do swoich przyszłych mężów złamały panującą konwencję. Podczas gdy inni mieszkańcy zdają się patrzeć na rzeczywistość w sposób płaski, Tewje poszukuje głębszego sensu. Choć jest człowiekiem niespokojnym i nerwowym, stara się zrozumieć swoje córki, spojrzeć na nie okiem dobrego ojca i  w swych decyzjach, kierować się miłością do nich. Kiedy trzecia córka przychodzi do ojca aby oznajmić mu, że pragnie poślubić prawosławnego, Tewje odwraca się od niej. Czyżby trzecia córka dotarła do granic jego cierpliwości? A może w obliczu panującej sytuacji było to dla niego zbyt trudne? Podczas musicalu miałam wrażenie, że to nie były jedyne motywy głównego bohatera. Trzecia córka nie okazała ojcu w przekonujący sposób, że liczy się jego zdaniem. Odniosłam wrażenie, że jej relacja z nim, jest bardziej skomplikowana, niż sióstr, które przed nią przetarły małżeński szlak.

To, co zwróciło moją uwagę to relacja głównego bohatera z Bogiem, która jest taka szczera, ludzka i imponująco trwała. Tewje nie tylko zachowuje formy kultu religijnego, ale przede wszystkim przez cały czas zwraca się do Boga, często opowiada Mu o swoim życiu. Pozwala sobie na to, aby trochę do Boga pomarzyć "Gdybym był bogaczem (...)", narzeka na to, jak jest mu ciężko w biedzie, ale robi to z niezwykłą ufnością. Jego relacja ze Stwórcą jest żywa, dlatego, że są takie momenty, kiedy Tewje złości się na Boga, a równocześnie w tej złości jest blisko Niego. Mężczyzna potrafi także w odpowiednim momencie podziękować, natomiast w chwilach zwątpienia zdaje się pytać "Panie co mam dalej robić?". Nieskomplikowana forma jego wypowiedzi powoduje, że jego relacja z Bogiem, nie jest po prostu "relacją", ale jest to specyficznie JEGO relacja, w której Tewje pokazuje siebie ze wszystkimi swoimi wadami i ze wszystkimi swoimi zaletami. Pozwala sobie po prostu z Nim być.

Uwielbiam w teatrze doświadczać takiego poczucia, że aktor znika za graną przez siebie postacią. W niedzielnym spektaklu wszyscy aktorzy zniknęli, a ich wzajemna synchronizacja i koordynacja, wzbudziły mój podziw i wywołały wiele wzruszeń. Dzięki nim śmiałam się i płakałam, zaś ilość i jakość przeżyć, które mi towarzyszyły tego wieczora, nie wyczerpuje się w żadnych słowach. Choć nieudolnie starałam się przekazać strumień wrażeń jakiego doświadczyłam, mam poczucie, że jest to jakieś takie "małe" i niewystarczające. Na koniec dodam tylko, że "Dzieje Tewji Mleczarza" dopisałam do listy książek do przeczytania ;). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.